Kolejny rumak w stajni :p

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(4)
Kategoria rekreacja
Po awarii Krossa przyszedł czas na nowego bika, tamten po operacji ma się dobrze ale przeszedł do nowego właściciela na zmianę korzystają z niego Tata i siostra.

Ciekawi was co mam - pewnie, że tak na razie powiem, że Meridę. Premiera jak się uda załatwić wszystkie sprawy czwartkowe nastąpi na Stargańcu.
Co do samego dnia można powiedzieć, że chodziarsko - rowerowy. Z Buta łażąc po centrum plus późno wieczorny szwędacz około 10 km wyliczyłem, do tego nie rejestrowanym nowym rowerem 6 km wracając do domu.

Dzień więc wyglądał następująco. Koło południa zbieram się do Pastrów Miodu po zabranie bika okazuje się, że będzie gotowy za godzinę więc włączam autonogi i z Centrum na Andersa do elektrowni pozałatwiać sprawy, wracając jeszcze parę innych spraw i wracam do Plastów. Rower gotowy jazda testowa, wpadam na chwilę do PTTKu i do domu na Obiad. Z racji, że mam nowy sprzęt popołudnie upłynęło na czyszczeniu Corrateca i przygotowania do procedury oddania. Dzielnie znosił moją jazdę razem ponad 1000 km zrobiliśmy. Wieczorem coś na ruszt i jadę nabić trochę dystansu do nowego i odprowadzam Tatę na Milowice do pracy. Na przedpremierowy pokaz załapał się Damian, na którego udało mi się wpaść około Kasztana. Na Pogoni odłączam się kierując się do TSG po umowy do TdP, które Hadzis mi zostawił. Wracając lecę na Pogoń do Pawła, przekazać Mu jego umowę. Trochę pogaduch i lecę ile fabryka dała do domu docierając coś po 22:00. Późne wieczory takie fajne więc na dobranoc włączył się szwędacz i z Adim spacerek po Zagórzu.

Wprawdzie w planach miał być wyjazd z Limiem i Edytą do Lublińca, ale niestety nie umię się jeszcze rozdwoić i pogodzić tylu spraw jednocześnie.

Ustawkowy dzień przygodowy

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Po dzisiejszym dniu dochodzę do wniosku, że jednak Zagórze to jakaś odmienna strefa klimatyczna.

Dzień miał być total rowerowy, a wyszło popołudnie. Rano już odpadł wypad rowerem do Jaworzna, z powodu fałszywego alarmu burzowego. Na Będzinie lało konkretnie, a u mnie ani kropli. Ważne dokumenty musiałem dostarczyć więc zapobiegawczo busem pojechałem. Opłaciło się bo powrót w doborowym towarzystwie. Załapałem się na podwózkę do center DG a za sterami driverka Malwina. Z center spacerek do domku, obiad i do Sosnowca, zaklepać nowego bika. Jutro premiera wówczas go odbiorę. Wracam na Corrateco do domku podkręcając tempo. Leje się ze mnie jak z fontanny. Patrzę na czas tel do Kariny jak z dzisiejszą ustawką. Jednak jest więc wlewam kolejne litry wody w organizm i w drogę pod Zamek w Będzinie. O dziwo nawet się nie spóźniłem co w moim przypadku jest rzadkością.
Nazbierało się nas 10 luda. Plan zakładał na Pogę i wyścigi na rowerkach wodnych. Wszyscy się doczłapali i ruszamy przez wały na P3. Człowiek z Cyklozą jednak ma zryty czajnik wiedząc i widząc, że burza nadciąga będzie cwańszy i jedzie jej na przeciw. Docieramy nad molo, i pod wypożyczalnie rowerków. Nawałnica coraz bliżej i nici z wodowania. Większość ekipy ustawkowej objeżdża zbiornik, a Ja z racji problemów z kolanem idę z dziewczynami zaklepać miejsca w knajpie na Podze. Z krótkiej przerwy zrobiła się dłuższa. Schowani pod dachem podziwiamy pokazy fleszów jakie matka natura nam przygotowała gadając na tematy około rowerowe. W końcu przestało padać przedostajemy się na Zieloną pod fontannę. Znów przerwa i pogaduchy. Nadeszła pora powrotu. Wiec ekipą robimy przeprawę przez błota na zielonej urządzając małe spa dla siebie i rowerów. I tak między domkami i wałami wracamy do Będzina. Kolega Marek jak dobrze pamiętam odbił na Gródków. Reszta dalej podążała odprowadzając się jeden po drugim i tak uciapciani błotkiem z bananami na twarzy uciekamy przed kolejną burzą. Na Syberce odłącza się Nekor, Wojtek, Karina i Marlena. Pod TSG żegnamy Hadzisa, a my z Limitem eskortujemy Edytkę pod same drzwi. W głowie niedosyt jazdy, ale perspektywa kolejnej burzy i fleszów jakoś mnie od tego odwiodła i przybrałem kurs na dom. Żegnamy się z Limitem na rozjeździe pod domem Edzi; On do siebie, a Ja przez Pogoń na Chemiczną, jak na złość nadziałem się na zamknięty szlaban i swoje trzeba było wystać. Parę razy jak pierdykło to zwątpiłem czy cały do domu dotrę. Szlabany w górę i gonię dalej przez Środulę na rondka, szczytem przez park - kolejna porcja błotka już mi nie zależało i tak cały w ciapki byłem, przez Orion na Centrum Zagórza. Ledwo rower schowałem i kolejna dawka deszczu spadła. Niestety Limit nie miał tego szczęścia i nadział się na chmurę moknąc doszczętnie.

Dzięki wszystkim za zabawne popołudnie.
Na odchodne zdjęcie dzisiejszej ekipy nad Pogorią bez Nekora, który stwierdził, że jest za pikny i robił zdjęcie.

Na pogawętce u Limita

Niedziela, 1 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Kolejny z tych dni, że nie ma się chęci nabijać kilometrów. Niedziela jak to Niedziela do południa spełnić obowiązek i jako przykładny katolik zamawiający pogodę u źródła do Kościoła. Po obiadku leżakowanie przy tej żarówie to nawet nie myślałem o jeździe. Po południu najpierw na Środulę do parku zobaczyć start główny GP Sosnowca w MTB. Dojeżdżam na miejsce spotykając Dydka i Wilego oraz innych bikerów, ale już po zabawie z racji mniejszej ilości uczestników wszystkie kategorie wiekowe były przesunięte. Chwila pogawędki, chłopaki zawijają na Pogę, a ja najpierw do Plejady po małe co nieco, telefon do Limita czy jednak się skusi na jazdę, po wczorajszych wojażach w górach dziś regenerował siły więc jadę do niego przez Czeladź i Wojkowice. Posiadówka się przeciągła bo trafiłem na burzę.Oglądając KAC VEGAS czas mijał przy dobrych humorach. W końcu przestało padać czekam jeszcze trochę niech asfalt się osuszy i zbieram się ok. 23 w drogę powrotną. Odziany w odblaskową zbroję i homologację kieruję się w stronę domu. Tym razem przez Sarnów, Preczów, Marianki, kawałek P4 zatrzymując się chwilę na koncercie żab, rechotających przy tamie. Przez tory przedostaję się na P3. Ciemno jak w d. tutaj dopiero tajfun przeszedł na ścieżce dużo połamanych gałęzi i innych badyli. Od trójki między domkami na Center DG i od ronda Mercury prosto na Zagórze do domu.

Spontaniczna P3

Sobota, 30 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
After po urodzinowy skończył się dość późno, wręcz nie pamiętam kiedy. W planach był wypad z Nekorem i Limitem do Wisły. Się zaspało telefon nie obudził więc nici z wypadu. To się inaczej dzień spożytkowało na pracach domowych. Wieczorem gdy już temperatura opcjonalna do jazdy wskakuje na bika i w drogę. Kierunek DG miało być samotnie ale jak to mój radar zawsze kogoś wypatrzy. Pod Dorianem dostrzegam Dydka nim się nawróciłem do niego wpadłem na Wilego i się team zebrał. Rundka slalomem dookoła P3 i długa przerwa na plaży z hitami Country w tle. Pora się zbierać w drogę powrotną. Rower odkładam chodź pogoda w nocy idealna ale nie miałem weny na krążenie. Wieczór znów się wydłużył. Skończyło się na Harnasiu i wizycie na ognisku u znajomych do późna gdzie się znów za strażnika ognia bawiłem. Może w niedziele się zrodzi dalsza jazda.

Krótko tak

Piątek, 29 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Piątek wyjazdowy delegacji ciąg dalszy tym razem prywatnie. Z racji, że mało czasu na jazdę, albo chęci do południa w upale w domu obiadek szykowałem. Fater wrócił z roboty patrzę mu pociąg i jadę do do DG odeskortować na stację. Ludu jak w ulu ale jakoś udało mi się go razem z rowerem wsadzić do pociągu. Na dziś to było by tyle z jazdy. Wracam zbieram braci i tym razem już busem i pociągiem odwieść ich z przepustki do Goczałkowic powrót późno więc więcej się nie nabiło. Za to okazja była na afterek po urodzinowy. Mam nadzieję, że jutro będę w stanie dołączyć do grupy jadącej do Ustronia. Jak nie to z Olem po Bukownie się pokręcić.

Program szwędacz - trasą wzdłuż małego pogranicza :p

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Po urodzinowym lansie przed weekendowy grafik dość napięty. Delegacje jednodniowe ale i tak czas na bika zostaje. Wczoraj wypatrzyłem na forum duchów o ustawce na 17:00 myślałem, że uda mi się zdążyć ale rzeczywistość bywa brutalna, to przesiadka w kato się opóźniła do tego autobusu zero więc w domu dopiero po piątej byłem. Jakiś większy popas władowanie makaronu i innych cukrów i o 18:00 tel to Limita, jak tam ustawka i gdzie się kręcą. Nie było opcji się skorelować. Więc indywidualna jazda.
Załączam w głowie szwędacza, maszyna losująca i wyszło na DG wbijam na drogę, krótki sprint by nogi rozgrzać i jestem na P3. Przejazd przez promenadę, a może się ktoś napatoczy, żadnej znanej twarzy więc jadę dalej. Kurs na Park Zielona, w parku singielkiem pod mostek na Przemszy. Na drugą stronę, trochę fajnego błotka i szok pod przystanek na Niepiekle wylali nowy asfalt. Kolejne terenowe odcinki zanikają. Co dalej. Skoro tu jestem przybrałem kierunek na Górę Siewierską, spodobało mi się fajne miejsce do medytacji i refleksji. Na Preczowie wbijam się w las, trochę modyfikując trasę co z Limitem jechałem. W efekcie wyjeżdżam przy boisku chyba już w Sarnowie, po lewej miałem tablice Będzina, a ja w prawo do świateł i przecinam krajówkę. W Psarach na wysokości Pizzerii pakuję się znów w teren. Tym razem jadę identyczną trasą (tylko w przeciwnym kierunku co miałem możliwość objazdówki z Edytą i Aśką oraz Limitem z Góry Siewierskiej) do Goląszy. Przy kapliczce w lewo lekko pod górę i jeszcze wyżej teraz w prawo i kręcę pod Brzękowice Wał nawet mi to bez żadnych trudów poszło. Chwila na panoramę i jeszcze wyżej najpierw pod wieżę telefoniczną i do punktu startu paralotniarzy. Tu mała przerwa, ku mojemu zdziwieniu tylko 23 km do tego miejsca. Patrząc na czasoumilacz, podążam do Rogoźnika z myślą, że gdzieś się spotkam z grupą ustawkową. W parku ich nie ma. No trudno jadę dalej. Przez Bobrowniki przedostaję się do Wojkowic koło domu Strażaka. Wpadłem na genialny pomysł przejechania jak najdłużej wzdłuż wałów rzeki granicznej BRYNICY, aż do Sosnowca gdzie wpływa do Przemszy. Początek zaczynał się fajnie, trochę błota, kamieni, trawy jeszcze w miarę. Potem z trawy zaczęła się większa trawa, kępy krzaków i pokrzyw więc po paru km taranowania zbijam na bok wylatując przy moście koło Przełajki. Chwilowo chaszczów miałem dosyć więc wpadam na asfalt. Potem znów teren i pod wały ile się dało, i tak parę razy na wał i obok niego docieram do Czeladzi koło Strusi. Tutaj przebijam się na drugą stronę 94 i nadal za rzeką podążam. Prawie 80% do Milowic jest w stanie się przedostać. Na Milowicach opuszczam rzekę na moment podkręcając tempo. Do rzeki dostaję się znów w Parku na Kresowej. Dalej bez problemu można koło rzeki jechać, no prawie trochę syfu i gruzu jest na wysokości starych zakładów Dudy. Ja nie wiem ten magistrat powinien jakieś kary nakładać i to konkretne na poczet miasta, za taki burdel, który od co najmniej roku tam zalega.

Dalej ścieżką koło oczyszczalni do Mikołajczyka.

Późna pora się już zrobiła i zapętlać już czas. Wiec załączam homologację opaski i inne bajery i zmierzam w kierunku Ludwika mijając po drodze paru batmanów. Ciemna ulica, sam ich ledwo widziałem, co dopiero blaszaki. MUSZĘ POMYŚLEĆ NAD JAKĄŚ AKCJĄ NA TEN TEMAT W KOŃCU. Na Narutowicza, odbijam na Kombajnistów i jeszcze dorzucam sobie premię specjalną podjazd pod Kukułek. Te górki się jakieś małe ostatnio wydają. Wypatruję krótki etap singielka między polami. Nie jechałem jeszcze tędy, ale podejrzewałem gdzie wyjadę i się nie pomyliłem. Wyskoczyłem na Zagórzu. Ostatni etap to już pofałdowana droga do domu od ronda JP II (zjazd i wjazd) rozpędzam bika i prościutko jak droga prowadzi na centrum Zagórza.

Wypadzik chodź dziś w teamie jednoosobowym i tak mile spędzony.

Urodzinowo

Środa, 27 czerwca 2012 · Komentarze(5)
Kategoria rekreacja
Dzisiejszy dzień to totalne lenistwo nawet nie miałem chęci za dużo na Biku kręcić.
Cykloza jest tak zaawansowana, że jednak się skusiłem małe kółeczko zrobić.

Na Pekin po wypłatę, dalej przez Orion odbijam w kierunku Auchana, przez Józefów na Mydlice, rundka na Centrum DG i powrót na Zagórze.

Wieczorem browarek, mecz półfinałowy i oblewanie kolejnego roczku do przodu.

Wtorkowe popołudnie z CYKLOZą

Wtorek, 26 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Podczas niedzielnego powrotu z Ogrodzieńca dogadaliśmy się z dziewczynami na wtorkowe kręcenie. Pomysł zyskał aprobatę i jako wypad padło na tereny wertepkowe na terenach Limita.

Mając trochę spraw na głowie, człowiek nie pracujący wiecznie zajęty dzwonię do Adama, że trochę się spóźnię. Nawet na dobre to wyszło, gdyż Asia też mogła do nas dołączyć. Tym razem Ja byłem dojeżdżającym, a nie jak dotąd Adam. Spotykamy się na Rynku w Czeladzi jest już Adam i Edyta, czekamy jeszcze chwilę na Joannę, która zaraz za mną dotarła. Chwila rozmowy i jedziemy. Z racji, gospodarza Adam prowadzi dzisiejszego tripa. Bocznymi drogami i kawałek żółtym szlakiem rowerowym dokręcamy do Grodźca. Dalej pod Przełajkę, gdzie tym razem od tej strony terenami jedziemy do Wojkowic. Chwila nieuwagi i zaliczam kolejną glebę na tyle delikatną, że obyło się bez szlifów na ciele. Terenem i dalej Klinkierem docieramy do Parku w Rogoźniku, gdzie w Restauracji "Amfiteatr" rozgrzewamy się kawą, herbatą kto co wolał. Dalszy plan to stanowisko paralotniarzy na Górze Siewierskiej, na kamienistym podjeździe Aśka, żeby nie być dłużna również zalicza bliskie spotkanie z ziemią. Na szczycie podziwiamy rozległą panoramą okolic. Powrót jak tradycyjnie przyjęliśmy inną drogą.
Krążyliśmy jeszcze trochę zmierzając w kierunku Sosnowca, ale czas już gonił więc zmieniamy plany, przecinamy krajówkę i od (edit: SARNOWA) napędzam pociąg i lecimy przez Łagiszę, Będzin na Pogoń w Sosnowcu, gdzie odprowadzamy Edytę pod drzwi. Dalej do Centrum Sosnowca odprowadzając Asię. Pogaduchy na pożegnanie i lecimy na Zagórze. Myślałem, że jeszcze doholuję Limita pod Preczów, ale to On mnie pod dom podprowadza i się żegnamy.

Dzień, właściwie popołudnie miło spędzone nawet chłodny zimny wiatr w takim towarzystwie nie przeszkadzał. Dzięki za wspólną jazdę i do następnego.

Delikatnie na rozruszanie mięśni.

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Dziś tylko profilaktycznie. Adam dzwoni że będzie na Zagórzu i można by się gdzieś pokręcić. Podjeżdża do mnie i lecimy załatwiając parę spraw i gdzie głowa wymyśli.
Przez Mydlice i Warpie jedziemy na Center Będzina do Meridy, gdzie Limit coś tam załatwiał. Nim wyszedł ze sklepu okazuje się, że muszę do domu wracać i nici z jazdy. Jedziemy jeszcze pod Optyka koło straży w Będzinie, gdzie się żegnamy i wracam koło Decathlona do domu.

Cyklozowo-Ghostbikersowa wycieczka do Ogrodzieńca

Niedziela, 24 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria wycieczki
Po dwudniowym maratonie dystansowym nie mam już siły pisać wraca się późno, a wyspać by się w końcu należało - więc dziś wpis jutro opis.

Edit:

Nadrabiam zaległości nareszcie więcej czasu by przy kompie posiedzieć.
Wycieczka, która niosła za sobą dużo emocji, dwa razy przestawiana doszła do skutku. Jak zwykle pogoda zamówiona i cały dzień było słonecznie.

Po późnym powrocie z Goczałkowic już w nogach było 170 km, a tu dziś kolejna setka do zrobienia. Dzień się zaczął w pośpiechu, chwilę się przysnęło, ale się wyrobiłem w czasie. Pakuję plecak, oliwienie łańcucha i w drogę pod PTTK, gdzie zorganizowałem zbiórkę sosnowieckiej grupy. Na Zaruskiego odwracam się, a Damian mi siedzi za kołem. Okazało się, że jednak się zdecydował na naszą wycieczkę. Krótka wymiana zdań podkręcam tempo i lecę robić zapisy, a Damian skręca jeszcze na Legionów po kolegę. Na miejscu pod fontanną jest już kilkanaście osób. Czekamy jeszcze na kilku spóźnialskich, omówienie planu wycieczki, foto zbiorowe i ruszamy.


ŁĄCZNIE Z SOSNOWCA WYSTARTOWAŁO 21 OSÓB.

Sprawnie, dojeżdżamy do Będzina pod Zamek, by dołączyć do współorganizatora, a zarazem prowadzącego wycieczkę klubu GHOSTBIKERS gdzie czekała już na nas dość spora ilość głodnych wycieczek rowerzystów. Zbiorowe foto i startujemy. Zwarty peleton rowerzystów liczących ponad 60 osób robi wrażenie. Do Tucznawy pod OSP, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy postój docieramy bez większych problemów. Po drodze jeden kapeć, ale to nic przy serii jaka była później. Z racji, że jest nas dość spora grupa ludzi, pod strażą decydujemy się z Lenym z Ghostów na lekką modyfikację trasy. Na odcinku od OSP do Niegowonic, zwłaszcza na etapach leśnych czarna seria kapci - Ja doliczyłem się 11 wymieniających dętki, do tego jeszcze zerwany łańcuch. Na szczycie Kromołowca łączymy znów grupę która porozrywała się na podjeździe. Korzystając z chwili zanim drugi zamykający peleton Limit z dzielnymi uczestnikami wdrapał się na szczyt, wtaczam się z rowerem na skałki.


NA SZCZYCIE KROMOŁOWCA

Gdy już się wszyscy zjechali, korzystam ze swoich uprawnień - zamykam ruch by cała grupa bezpiecznie serpentynami mogła zjechać. Przy Biedronce w Ogrodzieńcu kolejna przerwa na zakupy płynów i innych pożywnych rzeczy. Dobiegły mnie słuchy o uczestniku, któremu pękła śruba mocująca siodełko. Okazało się, że tym pechowcem był Krzysiek (Olek) od którego użyczam tymczasowo jego sprzęt. Mimo szczerych chęci próbie różnych metod z Hadzisem nie jesteśmy w stanie Mu pomóc i musiał na finiszu odpaść z wycieczki.



Pozostałym udało się zaliczyć drugi etap wycieczki "Z Duchami na Zamek" w której nasz klub uczestniczył.


NA MECIE PRZY RUINACH ZAMKU W OGRODZIEŃCU.

Kto był chętny miał możliwość zwiedzenia Zamku. Przerwa na popas i udajemy się na kolejny punkt programu: Fermę Strusi w Kiełkowicach. Gospodarz dał mały wykład na temat gatunków Strusi oraz pokazał wyroby ze strusia m.in. Buty wizytowe.



Większość uczestników pod przewodnictwem przodowników dzisiejszego wypadu pojechali w drogę powrotną, a Ja za namową moich Cyklomaniaków zabrałem ekipę w składzie Edyta, Asia, Pan Rysiek, Rysiek młodszy, Adam (Limit) na zdobywanie kolejnych zamków na jurze.

Z Kiełkowic na azymut udaliśmy się do Pilicy, gdzie najpierw focisze przy Zamku, a potem przerwa na Popas. Dziewczyny udały się na lody, a pięciu chłopa stwierdziło, że pora na pizze. Zamawiamy dwie giga pizze turystyczne. Te pizze były faktycznie giga i mieliśmy problemy z opróżnieniem i trzeba było prosić dziewczyny o wsparcie.
Spoglądam na mapę i udajemy się czerwonym pieszym szlakiem do Smolenia. Gdzie focimy. Czas goni i dalej za czerwonym szlakiem. Miejscami dość ekstremalnym technicznie, ale do pokonania docieramy do Bydlina. Jak się tu pozmieniało. Idziemy po wodę ze sprawdzonego źródełka i w drogę powrotną bo czas goni, a co poniektórzy do pracy. Szlakiem docieramy do Cieślina, a dalej to już asfaltami, przed Kwaśniów, Chechło do Błędowa. Dalej przez Łosień koło kwatery głównej Kosmy, jedziemy do Centrum Dąbrowy.
Pod CH Pogoria jesteśmy już po 22:00, żegnamy się z Panem Ryśkiem, który jedzie już na Zagórze, też miał dość po dwóch dniach jazdy. Rysiek młodszy z racji, że ma najdalej też od nas się odłącza przyśpieszając tempa zmierza do Katowic. Ja to jak przystało na dobrego ojca Prezesa z Limitem odprowadzamy pozostałych. Na Pogoni, żegnamy się z Edytą i Pawłem. Docieramy na nasze miejsce startu na Dęblińską, gdzie pod drzwi eskortujemy Asię. Już grubo po 23:00. Nie mam siły i chęci na nabijanie 200 dziś i tak za dwa dni 340 przejechane. Z Limitem dokręcam jeszcze pod Buczka, gdzie i my się rozjeżdżamy. Adam do siebie na Psary, a Ja na Zagórze.

Weekend na maksa rowerowy. Dobra lekcja jak chodzi o wypad nad morze. Ubaw po pachy i wrażenia na cały tydzień.

Trasa wypadu dostępna u Limita, a zdjęcia na klubowej stronie CYKLOZY, oraz forum Ghostbikersów.