Do 15:00 prace przydomowe. Jak sie wyrobilem to rura do plastrow wymienic wklad suportu. Operacja zrobiona zupelnie inna jazda. Potem do Oddzialu po mapki dla Ryska i w ramach testu kierunek Zaleze jade mu dostarczyc pakunek.
Spontanicznie wyszedl pomysl wypadu na Mariacka na kino letnie pod chmurka.Udajemy sie tam z Ryskiem, przechwytuje po drodze Martyne i do celu juz w wiekszej grupie.
Koniec filmu, do domu jeszcze kawalek, pary troche zostalo to sparing z 808, co by szybciej wrocic. Ugotowany, ale sie nie dalem i na Srodule docieram kilka sekund przed zbiurkomem. Potem juz spokojnie przez male Zagorze do domku.
Dziś już trochę lepiej witaminka C pomogła. Pobudka 7:30, ale nim się udaje z wyrka wyrwać dochodzi 8:00.
Powoli wchodzę na obroty, śniadanko i o 9:00 ruszam po bika przy okazji robiąc zakupy na kolejny roboczo-dzień. Wyjazd z kwatery 9:30. Wiatr z północy to i wariant trasy ekspresowy czyli od razu pod Makro i na krajówkę. Pobocze szerokie to się śmiga fajnie poza tym, że spory ruch. Z 94 na węźle przy górniczym zjazd na DK86 i dalej prosto na Kato by za pięć 10:00 wjechać na parking przy Rawie.
Dniówka do 20:00 do zaś mi zostanie oglądać finisz touru na PC-cie.
Po pracy spacerkiem na center Kato obejrzeć czy cosik jeszcze zostało po mecie 4 etapu. Trzy godziny po finiszu i śladu nie ma, że był wyścig z wyjątkiem gdzieniegdzie taśm odgradzających. Od dworca zwrot i nawijka w stronę domu przez Bogucice, Milowice, Center Sc i Środulę.
Jutro wolne to ruszam na sklepy zakupić nowy wkład suportowy bo ten już jest mega zużyty.
Dziś powrót na salony. Wczorajsze prognozy ICM jakoś odradzały dojazd na biku do pracy, rano widzę nie pada i na wykresach też zupełnie inna sytuacja przez co rower jednak pójdzie dziś w użycie. Nim poszedłem po bika do garażu, kurs do Deli po upgrade śniadaniowy na długą dniówkę. Start z pod domu 9:20 kurs na Nowy Roździeń, gdzie to dzisiaj wypada dnióweczka do 19:00.
Pod koniec intensywnego oczekiwania do zamknięcia galerii odwiedza mnie moja M. i to na biku. Wybija 19:00 zamykamy warsztat i kręcimy na chwilę na drugi salon. Zostawiam cywil ciucha co by do domu nie taszczyć jak i tak jutro dyżur na Rawie.
Wieczór jeszcze ciepły to trochę slowly szwędania po Katowicach. Finiszujemy na D3S po czym kierunek Panewniki odprowadzam Martynę i mykam do domu bo coś czuję, że mnie delikatnie rozkłada.
Standardowy kurs na linii Dom-Praca-Dom, czyt. baza na Morawie. Standardową trasą, Powrót nie standardowy bo tą samą trasą, jakoś nie chciało mi się standardowo wracać inną drogą. Aura na dworze również przy powrocie nie zachęcała do objazdów.
Ekipa chłopaków obawiała się deszczowej aury i odpuściła wyjazd na górę, a ja skorzystałem z wariantu i za dwa dni 160 ukręcone.
Ostatnia nocka minęła w domu pielgrzyma. ICM na popołudnie nie wróżył różowej pogody mimo to zaryzykowałem i wybrałem wariant powrotu w późniejszych godzinach.
Rano jeszcze obcowanie ze znajomkami z KSRW, podziwianie maszyn przybyłych na uroczystości pielgrzymkowe motocyklistów. Potem tradycyjna msza i o 13:00 obiadowanie przecież na głodnego źle się jedzie.
Wybija 14:00 żegnam się i w drogę z nutką obaw związanych z popołudniowymi burzami.
Do Leśnicy leci się fajnie między braćmi szybszymi - motocyklistami. Potem już załączam tempomat i spokojnie +25 lecę w kierunku Ujazdu mijając się co chwilę z innymi grupami bikersów jadącymi tą samą trasą.
Na wysokości Kędzierzyna zaczyna się błyskać yhmm a ja w szczerym polu. No nic jadę twardo zmagając się z wmordewindem. W Ujeździe łapie mnie ulewa, ale jestem w odpowiednim miejscu i czasie i chronię się pod dachem marketu. Przymusowy półgodzinny postój. Burza ustaje lekko jeszcze kropi ale w oddali dostrzegam cyklistę skoro on jedzie nie mogę być gorszy i w pogoń za nim po kilometrze już jedziemy w dwójkę. Przypadkowy kompan podróży leci do Siemianowic, węższa opona i na pusto ciężko mi się za nim podpiąć, ale widzi że zostaję z tyłu i dotrzymuje mi tempa i tak razem aż do autobany, gdzie napotkany leci dalej DK 40 na Pyskowice, a ja zwrot na zamek w Pławniowicach. Dalej już na Taciszów i Kleszczów po drodze już tylko krótkie przerwy na uzupełnienie płynów.
Z Kleszczowa to już prosta do GOP-u. Po mieście to jakoś się szybciej jedzie może z racji, że krajobraz zróżnicowany. Wjazd do Gliwic i azymut dworzec PKP. Pogoda jednak sprzyja jadę dalej na Zabrze. Tutaj mi się trochę mota, za wczas skręcam i robię ekstra kółko nim trafiam na drogę prowadzącą do Rudy Śląskiej Chebzia. Szybko jednak koryguję dane i wracam na właściwy tor. Od czasu Ujazdu na Rudzie dopada mnie kolejna chmura z obfitym krótko trwałym deszczem ale znów wspomagam się przystankiem i uchodzę na sucho. Z Stąd to już rzut kamieniem do domu. Docieram pod dworzec na Chebziu skąd zwrot na Świętochłowice. Tu nawet nie ma śladu, że padało. Ściągam deszczówkę i zmierzam dalej na Chorzów. 79 nie chce mi się jechać to odbijam na Wandy i bokiem lecę na Klimzowiec, skąd wjazd na Katowicki tauzen. Objazd Osiedla i wylatuję przy Silesii. Jestem o czasie to jadę podstawić się na dworzec PKS na spotkanie z moją lubą która wieczorem śmiga do Krakowa. Ssanie się włącza to na szybko żarcie śmieciowe - przytłumić głoda kebsem. Chwila jeszcze pogaduch nim odjedzie. Pojechała to i ja wracam do domu. Trzymając się 86 docieram do Granic Zagłębia. Powrót po urlopie to i odwiedziny znajomych. Nim docieram na kwaterę pit stop na małe co nieco u Adiego. Skąd już powrót na spanie bo jutro znów szara rzeczywistość.
Mimo zielonych słupków na popołudniowej prognozie jednak powrót uszedł na sucho.
Tydzień urlopowy dobiega końca. Właściwie ostatni dzień by coś jesze objeździć bo jutro powrót na Górny Śląsk.
Wstaję jakiś taki niemrawy, ale po prysznicu już jest trochę lepiej. Pogoda klarowna +30 wiatr tak jakby ze wschodu. Warunki dobre bym się udał do Opola. Jednak nie zmieściłbym się w ramach czasowych z powrotem i sobie odpuściłem. Mapa poszła w ruch.
Przeliczam siłę na zamiary i o 13:00 dosiadam Meridiana i w drogę. Początek to zjazd do Leśnicy, skąd za zielonym szlakiem rowerowym zmierzam przez Zalesie Śląskie do Klucza. Krótka przerwa na poczytanie info odnonie drewnianego kościółka.
Opuszczam chwilowo asfalt i wpadam na czerowony rowerowy prowadzący do Olszowej. Szlak terenowo urozmaicony. Było błoto, woda, pokrzywy, przeorane pole (szlak tak prowadził, ścieżka jeszcze kiedyś pewnie była zanim rolnik zaorał)
W Olszowej znów przerwa przy parku miniatur. Pieczątki nie udaje się żadnej pozyskać.Jeszcze sie nie dorobili.
Czasu mi jeszcze zostalo, to zamiast scinac na Czarnocin wpadam na Wojewodzka i krece do Strzelec zobaczyc jak ida postepy przy pracach rekonstrukcyjnych palacu chrabiego Renarda. Wrzucam w siebie 0,5 Pepsi po czym zaczynam powrot.
Ze Strzelec na Dolna, gdzie wracam na zielony szlak rowerowy, ktory poprowadzony polami wzdluz A4 doprowadza mnie do Wysokiej. Podjazd i znow na Ance.
Popoludnie zlecialo na zmianie kwatery i przenosinach do domu Pielgrzyma. Mialo byc juz koniec krazenia, a tu bonus o 19:00 do Zdzieszowic po zapas wody i po raz ostatni na gore.
Dzis trochę kręcenia czyli zaplanowana trasa z wczorajszego popołudnia.
10:30 wyjazd z Anny mgła już opadła i można było ruszać. trasa Wysoka, Gogolin w poszukiwaniu Karolinki. Znaleziona skamieniała w parze ze swym Karlikiem. Dalej azymut Krapkowice. Trochę krzątam się po rynku i nawijka do Zdzieszowic na przeciw Martynie. Jakoś szybko minęła mi ta pętla to krążę jeszcze po okolicy w oczekiwaniu na cug.
Stoi na stacji lokomotywa, a z wagonu wysiada Ona jeszcze żywa. Potem już z buta powrót na Górę i połączono jedno z drugim. I był rowerek i trochę spaceru czyli plan urlopowy prawidłowo realizowany.
Dzis dzien na pasywny odpoczynek. Na Annabergu cisza spokój to można było do 10:00 poleniuchować. Koło 11:00 wpinam na meridiana puste sakwy i zjazd do Leśnicy po zakup żywności na resztę pobytu. By nie najkrótkszą drogą to staczam się do Zdzieszowic, skąd przy koksowni dopiero zawijam wkierunku Leśnicy. Załadowany zapasem wody i inkszą strawą innym podjazdem wracam na Ankę.
Chodził mi po głowie jeszcze objazd Góry od wysokiej poprzez Gogolin, Krapkowice i Zdzieszowice, ale jakoś się zebrać nie mogłem. Może jutro się to zrobi nim wyjadę do Zdzieszowic po Martynę.
Jakoś dziwacznie ów dzionek się zaczął. Napierw urywa mi się film podczas zajadania kolacji i wpisywania poniedziałkowego dystansu na bs-a. Budzę się naa fotelu gdzieś przed 4 nad ranem. Powoli zaczyna świtać przenoszę się na wyrko i dalej w kimę. W planach było wystartować o 10:00. Yhmm wsio pięknie miło tylko obudził mnie telefon od mamy jak tam czy już w trasie, a ja sobie smacznie śpię. No to pojechane do stanu używalności dochodzę dopiero o 11:30. Doprowadzam mieszkanie do ładu, selekcja rzeczy ma wyjazd, a minuty uciekają co za tym idzie i godzina wyjazdu niepewna. Selekcja rzeczy zrobiona sakwy załadowane czas na przegląd bika czy wszystko gra. Nie jest tragicznie przesmarowanie łańcucha i amorka, na zagarze 14:30, coś nie idzie podgonić tego dnia.
Dzwonię do Limita czy normalnie dziś kończy pracę i czy mu się do domu nie śpieszy bo mam niecny plan co by mnie kawałek odprowadził w drodze na Annaberg. Odpowiedź zadowalająca. Umawiamy się u mnie pod domem, a ja w międzyczasie idę wrzucić coś na ruszt.
Po 15:00 dociera Limit, siodłam Meridiana w sakwy i o 15:300 startujemy. Adam zdecydowanie bardziej wyjeżdżony to trzymam mu się za kołem co momentami było trudne i zostawałem z tyłu. Bagaż robił swoje. Sprawnie jedziemy do Będzina po czym przy M1 wpadamy na 94 i dalej jak droga prowadzi. Do Czeladzi średnia 28,6. Darek coś w kulki dziś leciał bo do Zabrza większość skrzyżowań pauzowana na czerwonym świetle. Po kolei przemierzamy Czeladź, Siemce, Bytom, Zabrze, aż docieramy pod A1. Zjazd na tankowanie na Orlena. Pojenie i się żegnamy. Adam zapętla trasę powrotną do domu, a ja dalej gonię po DK 94. Nim nasze drogi się rozchodzą od strony Czeladzi dostrzegam niepokojące chmury wróżąc nadchodzący deszcz. Plus taki, że chmura była za mną czyli to ja robię za króliczka i będę uciekał, a może pójdzie bokiem.
Limit dał mi dobrą rozgrzewkę. Za autostradą zupełnie inna jazda, same wioski dobry asfalt praktycznie bez świateł to można było gonić. Cały czas kontrolując co się dzieje za moimi plecami przemierzam kolejne kilometry docierając przez Pyskowice do Toszka. Już tradycyjnie punkt postojowy na tej trasie. Parkuję na Zamku po czym prorocza chmura burzowa mnie dogania i zaczyna dość konkretnie zacinać. Godzina przerwy lokuję się pod sceną na dziedzicu zamkowym i wyciągam się na ławce. 19:00 wybija deszczysko ustało, z dróg też już woda ściekła pora brnąć dalej. Asfalt jeszcze wilgotny do okoła wszystko paruje. Po paru kilometrach docieram do granicy Województwa Opolskiego. Zupełnie inna jazda po tym deszczu. Nim się dobrze rozbujałem na nowo docieram do Strzelec Opolskich, któtka przerwa na uzupełnienie płynów. Opuszczam 94 i odbijam na Gogolin podziwiając w oddali powoli zachodzące Słońce. Ostatni zwrot i zaczynamy najdłuższy podjazd dnia czyli 5 km wjazd przez Wysoką na Górę św. Anny. Kwadrans przed 21:00 melduję się na najwyżej położonym obiekcie opolszczyzny - Bazylice na Annbergu. Łączność z mamą i zjazd do pnsjonatu, gdzie przez najbliższe dni dni rezyduję.
W sumie wyjazd opuźniony miał swoje plusy.Się wysałem, załapałem się na odprowadzanie no i nie jechałem w największy upał.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym