DPD plus serwis

Piątek, 14 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
Kategoria praca, serwis
Przedostatnia dniówka przed urlopowaniem. Dziś śmigam na Rawę. Start o 9:05. 
Na Marko udaje mi się przeskoczyć na zielonym i nie trzeba było redukować, tylko żwawo pojechałem dalej. Na zjeździe z 94 w kierunku Centrum Sosnowca dostrzegam jak nigdy o tej porze króliczka. Podkręcam tempo i próbuję łobuza dogonić. Idzie mi to dość opornie 40 na liczniku, a on ciągle przede mną. Mijamy przystanek na Środuli, trochę mnie to dziwi co za szarlatan, nic prawie nie kręci, a mi odchodzi. Udaje mi się wreszcie doskoczyć na 10 metrów i dostrzegam, że to szosa. No to nic dziwnego. Trzymając się na dystans zjeżdżamy się na światłach przy ślimaku. Odkiwnięcie na powitanie i się rozjeżdżamy, pan w lewo, a ja dalej w kierunku dworca.

Króliczka nie złapałem, ale przez tą gonitwę nadrobiłem czasu na punkcie kontrolnym, że mogłem nieco zwolnić i spokojnym tempem jechać dalej. Za dworcem odbijam na Stawiki, następnie Borki i kręcę na Bogucice. Jak już pora przyszła odbijam pod Biedrę przy Agacie. Upgrade zrobione i podjazd pod Rawę na punkt 10:00.

Po pracy jakoś tak nie wiedziałem którędy do domku śmigać. I tak wyszło w praniu, że odbiłem na Zawodzie, gdzie wskoczyłem na DK 79. Jadąc drogą przelatuję przez Mysłowice i wpadam na Sc od strony Modrzejowa. Kręcę kawałek dalej i przy kościele zjeżdżam w kierunku Zagórza.

Przy okazji postanowiłem, zobaczyć jak tam się mają prace przy rondzie na Niwce. Zagórze już prawie, że zrobione, ścieżka wokół ronda jest, ale jak dla mnie totalna żenada w jaki sposób ją wyprowadzili. Mało, że zakręty są pod kontem 90 stopni, to jeszcze trzeba przeciąć cztery jezdnie wlotowo-wylotowe z ronda, aby kontynuować jazdę w kierunku Dąbrowy, po czym zaraz za Szkołą Podstawową ścieżka będzie wracała na chodnik, na której dotychczas jest ciąg pieszo-rowerowy. Podejrzewam, że i tak większość cyklistów będzie korzystała z wariantu przejazdu po pasach przy wylocie z ul. Długosza.  Na Piłsudskiego prace połowiczne. Pół ronda oddane, a drugą część jeszcze robią.
Wracając do Niwki. Docieram pod Aldi, przygotowany jestem do jakimsik objazdów, a tu patrzę ruch po rondzie już otwarty, a prezentuje się ono tak:


Jeszcze. trwają prace wykończeniowe. Na Pawiaku też jeszcze widać jakieś prace drogowe.
Nim docieram na kwadrat zakręcam pod Paczkomat odebrać przesyłkę, spoglądam na monitor a paczkuś sobie śpiocha.


Udało mi się gościa zbudzić, trochę był zły,ale wydał mi pakunek.
Przesyłka dość spora z jednym i drugim się nie zabiorę. Meridiana zostawiam u rodziców, z paczką do domku i powrót po rower. Łańcuch już zaczął śpiewać. Jutro święto to nie będę się babrał z konserwacją więc jeszcze wieczorem czyszczenie napędu i smarowanko plus przegląd łożysk na sterach, bo dobijało mnie skrzypienie na zakrętach.  Po przesmarowaniu jednego i drugiego krótka jazda testowa. Wynik pozytywny znaczy się cichosza.
 

5k kilometrów

Czwartek, 13 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś totalne rekreacyjne bajanie po mieście.
Przed południem dzwoni Kocur, co by się gdzieś na rowerze pokręcić, a że w planach miałem jechać do Pawła, to jakoś tak wyszło, że nim się ogarnąłem podjechał Kocur i razem pojechaliśmy spotkać się z Pawłem w Mysłowicach.

Pogadanka i wymiana wskazówek co do naszego przyszłotygodniowego wyjazdu. Przed 13:00 się zbieramy. Kota holuję w okolice Selgrosa na Szopienicach. Tu się żegnam i kręcę w kierunku firmy podrzucić jeden dokument księgowej.

Załatwione, czasu jeszcze trochę mam to na ponad godzinę melinuję się w PTTK-u. Kawka wypita, zawijam na kwadrat. Wsad obiadu i z Tomaszem ruszam na sklepy rozejrzeć się za jakimsik rowerem dla niego, z poprzedniego już wyrósł. 

Nic nie wpadło sensownego w oczy. Na zakończenie ruszamy do Reala na większy zakup. W drodze powrotnej spoglądam na kilometry, a tam wyskoczył pięciotysięczny kilometr w tym roku.

DPD

Środa, 12 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Ostatnia dniówka na Roździeniu przez drugą turą urlopowania.
W piątek i niedzielę jeszcze na Rawie i ruszam w Polskę.

DPD

Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Start z domu 9:20. Wpadam na Marko i żwawym tempem zmierzam na Nowy Roździeń. Nie wiem co dziś nie tak, ale wyjątkowo często w czasie przejazdu, szczególnie w śródmieściu wnerw na kierowników. A zaczęło się od rubej baby za kierownicą blachosmroda nawijającą przez telefon i jadącą przy tym jak opętana. Przy trzecim razie jak doszło do tego, że ją wyprzedzałem (ciągle nawijała licząc od ślimaka), w końcu doszło do prowokacji i upomnienia dewoty. 

W przerwie zjazd do Biedry po upgrade i już prosto na Salon.

W połowie dniówki nad Roździeńskiego  zaczęło dość solidnie padać. Po godzinie deszcz ustał i momentalnie wszystko wyschło.
Im bliżej końca spoglądam na niebo, ale nie wróży deszczu.

Wreszcie 19:00. Pakuję manele i pora wracać do domu. Trasa okrężna przez Borki, Stawiki, Dworzec Południowy, Jagielońska, Park Harcerski, Ludwik, Rzeźnicza, gdzie odbijam na Kukułek i jadąc pod górę wylatuję przy drodze do Klimontowa. Następnie wzdłuż Mieroszewskich prosto do domu.

Akcja pobudka i miodziorzeźnia przy +40 stopniach C

Niedziela, 9 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
Kategoria wycieczki
Do dzisiejszego dystansu doszły 4 km ze wczoraj, (droga do i z Castoramy) których nie chciało mi się już osobno wklepywać.
Sobota bez większego krążenia z racji przymusowego dłubania w łazience.

Co do obecnego dnia. Jeszcze wczoraj zdzwaniam się z Mariuszem, czy i o której startuje budzić towarzystwo biwakowe. Sam sobie przyjemność biwakową odpuściłem z przyczyn wiadomych, a za to pobudka czemu nie.

5:00 wskakuję na kopytka i próbuję coś na ruszt wrzucić. Wczesna pora to i śniadanie jakoś mało obfite. Na kwadrans przed 6:00 dociera Mario swoją cytryną. Wrzucam ja i swojego Meridiana do auta i w trójkę budzikową: Mario and syn i ja ruszamy do Błędowa, gdzie zostawiamy cztery koła pod Eurocampingiem. Coś się tu święci, pewnie jakaś impreza biegowa. Przesiadka na rowery i śmigamy.
Słońce jeszcze nisko, fajnie się rześko kręci. Rozgrzewka, wjazd pod kościół w Błędowie i terenowy zjazd w kierunku Chechła, gdzie młody próbuje złapać zająca i kończy się to delikatnym szlifem na łokciu.

Potem już sprawnie docieramy do Chechła i prowadzeni mniej mi znanymi ścieżkami docieramy do wioski Żelazko. Parę minut po 7:00, teraz tylko po ciuchu znaleźć zwłoki i z przytupem chwycić wuwuzelę i obudzić ferajnę. Z minuty na minutę wyskakują głowy znad śpiworów niczym poczwarki z kokonów po dwóch godzinach snu.

Śniadanie obozowe, a my z Mariuszem obmyślamy jaką dalszą trasę przybrać. Następnie dla rozruchu treking na szczyt Grochowca.
Powrót do pojazdów, żegnamy się z ekipą i znów w trójkę śmigamy dalej przeciągając młodego po Jurze.
Powrót do Żelazka i wpadamy na zielony szlak, którym to docieramy do Podzamcza. Lekko po 10:00, a słońce już dość konkretnie daje popalić. Przerwa na lody pod Zamkiem i ruszamy w drogę powrotną do Błędowa. Asfaltem do Ogrodzieńca i odbijamy na drogę prowadzącą do Niegowonic, gdzie skręcamy za zjazdem z Kromołowca w kierunku Grabowej. Znów zwrot i szutrową drogą docieramy z powrotem pod Eurocamping. W między czasie dociera Waldi, który z racji iścia do pracy zamienia się ze mną miejscami. 
Przetasowanie drobne, w sumie miałem propozycję od Maria coby się jako czwarty dokoptować jako czwarty, ale podziękowałem i wybrałem powrót do domu na kole. Dopiero południe więc co mam się śpieszyć. Żegnamy się i każdy w swoim kierunku. 

BIWAKOWICZE
b
NA GROCHOWCU


Już samotnie kręcę sobie na Okradzionów starając się wybrać drogę w cieniu, nie zawsze się to udawało.
Za Młynem Freya skręcam na Dolinkę Miłości, którą to dojeżdżam do Chwaliboskich. Następnie kręcąc wzdłuż Białej Przemszy dokręcam do Sławkowa. Na podjeździe pod rynek delikatnie odcina mi zapłon, a licznik wykazuje 42 stopnie C.  Za ciepło - siesta. 
Wpadam do Żabki po prowiant chłodząco - energetyczny i urządzam sobie w cieniu na ławeczce przeszło półgodzinną pauzę. 
Gdy słońce schowało się nieco za chmurami zbieram się i ruszam dalej, gdzie mnie koła poniosą.
Za drogą jadę przez Niwę pod Euroterminal, w oddali widzę dwóch na kołach, ale nie wysilając się mijam ich i dalej samemu. 
Objazd Terminala i wpadam do Sosnowca. W sumie to na peryferie. 

Już chodzi mi po głowie odbić na dom, kupić se zimnego i legnąć się na betach, ale przyszedł znów zapał i stwierdziłem, że dokręcę do setki. W sumie największe słońce już mam za sobą. Przez Cieśle, Wągródkę i Maczki docieram na Juliusz, gdzie napotykam nową planszę z oznaczeniami szlaków. Wizualizacja obecnej to po części moje sugestie były. Stare zostały usunięte, a w zamian na obecnych dwóch szlakach czerwonym (Milowice - Niwka TTC), niebieskim (Zagórze - Kazimierz) i najnowszym zielonym (Niwka TTC - Kazimierz) staną nowe. Ogólna mapa miasta z zaznaczonymi atrakcjami, szlakami, głównymi ulicami oraz punktem w którym się w danej chwili znajdujemy. Trzymając się zielonego szlaku jadę wzdłuż torów do ulicy Traugutta.
Opuszczam szlak i jadę w kierunku Centrum. Niwecka, Przyjaciół Żołnierza, Park Harcerki i kolejny pitstop w Żabce, tym razem na Jagiellońskiej. Bez picia ani rusz. Batonik plus Izotonik. Bateria znów naładowana, zjazd na czerwony szlak i wypadam na Stawikach. Ludzi sporo, ścieżka czy pozostała część deptaku pełna tuptusiów. Ślimaczym tempem pod Ludowy i przez Borki kręcę na Rawę obczaić co to za zlot Food tracków tam zorganizowali. Nieco dłuższa przerwa na masaż w salonie firmowym i swędanie się po sklepach z moją połowicą.

TABLICA SZLAKÓW NA JULIUSZU 


ZIELONY SZLAK ROWEROWY - jeszcze tylko muszę go całego przejechać i zobaczyć, gdzie ewentualnie dołożyć lub poprawić oznaczenia


Tak też minął drugi etap niedzielnego kręcenia. Setkę już wykręciłem, ale brakuje mi jeszcze 20 do pełnej liczby w ogólnym dystansie.
Martynę pakuję w D, a ja dalej śmigam na dwóch kołach, Przez Centrum mi braknie to przybieram azymut na Czeladź. 
I tak spod Ikei na Dąbrówkę, gdzie wylatuję na drogę prowadzącą prosto pod Rynek w Czeladzi. Krótki postój przy ścianie płaczu i śmigam na klinkier prowadzący do Grodźca. Kolejny podjazd idzie dość dobrze, ale na finiszu musiałem nieco zwolnić, bo czułem lekki skurcz na łydce. Na zjeździe w kierunku Lasku Grodzieckiego popuściło. Z nóżki na nóżkę kilometry dochodzą. Pizza w drodze dostaję sygnał od Martyny. Podkręcam tempo. Łagisza, Park Zielona. przeskok przez Dworzec PKP. Udaje się przejechać między IC, a Pendolino. Rzut okiem na zachodzące na horyzoncie czerwone Słońce i kręcę pod PKZ sfocić jeszcze jednego Powstańczego Murala.
Foto zrobione. Co prawda nieco dłużej widnieje jak ten na Zagórzu, ale przekaz ten sam. Z DG już prosto do domu.

Oj się zgrzałem dzisiaj. Mimo to fajnie ten dzionek minął.

DP-Centrum

Piątek, 7 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Wyjazd z domu 9:15. Niby w oknie startowym, ale jakoś dość szybko znalazłem się na punkcie kontrolnym przy Biedrze na Piastów.
Upgrade zrobione, nadal zapas czasu. Czekać przed salonem mi się nie chce to aplikuje sobie jeszcze rożka i delektuję się w cieniu pod Egzotarium. Czas idealnie rozłożony spokojnym tempem na 10:00 docieram pod Nowy Roździeń.

Po pracy kręcę na Borki, potem Stawiki i docelowo na Patelnię, gdzie czekała już Martyna. Plan zakładał letnie kino na Patelni - Grand Budapeszt Hotel. Jednak otoczenie i wczesna pora sprawiły, że długo tam nie zasiadamy i przenosimy się na Sielec na Eskalator.

Po oględzinach co się tam dzieje, znajdujemy sobie luźniejszą miejscówkę w parku i w towarzystwie Adiego przesiadujemy do końca imprezy. Z racji, że moje kochanie dziś nie zmotoryzowane, a późna jest pora, po koncercie udajemy się z buta na Zagórze. 

DPD

Czwartek, 6 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Po wieczornym deszczu temperatura lekko się zbiła i już nie czuć było z rana takiej duchoty.

Start z domu 9:20. Lekki poślizg, ale jeszcze na granicy okna startowego. Jakoś mi się wydawało, że jestem spóźniony to od początku żwawe tempo. W centrum nadrabiam z 5 minut i już jestem w ramach czasowych pozwalających zakręcić do Biedry po upgrade śniadaniowe. Na Roździeniu punktualnie na 10:00.

edit.
Po pracy kręcę na Morawę podrzucić jedno zamówienie na magazyn. 
Zbieram się dalej. Podpinam się za króliczka i żwawo docieram do wylotu z ul. Sobieskiego. Przyuważam, że  Urząd wziął się za renowacje tablic szlakowych, obecne ze szlaku Trójkąta i Lasku Zagórskiego są zdemontowane.

Dalej ciągnę pod rondo Gierka, gdzie wpadam na ścieżkę i jadę nią aż pod Park na Środuli. Szczytem przez Stok i prosto do domu bo jeszcze czeka robota przy małym remoncie łazienki. 

TdP etap 4, dziś z Tomaszem

Środa, 5 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Trzeci dzień ścigania TdP na Śląsku i Zagłębiu. O ile drugi etap do Dąbrowy przyszło mi obejrzeć w pracy, to 3 i 4 dzień ścigania mogłem obejrzeć na żywo. Wczoraj i przywitałem kolarzy na starcie w Zawierciu i dotarłem na metę do Kato.

Dziś dotrzeć do Nowego Sącza - mało realne jak dla mnie to została opcja pożegnania kolarzy w Jaworznie,
Od rana słonce daje popalić, powietrze bardziej nagrzane jak wczoraj. Tomek wczoraj się zapowiadał, że chciałby jechać na start do Jaworzna. Rankiem zbieram się do brata jaką podjął decyzję. Trochę się wahał, ze względu na upał, ale się wreszcie namyślił. Drobne korekcie przy rowerach i z lekkim poślizgiem czasowym o 11:20 ruszamy do Jaworzna. Młody nie rozgrzany to wybieram wariant na około z pominięciem podjazdu na Szczakowej. Startujemy w kierunku Niwki. Do Dańdówki, puki były dwa pasy jechało się w miarę sensownie, ale przy Cedlerze ograniczenie do jednego pasa i natłok samochodów spowodował, że zjechaliśmy na Traugutta i kontynuowaliśmy jazdę bocznymi drogami wzdłuż S1, którymi planuję pociągnąć szlak Czarnego Morza.

Miłe zaskoczenie mnie spotkało, postępy w realizacji projektu: szlak już praktycznie jest oznaczony w kolorze zielonym. Dzwonię do Romana z newsem. Okazuje się, że oznaczenie powstało dość nie dawno i poprawiane są również tablice informacyjne. Dobra wiadomość, że wreszcie sprawa ruszyła do przodu. Na tygodniu będę musiał objechać całość i zobaczyć, czy czegoś nie pominęli.

Tyłami docieramy pod Stadion AKS-u, skąd dalej wpadamy na chodnik i przez Jęzor docieramy pod Fashion Hausa i za drogą do Jaworzna. Łubowiec, Osiedle Stałe, Pechnik i docieramy na Rynek, gdzie znajduje się brama startowa. Sporo wiary, spiker przedstawia koleje teamy przy oficjalnych zapisach. 10 minut do startu. Zabieram młodego kawałek dalej, gdzie nie ma takiego tłumu, niech sobie poogląda na rundzie honorowej. Chwila zamieszania i peleton śmiga w kierunku Chrzanowa, skąd ruszą ze startu ostrego.

Ludziska wracają do swoich zajęć, na rynku ekipa tour-u zaczyna robić porządki, a my zasiadamy w cieniu i aplikujemy sobie po waniliowym GRANCIE. 

Nic tu po nas. Jak już sobie Tomek odsapnął zaczynamy od podjazdu i kierujemy się do Geosfery. Krótki spacer po obiekcie, rozglądając się co nowego przybyło lub co się zmieniło i ruszamy czerwonym szlakiem na Sosinę. Środek tygodnia, ale mimo to sporo ludzi. Spoglądam na czasomierz i na brata. Widzę, że to słońce mu nie służy, z resztą ja też jakiś taki niemrawy. Powoli zawijamy w kierunku domu z objazdem przez PKM. Przez lokomotywownie kręcimy na Maczki. W tle co chwilę słyszę syreny strażackie, ale w około nie widzę smugi dymu, to trochę mnie to dziwi. Wylatujemy z Maczek, mija nas wóz bojowy, pod Balatonem kolejne dwa i to na sygnałach, czyżby, gdzieś las się zajął. 

Potem Porąbka i docieramy pod Zajezdnię, gdzie oczekuje na nas Limit. Wspólnie kręcimy na kwadrat, gdzie ostawiam młodego, a ja jeszcze z Limitem śmigam na DG omawiając sprawy różne, głównie wypad dookoła województwa.
Na stówkę, dziś chęci nie mam, ssanie się włącza i czeka robota w domu.  Po tym jak Adami udaje się zakupić szprychy, kręcimy jeszcze pod rondo Hendriksa, Limit śmiga dalej, a ja w tył zwrot i prosto do domu, robiąc krótką przerwę w celu dokumentacji graffiti Powstania Warszawskiego w przejściu podziemnym niedaleko mojej kwatery.

NA STARCIE W JAWORZNIE SPORA GRUPKA KIBICÓW


PRACOWNICY TAURONA SPECJALNĄ PRZERWĘ MIELI, BY POKIBICOWAĆ


I POJECHALI


TESTY MAKRO W FOTOTELEFONIE


NOWY NABYTEK NA ZAGÓRZU - KU CZCI POWSTANIA WARSZAWSKIEGO


I Z DRUGIEGO KĄTA

Moje mini TdP

Wtorek, 4 sierpnia 2015 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja, serwis
Etap 3 -> Zawiercie - Dąbrowa Górnicza.

Wolne miałem dziś więc trzeba było niecny plan uknuty wczoraj wprawić w czyn. Jedynie się zastanawiałem jak sobie poradzę z tymi niby upałami.

Po 10:00 śmigam do garażu zrobić porządek z napędem, bo już suszą łańcuch śpiewał. Przeczyszczenie całego napędu: łańcuch, korba, kaseta i kołowrotek. Do tego smarowanko goleni w amorku.

Uporałem się z tym na styk. Ręce umyć i kwadrans po 12:00 dosiadam Meridiana i w drogę. Mam trochę ponad 2 godziny do startu w Zawierciu. Jak tu jechać, by zdążyć, a nie dublować dróg. Trasa urodziła się sama. Z Zagórza odbijam na Strzemieszyce Duże, za torami odbijam w lewo i wpadam na wojewódzką 790 i kieruję się na Łosień. Pierwsze 10 km jedzie się spoko. Mijam Kosmodom i 10 minut później znajduję się w Niegowonicach. 20 kilometr, pitstop pojeniowy. Wlewam w siebie izotonika i zaczynam podjazd na Kromołowiec. Chwila na podziwianie Panoramy okolic i śmigam dalej do Ogrodzieńca, gdzie przeskakuję na DW 791 i odbijam docelowo do Zawiercia. Przy Urzędzie Miasta jestem na 20 minut przez starem. Przebijam się do informacji po pieczątkę, a tam zawarte. No nic kręcę się trochę po miasteczku kolarskim i nim wystartują ląduję w sklepie i aplikuję porcję kolejnego Izo. 14:45 start ostry. Od razu atak i wyklarowała się ucieczka z peletonu. Podpinam się za ostatnimi wozami technicznymi i sumę za kolarzami. Nie moje tempo, a na końcu przypał jechać. Po paru kilometrach ścinam ich trasę i zaczynam próbę zjechania się z nimi na mecie. Odbijam na drogę 796 i sunę do Chruszczobrodu. Potem odbijam na drogę, którą pokazała mi Magda i jadąc nią docieram do Trzebiesławic. 
Na Podwarpiu kolejny krótki pitstop, tym razem pojeniowo - popasowy. Akumulator podładowany. Jadąc dalej wpadam na P4, pustawo, pojedyncze osóbki. Z czwórki na Zieloną i wałami jadę na Ksawerę. Następnie trzymając się torów jadę pod Wisienkę. Przecinam sosnowiecką Pogoń i wpadam na chwilę na DK 86, by za chwilę odbić na Dąbrówkę Małą. 90 km wybił. Na Bogucicach w Biedrze zakupię małe conieco i już prosto pod Spodek.

Na rundy docieram równo z peletonem. Nim finiszowali spotykam cyklozową ferajnę: Patyka, Grzesia i Adiego. Gdzieś się przewinął Pawełek, na koniec, po wszystkim spotykamy Kota i Rysia. Marcin poleciał po auto, a my w piątkę jedziemy w kierunku Ikei. Kocur i Ryś, odbili w swoje strony, a my zaglądamy do Martyny, po czym aplikujemy sobie po fastfoodach w Ikei. 

Pora już późna. Kręcimy na Sosnowiec, odprowadzając się nawzajem.  Pierwszy odpada Grześ, następnie Adi, a na samym końcu ja melduję się na kwadracie.

14:20 melduję się na starcie w Zawierciu


Przy magistracie kibicuję Chochoły
 

i dożynkowy rower pana Chochoła


14:50 gotowi, do startu, START


CHRUSZCZOBRODZKI PAPIEŻ I JEZUS



17:30 MELDUJĘ SIĘ Z KATO, NA 500 M PRZED LINIĄ METY, KOLARZE WJEŻDŻAJĄ NA PIERWSZĄ RUNDĘ



DPD

Poniedziałek, 3 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Kolejny dzień na Roździeniu. Z domu udaje się wyjechać parę minut wcześniej, przez co mogłem sobie pozwolić na nie co spokojniejszą jazdę. Na drodze jak to w poniedziałek zdecydowanie więcej blaszaków niż wczoraj, ale jakoś mnie to nie przeszkadzało.

Na Piastów pitstop w Biedronce robiąc zakup popasowy i przez Borki docieram do Salonu.

Końcówka dniówki minęła na śledzeniu ostatnich km TdP poprzez służbowego lapka :D.

Wybija 19:00 zamykam teatrzyk i ruszam w kierunku domu. Miałem godzinę zapasu. To objazdem śmigam na Czeladź. Wskakuję na 94 i docieram pod M1. Po drodze mijam sporo cyklistów wracających z finału etapowego. Od Syberki trzymam się trasy przejazdu peletonu. 

Na wysokości pętli przy Urzędzie Pracy trzeba było przeskoczyć na chodnik bo trwa wielkie sprzątanie i ciężko drogą jechać. Przy mecie sprzątanie. Rozglądam się czy załapię się na jakiegoś tipa, ale marne szanse. Nic to zwrot na Park Hallera i już prosto na kwaterę.

Jutro wolne więc w pełni wykorzystam czas na TdP. Koło południa ruszam do Zawiercia i po starcie etapu śmigam do Kato na finał.