XVI Mistrzostwa Tarnowskich Gór w kolarstwie górskim
9:20 z lekkim opóźnieniem magicznym sprzętem z Kariną za sterami ruszamy po medale.
Ja w roli fotografa i menedżera w jednym. Blaszak obładowany rowerami, aż miło.
Na miejsce jak po nitce docieramy dzięki Czesiowi i jego satelitkom. Ekipa poszła się zapisywać i poszukać sklepu w celu uzupełnienia elektrolitów, zostawili mnie biedaka bez bika, ale że piechur ze mnie też dobry więc korzystając z okazji z buta wybrałem się na trasę gdzie można się z aparatem fajnie ustawić. Co się okazało obszedłem trasę ale nie tą co duchy startowali praktycznie co grupa miała inną trasę co chwilę zmienianą. Już mi się tej ich 5 na piechotę zwiedzać nie chciało więc na rowerku Marka trasę objechałem - od razu lepiej się na duszy zrobiło jak się trochę pokręciło (żal tylko,że nie startowałem super pętla, ale dziś inne zadanie miałem) O 14:00 start elity od startu ruszyli niczym francuskie TGV.
Przed starem jeszcze na szybko foto z Kariną (jej debiut na takiej imprezie)
foto rozpędzonego peletonu i uciekam na trasę.
Adaś padł po 2 pętli i zjechał na Pit stop do mojego stanowiska strzeleckiego gdzie ładowałem serie aparatem niczym z CKM-u. Karina przejechała pełne 3 pętle w jej kategorii i zajęła zaszczytne 6 miejsce. Paweł trudno powiedzieć bo został zdublowany przez pociski a i tak dostał bonus w postaci 5 kółka, a za nim już wszystkich ściągali. Także wyszło jakby Niecki jako ostatni skończył wyścig.
A faktycznie wypadł gdzieś w połowie stawki. Po odpoczynku i sesji Ghostów na pudle. Spinamy rowery do Zielonego i w drogę powrotną.
Sumując lekko nie pocieszony, że nie mogłem startować ale i tak dzień miło spędzony. Trasa na 5 co do organizacji trochę zastrzeżeń, ale 4- mogę im wystawić.
Ekipa niedzielnego tripa.
Marek, Adaś, Prezes, Niecki(Paweł) i Karina.
nie pamiętam tylko czym sobie Niecki zasłużył na takie tortury na odchodne :D
oraz link do pełnej galerii autorstwa zbiorowego :P Adasia, Kariny i Mojego