Z początkiem urlopu fucha

Poniedziałek, 28 lipca 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Inne
Wyjazd na Annę dopiero jutro to dziś korzystam z okazji na dorobienie coś flo i załapuję się na dniówkę w pieczarkarni. 
Uporawszy się po 16:00 kręcę do domu uciekając przed nadchodzącą burzą. Na Pogoni łapie mnie lekki deszcz w sam raz na ochłodę, druga porcja ulewy napotkana na Sroduli. Ledwo udaje mi się schować pod wiatę przystankową po czym momentalnie zaczęło lać.

Jak skończyło dudnić lecę na Zagórze przejąć z busa Martynę ii do domku szykować się na jutrzejszy wyjazd.

Ostatnia dniówka przed urlopem

Niedziela, 27 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Ostatnia nadliczbówka przed wolnym. Wstawanie idzie opornie - w końcu niedziela pasowało by trochę dychnąć. Nic z tego 10:00 dochodzi ruszam po bika i kierunek Morawa. Po pracy do pracy mojej pani.

W planach było zjechanie do dom trochę wcześniej i zacząć powoli szykowanie do wyjazdu, a tu wyszło jak zawsze czyli powrót już po nocy, że też wybrałem powrót przez Stawiki.    Zamiast do domu to wpadam na znajome towarzystowo i to przy jakiej okazji.
A okazja zacna bo akurat natrafiłem na wieczór kawalerski i to niezwykły bo to rowerowy wieczór kawalerski, który dość wczas się dla mnie kończy, bo jutro wczas trzeba wstać.

DPD

Sobota, 26 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Zamiast setki w poszukiwaniu  nieodkrytych Szwedów dziś znów praca, a po pracy spotkanie z nią z nocnym szwędaniem się po Kato.

DPND

Piątek, 25 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Wczoraj dałem się omamić deszczowej aurze, do roboty zbiórkomem i powstał kolejny nierowerowy dzień. Mogłem jednak zaryzykować bo jak już dotarłem na Morawę  to już nie padało.

Dziś z rana pochmurno ale nie pada więc innej alternatywy nie przewidywałem jak tylko wsiadać na bika i drałować na trzecią już w tym tygodniu 12 godzinną dniówkę. Mimo, że wyjechałem dzisiaj nieco później niż zwykle to wyjątkowo płynnie się gnało i punkt 8:00 melduję się na bazie. Szansa  na wcześniejsze wyjście była, ale wypadała jeszcze dostawa i z bazę opuszczam dopiero 19:55

Na dworze nosi się na burzę, no i tak się zaniosło, że znów padało wszędzie tylko nie na mnie :D. Ma się te chody u góry. 
Z bazy ruszam na dobre ciacho do Martyny. Trochę słodkości bo ciężkim tygodniu było potrzebne. Odprowadzam moje słońce na busa, zamiana w night bikera i mykam zakosami w stronę domu. Na kwaterze zaś o północy. Jeszcze tylko dwie dniówki i tygodniowy chilout urlopowy z bazą na Annabergu.

DPD

Środa, 23 lipca 2014 · Komentarze(1)
Kategoria praca
Jaki poniedziałek tak i cały tydzień - zakręcony na maxa.

Do pionu zbieram się dopiero o 7:00, dwadzieścia minut na ogarnięcie i sru do pracy. Wylatuję  trochę później ale udaje się po trasie nadgonić i wstrzelić się w odpowiednie ramy czasowe. Już na starcie zaliczam dziejszego max-a podpinając się w tunel za vanem, potem za busem i  przy ślimaku średnia na pierwszych 5 km -> 35,5 km/h. Już w bezpiecznej czasówce sokojniejszym tempem  na Morawę.

W robocie cuda, pracy tyle i dostawy na koniec sprawiają że dniówka się wydłuża do niemal 20:00. Pakuję się i gonię na Rawę po moje kochanie. Korzystając, że nie pada spacerek do center Kato. Martynę do autobusu, a ja w tył zwrot i powrót na kwaterę.

Powrót znów po nocy przez Bogucice, Dąbrówke Milowice, Piaski, na Grota wlot na 86 i przedowtaję się na Chemiczną. Podjazdu na północną nie chce mi się rzeźbić więc zwrot na Konstantynów, Plejadę, Zaruskiego i ostatnie kilometry już slowly ścieżką wzdłuż Mieroszewskich.

DPD

Wtorek, 22 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Pobudka idzie dość opornie, ale dzieki temu, że wszystko na dzis miałem uszykowane to wyjazd do pracy idealnie wkomonowany w okno startowe. Mało tego  wiatr z północy to kręciło się lekko i średnia doajazdu na bazę w granicach 28 km/h.

Na bazę udaje się też dotrzeć przed czasem.

Dniówka odhaczona, na bika i do domu.

DP, z Nią ND

Poniedziałek, 21 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Niecny plan przejechania wszystkich lipcowych dni z dziennym dystansem +30 km niewypalił. Weekend na delegacji w Jeleśni i bike miał pauze.

Dziś dniówka na bazie. Pobudka 6:30, ale jakoś wstawać mi było opornie i dołożyłem sobie półgodziny drzemki. Śniadanie, po bike do garażu i w drogę. Wariant trasy opcjonalny czyli tylko jedne światła a potem płynna jazda bocznymi drogami.

Jak to poniedziałek najwięcej  dzieje się na firmie, generalnie rozliczenie weekendu targowego i szykowanie magazynu pod nowe dostawy i tak zlatuje do 15:00. Udaję się załatwić jeszcze urlop na ostatni tydzień lipca i czas na relax.

Wyjeżdżając na niebie niepewne chmury zwiasujące deszcz który nomen omen jednak nie padał.
Z bazy tym razem kierunek Ligota na spotkanie z my love. Z Morawy pod AE, gdzie zwrot i wjazd na D3S. Za stadniną wpadam nawracającego z pracy Tomka. Chwila na pogaduchy i każdy w swoją stronę.

Wreszcie docieram na miejsce  na początek obiadowa pizza na mieście. [...]  przejażdżka po okolicy i wracamy.
Na minus trzeba  było jeszcze do domu dotrzeć. JAK  już przebiłem się pod spodek to skakuję na trasę i zjeżdżam dopiero przy Makro. Szeroki pas awaryjny i znikomy ruch blachosmrodów to się spokojnie wracało. 

Nocne manewry

Piątek, 18 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Jakaś ta moja robota w kratkę. Dziś wolne to znów nadrabiam godziny snu nieprzespanej nocy. Po telefonie od Limita orientuję się która jest godzina, spoglądam na czasomierz a tu prawie 10:00 czyli, przespane 9 h snu. 

Dzień zlatuje na błogim leżakowaniu i oglądaniu transmisji  13 etapu TdF, gdzie Rafał Majka zajął 2 miejsce.

Po transmisji na rozgrzewkę do Pogorii po większe zakupy. 19:00 wybija pora ruszać na nocne wojarze, które zaczynam od przejazdu do Rawy odebrać Pannę M z pracy. Spacerek wieczorową porą do centrum Kato. Na Mariackiej sporo wiary. Pomyślałem, że może Rysiek czasem, gdzie na rikszy nie krąży. Po konsultacji telefonicznej dowiaduję się, że nie jeździ, a szykuje się na noc do pracy, a że jedzie bikem to się zmawiamy, że i tak tamtędy będę wracał to go odcholuję. 

Odprowadzam Martynę do autobusu i ruszam pod Wyspiana na punkt zbiorczy. Dociera Rysiek (na szosie) yhmm to chyba zamiast ja jego to on mnie będzie cholował za kołem. Spod Wyspiana na spodek i dalej przez pętlę Słoneczną, plac Alfreda kierujemy się na Siemce, przez które przebijamy się nieco inaczej jak Ja wczoraj. Żegnamy się na Bańgowie pod Jonsonem, Rysio do roboty, a ja dalej jak droga poniesie. I tak mnie poniosło, że w Czeladzi odbijam na Grodziec. Podjazd sprawnie pokonany w oddali wydaje mi się, że widzę któregoś z cyklozowych klubowiczów. Domniemywam, że mógł być to Limit, choć pora mnie zdziwiła. Spod Dorotki zjazd do Gródkowa i zwrot pod lwa, gdzie przecinam DK 86 dalej na Łagiszę i jak już droga prowadzi przez Zieloną na P3. Nikogo paznakomego to zwrot pod Żółwia, ale tu też po 22:00 pustki. Jutro wyjazd to lekkim zagięciem przez DG dojazd do domu.

DP ND

Czwartek, 17 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Dzień czwartkowy jakiś taki mizerny od samego rana, a to za sprawą napierniczania łba i późniejszego promiennego bólu zęba. Spać się nie dało i dopiero po 3 porcji leku przeciwbólowego gdzieś po 3 nad ranem udało mi się jakoś normalnie zasnąć. Co z tego jak i tak o 6:00 pora była wstać.

Wstaję jakiś taki niedorobiony ciepła herbata z rana pakuję sakwę i o 7:10 wyjazd na Morawę. Jakoś tak odruchowo za wcześnie przez co miałem spory zapas czasu to i dojazd był w miarę powolny.

Dniówka na bazie jakoś zlatuje coś się robi to i czas szybciej płynie. O 15:00 koniec pracy. Przebierka i ruszam w drogę powrotną. Na początek na Nowy Roździeń przekazać kluczyk do boksu. Pod Galerią dostrzegam Staśka, przekazuję pakunek i w dwóch wracamy na Stawiki, gdzie Stasiek odbija do siebie, a ja kręcę nie za żwawym tempem załatwiać dalej. Na Kilińskiego kolejne spotkanie klubowe tym razem wpadam na Macieja, z którym krótka przerwa na pogaduchy. Wreszcie docieram do PKO, a tam dziś też robota idzie jak krew z nosa. Jak wszedłem o 16:00 to wyszedłem dopiero lekko po dwóch godzinach, ale załatwiłem to co chciałem. A no tak w banku dostrzegam jeszcze kolejnego klubowicza Janusza, ale akurat już byłem obsługiwany, a on szedł swoje sprawy załatwiać skończyło się na odmachnięciu ręką.

Hmm, do domu śmigać na obiad trochę późno. Modyfikacja planu śmigam na Kebaba. Na trochę starczy. Posilony znów za Brynicę na spotkanie z nią. Przegadujemy ostatnią godzinę pracy. W formie dziś nie jestem, to po pracy zamiast busem to spacerkiem odprowadzam  do Centrum Kato na dworzec. Pani do autobusu,a ja zawijam do domu odespać parszywą nockę. No tak jeszcze tylko wymodzić trasę powrotu. Miał być spontan więc poleciałem jak droga prowadzi. A droga wywiodła mnie pod Silesię jak już tu dotarłem to przybrałem azymut Siemce. Przebijam się przez DTŚ na Oblatów, po czym zwrot na Pętlę Słoneczną i jak droga prosta na Siemce.

Jazda idzie opornie jeszcze do tego chyba kto inny dziś światłami operuje bo większość dzisiejszego wieczora świeci na czerwono. Z Siemianowic na Bańgów do 94, którą to na Czeladź, Będzin, Dąbrowę i do domku naładować baterię.

Objazdowo ze szwedem w tle i nocny bonus

Środa, 16 lipca 2014 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Kolejny dzień wolnego, od jutra zmiana grafiku i niecny plan wykręcenia wszystkich dni w lipcu może spalić na manowce.

Wczorajsze leżakowanie odpowiednio naładowało akumulatory przez co dziś nie było problemów z porannym wake up.
Ogarniam się nadrabiam wczorajszą notkę bs z nocnego tripu i biorę się za szykowanie śniadaniowej bomby witaminowo-energetycznej w postaci jajecznicy z 4 jaj, pomidorów i listków sałaty rzymskiej. Po ok. 10 minutach wyszło mi coś takiego:



Kolejne 15 minut i po kompozycji został pusty talerz. Pozmywać od razu bo potem nie będzie mi się chciało i ruszam kręcić kilometry załatwiając kilka spraw. Na początek trip na center Sosnowca do banku zobaczyć jakie są szanse nabyć większą many na drobne potrzeby. Wychodząc już z banku trafiam na burzę, by nie moknąć zjazd do przejścia na patelni i koło CIM-u przeczekuję największy deszcz.

Jak już się dało jechać ruszam w kierunku domu. Na Orionie dostrzegam kolejnego Szweda, hmm aparatu nie ma więc do domu po nikona i wracam w owe miejsce uwiecznić palacza na foto-story.

DEDYKACJA DLA PANA_P.
.

Powrót do domu przeczekać największą duchotę i wieczorem kierunek Kato na spotkanie z nią i jej bikem w celu ustalenia przeglądu.

W końcu plan udało się zrealizować. Do obiadu 20 dyszki, a po nocy kolejne 50.
Popołudniowa duchota ustaje i na kwadrans przed 19:00 ruszam na nocny trip. Na początek 94 i 86 zmierzam do Rawy spotkać się Martyną. Przesiadujemy do 20:00 po czym rolety w dół i na busa. 807 podjeżdża pani do busa, a ja kusem za autobusem. Na Moniuszki jestem pierwszy. 1 - 0 dla Mnie :D. Podnosimy poprzeczkę - dłuższy dystans i nie wiem do końca na którym przystanku mam kończyć. Z buta na busa pod Galerię dworcową. Chwila znów na pogawędki po czym dociera 48 i znów kusem za busem. Do autobany na zmianę  ja prowadzę potem zmiana. Od Wujka trzymam się na dystans ale cały czas w zasięgu wzroku. Tak się miło ciągnie na holu, aż lądujemy na Ligocie.

Tym oto tanim sposobem bez korzystania ze zbiurkomu jeśli chodzi o mnie odprowadzam panią pod same drzwi. Godzina policyjna się zbliża pora opuszczać granice Śląska :D. Papa zawijam kiecę i lecę. Darek dobrze operuje światłami przez co na pętlę  tramwajową na Brynowie docieram albo  na pulsacyjnych pomarańczach, albo zielonej fali. Wracać podobną trasą się nie chce to azymut Giszowiec modyfikują trasę powrotną. Pokonuję 3 garby i docieram na Gisza, potem Nikisz i zjazd na 79 kierując się na Mysłowice, które również pokonuję na zielonej fali.

Przeskok na drugą stronę Przemszy i welcome to Zaglebie. W Sosnowcu to już prosta droga Modrzejów, Niwka, Pawiak, Dańdówka i znów pagórki zagórskie.

Na zjeździe z Mecu dostrzegam podnoszącego się rowerzystę, ruszam do niego zobaczyć czy wszystko w porządku. Na szczęście to tylko drobny upadek, zebrał się o własnych siłach, wspólnie turlamy się pod Orlena po czym każdy w swoją stronę. 

Na koniec parafrazując klasyka CZY CIEMNO CZY JASNO śMIGAM BIKEM PRZEZ MIASTO. A teraz w kimę bo jutro zaś robota.