Misja Goczałkowice - setka po raz dziewiąty

Sobota, 23 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Na początek statystyka jak to zawsze następuje po przejechaniu progu 100 km.
Więc:
Kolejna już przejechana setka jest dziewiątą z kolei, na liście najdalszej stówy zajęła 1 miejsce w skali Top 10 - mojej prywatniej liście dystansów stukilometrowych. Dzisiejszy dystans jest zarazem najdłuższym dystansem przejechanym w tym sezonie, a co za tym idzie najdłuższym na tym rowerze.

Czas spędzony na kręceniu osiem i pół godz., a faktyczny to 14 godzin poza domem.

No starczy tych podsumowań.

Dzień dzisiejszy w 100 % zapełniony rowerowo. Z pewnych przyczyn nie zależnych ode mnie przesunięta została nasza wycieczka do Ogrodzieńca na niedzielę, to dziś nadarzyła się okazja na odwiedziny braci w sanatorium w Goczałkowicach (wstępnie planowana na niedzielę po wycieczce Cyklozy). Z racji, że był to wypad powiedzmy prywatny nie poruszałem sprawy na forum, tylko w kameralnym gronie klubowiczów, na zebraniu CYKLOZy.

O 8:00 z "drobną" obsuwą czasową startujemy. Zebrała się grupa cyklozowych wyjadaczy kilometrów w składzie Ja, mój Tata, Limit i Pan Rysiek. Napędzam pociąg robiąc za psa przewodnika i udajemy się na Szopki w okolice kościoła po jeszcze jednego zawodnika Darka z Mysłowic. Krótkie przywitanie i jedziemy dalej. Trasę z racji tego, że zależało mi na czasie prowadziłem głównie asfaltami co na moje opony to nie zbyt dobra nawierzchnia. Podążamy przez Nikisz, skręcając za kopalnią na dolinkę 3 stawów. Rozwijamy prędkość na rolkostradzie, a tu nagle bierze nas rolkarz na sportowych rolkach (o większych kołach, niż normalne). Dalej zmierzamy w kierunku lasu Murckowskiego, by sprytnie ominąć Ochojec i lecieć na Tychy. Naglę trach awaria na podjeździe przed drewutnią mojemu Tacie pękła ośka z tylnego koła. Myśląc jak rozwiązać ten problem, tak aby nie nawracać seniora do domu, przypomniało mi się, że na Ochojcu jest sklep rowerowy. Chłopaki poczekali z Tatą, a ja z Panem Ryśkiem i nieszczęsnym kołem w poszukiwaniu serwisu. Jak na złość na Jankego nic nie wskórałem, dopiero na os. Odrodzenia wpadłem do innego serwisu jak po ogień z prośbą naprawy defektu. Faktem trochę nam to zeszło, łącznie ponad godzinę, ale udało się naprawić. Wracamy do chłopaków, montaż koła i już bez większych postojów nadganiając czas zmierzamy do Goczałkowic. Mijając po drodze Murcki, przejeżdżamy sprawnie ścieżką rowerową w Tychach z przerwą na sweet focie przy Browarze. Przed Kobiórem wbijamy się na szlak i jedziemy do Czarkowa. Robiąc sobie przy kapliczce w środku lasu popas na 2 śniadanie. Co to robią w tej puszczy rozkopana cała, a takie fajne trasy tam były. Od Czarkowa do Pszczyny, konsultacja z Garminem - od tej strony nie wjeżdżałem; jedziemy dalej. Jak już dotarłem na znajomą drogę to już prosto pod sanatorium lecieliśmy. Na miejsce docieramy dopiero na 14:30. Wyciągamy młodzież moją z oddziałów i idziemy na obiad do sprawdzonego przeze Mnie lokalu. Po napełnieniu tobołków jedziemy w 7 łącznie z moimi braćmi do Czechowic na małe zakupy zaopatrzeniowe. Po powrocie, z zakupów z Tomka uciekło powietrze i tata z nim został pokręcili się po Zdroju, a z tym starszym szkrabem Adamem, zakręciliśmy na zaporę, gdzie puszczając wodzę zrobiliśmy sobie mały sprint 3 km. Wracając nie obyło się bez foto.
Po powrocie na Zdrój żegnamy się z rodzeństwem i w drogę powrotną. Stwierdziłem, dzień długi to o drogę zapytaliśmy Limitowego Garmina. To ciekawe urządzenie zawsze nam ciekawą alternatywę wybiera. Nawracamy się do Pszczyny i przebijamy się na wschodnią część Gierkówki omijając Tychy. GPS prowadzi nas przez Wsie, pola i lasy. Mojemu tacie pada bateria więc tuż przed Bieruniem zarządzam przerwę na popas i regenerację sił. Urządzając sobie na przystanku kolację. Zaczyna się ściemniać więc pora jechać dalej. Kawałek jeszcze wodzi nas Garmin wyprowadzając na jakieś pola, które nas doprowadzają do Chełma Śląskiego.

Przyszła pora na zmianę prowadzącego, że to Darka tereny po których się szwęda na biku to on przejmuje inicjatywę doprowadzając nas do Imielina, a następnie do Mysłowic. Zastanawiałem się, gdzie wyjedziemy okazało się, że na Kosztowach w okolicy przystanku, gdzie Tomek robił za serwismena wymieniając dędkę w rekordowym tempie. Dalej na Brzezinkę. W okolicy dworca PKP w Mysłowicach, żegnamy Darka, który skręca na swoje osiedlę, a my dalej na Modrzejów, gdzie skręcamy na Mikołajczyka. Docierając na sielec, a właściwie przy domu weselnym, załapaliśmy się na pokaz puszczania Lampionów przed gości weselnych. Do granic Sosnowca docieramy, grubo po zachodzie słońca. Pod okrąglakiem, grupka się rozdziela, Tata z Panem Ryśkiem uderzają na Zagórze, a ja przez osiedle cudów, odprowadzam Limita jeszcze do Będzina, aby każdy miał mniej więcej równą drogę do domu. Pod nerką chwilę podsumowujemy dzisiejszy trip. Pora spadać późna pora więc się żegnamy i każdy w swoją stronę. Limit zawija do Psar, a Ja na przez Dąbrowę zakręcam do siebie. Tym razem nie trafiły się jacyś bikerzy, którzy się by chcieli spróbować na tych dwóch podjazdach pod Warpie, więc samemu brnąłem pod górę.

Dzień super spędzony, pogoda wzorcowa, ekipa full wypas. Dzięki chłopaki za towarzystwo.

Ale się znów zasiedziałem już niedziela (02:40) idę w kimę bo od rana znów kręcenie. Trzeba robić zaprawę nad morze.

Zebranie klubowe z objazdówką.

Piątek, 22 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Z dziennika pokładowego. Piątek 22 czerwca.
Dzień jak co dzień rano sprawy urzędowe, po południe rowerowe.
Do obiadu, nadrabiałem zaległości ze sprawozdaniem z dnia wczorajszego i przesiedziałem w serwisie u dziadka dłubiąc przy rowerach. Zawsze jakiś grosz wpadnie.
Po obiedzie regeneracja sił w postaci leżakowania. Coś ostatnio wszystko mnie boli.Nie wiem czy to po tym upadku na Biku czy efekt jakiegoś choróbska, które chce mnie złapać.

Za dużo czasu nie było bo na 16:00 do oddziału na Cyklozowe ostanie zebranie przed wakacjami. Trochę mi się drzemka wydłużyła wiec zbieram się na równe nogi, po rower i w drogę. Okazuje się, że i tak docieram pierwszy Średnia na tym odcinku ponad 25km/h. Po czym się cała ekipa zebrała. Witamy w cyklozowym klubie ludzi pozytywnie zakręconych nowych członków Edytę i Marcina. Trochę właściwie ok 1,5 godz. upływa nam na sprawach klubowych. Po zebraniu jak już się u nas przyjęło organizujemy dla ludzi na rowerach objazdówkę celem lepszej integracji. Akurat więcej chętnych nie było więc w piątkę: Ja, Limit, Pablo, Marcin i Edyta. ruszamy w trasę. Początkowo Ja z Pablem wodzimy ludzi po trasie docierając przez Stawiki, Park Tysiąclecia , bulwar Brynicy do Czeladzi. Tam zabieram ekipę na trasę, którą odkryłem z Pawłem na ostatniej wspólnej jeździe i lądujemy przy rondzie na Piaskach. Paweł skręca na pogoń, a nam się szwędacz włączył.

Na rondzie odbijamy na M1 w planach zrodziła się P3, no to od M1 przez przez kładkę wjeżdżamy na Syberkę. Dalej do nerki i wzdłuż wałów na Pogorię. Docieramy pod molo i myślimy gdzie dalej. Nagle zjawia się Damian, zaraz za nim Cyklozowy człowiek Pan Rysiek, a po nim Dydku z Wilim i się grupka zrobiła konkretna. Zatrzymaliśmy ruch na deptaku. My tu gadu gadu, a wypadało by jechać dalej. Przetasowujemy się, Damian na Zagórze, Marcin na Pogoń, a chłopaki wąskooponiaści (czyt. Dydku z Wilim) dalej krążyli dookoła zbiornika wpadając na Ghostów. A my dalej w czwórkę Limit, Pan Rysiek, Edyta i Ja penetrować różne dziury. Tym razem Limit przejął dowództwo i nas prowadził. Wracamy się do Zielonej, gdzie przez mostek kręcimy na Preczów. Zawijka do Lasku, który wyprowadził nas do Sarnowa. Przecinamy krajówkę i w górę do Psar. Za kawałek odbijamy znów w teren lądując przy Lwie w Gródkowie. Dalej u podnóża Dorotki dojeżdżamy do Lasku Grodzieckiego. Adaś w końcu uświadomił mnie gdzie tam jest leśniczówka. Jeszcze chwilę razem i pora się rozłączać, jak to bywa szybko się nie dało pogaduchy, pogaduchy i jeszcze raz. Nareszcie się rozdzielamy. Limit zawijasami do domu, a My w drugim kierunku odprowadzając Panią na Pogoń. Przy stołówce się żegnamy, chłodno po rękach się robi i przykręcamy z kopyta. Przyznam, że miałem problemy nadążyć za Panem Ryśkiem. Jego 1,75, a moje 2,25 nie pozwalało na utrzymanie tempa na betonie

Wracamy do Ślimaka, robimy nawrót i przez 3 Maja pod Park na Środuli, gdzie przez Małe Zagórze do domów.

Miało być delikatnie i chyba było. Jutro Goczałkowice i atak na 200 km. Czy się uda dzień pokarze. DO Zobaczenia na SZLAKACH.

Rowerowe rozpoczęcie lata

Czwartek, 21 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Opis nadrobię rano. Rozpisałem poemat i mi się usuneło bulewers idę w kimę.

Z dziennika pokładowego.
Czwartek 21 czerwca, dzień jak co dzień oczywiście minął w rowerowym stylu.

Co prawda nie tak cały, a i tak fajnie minął.
Od rana za porządki mnie wzięło w końcu musiałem ten pokój do ładu doprowadzić. W przerwie dzwonię do Limita jak tam mu nocka minęła w szpitalnych murach i kiedy go wypuszczają. Odpowiedź była zadowalająca, na szczęście bez żadnych komplikacji za niedługo wychodzi i będzie później na Zagórzu jak będę dyspozycyjny to możemy się spotkać i podsumować środowe bliskie spotkanie z blaszakiem. Nie przyszło mi do głowy, że przyjedzie na biku. W sumie dla ludzi z CYKLOZą to w sumie nie wypadało myśleć inaczej. Pierwsza próba wyciągnięcia mnie na bika się nie powiodła, bo przypadło na mnie, by obiad ugotować. Całe szczęście, że zmywanie mnie ominęło. Druga próba już była lepsza bo wracałem z przychodni i już nie miałem żadnych zobowiązań. Ustawiamy się u mnie pod blokiem, po drodze napatoczyłem się na Dydka, chwilę gadamy i zjawia się Adam - jak na bliskie spotkanie z samochodem to cało wyglądał, jedyne co to plaster zakrywający drobny uraz na czole.

Przepakowuję plecak i jedziemy. Pierwszy pitstop dość, szybko. Szpitalna dieta wygłodziła poszkodowanego więc wylądowaliśmy w Da Grasso przy rondzie Merkury. Po degustacji podkręcamy pod Antykwariat i dołącza do nas Wili na swoim ostrzaku. Wspólnie jedziemy jeszcze na P3. Od mola skręcamy w lewo i do przystani na Niepiekle jedziemy jeszcze w czwórkę. Dydku z Wilim krązą dalej wokół zbiornika, a Ja wyciągłem Adama na fragment trasy niedzielnej wycieczki do Ogrodzieńca. Udajemy się lasem wogół P4 na Ujejsce. Tam szlakiem rowerowym na Sikorkę, następnie pod Bugaj, gdzie zmierzamy na Tucznawę. Pod remizą postój - tankowanie do chłodnicy i jedziemy dalej polnym szlakiem pod Błędów. Z racji, że jesteśmy na terytorium Kosmy to do niej dzwonimy, a rydz może się dołączy do naszego teamu i się gdzieś pokręcimy. Okazuje się, że my u niej, a Monia wydaje wypłatę w jednym z sosnowieckich marketów.

No nic pora wracać, Adam tu cyt. " Ja to chyba faktycznie zdrowo musiałem się jebnąć w dekiel skoro, zaraz po wyjściu od 100 km przejadę". Wiec, żeby nie być gołosłownym ten cel realizujemy. Przez Łosień do Ząbkowic. Z tamtąd do Tucznawy, przez Bugaj wjeżdżamy na trzebiesławickie wzniesienia. Chwila postoju wyrównanie płynów i szczytem przez Las wkraczamy do Trzebiesławic. Dalej to asfaltem pod szuter prowadzący do Siewierza. Nagle włącza się szwędacz i zamiast szutrem do Podwarpia, to jedziemy dalej w górę na Zawarpie. Odkrywam ciekawą budowę, którą nie omieszkamy uwiecznić na fotografii.
No to ja robiłem za tło do budowli.


WIATRAK NA ZAWARPIU.

Zmierzamy dalej w nieznane, trafiamy pod krzyżówkę na DK 86 w rejonie Podwarpia. Dalej wertepami do Wojkowic Kościelnych. Stąd prowadzenie przejmuje Limit. Przekraczamy krajówkę i jedziemy do Przeczyc. Nieznanymi mi drogami i polami docieramy od drogiej strony do Psar. Gdzie chwilę zatrzymuję się u Adama.

Następnie już samemu w planach kręcę w stronę domu lekkim objazdem, aby dobić do 100. Z racji pory kończenia dniówki mojego taty, zmierzam najpierw na Milowice przez Wojkowice i Czeladź. Pod Timkenem jestem z 10 min zapasem czasu. Na liczniku widzę, że jednak nie uda się bariery pobić. Czekam na tatę i już razem przez Pogoń i Wawel wracamy do Domu.

Także wyszła taka niedorobiona 100 ale i tak miło spędzone popołudnie.
Poza tym nareszcie przekroczyłem 3000 w tym roku. Założyłem sobie przejechać 4 klocki przed sierpniowym wyjazdem wakacyjnym oczywiście rowerem nad morze.

Jutro delikatna objazdówka po zebraniu Cyklozy, a jak będzie okaże się w piątkowym sprawozdaniu.

Rogoźnik z Kariną i Duchami

Środa, 20 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Z dziennika pokładowego. 20 czerwca. Od rana pełne ręce roboty ciąg dalszy przy dłubaniu zapasowego bika Taty. Gdy się z tym uporałem większość czasu do obiadu spędziłem na bikeserwisie u Dziadka pomagając mu przy robocie, a przy okazji czegoś nowego się nauczyć.

W między czasie dostaje dziwnego smsa od Limita, pisze że w drodze do Pracy miał bliskie spotkanie z blaszakiem i leży na obserwacji w szpitalu w Czeladzi. Biorę za telefon dopytując się co się stało i czy jest cały. Całe szczęście nie miał poważnych obrażeń bynajmniej przez tel tak twierdził i że jak wszystko przez noc będzie w porządku to go rano wypuszczą. Nie dopisuję szczegółów bo nie znam ich na tyle i mógłbym coś przekręcić. Jak wyjdzie pewnie zapoda o tym na BS.

Po obiedzie trochę serfowania po necie wchodzę na forum Ghostów na którym to Karina napisała o wypadzie jak nie będzie padać.

Jak zwykle spóźniony jadę na wyznaczone spotkanie, grupa mi uciekła, spotkaliśmy się przy Orlenie na Centrum Czeladzi. Dalej już w składzie Ja, Karina Hadzis, Niecki i Włodek jedziemy już razem. Pogoda z dupy chmury się gdzieniegdzie pokazują ale deszczu nie ma. Duchota straszna ale i tak tempo trzymaliśmy ok 30 km/h. Trasą obok Szpitala jedziemy do Wojkowic, gdzie na wysokości parku skręcamy w prawo na Rogoźnik. Na trasie Karina debiutuje na SPDach co się później okazuje zalicza dwie niegroźne gleby. Przy stawach na Rogoźniku postój Duchy kosztują zimne dopalacze, a ja z racji dawki 2 przeciwbólowych tabletów tylko własnej produkcji napojem zaspokajałem pragnienie. Po odpoczynku i fotografii dokumentacyjnej(jak dostanę to zamieszczę) objeżdżamy zbiornik. Terenowa trasa z przeszkodami połączona z jazdą na SPD kończy się upadkami. O 20:00 Karina miała spotkanie w Czeladzi więc dalej już nie kręciliśmy. Drogę powrotną prowadzę Ja zwalniając co jakiś czas odbierając tel. od ludzi zainteresowanych niedzielną wycieczką do Ogrodzieńca. Żeby nie było cały czas asfaltem to prowadzę grupę przez Bobrowniki do Wojkowic, gdzie odbijamy w teren co odkryliśmy z Limitem na któreś ze wspólnych wypadów prowadzącym do drogi na Przełajkę. Miałem niecny plan pociągnąć ich jeszcze terenem przez Grodziec, ale że czas gonił no to drogą do Czeladzi. Żegnamy się z Kariną, chłopaki przodem pojechali, a ja spokojnym tempem za nimi. Pod M1 tel. do Łukasza czy na rower czasem się nie wybiera, ale wrócił z roboty i nic mu się nie chciało. Nad Dorotką zawisła burzowa chmura, która wędrowała w moim kierunku.No to jej uciekam. Z tyłu M1 asfaltem do świateł, przecinam 86 i podjazd na Syberkę. Za Bleckiem w prawo na 12% zjazd na Małobądzką, gdzie zmierzam ku wisience. Docieram chłopaki już są no to chwilę zamieniam parę zdań. Burza zbiera na sile więc zwijam się na chatę. Pod domem okazuje się, że tylko postraszyło, parę razy konkretnie zagrzmiało i tyle z tego było.

Jutro najprawdopodobniej zakup nowego rumaka.Jaki pozostawiam narazie dla siebie.

Poszukiwania bika cd.

Wtorek, 19 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Rano pobudka od Hadzisa, myślę co on chce o tej porze (9:00). Okazało się, że dziś wypada odbiór zezwoleń na kierowanie ruchem. Dobrze, że przypomniał. Jakieś szybkie śniadanko, zbieram rower i najszybciej koło Decathlona do Będzina, gdzie to w Urzędzie Miasta wydawali owe zezwolenia. Powrót przed Warpie do Dąbrowy, trochę błąkam się po parku Hallera i do domu tacie przy rowerze porobić. Po obiedzie w planie dalsza część błąkania się tym razem po sklepach rowerowym.

cdn. nastąpi wieczorem.

Z racji uzupełniania bloga i innych spraw w domu dość późno po obiedzie na sklepy wyskoczyłem dość późno do tego jeszcze do PTTK załatwić parę spraw. Po 16:00 do Oddziału przyjeżdża Paweł i razem uderzamy na Katowice po penetrować tamtejszy rynek rowerowy. Najpierw przez Szopki pod Uniwerek Ekonomiczny, gdzie nawijamy się wzdłuż DK 86 na dolinkę 3 stawów delektując się roznegliżowaną płcią piękną docieramy do GO Sportu. Nic nie znajdujemy ciekawego, z drugiej strony w CUBEach też nic na moją kieszeń. Dalej trochę po Centrum, coś z Treka może ale szukam dalej. Przerwa pod żabką na uzupełnienie elekrolitów. Wlewam w siebie O,5 jogurta, przepijając izotonikiem. Paliwo zatankowane. Kręcąc po uliczkach nie znajdujemy już więcej otwartych bikeshopów. No nic pora wracać. Docieramy pod spodek. Rozkmina wybór trasy powrotnej wypadło na Siemce. Wiec obok Spodka na Petlę Słoneczną i dalej za drogę do Siemianowic. Przed Bańgowem w prawo na rondku i kierujemy się na skrót co to Limitem go odkryliśmy wracając z kwietniowej masy z Zabrza. Docieramy do Czeladzi pod Pałac Saturna. Plan był taki by obok cmentarza skręcić na drogę prowadzącą do Sosnowca. Trochę nam się pomajgało i zamiast tam pojechaliśmy drogą w kierunku Milowic. Jadąc tamtędy odkryłem, że w pewnym momencie na wzniesienie prowadzi jeden z szlaków czeladzkich. Wiec zbijamy z asfaltu i tudzież tym szlakiem docieramy na Piaski. Pod Lidlem w lewo i przez osiedle Dziekana jedziemy na Pogoń do Pawła. Patrzę na zegarek (w liczniku - do zwykłego mam jakiego pecha, albo zgubię, albo się popsuje) godzina do końca dniówki mojego staruszka. Zsanie się włączyło więc bunkrujemy się u Pawła i kosztujemy dużą pizzę przepijając browarkiem i oglądając pierwszą połowę meczu Anglia - Ukraina.

22:00 się zbliża więc podchodzimy z Pawłem pod Timkena z oczekiwaniem na Tatę. Trochę pogaduch odprowadzamy kawałek Pawła i dalej już rowerkiem do domu.

Jurto kolejny dzień szukania i wyboru najlepszej oferty bika zaspokajającego moje potrzeby.

Poniedziałkowe rowerowanie z Kariną

Poniedziałek, 18 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dzień się zaczął specyficznie, gdyż musiałem sprostować sprawy związane z wycieczką do Ogrodzieńca. Całe przedpołudnie układałem trasę, regulamin i program oraz trzeba było powiadomić zainteresowanych o nagłej zmianie terminu i wycieczka odbędzie się w niedzielę. Gdy emocje już opadły obiadek. Telefon dostaję, że kurs do Jaworzna z przesyłką się szykuje. Po pracy zadzwoniła Karina, okazało się, że w końcu znalazł się czas na wspólną przejażdżkę. Przedstawiam mój plan i ustawiamy się paręnaście minut później pod halą na Zagórzu. Chwila pogaduch i ruszamy przez Las Zagórski, Kazimierz, Maczki na Szczakową, gdzie na 18:00 musiałem dowieść paczkę. Docieramy nadając co chwilę sobie zmiany i gdzie się dało to obok siebie na miejsce parę minut przed czasem. Chwilowo pozostawiam partnerkę dzisiejszego wypadu i lecę na 4 piętro przekazać pakunek. Nie było już dalej planów więc zakręcamy do Biedronki po napój do chłodnicy. 1,5L butelkę niegazowanej wlaliśmy w siebie. Mi przypadła ta większa połowa butelki do wyzerowania. Po tankowaniu na Sosinę. Tam pętelka wokół zbiornika i przez płyty wracamy na Maczki po drodze pokazując nasze schrony co to się w nich jak partyzantka chowaliśmy przed deszczem (fotografia z tego miejsca w opisie majowym "majówka z CYKLOZą")

Od Maczek jedziemy terenem wzdłuż torów na Juliusz. Dalej na Klimontów. Za niebieskimi czyt. Komisariatem skręcamy przez Fińskie domki na Zagórze pod plac Papieski. Następnie przecinamy rondo, Zaruskiego przez 3 magiczne rondka na Środulę. Wisienki z racji już braku czasu nie zahaczamy więc obok "hotelu" dla lubiących za dużo wypić docieramy do Będzina. Odprowadzam Panią jeszcze pod drzwi na Syberce. Chodziło mi jeszcze uderzyć gdzieś dalej, ale od tego słońca jakoś już mi się szwędacz nie włączył. Żeby ominąć podjazdy pod Warpie nadkładam trochę drogi skręcając na Wały i jadę na Zieloną. Podkręcam tempo i bateria wytrzymała dosłownie do Centrum Sportów Letnich. Zapłon odłączyło i już na rezerwach najkrótszą drogą przez Korzeniec, Centrum i Park Hallera do domu.

Popołudnie bardzo udane dystans minimalny pow. 50 zrobiony, a najważniejsze w jakim towarzystwie.
Jutro ciąg dalszy poszukiwania new Bika

Nieplanowana rowerowa Niedziela.

Niedziela, 17 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś miał być post od bika bynajmniej od dłuższej jazdy, z przyczyn znów napiętego grafiku. Niespodziewanie telefon od Limita i dogadujemy się, że obydwóm w planach chodził Decathlon po głowie. No to korzystając z wolnej chwili tam się udałem. Trochę zakupów i penetrowanie rowerowego działu.
Po wszystkim wychodzimy ze sklepu, spoglądam na zegarek jeszcze trochę czasu mam więc jedziemy pod Real na Katowickiej, gdzie odbywał się festyn militarny. Niestety załapaliśmy się już na koniec. W ramach pocieszenia załapaliśmy się na moment jak jeden z pojazdów bojowych ładowany jest na lawetę. Widowisko fajne, chodź krótkie, uroku dodaje fakt, że za sterami tego pojazdu kierowała płeć piękna.
Plan był jeszcze uderzyć na pogę lub Kazimierz ale czas gonił. Więc za cmentarzem wbijamy w Lasek Zagórski wylatując na Dmowskiego, gdzie jeszcze kawałek zamiast tłucz się asfaltem pojechaliśmy przez działki.
Pod domem żegnam się z Limitem i wracam do swoich zajęć.
Wieczorem też nic nie pojeździłem bo z dobrej nieprzymusowej woli podróż do Goczałkowic braci odholować mi przyszła.

Dni Będzina 2012 (sobota)

Sobota, 16 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
tytuł i resztę jutro znaczy jak wstanę uzupełnię. Pójdę w ślady Nekora
DZIŚ WPIS JUTRO OPIS, hmm już 01:51 to chyba W NOCY WPIS, A RANO OPIS

Edit:
Z dziennika pokładowego.
Plan na dzisiejszy dzień miał się kręcić w rytmach I Będzińskiego Rajdu Rowerowego z okazji Dni Będzina. Niestety nie spodziewanie plany się zmieniły i wyskoczył [nierowerowy] wypad do Goczałkowic. Szybko sprawy pozałatwiałem, łapię najwcześniejszy pociąg powrotny. Po woli mnie zaczyna dobijać system różnych przewoźników na jednych torach. Mowa o PR i KŚ. Jak by się dwie spółki nie mogły dogadać odnośnie akceptowania biletów innej spółki zwłaszcza, że cenowo się nie różnią. Komfortem owszem, ale bilety mało zauważalne. Na Skargi w Mercedesa wsiadam, szofer podjeżdża tylko skąd tylu ludzi w tej furze kto ich zapraszał. Uroki sobotniej jazdy busem kiedy to raz na półgodziny jeżdżą. Zmieniam odzienie i na ślub do "bliźniaczki". Po uroczystości nareszcie przyszła pora na bika. Za dużo nie pojeżdżę bo o 20:00 ustawiłem się u Ghostów na strefę. Żeby człowiek wiedział jak się to potoczy to plan był by zmieniony. Było minęło przygoda z Euro Orłów Smudy się skończyła, plus tego, że Zborni też nie przeszli. Rosja wraca do domu. Dość tej piłki, czas na rower. Po spotkaniu Orłów trochę pogaduch z Duchami nt. imprezy i zawijam na poprawę nastroju na Dni Będzina, po meczu koncert Zakopower. Bułecka ten to ciągle boso. Ale fajny koncert dali. Zwieńczeniem dnia był pokaz sztucznych ogni. Ostatnio znów jakoś dużo po nocach krążę pokaz zakończył się o 0:40, młoda pora ale w głowie szumi więc zawijam w drogę powrotną przez Dąbrowę. Po drodze znów na podjazdach mijanko dwóch kolarzy, którzy nie odpuszczali mnie na krok. Ciągnąłem nicponi za kołem aż do Warpia. Chłopaki jednak chwilowo zwątpili w swoje siły (może dlatego, że bez homologacji po ulicy jechali, a nas wóz patrolowy mijał). Mi to zawsze palma odbija, niebieski transporter nawet szybko nie jechał, a ja światełka miałem więc na zjeździe korzystam z jego tunelu areo i tak do samej DG. Panowie Policjanci skręcają na 3 Maja szukać, pijanej młodzieży co by parę mandatów rozdać, a ja do Ronda Merkury i prawo na Zagórze do Domu.
No to tyle wrażeń z dnia owego.

Objazdówka z Limitem - setka po raz ósmy

Piątek, 15 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Na początek trochę liczbowo:
- kolejna 100 od początku sezonu, w sumie ósma,
w rankingu setek dzisiejszy dystans w przedziale 6-8
- nie jako pierwsza 100 na Corratecu, co daje nowy rekord dystansu na tym rowerze
- dziś napisałem setnego posta na forum Ghostów :D
- jeszcze dwie setki i atakuję 200 (najprawdopodobniej już na nowym biku, w przyszłą niedzielę),

a teraz przyszła pora na dzisiejsze sprawozdanie z rowerowego życia Prezesa :P

Dzień od rana stricte rowerowy. Faktem na dzień dobry zostałem zasypany kolejną stertą faktur do opłacenia, jak już się z tym uporałem rowerkiem do Reala i powtót z zakupami z Reala. Z racji, że w końcu jakaś sensowna pogoda i pora odpowiednia tel. do Limita jaki planuje okrężny powrót do domu. Miał już niecny plan przedstawił mi go, ja swoją małą alternatywę koniec końców wyszło na jego.
Furtuję obiad i kwadrans po 15:00 wybywam na trasę. Na początku zakręcamy do Meridy na Mydlicach, zorientować się czy są jakieś sensowne maszyny na mój gust co będą więcej w stanie przejechać niż 10 tys w sezonie i się nie rozwalały. Konsultacja z Pracownikiem i jedziemy dalej.
[Hmm jak to było po kolei] [Aha wiem] Z Mydlic jedziemy na Ksawerę, gdzie przed domki docieramy do Przemszy, dalej wzdłuż Rzeki do Pogorii IV. Z racji, że profil
2,25 opony z bólami toczy się po asfaltowych trasach proponuję etap leśny, coś dzisiaj moja siła perswazji mnie zawodzi i jedziemy asfaltem o dziwo nawet w miarę się jedzie. Tempo też w normie. Pocieramy do Wojowic Kościelnych, skąd się kierujemy na Podwarpie. Z tamtąd w kierunku DK 86, którą przecinamy i jedziemy dalej za krzyżówką. Po drodze jak dobrze pamiętam mijamy miejscowość Hektary czy coś jeszcze nie pamiętam. Docieramy do Zalewu Przeczyckiego. Dobrze się kręci więc jedziemy dalej. Najpierw w kierunku większej tamy, skąd lekkim terenowym zjazdem docieramy do mostku koło stawów rybnych. Przejeżdżamy go i dalej podążam za Limitem. Docieramy do drogi, którą przecinamy i na azymut przed siebie.
Po drodze mijamy znów jakieś poboczne mieściny, (dokładne nazwy u Limita w opisie bo sam nie byłem w stanie ich spamiętać). Dość pagórkowaty ten teren ma Limit w okolicach swojego miejsca zameldowania w promieniu 10 km. Przeciągnął mnie po drogach, na których trzeba było się czasem mocniej napracować na podjeździe. Zwłaszcza na takowych oponach jak się na węższych jeździło.

Docieramy do Toporowic, gdzie w tamtejszym ABC zaopatruję się w półlitrową oktanówkę zwaną Kroplą bez Kitu :D oraz dwa soki z gumijagód jako dopalacze. Chwila odpoczynku i jedziemy dalej. W Siemioni znów jakimiś bocznymi drogami znanymi Limitowi docieramy do Rogoźnika pod kolejny zbiornik wodny, gdzie spożywamy dopalacze.
Trochę kręcenia po parku w Rogoźniku i zmierzamy na Wojkowice. W Wojkowicach kolejny raz się tryb szwędacz załącza Limit prowadzi przez kolejne wertepy z próbą wjazdu do Centrum Wojkowic, tym razem nareszcie wyszło na moje, nie zmierzamy do Centrum lecz jakąś znów nową drogą. Okazuje się nawet ciekawa, Limit jej nie znał, Ja tym bardziej, więc kategorię jej nadaliśmy jako droga dziewicza. Przez jakieś pola, błotka i wąwozy docieramy w okolice mostka na Przełajce. Aha jesteśmy już na znanym gruncie. Kolejna droga poznana.
Pomysły się skończyły .Rozkmina, co dalej [myślą] [żarówka się zaświeciła] zmierzamy w kierunku Grodźca, gdzie Limit chciał mi udowodnić i zarazem przypomnieć gdzie to jechaliśmy odprowadzając Ryśka z udanego wypadu do Siewierza i upojnego aferu w TSG. W Grodźcu skręcamy w kierunku Rozkówki i objeżdżając górą park przez polne ścieżki docieramy do drogi z Grodźca do Czeladzi przecinamy ja i znów terenami przez pola. Oj tu było offroadowo, błoto total. Jakoś się udało. Przed dotarciem do tego małego skrawka klinkieru co mi tak wypominał, że go po ciemku mijaliśmy Limit łapie panę. Jak tu pitstop zrobić jak koło całe w błocie. Jakoś się udało, przyczyną tego zajścia był nieszczęsny mały kawałek szkła, a nie jak podejrzewaliśmy na początku pęknięta szprycha. On to ma jakiegoś niefarta z tym tylnym kołem; już kolejna mu poszła. Naprawiamy sprzęt by mógł dalej jechać, ale z dalszego szwendania już za dużo nie pokręcimy. Odprowadzam Adama jeszcze kawałek pod OSP w Psarach, gdzie po pogaduchach udajemy każdy w swoją stronę. Aha po drodze faktycznie mijamy klinkier i wyszło znów na jego. Z racji, że na liczniku dopiero 70 km dziś to to wpadł mi do głowy pomysł co by już do 100 dociągnąć skoro jeszcze w miarę widno było. Zjeżdżam kawałek w dół, gdzie na skręcie w kierunku Sarnowa odbijam w prawo na teren i przez pola docieram do Lwa przy drodze z Gródkowa. Na dorotkę kręcić się nie chciało już więc jadę w kierunku Łagiszy, gdzie znów odbijam na bok. Tym razem do Lasku Grodzieckiego. Dalej przez osiedle zamkowe pod Syberkę. Na strefie kibica pustki już po Strong Manachi wszystko się rozeszło. No to jadę na wały i do domu złego Ghostów na Słowiańską. Półgodzinna przerwa pogadanka wstępna w sprawie wycieczki do Ogrodzieńca. Zbieram się w drogę powrotną. Jakoś mi się odechciało już krążyć. Patrzę na licznik zostało jeszcze 15 km. No to znów chęci się wzięły. Do domu braknie więc dłuższym objazdem do domu. Nawijam się pod dworzec Będzin Miasto, skąd Małachowskiego do Kołłątaja. Dalej na DG. W centrum okazuje się, że brakuje jeszcze 10 km. No to dalej krążymy. Na rondzie Hendrixa w lewo (fachowo na 3 zjeździe w prawo) obok Dworca PKP w Dąbrowie do przejazdu, (znów postój trafiłem na ciufcie) i na Pogorię 3 pod Molo. Następnie prawym brzegiem załączam długie światła i ścieżką rowerową w egipskich ciemnościach docieram do Łęknic, skąd dalej do Gołonoga. Omijam kolejny już dzisiaj Dworzec PKP tym razem na Gołonogu. Wiśniową jadę do ul. Piłsudskiego i jak droga prosta, środkiem pasa na Zagórze do Domu.

Dzień total pro rowerowy, tak jakoś wyszło i 100 się uzbierała. W ramach ciekawostki w domu dopiero byłem 22:50, a wpis dodaję, a właściwie skończyłem pisać i dodaję o 02:30. Na dzisiaj wystarczy idę w kimę.

Operacja zakończona pacjent będzie żył

Czwartek, 14 czerwca 2012 · Komentarze(5)
Kategoria rekreacja
Przy takiej pogodzie to znów dystans nie za duży. Gozdi jeżdżący między chmurami.
Od rana pada :(, w planach operacja bika, ale jak tu jechać jak ciągle deszcz. Wchodzę na pogodę meteo, co to z niej Limit korzysta, rozkmina i dobra wiadomość koło południa opady według tych wykresików miały chwilowo ustąpić. Pogoda się poprawia no to najpierw do przychodni zapisać tatę na wizytę do lekarza, powrót zbieram tatę i na dwa rowery lecimy do spawacza. Operacja trwała około 20 min. W między czasie znów się jakaś chmura zaciągła nad Zagórze i fest polało (co ciekawe w prognozie tego nie było, miało zacząć padać po 15). Co jak co,ale to się nazywa fachowiec, co z polecenia to z polecenia. Rama prawie jak nowa. Wracamy już po ulewie do domu.
Coś czuję, że rower na dzisiaj już ma fajrant. Od jutra poprawa pogody więc na nowo się będzie km kręcić.
Co dalej z Bikiem hmm
Krosika przekażę siostrze, niech też się Cyklozą zaraża, a Ja jutro na poszukiwanie nowego sprzętu. Ile mogę korzystać z uprzejmości Olka.