Wpisy archiwalne w kategorii

rekreacja

Dystans całkowity:28646.00 km (w terenie 3389.00 km; 11.83%)
Czas w ruchu:1564:41
Średnia prędkość:18.29 km/h
Maksymalna prędkość:63.70 km/h
Liczba aktywności:651
Średnio na aktywność:44.00 km i 2h 24m
Więcej statystyk

Dni Będzina 2012 (sobota)

Sobota, 16 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
tytuł i resztę jutro znaczy jak wstanę uzupełnię. Pójdę w ślady Nekora
DZIŚ WPIS JUTRO OPIS, hmm już 01:51 to chyba W NOCY WPIS, A RANO OPIS

Edit:
Z dziennika pokładowego.
Plan na dzisiejszy dzień miał się kręcić w rytmach I Będzińskiego Rajdu Rowerowego z okazji Dni Będzina. Niestety nie spodziewanie plany się zmieniły i wyskoczył [nierowerowy] wypad do Goczałkowic. Szybko sprawy pozałatwiałem, łapię najwcześniejszy pociąg powrotny. Po woli mnie zaczyna dobijać system różnych przewoźników na jednych torach. Mowa o PR i KŚ. Jak by się dwie spółki nie mogły dogadać odnośnie akceptowania biletów innej spółki zwłaszcza, że cenowo się nie różnią. Komfortem owszem, ale bilety mało zauważalne. Na Skargi w Mercedesa wsiadam, szofer podjeżdża tylko skąd tylu ludzi w tej furze kto ich zapraszał. Uroki sobotniej jazdy busem kiedy to raz na półgodziny jeżdżą. Zmieniam odzienie i na ślub do "bliźniaczki". Po uroczystości nareszcie przyszła pora na bika. Za dużo nie pojeżdżę bo o 20:00 ustawiłem się u Ghostów na strefę. Żeby człowiek wiedział jak się to potoczy to plan był by zmieniony. Było minęło przygoda z Euro Orłów Smudy się skończyła, plus tego, że Zborni też nie przeszli. Rosja wraca do domu. Dość tej piłki, czas na rower. Po spotkaniu Orłów trochę pogaduch z Duchami nt. imprezy i zawijam na poprawę nastroju na Dni Będzina, po meczu koncert Zakopower. Bułecka ten to ciągle boso. Ale fajny koncert dali. Zwieńczeniem dnia był pokaz sztucznych ogni. Ostatnio znów jakoś dużo po nocach krążę pokaz zakończył się o 0:40, młoda pora ale w głowie szumi więc zawijam w drogę powrotną przez Dąbrowę. Po drodze znów na podjazdach mijanko dwóch kolarzy, którzy nie odpuszczali mnie na krok. Ciągnąłem nicponi za kołem aż do Warpia. Chłopaki jednak chwilowo zwątpili w swoje siły (może dlatego, że bez homologacji po ulicy jechali, a nas wóz patrolowy mijał). Mi to zawsze palma odbija, niebieski transporter nawet szybko nie jechał, a ja światełka miałem więc na zjeździe korzystam z jego tunelu areo i tak do samej DG. Panowie Policjanci skręcają na 3 Maja szukać, pijanej młodzieży co by parę mandatów rozdać, a ja do Ronda Merkury i prawo na Zagórze do Domu.
No to tyle wrażeń z dnia owego.

Objazdówka z Limitem - setka po raz ósmy

Piątek, 15 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Na początek trochę liczbowo:
- kolejna 100 od początku sezonu, w sumie ósma,
w rankingu setek dzisiejszy dystans w przedziale 6-8
- nie jako pierwsza 100 na Corratecu, co daje nowy rekord dystansu na tym rowerze
- dziś napisałem setnego posta na forum Ghostów :D
- jeszcze dwie setki i atakuję 200 (najprawdopodobniej już na nowym biku, w przyszłą niedzielę),

a teraz przyszła pora na dzisiejsze sprawozdanie z rowerowego życia Prezesa :P

Dzień od rana stricte rowerowy. Faktem na dzień dobry zostałem zasypany kolejną stertą faktur do opłacenia, jak już się z tym uporałem rowerkiem do Reala i powtót z zakupami z Reala. Z racji, że w końcu jakaś sensowna pogoda i pora odpowiednia tel. do Limita jaki planuje okrężny powrót do domu. Miał już niecny plan przedstawił mi go, ja swoją małą alternatywę koniec końców wyszło na jego.
Furtuję obiad i kwadrans po 15:00 wybywam na trasę. Na początku zakręcamy do Meridy na Mydlicach, zorientować się czy są jakieś sensowne maszyny na mój gust co będą więcej w stanie przejechać niż 10 tys w sezonie i się nie rozwalały. Konsultacja z Pracownikiem i jedziemy dalej.
[Hmm jak to było po kolei] [Aha wiem] Z Mydlic jedziemy na Ksawerę, gdzie przed domki docieramy do Przemszy, dalej wzdłuż Rzeki do Pogorii IV. Z racji, że profil
2,25 opony z bólami toczy się po asfaltowych trasach proponuję etap leśny, coś dzisiaj moja siła perswazji mnie zawodzi i jedziemy asfaltem o dziwo nawet w miarę się jedzie. Tempo też w normie. Pocieramy do Wojowic Kościelnych, skąd się kierujemy na Podwarpie. Z tamtąd w kierunku DK 86, którą przecinamy i jedziemy dalej za krzyżówką. Po drodze jak dobrze pamiętam mijamy miejscowość Hektary czy coś jeszcze nie pamiętam. Docieramy do Zalewu Przeczyckiego. Dobrze się kręci więc jedziemy dalej. Najpierw w kierunku większej tamy, skąd lekkim terenowym zjazdem docieramy do mostku koło stawów rybnych. Przejeżdżamy go i dalej podążam za Limitem. Docieramy do drogi, którą przecinamy i na azymut przed siebie.
Po drodze mijamy znów jakieś poboczne mieściny, (dokładne nazwy u Limita w opisie bo sam nie byłem w stanie ich spamiętać). Dość pagórkowaty ten teren ma Limit w okolicach swojego miejsca zameldowania w promieniu 10 km. Przeciągnął mnie po drogach, na których trzeba było się czasem mocniej napracować na podjeździe. Zwłaszcza na takowych oponach jak się na węższych jeździło.

Docieramy do Toporowic, gdzie w tamtejszym ABC zaopatruję się w półlitrową oktanówkę zwaną Kroplą bez Kitu :D oraz dwa soki z gumijagód jako dopalacze. Chwila odpoczynku i jedziemy dalej. W Siemioni znów jakimiś bocznymi drogami znanymi Limitowi docieramy do Rogoźnika pod kolejny zbiornik wodny, gdzie spożywamy dopalacze.
Trochę kręcenia po parku w Rogoźniku i zmierzamy na Wojkowice. W Wojkowicach kolejny raz się tryb szwędacz załącza Limit prowadzi przez kolejne wertepy z próbą wjazdu do Centrum Wojkowic, tym razem nareszcie wyszło na moje, nie zmierzamy do Centrum lecz jakąś znów nową drogą. Okazuje się nawet ciekawa, Limit jej nie znał, Ja tym bardziej, więc kategorię jej nadaliśmy jako droga dziewicza. Przez jakieś pola, błotka i wąwozy docieramy w okolice mostka na Przełajce. Aha jesteśmy już na znanym gruncie. Kolejna droga poznana.
Pomysły się skończyły .Rozkmina, co dalej [myślą] [żarówka się zaświeciła] zmierzamy w kierunku Grodźca, gdzie Limit chciał mi udowodnić i zarazem przypomnieć gdzie to jechaliśmy odprowadzając Ryśka z udanego wypadu do Siewierza i upojnego aferu w TSG. W Grodźcu skręcamy w kierunku Rozkówki i objeżdżając górą park przez polne ścieżki docieramy do drogi z Grodźca do Czeladzi przecinamy ja i znów terenami przez pola. Oj tu było offroadowo, błoto total. Jakoś się udało. Przed dotarciem do tego małego skrawka klinkieru co mi tak wypominał, że go po ciemku mijaliśmy Limit łapie panę. Jak tu pitstop zrobić jak koło całe w błocie. Jakoś się udało, przyczyną tego zajścia był nieszczęsny mały kawałek szkła, a nie jak podejrzewaliśmy na początku pęknięta szprycha. On to ma jakiegoś niefarta z tym tylnym kołem; już kolejna mu poszła. Naprawiamy sprzęt by mógł dalej jechać, ale z dalszego szwendania już za dużo nie pokręcimy. Odprowadzam Adama jeszcze kawałek pod OSP w Psarach, gdzie po pogaduchach udajemy każdy w swoją stronę. Aha po drodze faktycznie mijamy klinkier i wyszło znów na jego. Z racji, że na liczniku dopiero 70 km dziś to to wpadł mi do głowy pomysł co by już do 100 dociągnąć skoro jeszcze w miarę widno było. Zjeżdżam kawałek w dół, gdzie na skręcie w kierunku Sarnowa odbijam w prawo na teren i przez pola docieram do Lwa przy drodze z Gródkowa. Na dorotkę kręcić się nie chciało już więc jadę w kierunku Łagiszy, gdzie znów odbijam na bok. Tym razem do Lasku Grodzieckiego. Dalej przez osiedle zamkowe pod Syberkę. Na strefie kibica pustki już po Strong Manachi wszystko się rozeszło. No to jadę na wały i do domu złego Ghostów na Słowiańską. Półgodzinna przerwa pogadanka wstępna w sprawie wycieczki do Ogrodzieńca. Zbieram się w drogę powrotną. Jakoś mi się odechciało już krążyć. Patrzę na licznik zostało jeszcze 15 km. No to znów chęci się wzięły. Do domu braknie więc dłuższym objazdem do domu. Nawijam się pod dworzec Będzin Miasto, skąd Małachowskiego do Kołłątaja. Dalej na DG. W centrum okazuje się, że brakuje jeszcze 10 km. No to dalej krążymy. Na rondzie Hendrixa w lewo (fachowo na 3 zjeździe w prawo) obok Dworca PKP w Dąbrowie do przejazdu, (znów postój trafiłem na ciufcie) i na Pogorię 3 pod Molo. Następnie prawym brzegiem załączam długie światła i ścieżką rowerową w egipskich ciemnościach docieram do Łęknic, skąd dalej do Gołonoga. Omijam kolejny już dzisiaj Dworzec PKP tym razem na Gołonogu. Wiśniową jadę do ul. Piłsudskiego i jak droga prosta, środkiem pasa na Zagórze do Domu.

Dzień total pro rowerowy, tak jakoś wyszło i 100 się uzbierała. W ramach ciekawostki w domu dopiero byłem 22:50, a wpis dodaję, a właściwie skończyłem pisać i dodaję o 02:30. Na dzisiaj wystarczy idę w kimę.

Operacja zakończona pacjent będzie żył

Czwartek, 14 czerwca 2012 · Komentarze(5)
Kategoria rekreacja
Przy takiej pogodzie to znów dystans nie za duży. Gozdi jeżdżący między chmurami.
Od rana pada :(, w planach operacja bika, ale jak tu jechać jak ciągle deszcz. Wchodzę na pogodę meteo, co to z niej Limit korzysta, rozkmina i dobra wiadomość koło południa opady według tych wykresików miały chwilowo ustąpić. Pogoda się poprawia no to najpierw do przychodni zapisać tatę na wizytę do lekarza, powrót zbieram tatę i na dwa rowery lecimy do spawacza. Operacja trwała około 20 min. W między czasie znów się jakaś chmura zaciągła nad Zagórze i fest polało (co ciekawe w prognozie tego nie było, miało zacząć padać po 15). Co jak co,ale to się nazywa fachowiec, co z polecenia to z polecenia. Rama prawie jak nowa. Wracamy już po ulewie do domu.
Coś czuję, że rower na dzisiaj już ma fajrant. Od jutra poprawa pogody więc na nowo się będzie km kręcić.
Co dalej z Bikiem hmm
Krosika przekażę siostrze, niech też się Cyklozą zaraża, a Ja jutro na poszukiwanie nowego sprzętu. Ile mogę korzystać z uprzejmości Olka.

A jednak spontan

Środa, 13 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Po niedzielnym bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z asfaltem parę dni wolnego dla regeneracji kolana.
Dziś też dzień miał być zaliczony do tych bez rowerowych, ale normalnie nie wytrzymałem.

Do południa zabawa przy tworzeniu regulaminu klubu (nadal prace trwają). Po 15:00 ustawiłem się z Limitem, co by w końcu ustalić, a właściwie potwierdzić noclegi na wakacyjny trip nad Bałtyk.
Rozkminiając różne oferty, dzwonię po ludziach, doszło do tego, że z zadeklarowanej 6 osobowej ekipy tylko Ja i Limit, są na tyle zdeterminowani, by ten cel zdobyć. Reszta jakoś się nadal zastanawia. Wiec dochodzimy do wniosku, że na dwóch nocleg zawsze się znajdzie i jedziemy na spontana. Miały być rezerwacje, ale w tym przypadku lepsze rozwiązanie się wydaje. Dojedziemy do mety każdego etapu i wówczas wtedy będziemy się martwić. Jak przygoda to przygoda. W międzyczasie dostałem info, że mamy już zaklepaną domenę internetową. Sprawy biurowe idą na pro do przodu. Pora teraz tylko na klubowe koszulki.
Z racji, że dzień deszczowy z rana był to nawet Adaś busem do roboty jechał, toteż gdy już konkretna godzina wybiła odprowadzam go na przystanek. Wracając dostaję cynk, gdzie mogę swojego zielonego rumaka oddać od chirurga by go poskładali.
No to nie namyślając się szybko, na dworze nie pada, więc wsiadam na Corrateco i jadę zlokalizować tą lecznicę. Tempo delikatne, obtłuczone kolano, nie chciało z początku współpracować, ale jakoś się rozruszało.

Trasa przez Szymanowskiego na Porąbkę, gdzie jutro bike pójdzie na spawanko. Powrót miał być adekwatnie tą samą trasą, ale musiało być inaczej. Przez Wiejską zmierzam w kierunku Kazimierza. Po drodze odbijam na Las Zagórski, nie był to dobry pomysł, gdyż błoto niesamowite i nogi miały kąpiel błotną. Jadąc przecinką docieram do Modrzewiowej, gdzie przez park na Zagórzu kieruję się stronę domu.
Odwracam się, a na Dąbrowie czarne chmury, alert trzeba tempo podkręcić. Ledwo schowałem bika i burza na dobre się rozkręciła. Nalot żab z nieba więc już dziś więcej się nie ukręci. Mogło by już się rozpogodzić.

Oto nowa domena klubu: www.cykloza.sosnowiec.pl zapraszam chętnych do grona tych co CYKLOZA ich dopadła. Najbliższe spotkanie 22 czerwca w Piątek szczegóły na stronie.

Oraz nasze nowe logo autorstwa Grzegorza.

Rodzinne kręcenie z pierwszą glebą w sezonie

Niedziela, 10 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
No dzisiejszy dzień przeszedł samego siebie miałem chęć się pouczyć, ale gdzie tam rano odpalam bika i wspólnie z braćmi i staruszkiem do Dąbrowy na targowiska po zaopatrzenie. Z jednym bagażem i Tomkiem wracam do domu, zostawiam i powrót do DG tym razem do Reala po kolejny pakunek do dotransportowania do domu.

Po obiedzie co się rzadko u nas zdarza prawie cała rodzinka z wyjątkiem chudego co się miał dokształcać, jedziemy na przejażdżkę. Początkowo do Klimontowa na spotkanie naszego stowarzyszenia.
Po uroczystościach pada pomysł co by się na Kazimierz do Parku jeszcze przejechać. Może i byśmy tam dotarli, ale plany się trochę pozmieniały. Chciałem być mądrzejszy niż ustawa przewiduje. Nim się wszyscy zebrali postanowiłem nabić dzisiejszego maxa ze zjazdu. Pierwsza próba poszła elegancko 44,5 ale patrzę reszta jeszcze u góry więc nawrót i napinka do góry. Czas na drugie podejście. Tym razem już nie było tak różowo, chciałem lepiej ściąć zakręt, a to zakręt podciął mnie. Zciągło mnie na wirażu i skończyło się bliskim spotkaniem 3 stopnia z asfaltem. Chciałem się ratować i polecieć na trawę. Rowerkowi się to udało, a Ja prawie kontrolowanie ratowałem się przed poważniejszymi obrażeniami ze spotkaniem z betonem. Skończyło się na obdartym kolanie i lekko zarysowanym ramieniu. Sztuka latania z roweru czasem się przydaje.
No i miałem kolejny przykład na to, że głupota ludzka nie zna granic. Zamiast poczekać sobie na dole brakowało mi czegoś to się doigrałem. No i oczywiście pierwsze co patrzę na bika czy cały dopiero sobie rany opatrywałem.
Koniec końców skończyło się tak, że zamiast na Kazimierz, bocznymi drogami zmierzaliśmy do domu, aby zdążyć przed ulewą. O minutę się zmieściliśmy, bika schowałem i żaby zaczęły z nieba lecieć. Na tygodniu chyba trochę delikatniej pokręcę by kolano do stanu używalności doprowadzić.

koko koko euro spoko do przerwy 1:0

Piątek, 8 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
W planach było przed meczem otwarcia dobić do równych kilometrów, ale realia życia plany zmieniły.
Do południa biurokracja i opłacanie faktur, potem zabawa w serwismena i tak zleciało do 16:00 bawiąc się przy rowerach. Zrodził się pomysł co by jednak się wyrwać z Limitem na małą dokrętkę, ale i to nie wypaliło więc z dzisiejszej dłuższej jazdy nici.

Patrze na czasomierz, w czasie spożywania futrunku (czyt. obiad) późno już.
Pakuję plecak i do Ghostów, na naszą prywatną strefę kibica, którą to wczoraj testowaliśmy grając w Tekena. Dobrze w bramę nie wjechałem, a już dopadło mnie dwóch Picassów i przybrałem barwy narodowe. Do końca pierwszej połowy złoty trunek leje się litrami, emocje sięgają zenitu pada bramka szał na ulicach Będzina. Pewnie i nie tylko. Druga połowa to już euro nie było tak spoko. Tracimy bramkę, Szczęsny czerwona. Niestety tylko remiz. Brawa dla Tytonia za obronę karnego. Jak na widowisko medialne i mecz otwarcia wzorowo. W czasie odpoczynku między drugim meczem przerwa na Grilla. Rozpoczyna się drugie widowisko. Rosja pokazała swoją moc liczyliśmy na remiz bezbramkowy, ale Czerwoni dopięli swego serią goli. W efekcie wygrali 4:1. Teraz tylko zostaje czekać na pozostałe mecze Orłów Smudy. No i oczywiście kręcić swoje do przodu. Co rower to rower.
Powrót w późnych godzinach przypadł przy padającym z nieba drobnym deszczem.
Oby jutro pogoda dopisała na 6 edycję rodzinnego rajdu.

Wierni kibice polskiej Reprezentacyji:

Szwędacz po okolicy i Teken na deser.

Czwartek, 7 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Wczoraj padłem po powrocie z tajnej siedziby Ghostów wiec dziś pora nadrobić zaległości.

Planowawszy czwartkową jazdę nie myślałem, że mi się taka pętla urodzi. Po obiedzie miałem się wbić w las zagórski i kolejne ścieżki poodkrywać gdzie prowadzą, ale że siły wroga w postaci komarów i innego robactwa były na tyle duże więc zmieniłem plany. Po ośmiokilometrowym buszowaniu po leśnych duktach odbiłem na Park w Kazimierzu miał być teren więc przecinam drogę i w las na ścieżkę dydaktyczną. Pomysły się skończyły podkręcam pod minizoo, ludzi dużo jak to zawsze w wolne dni. Rozkminiam gdzie dalej, w głowie Sławków, ale samemu na tych balonach jechać mi się nie chciało. No to do krzyżówki i skręcam na Strzemieszyce. Dalej tryb szwędacz prowadzi mnie bocznymi drogami do drogi 790 w kierunku Ogrodzieńca. Po asfalcie wlekę się jak mucha w smole. Nawet na zjeździe z Łośnia w kierunku Błędowa szału nie było. Przed zjazdem na Błędów, za wiaduktem skręcam w końcu pod 10 km w dąbrowski szlak prowadzący na Tucznawę. Zmiana nawierzchni piach, kamienie, żwir "I like it" od razu lepiej. Na Tucznawie skręcam w prawo na Bugaj i kamienistym podjazdem na Bukową Górę. Krótki odpoczynek i dalej cały czas prosto do szutrowego szlaku na Siewierz, gdzież to skręcam w lewo zjazdem do Podwarpia. Kawałek znów asfaltem do Pogorii 4, gdzie wbijam w terenową część objazdu zbiornika. Przy przejeździe na Ujejscu w prawo i wzdłuż torów pod Czarną Przemszę, gdzie cały czas wzdłuż wałów do Będzina. Skoro już tu dotarłem to szwędacz kieruje mnie do W..., już na rezerwie jadę więc pora zatankować. Docieram do siedziby Duchów i zostaję tu na dłuższy odpoczynek.

Podczas tankowania zbiornika. Testujemy naszą mobilną strefę, nagle zrodził się pomysł rywalizaji w Tekena. Consola podłączona i tak metodą turniejową zlatuje półtorej godziny zmagać. Emocje i doping prawie jak na gali KSW. Zaczyna się ściemniać pora się zbierać. Zbieram manele i powrót przez Pogoń, koło Żeroma skręcam na 3 Maja i na rondkach koło Plejady odbijam na Zagórze.

Popołudnie prorowerowe, dziś zobaczymy może znów się coś wykręci.

Na i z uczelni plus pechowy objazd z Ghostami

Środa, 30 maja 2012 · Komentarze(7)
Kategoria praca, rekreacja
Na początek dnia na Bankową standardową trasą. W większości bez przygód oprócz tego, że znów na styk zdążyłem na przejazd na Chemicznej, tuż przez zamykaniem szlabanów i na Pogoni muszę sobie do GPS wgrać nową dziurę na trasie do Chorzowa. Rekord nie pobity cały czas chłodny wmordewind.
(AVS 23,8 km/h, v-max 44,1 km/h dst 22 km, t 0,55 min)

Powrót z uczelni przez Batory, Załęże, Zawodzie. Na Szopkach przy kościele odbijam w prawo w kierunku Mysłowic. Bulewers kierowców stojących w korkach na Bończyka w Mysłowicach gdy ich slalomem mijałem bezcenny. Następnie Modrzejów, Niwka, Dańdówka i 11 Listopada na Zagórze. W drodze z uczelni pierwszy raz zahaczyłem o zieloną terapię i jadąc terenem wzdłuż 79 wpadłem jedną nogą w pokrzywy. Jak narazie nic nie zapowiadało się na to, że rower będę musiał oddelegować na rehabilitację.
AVS 23.6 i poprawa v-max do 51,9 (dane od wyjazdu z domu to tego momentu 51 km)

Cel na dalszy plan dnia dalsze załatwianie noclegów na wakacyjny trip i objazdówka z Limitem ok 15:30.

Plan zrealizowany w 60% - trasa przejechana, załatwianie noclegów zeszło na boczny plan. Co do trasy szykujemy ją na 16 czerwca na Dni Będzina.

Po obiadku drzemka i tel. od Limita, że już jest na dole. Ogarniam się trochę i ruszamy do tajnej siedziby Duchów. Jak to bywa ja z Limitem nie lubię jeździć dwa razy tymi samymi drogami więc wybraliśmy wariant pośredni, (odpadła trasa bezpośrednio na Popiełuszki i w stronę Makro), na krzyżówce wjazd w osiedle, gdzie Doms mieszka i terenem przez krzaki próbujemy się gdzieś sensownie przedostać, w końcu trafiamy na jedną ścieżkę po zachwaszczonej polanie jakoś dajemy radę jechać, a tu nagle mały pojazd szybka redukcja, a u góry znów parszywe pokrzywy. Tym razem dały mi w kość. Gdy się już przedostaliśmy przez te zdradzieckie ziele, docieramy pod miejsce wykopalisk archeologicznych przy zagórskim Kościele i do drogi, gdzie już bezproblemowo docieramy do Hadzisa.
Trochę pogaduch tel. od Kariny, że jest gotowa i ruszamy.

W składzie nadliczbowym, moja skromna osoba, Limit, jeden z moich Aniołków (Karina), Hadzis i Paweł z Ghostów ruszyliśmy po 16 spod dyskobola na objazd trasy celem naniesienia jej na mapę i zrobienia trochę fotek by się ludzie orientowali gdzie będą jechać.



Objazd pod Las Grodziecki minął bezproblemowo, aż tu na zonk, gdy już zbieraliśmy się w drogę powrotną najpierw psikus Karinie poluzowała się kiera, a zaraz mi poszła rama przy sztycy(by to ciul zawody i rajdy na najbliższe dwa tygodnie poszły się j..ć). No cóż zrobić w ten sposób znalazłem się w gronie nieszczęśliwców co z przyczyn technicznych muszą pauzować. Tak rower chodzi więc od Dorotki do W.. kręcąc na stojąco zatankować i z resztą ekipy Ghostów dołączyli się Pinio, Jola, Włodek i Marek - brat Nieckiego, ruszyliśmy na Pogę III wzdłuż Przemszy. Mój Aniołek z przyczyn jej znanych pożegnała się z nami i odbiła na Czeladź. Po drodze zaraz za Targowiskiem w przeciwka kręci Nekor, którego siłą przekonywania zabraliśmy ze sobą. Sprinterska rundka wokoło zbiornika, PitStop na plaży, zimny złoty napój i grupa się rozłącza Ja zawijam na DG i do domu, a reszta chłopaków w drogę powrotną do Będzina.

Gdyby nie ten incydent to dzień zaliczył bym do udanych. Kolejna setka jednego dnia (już siódma) przekroczę 10 to atakuje 200 jednego dnia, a puki co przerwa jak mi rower z sanatorium wróci.
Plan na kolejne dni
Jutro czyszczenie roweru i w Piątek rower na hospitalizację do serwisu niech wymienią trefną ramę. Plus tego, sesja więc się trochę wezmę za naukę. Przymusowy urlop. :( buu

Na biku

Wtorek, 29 maja 2012 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
do siostry bliźniaczki i z powrotem. Tempem bardzo rekreacyjnym, gdyż, ponieważ wtórowałem mamie kroku.

Wieczorową porą...

Piątek, 25 maja 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
... dopiero wybrałem się na Koło. Z racji wolnego dnia zabrałem się za załatwienie spraw, a potem szukanie ofert noclegów na wakacyjny wyjazd z jak na razie z mizernym skutkiem i dzień zleciał.
Już myślę dzień zmarnowany bo na biku nie byłem, ale przypomniało mi się, że tata jeszcze na nockę do roboty jedzie więc się z nim zebrałem potowarzyszyć w drogę na Milowice.

Trasa nocnego tripa przebiegała następująco.
Dom, Popiełuszki, Małe Zagórze, 3 Maja, Żeromskiego, Orla, Roweckiego. Zostawiam tatę pod Timkenem i powrót oczywiście inaczej.
Na początku ścieżką rowerową nad DK 86 od Roweckiego do Piłsudskiego i cały czas tą ulicą w stronę Centrum, dalej Sienkiewicza, 1 Maja, Andersa, 11 Listopada i Mieroszewskich do domu.

Przekładając na dzielnice: Zagórze, Środula, Sielec, Pogoń, Stary Sosnowiec, Śródmieście, Dębowa Góra, Dańdówka, Zagórze.

Jutro wypad z Ghostami do Siewierza, mam nadzieje, że pogoda po naszej stronie.