DPD - ślisko

Czwartek, 14 stycznia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Można powiedzieć, że dziś 12-sto godzinny czas pracy.

Pobudka przed 7:00, za oknem jeszcze ciemnawo, powoli się wygrzebuję z wyrka i półgodziny później ruszam na Szopienice. Wyjazd z osiedlowych uliczek dość zapobiegawczy, gdyż na wirażach wpadałem w delikatny poślizg, poza tym na głównej można już było się rozbujać i tak 10 km odcinek pokonałem ze średnią 26 km/h.

Swoją dniówkę zakończyłem prawidłowo, lecz Maryna wołała help telefonicznie i ruszyłem na Rawę pomóc jej w ogarnięciu salonu i tak zostałem do 20:00.

Padła propozycja, co bym wrócił samochodem, ale chory bym był jak bym się zgodził i bez wahania Martynę oddelegowałem do samochodu, a ja równie żwawym krokiem udałem się w kierunku domu. Powrót już nieco wolniej. Niby 1.5 stopnia na minusie, ale potrafiło ściąć wodę zalegającą na drogach przez co jazda szła opornie.

DPD

Poniedziałek, 11 stycznia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Po powrocie z Rzeszowa aury zimowej już niewiele zostało.

Wstaję z wyrka około 8:00, śniadanko, rzut okiem na ICM jakie warunki pogodowe przewidują i godzinę później ruszam na Morawę.
Temperatura lekko na plusie, drogi mokre i mgliście. Próby hamowania, nie jest ślisko i to na bocznych drogach co za tym idzie dojazd dość spokojny. Było kilku wyrywnych którzy nieco za blisko wyprzedzali, ale nie na tyle, żeby mnie z równowagi wyprowadzić.

Meteo przewidywał, popołudniu deszcz. Myślałem, że zdążę wrócić do domu przed opadami, a tu nim się uporałem z zajęciami na bazie nadeszła mżawka.

W takim przypadku z objazdów nici. Wskakuję na bika i kręcę w drogę powrotną. By się z samochodami nie przepychać powrót ścieżkami do Zagórza. Przedzieram się przez Modrzejowską, skąd już ciągiem 1 Maja, Narutowicza, Kombajnistów, Park na Środuli i Małe Zagórze. 

Pierwsze rowerowe podrygi A.D. 2016

Czwartek, 7 stycznia 2016 · Komentarze(0)
Długo się zbierałem, by uruchomić Meridiana w nowym roku.

Dziś, że temperatura oscylowała w granicy - 1 stopnia, wokoło trochę białego puchu i było coś do załatwienia stwierdziłem, że nie odpuszczam.

Po doborze odpowiedniego zestawu odzienia punkt 10:00 jadę do Rawy podrzucić telefon salonowy, gdyż świąteczne zastępstwa mi się skończyły, a dziwnym zbiegiem okoliczności zabrałem go do domu. Główne drogi przejezdne, ale mokre i trochę syfu ulicznego na mej twarzoczaszce się znalazło. Na bocznicach biały puszek też nie utrudniał jakoś jazdy. Docieram na miejsce po jakiś 40 minutach, czyli norma. Zostawiam co nie moje, dłuższa przerwa na kawkę, po czym zostaję uprowadzony przez współpracowników i przetransportowany busem zostaję na Morawę, gdzie przyszło mi się spakować na weekendowe targi w Rzeszowie.

Nim się oglądam, a 15:00 wybiła. Auto spakowane na wyjazd, to ja też robię wyjazd i ruszam się jeszcze nieco poszwendać po bezdrożach.

Z Morawy, terenem przebijam się na Stawiki, gdzie wskakuję na szlak czerwony i podążam nim, aż do ul. Mikołajczyka. Przeskok skrótem, koło oświetleniowców czyt. zakładów WATTa i wpadam na szlak zielony, którym to jadę aż do Porąbki. Zwrot na Lenartowicza i turlam się pod sosnowiecki PKM. Miałem już ciąć asfaltem do domu, ale zaczęło tak klimatycznie sypać drobnym śniegiem, że postanowiłem jeszcze zagiąć i zamiast na Szymanowskiego odbijam na Zalane, skąd wjazd do Lasku Zagórskiego i już prosto na kwadrat. Gdyby, nie mrok i kilka sprawunków do zrobienia pewnie bym się jeszcze gdzieś poturlał, a tak przerwa do poniedziałku.

BZIUM PO ŚNIEGU


JEDEN Z KOCHBUNKRÓW NA ZIELONYM SZLAKU I TO W OTOCZENIU OKOPÓW

NA SZLAKU MOŻNA SPOTKAĆ KUNIA I TO NIE JEDNEGO

Z końcem roku pogorie cztery

Czwartek, 31 grudnia 2015 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
W sumie to mi się jednak zachciało po raz ostatni w tym roku rower uruchomić. Co za tym idzie dzisiejszym wpisem zakończy się cały tegoroczny zakręcony rok.

Nie mogłem pozwolić, żeby ostatni wpis był związany z komunikacyjnym przemieszczaniem się do pracy. Warunki termiczne okazały się na tyle znośne, że jak ogarnąłem porządki w domostwie, a moja połowica zaczęła się pindrzyć przed wieczornym balem sylwestrowym w Old Central Pubie postanowiłem sobie nieco popołudnie umilić.

Chwilę po 13:00 przybieram rowerowe wdzianko, mam max 3 godziny jazdy, więc długo się na zastanawiając przybieram kierunek Dąbrowa Górnicza. Szybki przelot pod molo i zaczynam slalom po dąbrowskim pojezierzu.

Spod mola kręcę po bieżni na Piekło, tam przeskok na P4. Na początek objazd asfaltem pod Wojkowice Kościelne, zjeżdżam na teren, a tuż przede mnie wskakuje jeden z nielicznych cyklistów spotkanych na trasie. Tempo ma dobre, to się próbuję niego trzymać.
Na Ujejscu jednak każdy kręci w swoją stronę. Podążam dalej pokonując pętlę wokół czwórki. Powrót na Piekło i zwrot tym razem na objazd najstarszej. Potem dwójka i powrót na bieżnię. Słońce powoli się chowa i odczuwam powoli tą minusową temperaturę. 

Zawijam na koniec na Zieloną skąd już do centrum DG i zjazd do Zagórza. Na powrocie licznik pokazuje 3 na minusie. Dobrze, że nie wiało przez co przyjemnie się kręciło ostatni raz w tym roku.

Co do podsumowania sezonu.
Nie jest źle, rok minął głównie na przejazdach komunikacyjnych w miarę możliwości nieco zaginanych na powrotach. Do tego dwa kilku dniowe wypady. W duecie. Jeden z moją Martynką w rejony, które już mi jakiś czas temu chodziły po głowie czyli Świętokrzyskie i trochę Lubelszczyzny, a drugi to cykliczny wypad w Polskę - z Limitem objazd Woj. Śląskiego. Nawet się załapałem na kilka wyjazdów z klubu.
Udało się zdobyć kolejne odznaki KOT. Także, źle go nie wspominam. Pora licznik kasować i od jutra na nowo robić to co sprawia najwięcej przyjemności. Co przyniesie kolejny rok się zobaczy. Banan na twarz i przed siebie, a wszystko się uda.

Do siego roku wszystkim.


Prawie 30 tys km przebiegu i dalej do przodu.


Ptaki już imprezują na molo.

 

DPD - ostatni taki kurs w tym roku

Środa, 30 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Raczej wątpię, że będzie mi się chciało jeszcze jutro rower uruchamiać, więc wypada na to że dziś po raz ostatni w tym roku uruchomiłem dwa kółka.

Jak się obudziłem, za oknem aura jak w środku lata. Bezchmurne niebo i słońce pakujące mi się przez okna. Jednak to koniec grudnia i musi być chłodno.

Zestaw termo i kwadrans przed 10:00 ruszam po rower, który stacjonował przez zimę u rodziców, skąd już prosto na Morawę.
Wiatr nawet się nie daje we znaki i te -5 stopni nie jest dość odczuwalne. Spadło poniżej zera i MOSiR uruchomił armatki na małym stoku. O tej porze mały ruch na drodze, przez co dojazd na firmę bez ekscesów.

Załatwiam kilka spaw na bazie i koło 15:00 ruszam w drogę powrotną do domu. Miałem jechać najkrótszą drogą, czyli identyczną, ale sobie darowałem przeciskać między autami i pokręciłem bokiem przez Naftową, Jagielońską i przy Rondzie Gierka wpadam na ścieżkę, którą docieram aż do Parku na Środuli. Pitstop na foto pracujących armatek i już prosto na kwadrat.

Nieco dłuższa przerwa i chłód dały się we znaki, totalny brak poweru do jazdy.

Produkcja śniegu idzie pełną parą.
 


PD

Środa, 23 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Chyba ostatnie kręcenie przed świętami. Wczoraj rower zimował na salonie, bo jakoś mimo sprzyjających warunków wybrałem zbiórkom. Dziś, że opuszczam salon przed świętami po skończonej dniówce pakuję do sakw co moje i chwilę po 20:00 ruszam w kierunku domu.

Zawijasam przez Dąbrówkę, Milowice, Pogoń, Chemiczną wylatując na Środuli, skąd już prosto na Zagórze.

DP - kierunek Rawa

Wtorek, 22 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Termicznie aż za ciepło jak na końcówkę grudnia. Termometr na starcie zeznaje + 7 stopni.
Odpalam Meridiana, który przez weekend pauzował, uprzednio w sobotę wymieniając kolejnego snejka. Tym razem przód. Pechowo, bo dziura taka mała, że nie idzie jej znaleść.

Na starcie odczuwalnie silne podmuchy wiatru utrudniają jazdę. Kieruję się najpierw na Morawę na firmowe posiedzenie wigilijne.
Poczęstunek i godzinę później odkręcam się na pięcie i kręcę do Salonu na Rawę. Wieczorem jednak zostawiam bika na salonie i powrót zbiórkomem.

Ot taka pętelka.

Piątek, 18 grudnia 2015 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Dziś dzień wolnego więc nie spieszę się ze wstawaniem.

Nadrabianie wpisu na bs, ogłoszenia na Cyklozie odnośnie spotkania wigilijnego i tak zlatuje do południa. 
Wrzucam coś na ruszt w ramach drugiego śniadania i po 13:00 odpalam Meridiana.

Głównym celem na dziś było odebranie zweryfikowanej książeczki Bartka. Ustawiam azymut na Jaworzno i w drogę.
Przelot przez Szymanowskiego, Porąbkę, Juliusz i terenem nieco się ubłacając wylatuję na końcu Maczek. Wjazd na Górę Piachu, Geosfera i po 45 minutach jestem na centrum. Ruch spory na drodze. Przebijam się między autami do siedziby jaworznickiego PTTK-u.
Tuż przed skrzyżowaniem Grunwaldzkiej i Matejki załącza mi się żółte światło i rzutem na taśmę uniemożliwiam jednemu narwanemu kierownikowi wjazd na pasy w grupę ok 10 przechodniów, kiedy pozostali kierowcy w tym ja stoimy i czekamy. Skończyło się na gwałtownym hamowaniu, kupie strachu ze strony pieszych i interwencji stróżów prawa, którzy narwanego kierowcę wzięli na bok.

Czy dostał mandat, czy pouczenie nie wiem bo pojechałem dalej załatwiać swoje. Odbieram książeczkę i myślę co dalej czynić.
Dnia jeszcze zostało więc korzystam ze sprzyjającej aury i kręcę sobie dalej do Imielina. Nawet żwawo mi to poszło, ale na miejscu potrzebowałem paliwa. Zjazd do biedry - baton, jogurt + 3 drożdżówki. Paliwo uzupełnione. Zrobiła się szarówka i zamiast dalej na Lędziny, kieruję się w kierunku mysłowickich Kosztów.

Akurat godziny popołudniowego szczytu sprawiają, że na tym odcinku musiałem dość zapobiegawczo jechać. I tak mimo ostrożnej jazdy trafił się jeden narwany tirowiec, przez którego musiałem asekuracyjne uciec z asfaltu niemalże zaliczając wywrotkę. Całe szczęście opanowałem rower i skończyło się tylko na nerwach.

Jazda od Kosztów do Śródmieścia to slalom między sznurkiem aut i co chwilowe stanie na światłach. Dopiero jak w śródmieściu odbiłem w kierunku giełdy dopiero można było spokojnie jechać.
  
W między czasie dzwoni Grzesiek, bym zakręcił do naszego Oddziału. Za giełdą odbijam na Naftową i na godzinę dokuję się PTTKu, gdzie wspólnymi siłami w trzech naprawiliśmy cieknący zlew.

Niedosyt jeszcze mam to po robocie odprowadzam Grześka na busa, a sam przemieszczam się na Pogoń, gdzie wskakuję na ścieżkę, którą to dociągam do Parku Zielona.

Zaczyna popadywać - ICM nie kłamał. Z Zielonej już prosto kieruję się na kwadrat. Powierzchowne czyszczenie pojazdu z nadmiernej ilości błotka po czym już na kwaterunek.

PD

Czwartek, 17 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Powracając z dostaw w okolicach Warszawy myślałem, że przyjdzie mi wracać z Morawy w deszczu. Całe szczęście od Siewierza jezdnie już tylko były mokre i nie padało.

Na bazie jestem po 18:00. Rozliczenie i ok. 19:00 odpalam Meridiana, który nockę spędził na firmie i kręcę do domu z przerwą w PTTK, gdzie po remoncie jednego z pomieszczeń oddziałowych z klubem Przewodników wzięliśmy się za posprzątanie i podszykowanie pod klubowe wigilie, które planujemy na początku przyszłego tygodnia.

Sprzątania trochę było w efekcie centrum Sosnowca opuszczam po 21:00 i najkrótszą drogą wzdłuż 3 Maja sunę na Zagórze.

Na finiszu złapała mnie mżawka.

DP

Środa, 16 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Dziś jakoś tak wyszło, że kurs na linii dom-praca-dom zakończył się na pracy.

Dniówka dziś objazdowa. Dzień rozpoczęty od wymiany dętki w tylnym kole. Potem śniadanie i 9:15 ruszam na trasę.

Z racji, że na BMC miałem odebrać jedną przesyłkę dla kierownika toteż zamiast standardem kieruję się na Orion. Odbieram silnik z naprawy i już prosto na Morawę przez Park na Środuli, Kombajnistów, Wawel i wylatuję przy Ślimaku wpadając na właściwy tor.

Przebiera w cywil ciuch i przesiadka do czterech kółek, które po zakończonym dniu pracy odwiozły mnie do domu, a Meridian pauzę kręci na firmie.