A jednak spontan

Środa, 13 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Po niedzielnym bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z asfaltem parę dni wolnego dla regeneracji kolana.
Dziś też dzień miał być zaliczony do tych bez rowerowych, ale normalnie nie wytrzymałem.

Do południa zabawa przy tworzeniu regulaminu klubu (nadal prace trwają). Po 15:00 ustawiłem się z Limitem, co by w końcu ustalić, a właściwie potwierdzić noclegi na wakacyjny trip nad Bałtyk.
Rozkminiając różne oferty, dzwonię po ludziach, doszło do tego, że z zadeklarowanej 6 osobowej ekipy tylko Ja i Limit, są na tyle zdeterminowani, by ten cel zdobyć. Reszta jakoś się nadal zastanawia. Wiec dochodzimy do wniosku, że na dwóch nocleg zawsze się znajdzie i jedziemy na spontana. Miały być rezerwacje, ale w tym przypadku lepsze rozwiązanie się wydaje. Dojedziemy do mety każdego etapu i wówczas wtedy będziemy się martwić. Jak przygoda to przygoda. W międzyczasie dostałem info, że mamy już zaklepaną domenę internetową. Sprawy biurowe idą na pro do przodu. Pora teraz tylko na klubowe koszulki.
Z racji, że dzień deszczowy z rana był to nawet Adaś busem do roboty jechał, toteż gdy już konkretna godzina wybiła odprowadzam go na przystanek. Wracając dostaję cynk, gdzie mogę swojego zielonego rumaka oddać od chirurga by go poskładali.
No to nie namyślając się szybko, na dworze nie pada, więc wsiadam na Corrateco i jadę zlokalizować tą lecznicę. Tempo delikatne, obtłuczone kolano, nie chciało z początku współpracować, ale jakoś się rozruszało.

Trasa przez Szymanowskiego na Porąbkę, gdzie jutro bike pójdzie na spawanko. Powrót miał być adekwatnie tą samą trasą, ale musiało być inaczej. Przez Wiejską zmierzam w kierunku Kazimierza. Po drodze odbijam na Las Zagórski, nie był to dobry pomysł, gdyż błoto niesamowite i nogi miały kąpiel błotną. Jadąc przecinką docieram do Modrzewiowej, gdzie przez park na Zagórzu kieruję się stronę domu.
Odwracam się, a na Dąbrowie czarne chmury, alert trzeba tempo podkręcić. Ledwo schowałem bika i burza na dobre się rozkręciła. Nalot żab z nieba więc już dziś więcej się nie ukręci. Mogło by już się rozpogodzić.

Oto nowa domena klubu: www.cykloza.sosnowiec.pl zapraszam chętnych do grona tych co CYKLOZA ich dopadła. Najbliższe spotkanie 22 czerwca w Piątek szczegóły na stronie.

Oraz nasze nowe logo autorstwa Grzegorza.

Rodzinne kręcenie z pierwszą glebą w sezonie

Niedziela, 10 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
No dzisiejszy dzień przeszedł samego siebie miałem chęć się pouczyć, ale gdzie tam rano odpalam bika i wspólnie z braćmi i staruszkiem do Dąbrowy na targowiska po zaopatrzenie. Z jednym bagażem i Tomkiem wracam do domu, zostawiam i powrót do DG tym razem do Reala po kolejny pakunek do dotransportowania do domu.

Po obiedzie co się rzadko u nas zdarza prawie cała rodzinka z wyjątkiem chudego co się miał dokształcać, jedziemy na przejażdżkę. Początkowo do Klimontowa na spotkanie naszego stowarzyszenia.
Po uroczystościach pada pomysł co by się na Kazimierz do Parku jeszcze przejechać. Może i byśmy tam dotarli, ale plany się trochę pozmieniały. Chciałem być mądrzejszy niż ustawa przewiduje. Nim się wszyscy zebrali postanowiłem nabić dzisiejszego maxa ze zjazdu. Pierwsza próba poszła elegancko 44,5 ale patrzę reszta jeszcze u góry więc nawrót i napinka do góry. Czas na drugie podejście. Tym razem już nie było tak różowo, chciałem lepiej ściąć zakręt, a to zakręt podciął mnie. Zciągło mnie na wirażu i skończyło się bliskim spotkaniem 3 stopnia z asfaltem. Chciałem się ratować i polecieć na trawę. Rowerkowi się to udało, a Ja prawie kontrolowanie ratowałem się przed poważniejszymi obrażeniami ze spotkaniem z betonem. Skończyło się na obdartym kolanie i lekko zarysowanym ramieniu. Sztuka latania z roweru czasem się przydaje.
No i miałem kolejny przykład na to, że głupota ludzka nie zna granic. Zamiast poczekać sobie na dole brakowało mi czegoś to się doigrałem. No i oczywiście pierwsze co patrzę na bika czy cały dopiero sobie rany opatrywałem.
Koniec końców skończyło się tak, że zamiast na Kazimierz, bocznymi drogami zmierzaliśmy do domu, aby zdążyć przed ulewą. O minutę się zmieściliśmy, bika schowałem i żaby zaczęły z nieba lecieć. Na tygodniu chyba trochę delikatniej pokręcę by kolano do stanu używalności doprowadzić.

VI Rodzinny Rajd Rowerowy i Teken part 2

Sobota, 9 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczki
Dzisiejszy dzień przebiegał głównie wokół imprezy rowerowej jaką była szósta edycja Rodzinnego Rajdu Rowerowego.

Po wczorajszym pobycie w naszej strefie kibica i dywagacjom na temat pogody były wątpliwości czy nasza ekipa będzie w stanie dzisiaj jechać.
Rano słońce świeci telefony w ruch i budzimy siebie nawzajem co by nikt nie zaspał na umówione miejsce zbiórki pod Dyskobola. Będziniaki mieli najbliżej to te parę minut mogli jeszcze się jeszcze wybyczyć. Najwcześniej to chyba z całej paczki wystartował Rysiek, który dotarł do nas z Katowic. Pod greckiego atletę zjechało się nas trochę; jedna mniejsza ekipa z center S-ca oraz my z Zagórza: Ja, tata i najmłodszy brat, Wili, Dydek, Łukasz i jego tata wyruszyliśmy o 8:00, co by wspólnie z Ghostami o 8:30 wyruszyć na start rajdu.

Na miejsce zbiórki do Lasku Grodzieckiego docieramy bez żadnych komplikacji po drodze rozkminiając co to się wczoraj w W... działo. Jak na tę chwilę jesteśmy najliczniejszą ekipą. Parę minut później zostaliśmy zdetronizowani przez kolejną liczną grupę małolatów. Zapisy, pobieranie kuponów, naklejek i ruszamy. Miałem się nie angażować w organizację, ale mi to zawsze palma odbije i muszę być w centrum zainteresowania. Jeszcze dobrze nie wystartowaliśmy i pierwsza awaria, jednemu z uczestników poszła śrubka mocująca siodełko. Niestety nie byłem w stanie pomóc i ruszam dalej goniąc peleton. Za kawałek spotykam paparazzi w postaci Hadzisa czekał na mnie robiąc zdjęcia uczestnikom. Chcemy ruszać, a tu kolejna usterka złapał panę i tak to się zaczęło, że stałem się mobilnym serwisem i obstawiaczem w jednym. Szybka wymiana i gonimy. Kolejny pitstop Hadzis poszedł przodem, a ja do następnego Pacjenta, tym razem łańcuch się zaklinował, z tym sobie poradziłem, próbowałem gonić naszych ale odpuściłem, patrząc jak co chwilę na poboczach ktoś z defektami, a i obstawiaczy jakoś mało było no to się już ciągłem na końcu, aż do Rozkówki, gdzie była meta. Pierwszy punkt kontrolny mieliśmy na Dorotce, krótka przerwa podbicie kuponów i ruszamy dalej do następnego punktu pod jakimś źródełkiem gdzie mnie jeszcze nie było. Praktyka w prowadzeniu takiego stada nie poszła na marne poganiacz ze mnie dobry wprawdzie dziś głównie za serwisanta robiłem i zamykacza trasy. Około 200 osób co to jest przy półtora tysięcznej masie, którą się prowadziło.
W między czasie trochę deszczyku, trochę słońca, terenu, asfaltu dla każdego coś miłego. Fajna zróżnicowana trasa przyjemnie się jechało.
Po 2 godzinach kręcenia i zdobycia dwóch punktów kontrolnych wjeżdżamy na metę, a tu grochóweczka, dobra muzyczka, kiełbaski z ogniska również było i na słodko. Życie jak w Madrycie. Padający przelotnie deszcz nikogo nie odstraszał. Zwłaszcza gdy się jest w takim gronie. Po konsumpcji losowanie nagród. Rower jako główna nagroda poszedł na pierwszy ogień, dalej posypały się już mniejsze ale i też atrakcyjne nagrody (m.in. tablet, zegarki, aparaty Olympus, nawigacja) . Mi udało się wygrać materac dmuchany. Dzięki licznym sponsorom żaden z uczestników nie odszedł z gołymi rękoma.

Po całej zabawie ekipa ze startu się rozdziela i każdy z swoją stronę. Teamowi Duchów oraz Mi i Rysiowi się nie spieszyło więc dalej w trasę. Punktem programowym była mała stadnina w Psarach, gdzież to Martini z Lenym mają swojego Qnia. Popijając złoty trunek czekamy na Kowala, który pedicurie Quniowi robił. Po zmianie ogumienia. Nagradzamy kowala brawami i zbieramy się w drogę powrotną na Słowiańską.

W TSG (tajnej siedziby Ghostów) odpalamy RTV podpinka konsoli i rozgrzewamy joypady i turnieju ciąg dalszy. Nowym zawodnikiem Rysiek, jak na pierwszy raz to ładnie mu szło, Ja miałem jakiś gorszy dzień więcej porażek niż wygranych pojedynków ale łatwo ze mną nie mieli. No chyba, że Niecki ale to stary wyjadacz w te klocki. Telefon od staruszka dopijam drugą kolejkę, parę szybkich walk i się zbieram. Zbiorowe CZEŚĆ wszystkim i w drogę powrotną.

Dzień miło spędzony nawet chwilowa nie dyspozycyjność pogody w postaci przelotnego deszczu nie popsuła tego. Dzięki wszystkim za wspólne dzisiejsze harce. Foto myślę, że jeszcze jakieś niebawem się ukaże.

koko koko euro spoko do przerwy 1:0

Piątek, 8 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
W planach było przed meczem otwarcia dobić do równych kilometrów, ale realia życia plany zmieniły.
Do południa biurokracja i opłacanie faktur, potem zabawa w serwismena i tak zleciało do 16:00 bawiąc się przy rowerach. Zrodził się pomysł co by jednak się wyrwać z Limitem na małą dokrętkę, ale i to nie wypaliło więc z dzisiejszej dłuższej jazdy nici.

Patrze na czasomierz, w czasie spożywania futrunku (czyt. obiad) późno już.
Pakuję plecak i do Ghostów, na naszą prywatną strefę kibica, którą to wczoraj testowaliśmy grając w Tekena. Dobrze w bramę nie wjechałem, a już dopadło mnie dwóch Picassów i przybrałem barwy narodowe. Do końca pierwszej połowy złoty trunek leje się litrami, emocje sięgają zenitu pada bramka szał na ulicach Będzina. Pewnie i nie tylko. Druga połowa to już euro nie było tak spoko. Tracimy bramkę, Szczęsny czerwona. Niestety tylko remiz. Brawa dla Tytonia za obronę karnego. Jak na widowisko medialne i mecz otwarcia wzorowo. W czasie odpoczynku między drugim meczem przerwa na Grilla. Rozpoczyna się drugie widowisko. Rosja pokazała swoją moc liczyliśmy na remiz bezbramkowy, ale Czerwoni dopięli swego serią goli. W efekcie wygrali 4:1. Teraz tylko zostaje czekać na pozostałe mecze Orłów Smudy. No i oczywiście kręcić swoje do przodu. Co rower to rower.
Powrót w późnych godzinach przypadł przy padającym z nieba drobnym deszczem.
Oby jutro pogoda dopisała na 6 edycję rodzinnego rajdu.

Wierni kibice polskiej Reprezentacyji:

Szwędacz po okolicy i Teken na deser.

Czwartek, 7 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Wczoraj padłem po powrocie z tajnej siedziby Ghostów wiec dziś pora nadrobić zaległości.

Planowawszy czwartkową jazdę nie myślałem, że mi się taka pętla urodzi. Po obiedzie miałem się wbić w las zagórski i kolejne ścieżki poodkrywać gdzie prowadzą, ale że siły wroga w postaci komarów i innego robactwa były na tyle duże więc zmieniłem plany. Po ośmiokilometrowym buszowaniu po leśnych duktach odbiłem na Park w Kazimierzu miał być teren więc przecinam drogę i w las na ścieżkę dydaktyczną. Pomysły się skończyły podkręcam pod minizoo, ludzi dużo jak to zawsze w wolne dni. Rozkminiam gdzie dalej, w głowie Sławków, ale samemu na tych balonach jechać mi się nie chciało. No to do krzyżówki i skręcam na Strzemieszyce. Dalej tryb szwędacz prowadzi mnie bocznymi drogami do drogi 790 w kierunku Ogrodzieńca. Po asfalcie wlekę się jak mucha w smole. Nawet na zjeździe z Łośnia w kierunku Błędowa szału nie było. Przed zjazdem na Błędów, za wiaduktem skręcam w końcu pod 10 km w dąbrowski szlak prowadzący na Tucznawę. Zmiana nawierzchni piach, kamienie, żwir "I like it" od razu lepiej. Na Tucznawie skręcam w prawo na Bugaj i kamienistym podjazdem na Bukową Górę. Krótki odpoczynek i dalej cały czas prosto do szutrowego szlaku na Siewierz, gdzież to skręcam w lewo zjazdem do Podwarpia. Kawałek znów asfaltem do Pogorii 4, gdzie wbijam w terenową część objazdu zbiornika. Przy przejeździe na Ujejscu w prawo i wzdłuż torów pod Czarną Przemszę, gdzie cały czas wzdłuż wałów do Będzina. Skoro już tu dotarłem to szwędacz kieruje mnie do W..., już na rezerwie jadę więc pora zatankować. Docieram do siedziby Duchów i zostaję tu na dłuższy odpoczynek.

Podczas tankowania zbiornika. Testujemy naszą mobilną strefę, nagle zrodził się pomysł rywalizaji w Tekena. Consola podłączona i tak metodą turniejową zlatuje półtorej godziny zmagać. Emocje i doping prawie jak na gali KSW. Zaczyna się ściemniać pora się zbierać. Zbieram manele i powrót przez Pogoń, koło Żeroma skręcam na 3 Maja i na rondkach koło Plejady odbijam na Zagórze.

Popołudnie prorowerowe, dziś zobaczymy może znów się coś wykręci.

hurra powót na polskie drogi

Środa, 6 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Po paru dniach przerwy dzięki wsparciu Olka (Krzyśka) mogłem znów wrócić do tego co lubię. Niestety po ponad 15 minutowej rozmowie z serwisem Producenta marki Kross nic nie uzyskałem. Gdy kupowałem rower do każdego pojazdu była osobna gwarancja moja wina nie sprawdziłem tego przez co teraz na tym tracę. Gdyby jeszcze ta rama poszła w innym miejscu jakieś cienie szansy wymiany ramy by były niestety w tym niefortunnym miejscu pod siodłem ciężko udowodnić, że to nie moja winna była że pękła. Wykłócać się już więcej nie mam siły więc własnymi, źródłami zespawam ramę i będzie jako rezerwowy.

Ale do rzeczy na pożyczonym Corratecu w okolicach południa do roboty do PTTKu urwanie głowy ale myślę, że już dzisiaj się z większością uporałem.

W drodze powrotnej z racji, przetestowania i nie dosytu najpierw odbiłem na Park Sielecki, gdzie wpadłem na znajome twarze mykam jedną z alejek i nie ładnie było by się nie zatrzymać więc z chłopakami z ostatniej wycieczki do Lipowca parę zdań zamieniłem jak to u braci rowerowej tematy były oczywiste - stricte rowerowe. Dalej na Park przy stoku na Środuli, gdzie sprawdzałem jak się te obszerne opony sprawują w terenie, epicentrum było wjazd na szczyt stoku. Jak po parudniowym odpoczynku nawet gładko mi to poszło.
Pokręciłem się tu i tam jeszcze po osiedlu i przerwa na obiad. Pod domem było tylko 15 km więc niedosyt, a i żal tak małej skali na BS wpisywać wiec wieczorem dokrętka. Na początek z fatrem do CASTORAMY wymienić głowicę do kosiarki. Miał wracać do domu, ale zdecydował, że jedzie się ze mną powłóczyć się trochę.
Załączam w głowie GPSa tryb szwędacz i ruszamy. Nawrót przez parking i kierunek Mydlice, dalej pod Urząd Pracy w DG i bocznymi drogami na Ksawerę w Będzinie. Dzięki dróżniczce śmignęliśmy między zamykającymi się szlabanami. Już myślałem, że przymusowy postój ale Pani przytrzymała rogatkę także swobodnie przejazd minęliśmy. Krążąc między domkami pod Przemszę, gdzie kawałek wałem i znów w domki, ale się tu pozmieniało tyle nowych willi od ostatniego razu jak tam byłem. Wyjeżdżamy na Zielonej i na Marianki gdzie docieramy na P4. Prawym brzegiem na Ujejsce i na P3. Ścieżką relaksacyjnym tempem docieramy pod molo i dalej na Łęknice. Znów spotkanie tym razem wpadamy na Lenego z Ghostów, w cywilkach był i bym go prawie nie poznał, zmierzał pod molo na imprezę integracyjną. Chwila rozmowy i każdy w swoją stronę. Docieramy na Manhattan i prostą drogą z lekkim zawijasem zorientować się czy kumpel już w domu zmierzamy do naszego miejsca zamieszkania. Surprise się nie udał bo go nie zastaliśmy.

Rower po pierwszym dniu użytkowania spisuje się dobrze i znów sprawdza się powiedzenie przyjaciół to w potrzebie poznasz. Jeszcze raz dzięki.

XVI Mistrzostwa Tarnowskich Gór w kolarstwie górskim

Niedziela, 3 czerwca 2012 · Komentarze(3)
Kategoria zawody
Podczas nie dysponowania jazdy na swoim biku z wiadomych przyczyn wcale nie próżnuje w życiu rowerowym. Może trochę w innym stylu niż zamierzałem wybrałem się do Tarnowskich Gór na zawody.
9:20 z lekkim opóźnieniem magicznym sprzętem z Kariną za sterami ruszamy po medale.
Ja w roli fotografa i menedżera w jednym. Blaszak obładowany rowerami, aż miło.



Na miejsce jak po nitce docieramy dzięki Czesiowi i jego satelitkom. Ekipa poszła się zapisywać i poszukać sklepu w celu uzupełnienia elektrolitów, zostawili mnie biedaka bez bika, ale że piechur ze mnie też dobry więc korzystając z okazji z buta wybrałem się na trasę gdzie można się z aparatem fajnie ustawić. Co się okazało obszedłem trasę ale nie tą co duchy startowali praktycznie co grupa miała inną trasę co chwilę zmienianą. Już mi się tej ich 5 na piechotę zwiedzać nie chciało więc na rowerku Marka trasę objechałem - od razu lepiej się na duszy zrobiło jak się trochę pokręciło (żal tylko,że nie startowałem super pętla, ale dziś inne zadanie miałem) O 14:00 start elity od startu ruszyli niczym francuskie TGV.
Przed starem jeszcze na szybko foto z Kariną (jej debiut na takiej imprezie)



foto rozpędzonego peletonu i uciekam na trasę.



Adaś padł po 2 pętli i zjechał na Pit stop do mojego stanowiska strzeleckiego gdzie ładowałem serie aparatem niczym z CKM-u. Karina przejechała pełne 3 pętle w jej kategorii i zajęła zaszczytne 6 miejsce. Paweł trudno powiedzieć bo został zdublowany przez pociski a i tak dostał bonus w postaci 5 kółka, a za nim już wszystkich ściągali. Także wyszło jakby Niecki jako ostatni skończył wyścig.
A faktycznie wypadł gdzieś w połowie stawki. Po odpoczynku i sesji Ghostów na pudle. Spinamy rowery do Zielonego i w drogę powrotną.

Sumując lekko nie pocieszony, że nie mogłem startować ale i tak dzień miło spędzony. Trasa na 5 co do organizacji trochę zastrzeżeń, ale 4- mogę im wystawić.

Ekipa niedzielnego tripa.

Marek, Adaś, Prezes, Niecki(Paweł) i Karina.

nie pamiętam tylko czym sobie Niecki zasłużył na takie tortury na odchodne :D


oraz link do pełnej galerii autorstwa zbiorowego :P Adasia, Kariny i Mojego

Na i z uczelni plus pechowy objazd z Ghostami

Środa, 30 maja 2012 · Komentarze(7)
Kategoria praca, rekreacja
Na początek dnia na Bankową standardową trasą. W większości bez przygód oprócz tego, że znów na styk zdążyłem na przejazd na Chemicznej, tuż przez zamykaniem szlabanów i na Pogoni muszę sobie do GPS wgrać nową dziurę na trasie do Chorzowa. Rekord nie pobity cały czas chłodny wmordewind.
(AVS 23,8 km/h, v-max 44,1 km/h dst 22 km, t 0,55 min)

Powrót z uczelni przez Batory, Załęże, Zawodzie. Na Szopkach przy kościele odbijam w prawo w kierunku Mysłowic. Bulewers kierowców stojących w korkach na Bończyka w Mysłowicach gdy ich slalomem mijałem bezcenny. Następnie Modrzejów, Niwka, Dańdówka i 11 Listopada na Zagórze. W drodze z uczelni pierwszy raz zahaczyłem o zieloną terapię i jadąc terenem wzdłuż 79 wpadłem jedną nogą w pokrzywy. Jak narazie nic nie zapowiadało się na to, że rower będę musiał oddelegować na rehabilitację.
AVS 23.6 i poprawa v-max do 51,9 (dane od wyjazdu z domu to tego momentu 51 km)

Cel na dalszy plan dnia dalsze załatwianie noclegów na wakacyjny trip i objazdówka z Limitem ok 15:30.

Plan zrealizowany w 60% - trasa przejechana, załatwianie noclegów zeszło na boczny plan. Co do trasy szykujemy ją na 16 czerwca na Dni Będzina.

Po obiadku drzemka i tel. od Limita, że już jest na dole. Ogarniam się trochę i ruszamy do tajnej siedziby Duchów. Jak to bywa ja z Limitem nie lubię jeździć dwa razy tymi samymi drogami więc wybraliśmy wariant pośredni, (odpadła trasa bezpośrednio na Popiełuszki i w stronę Makro), na krzyżówce wjazd w osiedle, gdzie Doms mieszka i terenem przez krzaki próbujemy się gdzieś sensownie przedostać, w końcu trafiamy na jedną ścieżkę po zachwaszczonej polanie jakoś dajemy radę jechać, a tu nagle mały pojazd szybka redukcja, a u góry znów parszywe pokrzywy. Tym razem dały mi w kość. Gdy się już przedostaliśmy przez te zdradzieckie ziele, docieramy pod miejsce wykopalisk archeologicznych przy zagórskim Kościele i do drogi, gdzie już bezproblemowo docieramy do Hadzisa.
Trochę pogaduch tel. od Kariny, że jest gotowa i ruszamy.

W składzie nadliczbowym, moja skromna osoba, Limit, jeden z moich Aniołków (Karina), Hadzis i Paweł z Ghostów ruszyliśmy po 16 spod dyskobola na objazd trasy celem naniesienia jej na mapę i zrobienia trochę fotek by się ludzie orientowali gdzie będą jechać.



Objazd pod Las Grodziecki minął bezproblemowo, aż tu na zonk, gdy już zbieraliśmy się w drogę powrotną najpierw psikus Karinie poluzowała się kiera, a zaraz mi poszła rama przy sztycy(by to ciul zawody i rajdy na najbliższe dwa tygodnie poszły się j..ć). No cóż zrobić w ten sposób znalazłem się w gronie nieszczęśliwców co z przyczyn technicznych muszą pauzować. Tak rower chodzi więc od Dorotki do W.. kręcąc na stojąco zatankować i z resztą ekipy Ghostów dołączyli się Pinio, Jola, Włodek i Marek - brat Nieckiego, ruszyliśmy na Pogę III wzdłuż Przemszy. Mój Aniołek z przyczyn jej znanych pożegnała się z nami i odbiła na Czeladź. Po drodze zaraz za Targowiskiem w przeciwka kręci Nekor, którego siłą przekonywania zabraliśmy ze sobą. Sprinterska rundka wokoło zbiornika, PitStop na plaży, zimny złoty napój i grupa się rozłącza Ja zawijam na DG i do domu, a reszta chłopaków w drogę powrotną do Będzina.

Gdyby nie ten incydent to dzień zaliczył bym do udanych. Kolejna setka jednego dnia (już siódma) przekroczę 10 to atakuje 200 jednego dnia, a puki co przerwa jak mi rower z sanatorium wróci.
Plan na kolejne dni
Jutro czyszczenie roweru i w Piątek rower na hospitalizację do serwisu niech wymienią trefną ramę. Plus tego, sesja więc się trochę wezmę za naukę. Przymusowy urlop. :( buu

Na biku

Wtorek, 29 maja 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
do siostry bliźniaczki i z powrotem. Tempem bardzo rekreacyjnym, gdyż, ponieważ wtórowałem mamie kroku.

Z duchami na Zamek - wycieczka z Ghostami do Siewierza

Sobota, 26 maja 2012 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczki
Dzień rowerowo udany. Opis wrażeń na który wszyscy czekają jutro migrenę mam i nie lubię w takich warunkach pracować z resztą co się wlecze nie uciecze.
No może trochę statystyki zboczenie ekonomiczne
6 setka z sezonie zarazem nowy rekord dystansu jednego dnia. Progresywnie pracuje nad dwusetką.
Wersja edit:
Pobudka o 7:00 i szykowanie do dzisiejszego wypadu. Z Zagórza miało nas trochę jechać ale w ostateczności pojechałem tylko Ja i Dydek. Nawet punktualnie wystartowaliśmy pod będziński Zamek. Na miejscu była już dość liczna grupa uczestników. Łącznie wszystkich na oko 35 osób. Czekanie na spóźnialskich zbiorowe foto i Hadzis dał sygnał i ruszamy. Tym razem Ghosty dowodzą, a Cykloza zabezpiecza. Trasa wiodła początkowo wałami wzdłuż Przemszy na Zieloną. Następnie asfaltem na P4 i moim ulubionym szuterkiem pod stawy rybne pod Siewierzem i na Zamek. Dłuższa chwila relaksu zwiedzanie Zamku i szukanie dogodnego miejsca na ognicho. Po negocjacjach związanych z brakiem paleniska następnym punktem były Przeczyce. Zanim ruszyliśmy nadprogramowa niespodzianka kustosz zamku pokazał nam jak działa drugi w Polsce most zwodzony. Po pokazie najpierw na rynek po zapasy i przecinając DK86 jedziemy do Boguchwałowic pod małą tamę zalewu i rozbijamy obóz. Kosztujemy specjałów przez siebie upieczonych i zbieramy się w drogę powrotną. Docieramy na Zieloną pod fontannę gdzie formalne zakończyliśmy wspólną jazdę. Pod parasolami kosztujemy złoty napój i podsumowujemy dzisiejszy dzień. Plan dalszy był z Limitem objechać pilotażowo trasę z dokumentację foto dla Ghostów. Dołącza się do nas Rysiek, jako alternatywę nie obecności swoich znajomych do których miał jechać. Kręcimy się tu i tam robiąc za modeli dla Limita i docieramy do Lasku Grodzieckiego. Plan zrealizowany i co dalej pada pomysł pokazać Ryśkowi jak wygląda widok z Dorotki i tam się udajemy. Trochę oddechu i zwariowany zjazd terenowy w dół. Dostaję telefon z zaproszeniem co byśmy wpadli do W. Patrzę na licznik mało jeszcze (chciałem do 100 dociągnąć) i zmierzamy do siedziby Ghostów dość dużym objazdem. Na Rozkówkę i do Czeladzi pod Strusie prowadzi Limit, dalej wycieczkę prowadzę Ja kręcąc po Czeladzi docieramy pod M1 znów przecinamy 86 i skręcamy na Małobądź. Przez osiedle domków docieramy do W. Jeszcze było jasno. Przy degustacji nektaru bogów czas leci i się robi ciemnawo. Zbieramy się i znów dziurami i bocznymi drogami odprowadzamy Ryśka. Na Bańgowie ja wracam już 94 na DG, a Adam z Ryśkiem jeszcze w kierunku zjazdu na Siemce, gdzie się też rozdzielają. Powrót spokojnie przy pustych drogach, nawet udało mi się załapać na pokaz sztucznych ogni z okazji dni DG. Szybko spać i rano na szkolenie o kierowaniu ruchem do Będzina.

Dzień pełen wrażeń i pozytywnych emocji zwłaszcza podczas powrotu z W. Dzięki wszystkim za wspólną jazdę.

Na zakończenie krótka fotorelacja
Ja, Hadzis i moje Aniołki Prezesa.


Tych trzech myszkieterów co ostanie soki z Biedronki wyciskali


integracja przy ognisku


oraz pełna galeria zdjęć Nekora