Wpisy archiwalne w kategorii

rekreacja

Dystans całkowity:28646.00 km (w terenie 3389.00 km; 11.83%)
Czas w ruchu:1564:41
Średnia prędkość:18.29 km/h
Maksymalna prędkość:63.70 km/h
Liczba aktywności:651
Średnio na aktywność:44.00 km i 2h 24m
Więcej statystyk

Dziś dla odmiany po Sosnowcu

Czwartek, 12 lipca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Do południa PTTK i Katowice autobusowo z myślą, że może padać i wybieram ten środek transportu.

Popołudnie z myślą, że coś więcej się urodzi. Skończyło się tylko na wypadzie do Center S-ca wmordewind nie dawał za wygraną ale nogi robiły co mogły by przez te podmuchy się przemieścić. Dostaję telefon od kumpla, że ma sprawę bierze udział w jakimś konkursie foto o tematyce rowerowej. Kocham rower czy coś w tym stylu. Na konsultacjach i różnych tematach schodzi trochę czasu łażąc po Parku Sieleckim.
Nagle zaczęło się chmurzyć więc odprowadzam kumpla i zaczęło lać zaś postój w jednej z Klatek na Legionów. Przestało padać więc zbieram się do domu, jak na złość wracając druga chmura mnie złapała, dobrze się jechało bez wiatru ale co z tego jak cały mokry wróciłem.
Dzień się skończył na delikatnym dystansie ale zawsze lepszym jak miało by wogóle go nie być.

Przesilenie letnie

Środa, 11 lipca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Dziś jakaś taka niemrawa jazda, na bika wybrałem się dopiero po 19:00. Wcześniej oglądając 2 etap TdP. Włączam szwędacza i w drogę, dziś jakby chłodniej i nogi jakoś nie chciały zapodawać.
I tak na początek przez Lenartowicza na Balaton, tam trochę po terenie objeżdżając staw. Dalej przez Ostrowy, koło Chaty w Niemcach na Kazimierz do Parku. Trochę się kręcę po alejkach i lecę na Dąbrowę lądując na P3. Przykładając się do pętelki jeziora, wpadam na Marcina i Kamila, że nie chce mi się jakoś kręcić siadamy na ławce, posiadówa przy bezalkoholowym i czekam na Karolinę.
W duecie dołączamy do jej koleżanki odprowadzając ją w okolice Reala przy 94. Chłodno się robi więc teraz Ja odprowadzam Karolinę na Zieloną, gdzie się żegnamy i znów samotnie przez park na Zielonej na P3. Od mola odbijam na Łęknice koło Lewiatana, na Gołonóg i koło wzgórza św. Antoniego jadę prosto na Zagórze mierząc się raz z tramwajem raz za autobusem i tak na zmianę.

Wczesna pobudka i niekońcąca się cykliczna noc

Wtorek, 10 lipca 2012 · Komentarze(6)
Kategoria rekreacja
Opis rano. Z nocy wracam po 2:20 lub dalej więc już mi się nie chce klikać po klawiaturze.

Edit:
No to wczoraj było tak, późno się spać położyłem, a tu trzeba było szybko spać bo przyszło mi odprowadzić Tatę na pociąg o 5:00. Pobudka o 4:15 przyszykować rowery i w drogę na dworzec w Dąbrowie. Poranek taki cichy dzień powoli wstaje miasto się budzi wiec korzystam z pustych dróg i kręcę się trochę po okolicy, mały głód się odezwał więc do domku na małe conieco. Gdzieś się przykleiłem do poduszki i tak w południe się obudziłem. Korzystając, że późno się wróci to w końcu ogarniałem nieład w pokoju. Dla relaksu po południu załączam TV i seans oglądania zmagań szosowców na pierwszym etapie 69 TdP. Na 19:00 ustawiam się z Ryśkiem na objazdówkę przed nocnymi wojażami. Wyścig się trochę przedłużył, a finisz ciekawy więc docieram lekko spóźniony. Czasu mieliśmy trochę więc plan był zrobić pętle Pogoria, Ujejsce, Sikorka, Trzebiesławice, Pogoria. Skończyło się, że przeciągłem Rysia przez wszystkie 4 Pogorie, na czwórce podkręcamy tempo na asfalcie i pociągiem lecimy nadając sobie zmiany blisko 40 km/h . Potem przyszła pora na zakupy grillowe. Zgarniamy Karolinę spod mola i kierunek Lewiatan. Powrót pod molo. Biko się nie zaopatrzył w produkty na wieczór więc jeszcze raz do Lewiatana, zgarniając po drodze zamówienie od naszych znajomych dziewczyn. Na minutę przez zbiórką wracamy. Dużo nowych twarzy i jeszcze więcej znajomych. Ogłoszenia organizatora, w tym przypadku organizatorki Pauliny zbiorowe foto i grupa licząca blisko setkę rowerowych fanatyków rusza w trasę.



Ścieżką wokół trójki na Piekło, dalej wzdłuż torów na jedynkę, ogromne kałuże i ciemny las dawały uroku. Nie obyło się bez "kapci" Peleton nam ucieka, a my czekamy na pechowców. Po serwisie ruszamy dalej, z racji że trochę czasu nam zeszło modyfikuję trasę i asfaltami docieramy pod Lewiatana i znów na ścieżkę gdzie wpadamy w peleton który nam uciekł. Nim się wszyscy zebrali, w parę osób ruszamy jeszcze raz trójkę objechać. Po czym jedziemy na Zieloną na after grilla. Śmiechy, pogaduchy, nowe znajomości - czas szybko ucieka przy dobrej zabawie. Większość ludu się zwija, a nasze poryte głowy zawsze mają mało emocji i lecimy jeszcze na Pogorię 3, co by zobaczyć jaka ciepła woda jest o północy. Ubaw po pachy, polowanie na Kaczki, skoki i inne atrakcje, aż boki bolały. Czas leci, godzina jeszcze młoda załapujemy się jeszcze na sesję na molu. Ciekawe, gdzie te zdjęcia są :D. W składzie Ja, Ryskiek, Olo i Rafał robimy za modeli dla płci piękniej, które chciały sesje z rowerami.



Na moim taksomerze już prawie 22 godziny na chodzie, Rysiek też widać, że pora na niego, a do domu ma najdalej więc żegnamy doborowe towarzystwo i wracamy. Jadąc przez ciemne wały do Będzina zahaczamy jeszcze na Grilla ale już nie było znanych twarzy. Olo na swoim ostrzaku dzielnie pokonywał oesy specjalne. Pod Zamkiem się rozdzielamy. Rysiek przez Czeladź zawija do siebie, ja wracam przez DG na Zagórze, a Olo w poszukiwaniu myjni.

Takie spontaniczne imprezy jak zawsze dobrze wpływają na integrację i poprawę nastroju. Widać, że w Zagłębiu jest duży potencjał i chęć tego typu imprez. Brawa dla Rowerowej Dąbrowy za ich debiut jak chodzi o taką ilość uczestników.

urzędowo-sklepowo-szwędaczowo-relaksacyjne kręcenie

Poniedziałek, 9 lipca 2012 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Po weekendowej przerwie od roweru, nie wypadało tygodnia nie zacząć od roweru. Tym bardziej po wiejskim weselu pasowało nadmiary grupy OH wypocić z organizmu.

Kiedy większość braci rowerowej od rana błąkała się w pracy ja dolegiwałem w łóżku do południa nadrabiając weekendowy brak snu. Na gadu zgaduję się z Limitem, który nomen omen nie próżnował też przez weekend na objazdówkę. Po robocie podkręcił do mnie i lecimy w trasę początkowo parę spraw załatwić.

Odpalamy rumaki i kierunek Będzin - Urząd Miasta. Załatwiam co moje i kręcimy do Optyka i na serwis za sprawami Limita. Potem zaś do Urzędu po Zaświadczenie i do Wisienki. Chwila rozmowy z Nieckim i w drogę w poszukiwaniu szczęścia.

Jedziemy przez "12" na Syberkę i do M1 - schodzi trochę czasu na szukaniu szczęścia, ale tego co nas interesuje nie znajdujemy. Dostaję SMSa od Pawła, że szwędacz Mu się włączył i ugadaliśmy się na wspólne harce. Przy Kościele na Syberce się spotykamy i dołącza do nas nowa rowerowa postać Michał, kolega Pawła.

Wspólnie w czterech jeźdźców z Cyklozy udajemy się do Decathlona. Buszowanie po sklepie też bez skuteczne. Chyba się skończy na produkcji orginalnej teamowej koszulki. Przyszła pora na szwędacza. Włączamy odpowiedni tryb i ruszamy. Od Dk na Mydlice, Ksawerę w kierunku stacji kolejowej. Mijamy przejazd, kawałek dalej asfaltem do Przemszy. Limit stwierdził, że pora ochrzcić rower dawką błotka (za ładnie się świecił) i pociągnął nas terenem do drogi na Łagiszę. W Sarnowie przerwa na Big Milka ulubionego ICEa Limita (szczególnie jak uda mu się wygrać następnego, tzw. klątwa Big Milka, ale to opowieść na inny dzień) i inne płyny. Na krzyżówce się rozłączamy, Limit z nadzieją, że klątwa go nie dopadnie i w całości rower dowiezie go do celu jedzie do siebie na Psary, a nasza trójka uderza na P4. Brzegiem zbiornika docieramy na Piekło i na P3 gdzie poznaję kolejną bikerkę Karolinę. Tak się zagadujemy, że w tyle zostawiłem kompanów dzisiejszej jazdy i tak w duecie kilka krotnie objeżdżamy jezioro mijając się ze znanymi twarzami z MTB Teamu. Na drugim kółeczku, a może to jeszcze było na pierwszym dołączają do nas Dydek i Wili. Po jakiś czasie chłopki mykają na Zagórze, a Ja dalej spędzam miło czas z nowo poznaną koleżanką. Godzina policyjna się zbliża więc odprowadzam w okolice jej zakwaterowania i zawijam do domu.

PTTK and Pogoria Nocą.

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Do południa wypad po Braci do Goczałkowic, skończył się turnus pora do domu wracać. Wypis trochę się przeciąga i w domu po 14:00 jestem dopiero. Wrzucam na ruszt obiad i lecę do PTTK-u, wrzucić ogłoszenie o wycieczce: Wakacje z Cyklozą, którą nasz klub organizuje.
Powrót już na spokojnie trochę inną drogą zahaczając o Park na Środuli, za ciepło jakoś i nie chciało mi się rowerku męczyć na podjazdach. Od wschodu nadciąga jakaś nie za ciekawa chmura, zaraz będzie żabami rzucać bynajmniej się tak zapowiadało.
Wpadam do domu i z groźnie wyglądających chmur lekko powiało i się tylko zachmurzyło.

Przygotowując się do jutrzejszego wyjazdu chwila odpoczynku i farba z nosa poleciała widocznie trochę się przegrzałem na tym słońcu. Wieczorem gdy się ciśnienie wyrównało w organizmie wsiadam znów na bika i do Eleclerka na małe zakupy, które się przeciągają i wyszły nici z tripa z Limitem.Jadąc do sklepu krótki sparing z szosowcem. Od świateł do świateł. Wygrać wygrał ale siedziałem mu na kole wykręcając dzisiejszego maksa. Wracając do domu tel do Adama, czy jakoś się dopasujemy ale już zawijał do domu no nic, przypomniało mi się, że DOMS ostatnimi czasy wieczorami kręci. Dzwonię do niego i ustawka gotowa, podkręca do mnie o 21:30 i kręcimy na Pogorię. Przyjemna jazda po zmroku po Pogorii 3 i deszcz meteorytów (robactwa wbijającego się w nas w czasie jazdy) na P4, w oddali na horyzoncie zaczynają się jakieś flesze pokazywać i plaga dziwnych owadów atakuje więc się nawracamy i przy świetle (konkretnym) Damiana wracamy na trójkę. Chwila przerwy na promenadzie i wracamy na Zagórze.

Chyba wejdzie mi w nawyk ta jazda po zmroku. Dzięki Damian za wspólną jazdę.

Kolejny rumak w stajni :p

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(4)
Kategoria rekreacja
Po awarii Krossa przyszedł czas na nowego bika, tamten po operacji ma się dobrze ale przeszedł do nowego właściciela na zmianę korzystają z niego Tata i siostra.

Ciekawi was co mam - pewnie, że tak na razie powiem, że Meridę. Premiera jak się uda załatwić wszystkie sprawy czwartkowe nastąpi na Stargańcu.
Co do samego dnia można powiedzieć, że chodziarsko - rowerowy. Z Buta łażąc po centrum plus późno wieczorny szwędacz około 10 km wyliczyłem, do tego nie rejestrowanym nowym rowerem 6 km wracając do domu.

Dzień więc wyglądał następująco. Koło południa zbieram się do Pastrów Miodu po zabranie bika okazuje się, że będzie gotowy za godzinę więc włączam autonogi i z Centrum na Andersa do elektrowni pozałatwiać sprawy, wracając jeszcze parę innych spraw i wracam do Plastów. Rower gotowy jazda testowa, wpadam na chwilę do PTTKu i do domu na Obiad. Z racji, że mam nowy sprzęt popołudnie upłynęło na czyszczeniu Corrateca i przygotowania do procedury oddania. Dzielnie znosił moją jazdę razem ponad 1000 km zrobiliśmy. Wieczorem coś na ruszt i jadę nabić trochę dystansu do nowego i odprowadzam Tatę na Milowice do pracy. Na przedpremierowy pokaz załapał się Damian, na którego udało mi się wpaść około Kasztana. Na Pogoni odłączam się kierując się do TSG po umowy do TdP, które Hadzis mi zostawił. Wracając lecę na Pogoń do Pawła, przekazać Mu jego umowę. Trochę pogaduch i lecę ile fabryka dała do domu docierając coś po 22:00. Późne wieczory takie fajne więc na dobranoc włączył się szwędacz i z Adim spacerek po Zagórzu.

Wprawdzie w planach miał być wyjazd z Limiem i Edytą do Lublińca, ale niestety nie umię się jeszcze rozdwoić i pogodzić tylu spraw jednocześnie.

Ustawkowy dzień przygodowy

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Po dzisiejszym dniu dochodzę do wniosku, że jednak Zagórze to jakaś odmienna strefa klimatyczna.

Dzień miał być total rowerowy, a wyszło popołudnie. Rano już odpadł wypad rowerem do Jaworzna, z powodu fałszywego alarmu burzowego. Na Będzinie lało konkretnie, a u mnie ani kropli. Ważne dokumenty musiałem dostarczyć więc zapobiegawczo busem pojechałem. Opłaciło się bo powrót w doborowym towarzystwie. Załapałem się na podwózkę do center DG a za sterami driverka Malwina. Z center spacerek do domku, obiad i do Sosnowca, zaklepać nowego bika. Jutro premiera wówczas go odbiorę. Wracam na Corrateco do domku podkręcając tempo. Leje się ze mnie jak z fontanny. Patrzę na czas tel do Kariny jak z dzisiejszą ustawką. Jednak jest więc wlewam kolejne litry wody w organizm i w drogę pod Zamek w Będzinie. O dziwo nawet się nie spóźniłem co w moim przypadku jest rzadkością.
Nazbierało się nas 10 luda. Plan zakładał na Pogę i wyścigi na rowerkach wodnych. Wszyscy się doczłapali i ruszamy przez wały na P3. Człowiek z Cyklozą jednak ma zryty czajnik wiedząc i widząc, że burza nadciąga będzie cwańszy i jedzie jej na przeciw. Docieramy nad molo, i pod wypożyczalnie rowerków. Nawałnica coraz bliżej i nici z wodowania. Większość ekipy ustawkowej objeżdża zbiornik, a Ja z racji problemów z kolanem idę z dziewczynami zaklepać miejsca w knajpie na Podze. Z krótkiej przerwy zrobiła się dłuższa. Schowani pod dachem podziwiamy pokazy fleszów jakie matka natura nam przygotowała gadając na tematy około rowerowe. W końcu przestało padać przedostajemy się na Zieloną pod fontannę. Znów przerwa i pogaduchy. Nadeszła pora powrotu. Wiec ekipą robimy przeprawę przez błota na zielonej urządzając małe spa dla siebie i rowerów. I tak między domkami i wałami wracamy do Będzina. Kolega Marek jak dobrze pamiętam odbił na Gródków. Reszta dalej podążała odprowadzając się jeden po drugim i tak uciapciani błotkiem z bananami na twarzy uciekamy przed kolejną burzą. Na Syberce odłącza się Nekor, Wojtek, Karina i Marlena. Pod TSG żegnamy Hadzisa, a my z Limitem eskortujemy Edytkę pod same drzwi. W głowie niedosyt jazdy, ale perspektywa kolejnej burzy i fleszów jakoś mnie od tego odwiodła i przybrałem kurs na dom. Żegnamy się z Limitem na rozjeździe pod domem Edzi; On do siebie, a Ja przez Pogoń na Chemiczną, jak na złość nadziałem się na zamknięty szlaban i swoje trzeba było wystać. Parę razy jak pierdykło to zwątpiłem czy cały do domu dotrę. Szlabany w górę i gonię dalej przez Środulę na rondka, szczytem przez park - kolejna porcja błotka już mi nie zależało i tak cały w ciapki byłem, przez Orion na Centrum Zagórza. Ledwo rower schowałem i kolejna dawka deszczu spadła. Niestety Limit nie miał tego szczęścia i nadział się na chmurę moknąc doszczętnie.

Dzięki wszystkim za zabawne popołudnie.
Na odchodne zdjęcie dzisiejszej ekipy nad Pogorią bez Nekora, który stwierdził, że jest za pikny i robił zdjęcie.

Na pogawętce u Limita

Niedziela, 1 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Kolejny z tych dni, że nie ma się chęci nabijać kilometrów. Niedziela jak to Niedziela do południa spełnić obowiązek i jako przykładny katolik zamawiający pogodę u źródła do Kościoła. Po obiadku leżakowanie przy tej żarówie to nawet nie myślałem o jeździe. Po południu najpierw na Środulę do parku zobaczyć start główny GP Sosnowca w MTB. Dojeżdżam na miejsce spotykając Dydka i Wilego oraz innych bikerów, ale już po zabawie z racji mniejszej ilości uczestników wszystkie kategorie wiekowe były przesunięte. Chwila pogawędki, chłopaki zawijają na Pogę, a ja najpierw do Plejady po małe co nieco, telefon do Limita czy jednak się skusi na jazdę, po wczorajszych wojażach w górach dziś regenerował siły więc jadę do niego przez Czeladź i Wojkowice. Posiadówka się przeciągła bo trafiłem na burzę.Oglądając KAC VEGAS czas mijał przy dobrych humorach. W końcu przestało padać czekam jeszcze trochę niech asfalt się osuszy i zbieram się ok. 23 w drogę powrotną. Odziany w odblaskową zbroję i homologację kieruję się w stronę domu. Tym razem przez Sarnów, Preczów, Marianki, kawałek P4 zatrzymując się chwilę na koncercie żab, rechotających przy tamie. Przez tory przedostaję się na P3. Ciemno jak w d. tutaj dopiero tajfun przeszedł na ścieżce dużo połamanych gałęzi i innych badyli. Od trójki między domkami na Center DG i od ronda Mercury prosto na Zagórze do domu.

Spontaniczna P3

Sobota, 30 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
After po urodzinowy skończył się dość późno, wręcz nie pamiętam kiedy. W planach był wypad z Nekorem i Limitem do Wisły. Się zaspało telefon nie obudził więc nici z wypadu. To się inaczej dzień spożytkowało na pracach domowych. Wieczorem gdy już temperatura opcjonalna do jazdy wskakuje na bika i w drogę. Kierunek DG miało być samotnie ale jak to mój radar zawsze kogoś wypatrzy. Pod Dorianem dostrzegam Dydka nim się nawróciłem do niego wpadłem na Wilego i się team zebrał. Rundka slalomem dookoła P3 i długa przerwa na plaży z hitami Country w tle. Pora się zbierać w drogę powrotną. Rower odkładam chodź pogoda w nocy idealna ale nie miałem weny na krążenie. Wieczór znów się wydłużył. Skończyło się na Harnasiu i wizycie na ognisku u znajomych do późna gdzie się znów za strażnika ognia bawiłem. Może w niedziele się zrodzi dalsza jazda.

Krótko tak

Piątek, 29 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Piątek wyjazdowy delegacji ciąg dalszy tym razem prywatnie. Z racji, że mało czasu na jazdę, albo chęci do południa w upale w domu obiadek szykowałem. Fater wrócił z roboty patrzę mu pociąg i jadę do do DG odeskortować na stację. Ludu jak w ulu ale jakoś udało mi się go razem z rowerem wsadzić do pociągu. Na dziś to było by tyle z jazdy. Wracam zbieram braci i tym razem już busem i pociągiem odwieść ich z przepustki do Goczałkowic powrót późno więc więcej się nie nabiło. Za to okazja była na afterek po urodzinowy. Mam nadzieję, że jutro będę w stanie dołączyć do grupy jadącej do Ustronia. Jak nie to z Olem po Bukownie się pokręcić.