Na zakupy

Wtorek, 17 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś tylko wieczorem do Reala w Pogorii na zakupy i powrót do domku.
Reszta dnia uciekła na ogarnianiu rachunków i innych pierdół. Z resztą pogoda barowa to gdzie tu się dalej ruszać.

Między wierszami

Niedziela, 15 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Po wczorajszym wypadzie Niedziela dla rodziny i samej chęci pobycia trochę w domu.
W chwili wolnego czasu dla siebie korzystam z chwili i dla rozprostowania nóg wsiadam na bika i bardzo rekreacyjnym tempem najkrótszą drogą do Sosnowca na spotkanie z Fraglesem w Parku Sieleckim.
Pogaduchy w parku trochę krążymy po Centrum i wracam inną drogą do domu przez park, na Zamkowym przebijam się na Kombajnistów i trochę wysilam organizm na podjeździe pod Zaruskiego goniąc kolarza. Sukces udało się, ale puls walił niesamowicie. Dalej już spokojnie ścieżką od ronda JP II na Pekinie do domu.
W planach było wieczorem jeszcze pokręcić ale się rozpadało.

Jutro delegacja do Rabki może uda mi się załapać na finał TdP do Krakowa.

Wakacje z Cyklozą: Sosnowiec - Lubliniec

Sobota, 14 lipca 2012 · Komentarze(3)
Kategoria wycieczki
Opis wypadu jak znajdę trochę czasu :p
Edit:
Pobudka dość wcześnie by wszystko przygotować i wyruszyć przed czasem na miejsce zbiórki. Oczywiście problemy natury biologicznej spowodowały, że wyjście się opóźniło. Patrzę na zegarek 20 minut do startu,a Ja jeszcze w domu. Pełna mobilizacja wyjmuję z bratem nasze rumaki i w drogę. Napędzam pociąg i lecimy na Dęblińską, rześkie powietrze i wiatr w plecy fajnie się dopasowały nadając zmiany z Adamem docieramy na miejsce na punkt 7:00. Wbrew deszczowym prognozom poranek nas łanie przywitał. Sprawdzam obecność zbiorowe foto krótkie przedstawienie przebiegu wycieczki ruszamy.


17 ŚMIAŁKÓW I 2 NIEWIASTY ZDOBYWAJĄCE LUBLINIEC

Dzisiejszym przewodnikiem z racji pomysłu i znajomości terenu był dla odmiany Limit. Dziś rekordowa ilość klubowiczów, są też znajomi z BS: Rysiek, Filip, Amiga i Darek (dkj71), którego miałem dziś możliwość poznać. Ja ograniczyłem się do spraw formalnych i zamykania grupy. Z lekkim studenckim opóźnieniem, bo kto nas goni ruszamy. Na początku zmierzamy na Czeladź, jadąc na końcu z Ryśkiem jakimś dziwnym trafem pod Strusiami jesteśmy wcześniej niż grupa, ale to tylko jedna taka wpadka. Dalej już równym tempem prowadzeni przez Limita puki co znanymi Mi terenami zmierzamy dalej. Pierwszy postój z shoppingiem w Wymysłowie. Od tego miejsca większość drogi przedzieraliśmy się przez lasy. Nie było łatwo po drodze musieliśmy się przedrzeć przez pas bunkrów "Obszaru Warownego ŚLĄSK".
Na jednym z nich urządzam sobie z Ryśkiem taniec chocholi:D



Trasa miejscami dość ciężka piaskowa, ale po tych lasach można jechać i jechać.
W czasie zmierzania do punktu docelowego nie obyło się również od awarii. Uczestnikom udało się złapać przysłowiowego kapcia. Poszedł też bagażnik w którym puścił spaw. Po drodze jeszcze kilka przerw na jagody i nacieszenie oka krajobrazem. Około południa docieramy do Rezerwatu Jeleniak - Mikuliny. Ciekawe miejsce zwłaszcza, że dookoła piaskowe drogi, a tu teren bagienny.

Po 80 km na 13:00 docieramy do Lublińca. Przyznam się nie odrobiłem pracy domowej z ciekawostek o mieście i za dużo nie pozwiedzaliśmy. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie.

Zbiorowe foto zdobywców Lublińca na Rynku i udajemy się na popas do Chaty Wuja Toma.



To co usłyszałem się sprawdziło. Lokal na 5. Za niedrogie pieniądze można naprawdę smacznie i dobrze zjeść. Gratulacje dla obsługi która migiem podawała zgłodniałym kolarzom futrunek.
Czas miło płynie na sieście poobiedniej ale trzeba się zabierać w drogę powrotną. Zakręcamy jeszcze do tutejszej biedronki i ruszamy. Aura zaczyna powoli grymasić, temperatura spada ale twardzi cykliści podążają dalej. Nawet przejechałem przez mieścinę kumpla z Bankowej ale nie udało się z nim skontaktować i pojechaliśmy dalej. Dłuższa przerwa w Boruszowicach. Lokal rodem z PRL-u przywitał nas muzyką z epoki. Po regeneracji sił zakręciliśmy pod Fabrykę Papieru - ponad programowy obiekt który z "za płota" mogliśmy obejrzeć.



W Tarnowskich Górach Darek łapie kolejną panę. Deszcz zaczyna być upierdliwy, mżawka uprzykrza nam powrót do domu. Chyba jeszcze w Tarnowskich odłączają się od nas Filip, Irek i dwóch Darków, a My lecimy dalej do Parku w Świerklańcu, gdzie chcemy podłapać się na sesję z Parą Młodą. Ale mimo starań Avacsa nie udało się. Nie to nie po porcji kolejnych kalorii ruszamy dalej ku domowi.

Na wzniesieniu w Rogoźniku załapujemy się na barwny zachód Słońca, a z drugiej strony w kroplach deszczu powstała tęcza. Chętni znalezienia garnca złota podążamy ku jej końcowi. Tęcza powoli zanikała i zmieniliśmy kurs na Będzin. Na Łagiszy żegnamy się z kolejnymi uczestnikami i w okrojonym składzie docieramy na Dęblińską. Żegnamy się z pozostałymi i każdy w swoją stronę.

Powrót już delikatniejszym tempem. W trzech Ja Limit i mój brat lecimy na Zagórze, gdzie młodego odsyłam do domu, a ja w nadzieji, że dociągnę do 200 jadę odprowadzić Adama. Nogi już jakość nie chcą kręcić, głowa też jakoś zaczyna boleć więc kończy się na tym, że na holuję go jeszcze do Zielonej. W Parku już każdy w swoją stronę. W efekcie brakło 8 km, ale już spasowałem miałem dość na dziś.

Dzięki wszystkim za uczestnictwo i zapraszam na kolejne wypady.
Pełna trasa przejazdu u Limita w opisie,
Cała galeria zdjęć dostępna na naszej klubowej stronie www.cykloza.sosnowiec.pl autorstwa Limita i Amigi.

IV etap 69 TdP Będzin-Katowice

Piątek, 13 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Inne
Co z tego, że Piątek 13. Człowiek który mieszka pod trzynastką jakoś się tym dniem nie przejmuje szczególnie, że tak fajnie minął.

Dziś służba zabezpieczania trasy przejazdu kolarzy w Będzinie. Zbieram się tuż przed 10:00 do UM w Będzinie na odprawę i rozprowadzenie wszystkich wolontariuszy na trasę. W sali sesyjnej zebrało się dość spora grupa ludzi chcąca zaangażować się w to przedsięwzięcie. Na tylu luda tylko nas trzech na Bikach czyli, Ja, Niecki i Pinio. Hadzis pewnie by też do tego zacnego grona dołączył ale tak się poturbował, że nie był w stanie dziś pomóc. WRACAJ SZYBKO DO ZDROWIA.

Mój posterunek znajdował się w okolicach marketu Netto na Koszelewie. Czas mija na oczekiwaniu na kolarzy. Są blokujemy ruch kibicując białym trykotom. Dwukrotnie mnie mijają i by było na tyle, zbieram manele odprowadzając Pawła pod Lidla i lecę do Katowic na Metę po drodze na dworcu w Sosnowcu zgarniam Łukasza. Tutaj już pełna prywata i na kryterium miejskim można trochę ten pędzący pociąg podziwiać. Ostatnie okrążenie wszystko pakuje się pod metę i niestety etap wygrał Litwin. Przeciskamy się z Łukaszem pod podium pogratulować Polakom. Najaktywniejszy Adrian Kurek i nowy lider w generalce Michał Kwiatkowski.

Po ceremonii rozglądamy się jeszcze za gadżetami, a tu naglę wyłonił Rysiek i zaraz za nim Ania z Zawiercia, wspólnie jeszcze się kręcimy łapiemy jeszcze gadżety, nawet udało mi się załapać na zdjęcia z Czesławem Langiem



i Lechem Piaseckim, głównymi szychami tego przedsięwzięcia.



Po wszystkim krążymy jeszcze trochę po Katowicach zabijając czas w oczekiwaniu na pociąg Ani. W końcu docieramy pod dworzec tutejszy Rysiek wcale lub minimalnie był obeznany co i jak na dworcu więc służyłem za eksperta i przewodnika (gdzie i jaką kasę wybrać, do jakiego pociągu i z którego peronu). Zapakowaliśmy Anię do właściwego cugu i poszła, a My lecimy w drogę powrotną. Do Zawodzia odeskortowuje nas Rysiek. Dalej już sami przez Szopienice przedostajemy się na naszą stronę Brynicy :D. Czas mnie goni, więc przyśpieszam tempo od centrum jak na złość łapię wszystkie światła i Łukasz co wolniej jechał i tak mnie dogonił. Ale od Sielca światła się skończyły no to rura na Zagórze. Oddaję Olkowi jego furę, która mi tak dzielnie służyła i wracam do domku na konkretny popas.

Dzień super, szkoda że ten deszcz na koniec tak spierniczył aurę pod wieczór, ale i tak dzień zaliczam do udanych.

Dziś dla odmiany po Sosnowcu

Czwartek, 12 lipca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Do południa PTTK i Katowice autobusowo z myślą, że może padać i wybieram ten środek transportu.

Popołudnie z myślą, że coś więcej się urodzi. Skończyło się tylko na wypadzie do Center S-ca wmordewind nie dawał za wygraną ale nogi robiły co mogły by przez te podmuchy się przemieścić. Dostaję telefon od kumpla, że ma sprawę bierze udział w jakimś konkursie foto o tematyce rowerowej. Kocham rower czy coś w tym stylu. Na konsultacjach i różnych tematach schodzi trochę czasu łażąc po Parku Sieleckim.
Nagle zaczęło się chmurzyć więc odprowadzam kumpla i zaczęło lać zaś postój w jednej z Klatek na Legionów. Przestało padać więc zbieram się do domu, jak na złość wracając druga chmura mnie złapała, dobrze się jechało bez wiatru ale co z tego jak cały mokry wróciłem.
Dzień się skończył na delikatnym dystansie ale zawsze lepszym jak miało by wogóle go nie być.

Przesilenie letnie

Środa, 11 lipca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Dziś jakaś taka niemrawa jazda, na bika wybrałem się dopiero po 19:00. Wcześniej oglądając 2 etap TdP. Włączam szwędacza i w drogę, dziś jakby chłodniej i nogi jakoś nie chciały zapodawać.
I tak na początek przez Lenartowicza na Balaton, tam trochę po terenie objeżdżając staw. Dalej przez Ostrowy, koło Chaty w Niemcach na Kazimierz do Parku. Trochę się kręcę po alejkach i lecę na Dąbrowę lądując na P3. Przykładając się do pętelki jeziora, wpadam na Marcina i Kamila, że nie chce mi się jakoś kręcić siadamy na ławce, posiadówa przy bezalkoholowym i czekam na Karolinę.
W duecie dołączamy do jej koleżanki odprowadzając ją w okolice Reala przy 94. Chłodno się robi więc teraz Ja odprowadzam Karolinę na Zieloną, gdzie się żegnamy i znów samotnie przez park na Zielonej na P3. Od mola odbijam na Łęknice koło Lewiatana, na Gołonóg i koło wzgórza św. Antoniego jadę prosto na Zagórze mierząc się raz z tramwajem raz za autobusem i tak na zmianę.

Wczesna pobudka i niekońcąca się cykliczna noc

Wtorek, 10 lipca 2012 · Komentarze(6)
Kategoria rekreacja
Opis rano. Z nocy wracam po 2:20 lub dalej więc już mi się nie chce klikać po klawiaturze.

Edit:
No to wczoraj było tak, późno się spać położyłem, a tu trzeba było szybko spać bo przyszło mi odprowadzić Tatę na pociąg o 5:00. Pobudka o 4:15 przyszykować rowery i w drogę na dworzec w Dąbrowie. Poranek taki cichy dzień powoli wstaje miasto się budzi wiec korzystam z pustych dróg i kręcę się trochę po okolicy, mały głód się odezwał więc do domku na małe conieco. Gdzieś się przykleiłem do poduszki i tak w południe się obudziłem. Korzystając, że późno się wróci to w końcu ogarniałem nieład w pokoju. Dla relaksu po południu załączam TV i seans oglądania zmagań szosowców na pierwszym etapie 69 TdP. Na 19:00 ustawiam się z Ryśkiem na objazdówkę przed nocnymi wojażami. Wyścig się trochę przedłużył, a finisz ciekawy więc docieram lekko spóźniony. Czasu mieliśmy trochę więc plan był zrobić pętle Pogoria, Ujejsce, Sikorka, Trzebiesławice, Pogoria. Skończyło się, że przeciągłem Rysia przez wszystkie 4 Pogorie, na czwórce podkręcamy tempo na asfalcie i pociągiem lecimy nadając sobie zmiany blisko 40 km/h . Potem przyszła pora na zakupy grillowe. Zgarniamy Karolinę spod mola i kierunek Lewiatan. Powrót pod molo. Biko się nie zaopatrzył w produkty na wieczór więc jeszcze raz do Lewiatana, zgarniając po drodze zamówienie od naszych znajomych dziewczyn. Na minutę przez zbiórką wracamy. Dużo nowych twarzy i jeszcze więcej znajomych. Ogłoszenia organizatora, w tym przypadku organizatorki Pauliny zbiorowe foto i grupa licząca blisko setkę rowerowych fanatyków rusza w trasę.



Ścieżką wokół trójki na Piekło, dalej wzdłuż torów na jedynkę, ogromne kałuże i ciemny las dawały uroku. Nie obyło się bez "kapci" Peleton nam ucieka, a my czekamy na pechowców. Po serwisie ruszamy dalej, z racji że trochę czasu nam zeszło modyfikuję trasę i asfaltami docieramy pod Lewiatana i znów na ścieżkę gdzie wpadamy w peleton który nam uciekł. Nim się wszyscy zebrali, w parę osób ruszamy jeszcze raz trójkę objechać. Po czym jedziemy na Zieloną na after grilla. Śmiechy, pogaduchy, nowe znajomości - czas szybko ucieka przy dobrej zabawie. Większość ludu się zwija, a nasze poryte głowy zawsze mają mało emocji i lecimy jeszcze na Pogorię 3, co by zobaczyć jaka ciepła woda jest o północy. Ubaw po pachy, polowanie na Kaczki, skoki i inne atrakcje, aż boki bolały. Czas leci, godzina jeszcze młoda załapujemy się jeszcze na sesję na molu. Ciekawe, gdzie te zdjęcia są :D. W składzie Ja, Ryskiek, Olo i Rafał robimy za modeli dla płci piękniej, które chciały sesje z rowerami.



Na moim taksomerze już prawie 22 godziny na chodzie, Rysiek też widać, że pora na niego, a do domu ma najdalej więc żegnamy doborowe towarzystwo i wracamy. Jadąc przez ciemne wały do Będzina zahaczamy jeszcze na Grilla ale już nie było znanych twarzy. Olo na swoim ostrzaku dzielnie pokonywał oesy specjalne. Pod Zamkiem się rozdzielamy. Rysiek przez Czeladź zawija do siebie, ja wracam przez DG na Zagórze, a Olo w poszukiwaniu myjni.

Takie spontaniczne imprezy jak zawsze dobrze wpływają na integrację i poprawę nastroju. Widać, że w Zagłębiu jest duży potencjał i chęć tego typu imprez. Brawa dla Rowerowej Dąbrowy za ich debiut jak chodzi o taką ilość uczestników.

urzędowo-sklepowo-szwędaczowo-relaksacyjne kręcenie

Poniedziałek, 9 lipca 2012 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Po weekendowej przerwie od roweru, nie wypadało tygodnia nie zacząć od roweru. Tym bardziej po wiejskim weselu pasowało nadmiary grupy OH wypocić z organizmu.

Kiedy większość braci rowerowej od rana błąkała się w pracy ja dolegiwałem w łóżku do południa nadrabiając weekendowy brak snu. Na gadu zgaduję się z Limitem, który nomen omen nie próżnował też przez weekend na objazdówkę. Po robocie podkręcił do mnie i lecimy w trasę początkowo parę spraw załatwić.

Odpalamy rumaki i kierunek Będzin - Urząd Miasta. Załatwiam co moje i kręcimy do Optyka i na serwis za sprawami Limita. Potem zaś do Urzędu po Zaświadczenie i do Wisienki. Chwila rozmowy z Nieckim i w drogę w poszukiwaniu szczęścia.

Jedziemy przez "12" na Syberkę i do M1 - schodzi trochę czasu na szukaniu szczęścia, ale tego co nas interesuje nie znajdujemy. Dostaję SMSa od Pawła, że szwędacz Mu się włączył i ugadaliśmy się na wspólne harce. Przy Kościele na Syberce się spotykamy i dołącza do nas nowa rowerowa postać Michał, kolega Pawła.

Wspólnie w czterech jeźdźców z Cyklozy udajemy się do Decathlona. Buszowanie po sklepie też bez skuteczne. Chyba się skończy na produkcji orginalnej teamowej koszulki. Przyszła pora na szwędacza. Włączamy odpowiedni tryb i ruszamy. Od Dk na Mydlice, Ksawerę w kierunku stacji kolejowej. Mijamy przejazd, kawałek dalej asfaltem do Przemszy. Limit stwierdził, że pora ochrzcić rower dawką błotka (za ładnie się świecił) i pociągnął nas terenem do drogi na Łagiszę. W Sarnowie przerwa na Big Milka ulubionego ICEa Limita (szczególnie jak uda mu się wygrać następnego, tzw. klątwa Big Milka, ale to opowieść na inny dzień) i inne płyny. Na krzyżówce się rozłączamy, Limit z nadzieją, że klątwa go nie dopadnie i w całości rower dowiezie go do celu jedzie do siebie na Psary, a nasza trójka uderza na P4. Brzegiem zbiornika docieramy na Piekło i na P3 gdzie poznaję kolejną bikerkę Karolinę. Tak się zagadujemy, że w tyle zostawiłem kompanów dzisiejszej jazdy i tak w duecie kilka krotnie objeżdżamy jezioro mijając się ze znanymi twarzami z MTB Teamu. Na drugim kółeczku, a może to jeszcze było na pierwszym dołączają do nas Dydek i Wili. Po jakiś czasie chłopki mykają na Zagórze, a Ja dalej spędzam miło czas z nowo poznaną koleżanką. Godzina policyjna się zbliża więc odprowadzam w okolice jej zakwaterowania i zawijam do domu.

PTTK and Pogoria Nocą.

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Do południa wypad po Braci do Goczałkowic, skończył się turnus pora do domu wracać. Wypis trochę się przeciąga i w domu po 14:00 jestem dopiero. Wrzucam na ruszt obiad i lecę do PTTK-u, wrzucić ogłoszenie o wycieczce: Wakacje z Cyklozą, którą nasz klub organizuje.
Powrót już na spokojnie trochę inną drogą zahaczając o Park na Środuli, za ciepło jakoś i nie chciało mi się rowerku męczyć na podjazdach. Od wschodu nadciąga jakaś nie za ciekawa chmura, zaraz będzie żabami rzucać bynajmniej się tak zapowiadało.
Wpadam do domu i z groźnie wyglądających chmur lekko powiało i się tylko zachmurzyło.

Przygotowując się do jutrzejszego wyjazdu chwila odpoczynku i farba z nosa poleciała widocznie trochę się przegrzałem na tym słońcu. Wieczorem gdy się ciśnienie wyrównało w organizmie wsiadam znów na bika i do Eleclerka na małe zakupy, które się przeciągają i wyszły nici z tripa z Limitem.Jadąc do sklepu krótki sparing z szosowcem. Od świateł do świateł. Wygrać wygrał ale siedziałem mu na kole wykręcając dzisiejszego maksa. Wracając do domu tel do Adama, czy jakoś się dopasujemy ale już zawijał do domu no nic, przypomniało mi się, że DOMS ostatnimi czasy wieczorami kręci. Dzwonię do niego i ustawka gotowa, podkręca do mnie o 21:30 i kręcimy na Pogorię. Przyjemna jazda po zmroku po Pogorii 3 i deszcz meteorytów (robactwa wbijającego się w nas w czasie jazdy) na P4, w oddali na horyzoncie zaczynają się jakieś flesze pokazywać i plaga dziwnych owadów atakuje więc się nawracamy i przy świetle (konkretnym) Damiana wracamy na trójkę. Chwila przerwy na promenadzie i wracamy na Zagórze.

Chyba wejdzie mi w nawyk ta jazda po zmroku. Dzięki Damian za wspólną jazdę.

Testy bika i after BS-owy na Stargańcu

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(4)
Kategoria Inne
Miał być opis ale internet mi szwankuje więc krótko na razie
Do południa testy nowej Meridy przy załatwianiu spraw na mieście. Zakupy, kurierka, fryzjer itp.
Popołudniu afer grupy bikestats na Stargańcu. Zakończony powrotem do domu już dziś dokładnie 00:10. Premiera i chrzciny w błotku też były.

Z racji, że już 6 lipca także Ryśkowi sto lat w dniu urodzin.

Edit: Jednak się udało internet już dobrze hula więc się biorę za wpisa. Młoda godzina 01:38 ale co tam 5 godz snu mi wystarczy.
Dzień się zaczął dość energicznie po wczorajszym maratonie filmowym jakoś nie miałem chęci stawać, ale mamuśka desant zrobiła i musiałem wstać i tacie kasę dowieść na Mec. Wskakuję na nowego rumaka i na dzień dobry podjazd pod przychodnię, nawet lekko pokonany. Korzystając, że już tam jestem zakręcam do fryzjera, akurat wczesna pora więc załapałem się prawie bez czekania. Powrót, jakieś śniadanko, uzupełnianie dokumentacji Cyklozowej i rowerkiem do Reala bo już przeciąg się w lodówce zrobił. Godzina czasu jeszcze więc zawijam obiad w międzyczasie załatwiając sprawy z wyjazdem sobotnim na wesele kuzynki.

Zbliża się 16:00 zakręcam do Łukasza wyciągnąć go na Ognicho, ale nie da rady więc sprawdzam ile nowe cacko wyciągnie i gonię na miejsce zbiórki pod PTTK, za dużo ludzi nie ma. Rozglądam się i równo ze mną dotarł Marcin i jego kolega, dostrzegam jeszcze Edytę chwila rozmowy czekamy jeszcze czy ktoś się zjawi ale nikogo nie ma i w czterech ruszamy pod Teatr Wyspiana na spotkanie z Ryśkiem, który robił nam za przewodnika. Już na finiszu dogania nas Limit, który drałował za nami od samego Pttku. W 6 ruszamy na Starganiec. Rysiek prowadzi nas przez Dolinkę 3 Stawów, Brynów, Panewniki, i Ligotę do celu. Okazuje się, że po czasie a i tak pierwsi jesteśmy. No prawie, był już Amiga, główny prowodyr tego zajścia. Zmierzamy na miejsce postoju, a Darek poleciał po Tomka i Kosmę, którzy gdzieś się zagmatwali i mieli problemy z dotarciem. Pogaduchy, śmiechy chichy czas umilały jak czekaliśmy na całą ekipę. Zebrało się trochę luda jednych znam inni mnie znają ale byli też tacy co dzisiaj się zapoznałem. Po długich pogaduchach z Ryśkiem do Lasu szukać drzewska na ognicho, a Kosma z pozostałymi byli strażnikami ognia.
Po degustacji pierwszej porcji kiełbasy ruszamy z Krzyśkami i Ryśkiem po następne. Z przejażdżki do sklepu włączył się ścigacz Avacs robi za ciuchcię i gonimy do sklepu. W drodze powrotnej, ze sklepu przez niezrozumienie Krzysiek młodszy uczy Ryśka sztuki latania i spadania. Temat był potem na drugą część ogniska. Zaczyna się robić ciemno małe bestie w postaci komarów zaczynają atakować robię za strażaka Sama i ugaszam to co rozpaliliśmy i w ciemnościach wracamy do domu.

Pierwszy etap do ławeczki w Lesie murckowskim prowadzi Amiga, Rysiek zaraz przy akademikach odbija do siebie, a My tak trochę znanymi ścieżkami i mniej znanymi docieramy do miejsca postoju, gdzie opuszcza nas Amiga. Dalej prowadzi Tomek. Jadąc mijamy staw Janina, Giszowiec i docieramy do Mysłowic, gdzie robimy małe zakupy w żabce i za kawałek żegnamy się ze starszym Krzyśkiem z tandemu Full, wychodzę na pierwszego i napędzam ludzi. Na Modrzewiowie kolejne pożegnania, Limit z Edytą kręcą na Pogoń i w przypadku Adama do Psar, a Ja dalej z Tomkiem, Moniką i Krzyśkiem jedziemy do Kazimierza. Koło przejazdu, żegnam się z Ekipą, którzy zmierzali dalej. Na złość chcę startować i zamknęli szlabany. Pociąg towarowy bez końca, ale udało się przejechał, ruszam przez Szenwalda i Lenartowicza do domku. W drodze powrotnej dostrzegam z nad przeciwka jeszcze Marcina, który wcześniej zebrał się z imprezy. Pogaduchy i każdy w swoją stronę.

Dzień miło spędzony, dzięki wszystkim za dobrą zabawę i możliwość spotkania się w większym gronie.
Edit:
Grupa założycielska Bikestatsowych spotkań ustawkowych.


foto by Amiga