Kolejny dzień, gdy na bika wsiadam dopiero po zmroku - w sumie całe szczęście, że przestało padać i można było koła rozprostować.
Rano tylko 6 km z bratem do zębologa powrót już w drobnym deszczyku który się rozkręcił jak dotarłem pod dom. Wieczorem odprowadzam staruszka pod Timkena i dziś za trasę powrotną wybrałem objazd przez Będzin, Wały Przemszy, P4, P3, Dąbrowę, Park Hallera i testowanie tamtejszych urządzeń z zewnętrznej siłowni i powrót na Zagórze. Myślałem, że uda się jakiegoś nocnego marka znaleść i z nim dłużej pokręcić ale ani jednej żywej duszy.
Dzień powoli się rozkręcał ale pora się z wyra wyrwać i załatwiać sprawy. Po 13:00 siodłam rumaka i gonię na uczelnię złożyć pisemko. Jechało się dobrze, czasem wmordewind i inne zbokuwindy utrudniały zadanie, ale się nie dałem i zdążyłem jeszcze do Dziekanatu. Trasa przez Środulę, Pogoń dziś trochę eksperymentów w celu uniknięcia jakichkolwiek świateł i skrzyżowań (w ruchu miejskim to ciężkie zadanie ale możliwe) z Pogoni wylatuję na Kresowej dalej na rozkopane Borki tu się nie dało kawałek trzeba było zejść i przeprowadzić przez Piachy między koparkami. Dalej Dąbrówka i na Siemce, jak mnie nie złapał przejazd na Chemicznej to chcąc nie chcąc swoje w Siemianowicach musiałem odstać. Na nowo się rozkręcam w wylatuję koło jajowatego ronda z kulami na środku. Dalej pod wieżę TV w Bytkowie ścigam się z Baną na podjeździe (na młynkach dziś ciężko i przegrywam minimalnie), przy TV Katowice wbijam w WPKiW znaczy się Park Śląski i przez sam środek jadę na Tausena i pod Uczelnię. Na miejscu chwilowe zadowolenie w postaci ala budki przystankowej myślałem, że wreszcie dali miejsce gdzie pod zadaszeniem można bika zostawić, a to tylko palarnię dla cigaretpausowców zrobili :P. Powrót znów na Park Śląski i główną aleją i przez osiedle wylatuję pod Silesią, następnie Spodek i jak ścieżka prowadzi do samego końca i wzdłuż 86 w kierunku "granicy". Na Dąbrówce odbicie na Morawę. Starczy tych asfaltów, odprężając się trochę wbijam na stawy Hubertus i wylatuję na Naftowej, jedna kładka nad Brynicą druga nad torami i już w centrum Sosnowca, trochę się kręcę po Parku Sieleckim i na Środulę tam w parku trenowali kolarze z zagłębia, trochę mnie nakręcili i zaliczam dwa podjazdy na mniejszy i większy stok. Chwila przerwy i do domku wrzucić coś na ruszta. Aha w parku jeszcze kolejny motyw widziałem już różne patenty przewożenia dzieciaków na rowerach ale to już mnie przebiło jechał po terenie ojciec na biku a synek siedział w sumie leżał na barku ale reszta ciała spoczywała na plecaku.
Wieczorem mało mi jazdy noc ciepła to jadę tatę pod robotę odprowadzić i pokręcić się jeszcze po mieście oświetlonym w barwach nocy.
Po wczorajszej setce dziś jakoś tak nogi nie chciały współpracować i plan osiągnięcia dziś 8 tys legł w gruzach ale nie dużo brakło. Dzień nie zapowiadał się ciekawie ale się rozpogodziło. Na rozgrzewkę smarowanko napędu i ruszam rundkę zrobić po zagórzu na Pekin i powrót. Małe co nieco do żołądka i ruszam na Katosy do PFRONu pobrać wnioski dla siostry po drodze spoglądam na te kwiecie co wyrosło na rondzie przy Spodku. Cały czas towarzyszy wmordewind który momentami był dość upierdliwy. Myśląc, że jeszcze zdążę próba dojazdu na uczelnię dowiedzieć się paru rzeczy w dziekanacie ale się nie powiodła bo spotkałem kumpelę w Parku Śląskim bo się zagadaliśmy bo i tak dziekanat był zamknięty i nie miałem już po co dalej jechać w stronę Batorego, nawrót i wracam do Ewy i spacerek z jej pieskiem po alejach największego parku na śląsku. Odprowadzam koleżankę na tausena i kieruję się na Gliwicką, gdzie się przebijam na rozkopane centrum w obrębie Skarbka. Dalej na Zawodzie i Szopienice. Na stawikach kolejna Pani z Pieskiem z którą też nie omieszkałem wymienić parę zdań. Dalej nowym szlakiem jadę na trójkąt zobaczyć czy wszystko już jest poprawione przy okazji zaczepiam rowerzystów pytając o oznaczenia czy są wystarczająco rozmieszczone. Z trójkąta na Dańdówkę asfaltem i znów z teren koło kampusu SUMa wylatuję pod zajezdnią na Zagórzu i już do domu na jakąś strawę bo ssanie nie możliwe ostatnio chwila krążenia i człowiek znów głodny. Brakło niewiele myślę dobiję wieczorem jak tatę odholuję pod pracę ale jakoś nie chciało mi się d... ruszać i jutro dokończę to co zamiarowałem.
Trzecia próba i w końcu dotarłem do Sławkowa w tym roku, ale za nim tam to do południa rowerem wizyta w ZUS, US i UM oraz w robocie taty zawieść papiery. Na początek do obiadu 23 km zrobione. Zanim obiad i dyżur na zmywaku odbyty zleciało do 17:OO. Chodziło mi po głowie zobaczyć jeden z proponowanych szlaków z Dąbrowy do Sławkowa którym jeszcze nie jechałem. Wszystkie inne trasy już na pamięć. Pogoda super wieczór też się ciepły zapowiada załączam bike-audio i w drogę. Nic ciekawego właściwie się nie działo więc tylko dziś trasa jaką jechałem. Zagórze->DG->P3x0,5 okrążenia dalej lasem wzdłuż P4 na Ujejsce->szlakiem na Sikorkę, Tucznawę wylatując przy drodze na Błędów. Za mapą jak szlak prowadzi jadę wzdłuż torów ale się ciemno robi i odpuszczam sobie dalej etap duktów leśnych szczególnie, że nie znam i przez Okradzionów podążam w kierunku jaki sobie założyłem. Za młynem Frey'a rzuca mi się w oczy drogowskaz rowerowy do Sławkowa i za strzałką podążam. Jest kawałek pod górkę między domkami w końcu zaczyna się szlak szutrowy około 2 km. Można było się fajnie rozbujać czasem jednak trzeba było dać po hamulcach bo na końcu zajefajnego zjazdu postawione są słupy które ciężko ominąć jadąc z pełnym impetem. Docieram pod Sławków trochę nie w tym miejscu co zamierzałem ale i co tam zaczepiam lokalnego bikera który kieruje jak ominąć krajówkę i dostać się na centrum.
Misja zrobiona po części ten kawałek muszę za dnia przejechać. Zamiast na center czas mnie trochę goni i kieruję się w stronę stacji PKP w Sławkowie skąd się kieruję dalej na Niwę i wylatuję pod Euroterminalem stamtąd nadal podziurawioną jak ser szwajcarski drogą na Cieśle. Trochę mi się drogi po mieszały i zamiast na Ostrowy poleciałem na Maczki. Patrzę na licznik już nie dużo do setki i rozkmina Jaworzno i Niwka czy kierunek Kazimierz Park i się pomyśli. Wygrywa to drugie i tam jadę. Nadal mało więc kierunek DG za Realem wbijam się pod wiadukt i lecę pod targ na Redenie. Rozbujany, żeby znów nie stać na światłach nawrót na aleje Majakowskiego i pod WORD w Dąbrowie. Dalej na Kasprzaka i jadę pod Dworzec w Gołonogu i dalej na P3 dokończyć okrążenie.
Powrót na Zagórze na małe tankowanie i na ostatek jadę jeszcze tatę odprowadzić pod Timkena. Wracając zaliczam jeszcze nocny wjazd na stok na Środuli. Chwila na podziwianie widoków miasta nocą i zawijam do domu dorzucić do pieca bo już wszystko spaliłem i jadę na rezerwach. Jutro próba 80 i 8 kloców będzie przejechane w tym roku.
Szkoda tylko, że many nie przybywają tak łatwo jak kilometry na liczniku.
Korzystając, że niedziela słoneczna w planach dalsze kręcenie, ale zapał się skończył gdy tylko zakręciłem na pogorię nr trzy.
Przy barze wpadam na dwóch duchów w składzie prezes i Artur oraz Freya (Rafała) ściskającego swojego ulubionego zielonego kolegę "Henia". Krótkie wymiana zdań duchy jak to duchy za chwilę zniknęły, a z mojej jazdy nici bo jak się z Rafałem rozgadałem uciekła ponad godzina, a i tak późno z domu wyjechałem. W końcu trzeba było się rozejść i lokalizuję Dydka z którym kręcę 3 pętelki wokół wielkiej kałuży, na odchodne podbija do nas Pablo i w trzech krążymy jesio raz dookoła. Dydek szybszym tempem poszedł przodem, a my trochę wolniej. Wieczór zimny pora wracać, był niedosyt w głowie rundka po miastach załębiowskich i powrót ale telefon i musiałem zmienić kurs na Zagórze i załatwić jedną sprawę. W Pawłem razem jedziemy na Mec, gdzie z nim się żegnam i jadę odebrać paczkę w postaci drukarki.
No i zaczęła się jesień, najstarsi górale mawiają, że jeszcze złota polska jesień przyjdzie i można się wybrać na trochę dalsze trasy. W planach było spotkać jesień na rowerze, a minąłem się z nią między regałami w Pogorii robiąc co tygodniowe większe zakupy.
Gdyby nie poranne deszcze i zimna temperatura to bym na wsi ją dopadł, a tak jeszcze ten tydzień przesiedzę w mieście, a na przyszły weekend 160 km się pociągnie.
Krążenie po pogoriach: - 1 kurs CH Pogoria i powrót - P3 x 2 okrążenie skład jedna merida i wmordewind, generalnie brak chęci na dalszą jazdę wieczorną.
Piątek nie należał do tych dni, że z dystansem poleciałem do przodu, faktem aura sprzyjała, ale obowiązki inne nie pozwoliły na nabijanie kilometrów. Skończyło się na tym, że raptem rowerem do Przychodni zapisać tatę do lekarza i potem na zebranie do PTTKu. Miał być tradycyjny objazd ależ my się zagadali i skończyło się, że każdy w swoją stronę. Jadąc na Kalinową zdać klucze jak na złość łapię kapcia dobrze, że zapasową dętkę się wozi bo bym dymał bika przez pół miasta. Jutro jak pogoda pozwoli wypad bikem na wieś. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Do południa ciąg dalszy latania po urzędach oczywiście na rowerku co będę nogi męczył na piechotę. Popołudnie zlatuje na sieście poobiedniej i serwisowaniu roweru, patrzę na zegarek, a tu się trza na nockę zbierać kończę robotę i w drogę. Pod nemo doganiam jakąś grupę rowerzystów i rowerzystek ale jakoś nie chcieli mojego tempa trzymać i od biblioteki jadę sam. Na molo jak zwykle wiele znajomych twarzy, przemówienie Poli i ruszamy na ostatnią tegoroczną nockę. Trasa P3, wzdłuż torów koło P1 i powrót od Antoniowa do P4 i dalej na zieloną. Trasa pokonana dość spokojnie przed zjazdem na P4 pomagam przy wymianie dętki okazuje się ze znajomemu z którym się dawno nie widziałem. Na miejscu kiełbaski i inne przysmaki rowerowego grilowania.
Wraz z lożą szyderców i Waldkiem jako ostatni zamykamy ognisty krąg i parę min przed północą ruszamy na kwaterunek. W domu jestem pare minut po północy.
JEDNA WIELKA ROWEROWA RODZINA: DUCHY, CYKLOZA, LOŻA I INNI
Dzisiejszy dzień po mimo słonecznej aury jakiś taki nie za specjalny, jednak powrót przy +10 dał popalić zwłaszcza, że to pierwszy w tym miesiącu dystans który przekroczył 100km. Jazda dziś to właściwie w celu załatwienia różnych spraw. Na początek do Magistratu po wnioski i z zapasową dętką do taty pod Timkena. Okazało się, że specyfik którym napełniliśmy oponę tacie w drodze z Pszczyny działa tylko na krótką metę. Powrót na obiad potem zakręciłem się w piwnicy tworząc różne cuda i dzień zleciał potem tylko wieczorem do Pogorii na zakupy.
Plany na Jutro - ostatnia już w tym roku edycja Nocy Cyklicznej.
No tyle ofert i propozycji na dzień to już dawno nie miałem, ale trzeba było jedno wybrać bo wszystkiego nie objadę jednocześnie.
Do południa załatwianie różnych spraw, wybiło południe pora się zbierać na imprezę do sąsiadów zza Brynicy. Od trzech lat jeżdżę to nie wypadało nie jechać. Z domku ruszamy rodzinną ekipą tata, bracia i Ja oraz Wili na swym ostrzaku. Tempo dziś pod Tomcia dostosowane. Pod fontanną dołącza do nas Waldek i takim składem jedziemy pod pomnik Ziętka się zapisać. Ludzi sporawo. Na miejscu spotykam Czarnego Kocura, który po zapisaniu pojechał na tausena dołączyć do grupy z którą jedzie Avacs. 14 wybija i ruszamy na Muchowiec. Peleton eskortuję blokując skrzyżowania. Nawet udaje mi się powadzić ze starym bucem taryfiarzem, ale szybko do pionu złotówę ustawiłem i musiał pokornie poczekać. Na mecie rajdu w Dolince, a dokładnie w Kampingu 215, spotykam jeszcze Marcina i paru jeszcze znajomych m. in. Irka34 i Devilka. Po konsumpcji kiełbaski przyszła pora na losowanie nagród. Tradycyjnie nic nie wygrałem, ale chociaż co by tradycji stało się zadość jeden z rowerów jak co roku trafia do Sosnowca, szczęśliwcem Black Cat który to na dwóch śląskich kołach musiał wrócić do domu. Po wszystkim z Ryśkiem jedziemy większą ekipą na Janinę do Rybaczówki i degustujemy Dzbana. Droga powrotna przez Giszowiec, Nikisz, gdzie robimy chwilowy postój na tej specyficznej z epoki dzielnicy i galerii Wilson. Pod Szopki towarzyszy nam jeszcze Rysiek, który przed Strażą odbił z powrotem na Muchowiec, a my do domu. A zapomniałem przy rybaczówce Ostre koło uczyło się latać. Pogoda po za chłodnym wiatrem nawet do zniesienia i dzień fajnie upłynął. Jutro do Pszczyny przedostatnia klubowa wycieczka.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym