Uczelnia i jazda po Katowicach

Czwartek, 25 października 2012 · Komentarze(2)
Kategoria praca
Mogłem się wczoraj wybrać na uczelnię to bym się na dzisiejszą mżawkę nie nadział, a tak od rana analiza meteogramów i rozkmina bus czy bike - bike czy bus. Zaawansowane stadium Cykolozy to odpowiedź była jedno znaczna jadę na kole.

Z racji, że w bieżącym semestrze tylko jeden przedmiot mam to czas nie goni i dopiero po 12:00 jak syreny przestały wyć ruszam na Chorzów. Na liczniku wykazuje mi ok. 13 stopni ale mam wrażenie, że jest chłodniej. Droga nawet mija spokojnie na całym odcinku stoję tylko na jednych światłach przed SSC tam też mnie dziwne coś zwane mżawką dopadło i trochę zrosiło zanim się do szkoły doturlałem. Co ciekawe nawet bez spiny i jakiegoś ekstra tempa zmieściłem się dotrzeć w godzinę z paroma minutami. Przed uczelnią jak zwykle braci studenckiej ryję beret jak w taką pogodę można się na kole ruszać ?!

Przed 15:00 zawijam się w drogę powrotną z myślą się gdzieś jeszcze poszwędania. Trasa przez Batory, Załęże skąd za Punktem 44 zmieniam kierunek jazdy na Mikołowską i slalomem między blachosmrodami jadę w kierunku Ochojca. Gdyby chociaż połowa tej hałastry przesiadła się na biki to udrożniło by to centrum, a tak to nasza społeczność rowerowa na tym korzysta i się szybciej przedostaje wkurzając ich przy okazji.
Przy pętli na Brynowie dostrzegam mamę w autobusie i się z tyłu podpinam. Po chwili nudzi mnie takie co chwilowe zwalnianie i ruszanie więc nim dojedzie na Plac Wolności ja korzystam z chwili (dłuższej) i krążę tu i tam. Kościuszki docieram pod wieżę spadochronową tyle razy tam przejeżdżam, a teraz dopiero ją z bliska zobaczyłem dalej już tylko kluczenie po uliczkach i w końcu łapię znów busa przy Sądzie i już za nim pod przystanek gdzie mama wysiada. Towarzyszę jej w drodze na Skargi i kolejny bus do domu, gdy już wsiada ruszam dalej w kierunku Sosnowca przez Zawodzie, Szopki i Morawę. Aby minąć drogę którą dziś już jechałem skręcam na Borki i wylatuję niedaleko giełdy w Mysłowicach hehe kolejny korek tym razem do naszej granicy Zagłębiowskiej. Znów mijanka blacharzy i za chwilę jestem na Center. Dziś jeszcze na korki więc koniec tułaczki kurs na dom i na obiad bo zgłodniało się. Park Sielecki, Plejada, Park na Środuli, chwilę przez bloki i już pod domem umoczony, uchlapany ale co tam. Wrzucam na ruszt ciuch do pralki i już busem do młodego na korki.

Miała być jutro masa w Bytomiu, ale coś czuję że nawet niezależnie od pogody i tak nie dam rady jechać. Life is brutal }:->

Mimo zapału dzisiaj licho

Środa, 24 października 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
dziś robota w terenie i rozwożenie fotelików, żeby dzień nie zmarnowany to bikem do kumpla i spowrotem, jutro więcej bo pora uczelnię odwiedzić

PTTeK i wieczorkiem po tatę

Wtorek, 23 października 2012 · Komentarze(5)
Kategoria rekreacja
Dzień po mimo ala pesymistycznych prognoz jednak w miarę nadający się do jazdy.
Dniówka minęła na nadrabianiu zaległości w klubowej biurokracji, rzecz jasna bikem do i z oddziału.

Potem byczenie się w domu i dopiero chwilę przed 22:00 lecę bikem na Milowice po staruszka co by mu się raźniej wracało, a ja przy okazji dobiję sobie km do statystyki, jeśli się tendencja utrzyma i czas do jazdy to może do 10 tys dociągnę.

Cały czas śledzę pogodę na piątek wybiera się ktoś może na masę jeśli scenariusz pogodowy jednak się zmieni?

Wieczorno - nocna przejażdżka po Zagłębiu

Poniedziałek, 22 października 2012 · Komentarze(8)
Kategoria rekreacja
Generalnie dzień bez większych atrakcji. Do południa jak to u mnie ostatnio dzień przebimbany po obiadku wdrażam osobisty program aktywizacji zawodowej i rowerkiem jadę dowiedzieć się o pracę. W drodze powrotnej zakręcam do dziadka na serwis o małą poradę. Przy okazji dowiaduję się że łańcuch ma już ponad 100% zużycia ale jeszcze daje rade.

Potem przegryść małe co nieco w domu i po 17:00 ruszam ostatnio indywidualnie na rundkę po okolicy. Na początek P3, gdzie na pierwszym okrążeniu od strony Piekła wpadam na Władka od Duchów z Będzina zamieniamy parę słów i każdy w swoją stronę. Kręci się dobrze więc jeszcze jedna pętelka. Potem na Zieloną i na Łagiszę. Nad Będzinem już mglisto i do już po zachodzie. Załączam homologację i kieruję się w kierunku Nerki. Po głowie chodziła mi Czeladź ale w ostateczności pojechałem prosto na center Sosnowca. Na Pogoni pod Akademiki nic się tam nie dzieje cisza jak makiem zasiał, Pana_p też nigdzie nie widać no to dalej na Mireckiego. Za stadionem MOSu nawrót w kierunku Plazy. Mały pitstop przy rondlu, na Centrum w celu uzupełnienia kalorii. Dalej już w kierunku domu przez Park Sielecki i Stok na Środuli i Orion. Mały niedosyt został. Po godzinnym posiedzeniu w domu. Zakładam jeszcze jedną warstwę na siebie i jadę w tym mleku po tatę na Milowice.

Chyba otworzę jeszcze jedną kategorię jazda nocna, bo coś ostatnio więcej czasu na jazdę mam po zmroku.

Na Zakończenie sezonu Chudów

Niedziela, 21 października 2012 · Komentarze(3)
Kategoria wycieczki
Po owocnym sezonie w różnego rodzaju rajdy, wypady, wycieczki, ustawki itp. itd. przyszedł czas na wycieczkę zamykającą klubowy rowerowy kalendarz w tym roku.
Z oficjalnych wycieczek to już wszystkie ALE to jeszcze nie koniec kręcenia w planie jeszcze zależne od pogody 2 większe ustawki na 40 masę do Bytomia oraz w Listopadzie jakiś wypad na 11-go. Tyle słowem wstępu.

Dzisiejszy dzień przyniósł elegancką pogodę od 3 lat w Chudowie nie było tak słonecznie na zakończenie. Pobudka po 6:00 na dworze ciemno i do tego gęsta mgła. Wyjątkowo z domu wybywam bez opóźnienia i jadę w tej kaszy na Dęblińską widoczność ok 6 metrów. Na miejscu już są pierwsi bikerzy. Wpadam do Oddziału po parę pierdół kamizelek, mapek i opasek abyśmy byli widoczni bynajmniej zanim ta mgła się nie podniesie. Zbiorowe foto i ruszamy na Muchowiec zgarnąć Ryśka.



W Katowicach już zdecydowanie widać więcej. Gdy już mamy Ryśka na pokładzie ruszamy dalej. Mała przerwa w Stonce na zakupy. Z pomocą Ryśka i Limita zmierzając przez Ligotę, Panewniki, Starą Kuźnię, Paniowy docieramy do mety wojewódzkiego zakończenia pod ruiny zamku w Chudowie. Jesteśmy trochę przed czasem. Ogarniam program zgłaszając grupę ogólnie czas mamy tu do 14:00. Jedna grupa pod przewodnictwem Limita ruszyła na penetrację okolicznych szuwarów, a większość została na miejscu i brała czynny udział w konkursach: rowerowy tor przeszkód, strzelanie z kuszy oraz lotkami w tarczę, a także w konkursie krajoznawczym tym razem większość pytań związana ze znajomościom powiatu gliwickiego.
Chętni mogli upiec to co mieli przy ognisku nawet zdarzyły się pieczone banany:D
oraz zwiedzić zamek.



Gdy już cała ekipa się zebrała ładujemy zdjęcie przy zamku i ruszamy w drogę powrotną.



W drodze powrotnej dałem Ryśkowi wolną rękę w prowadzeniu grupy jakoś odzwyczaiłem się od planowania drogi powrotnej przez co można poznać nowe egzotyczne trasy alternatywne. W ramach miejsc postojowych docieramy na jabłecznik do przyparafialnego ogrodu botanicznego w Bujakowie i wieży widokowej w ogrodzie botanicznym w Mikołowie - Mokre. Różnymi dziwnymi ścieżkami, "skrótami" szlakami pokonujemy Mikołów i docieramy do Katowic. Ścieżką wzdłuż Jankego i czarnym szlakiem docieramy na Janinę. Wieczór już bliski więc nie robimy postoju na izobronki, żegnamy się z Ryśkiem i jedziemy na Mysłowice odstawić Pawła. Dalej już obok Reala i Giełdy wracamy już na ziemie zagłębiowskie. Na Ostrogórskiej przy jednej z tablic Szlaku dawnego pogranicza dziękuję pozostałym za wypad i się rozjeżdżamy w swoich kierunkach większość jeszcze ciągnie ze mną na Zagórze i tam się żegnamy.

Do 3 cyfrowego dystansu brakuje mi raptem 2 km więc jeszcze jadę z Dominem do granic miasta pod Expo. Setka wybiła toteż się nawracam pod dom.

Dzień jak najbardziej udany. Jeszcze raz dzięki wszystkim za wspólnie rowerowo spędzony czas.

Serwisowa sobota i kolejny 1000 ukręcony

Sobota, 20 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Po wczorajszej integracione na Akademikach dziś nie byłem do życia, tym bardziej do dalszej jazdy. Na rano ustawiłem się z Panem_P, że go zaprowadzę do serwisu gdzie od ręki naprawi rower. Problemy ze wstaniem ogromne w efekcie na serwis do dziadka docieramy z godzinnym spóźnieniem. Dobrze, że blisko mnie i nie trzeba było za daleko jechać. Po reanimacji koła u Marcina chwilę gadamy i każdy w swoją stronę. Dalej nadrabiam braki snu ale siedzenie w domu przy tej pogodzie mi nie służyło za specjalnie i większość dnia spędziłem na serwisowaniu czyszczeniu i regulacji domowych rowerów. Gdy już się z tym uporałem napierdalanie głowy ustało wszamam małe co nie co żołądek zaczyna przyjmować większą porcję jadła i po 17:00 ruszam indywidualnie w trasę. Tempo nie za mocne nogi nie chciały zapodawać.
Na początek na Pekin, skąd obok placu Papieskiego odbijam na działki i jadę na Kazimierz. Łańcuch już czuję że jest na wykończeniu na środkowych blatach zaczyna przeskakiwać ale chyba jeszcze da radę bo nic nie przepuszcza jak mocniej depnę. Po parku trochę się kręcę bo błotnistych rozkopanych alejkach i oglądam już w połowie wykończony skatepark.
Z parku na DG, a jak DG to oczywiście rundka wokół P3 skąd dalej na Zieloną i centrum Dąbrowy. Wbijam w kolejny park, ciemno już to i tu pustki. Mały głód się odzywa to spod Nemo kieruję się na Zagórze do siebie.
Jutro formalne zakończenie sezonu turystyki rowerowej Chudów.
Plany na dalszy czas to dobić do 10 sezonowej czy się uda nie wiem i tak już roczny rekord poprawiony o 1,5 tys.

zakupowo, zebraniowo, imprezowo zwariowany dzień

Piątek, 19 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Kolejny ciepły dzień nam jesień uszykowała, ale niestety wakacje się kończyły i już nie da rady w tygodniu się gdzieś wypuścić dalej.

Dopołudnie zlatuje na różnych pierdołach, potem bikiem do Reala zahaczyć o serwis tel. który okazuje się przenieśli koło mnie, do tego małe zakupy i wracam z zaopatrzeniem do domu. Czas już napięty i jadę do PTTK uszykować dokumentację na zebranie klubowe. Po drodze zakręcam pod Fraglesa. Na zebraniu frekwencja kameralna także po godzinie zwijamy się z Oddziału i jedziemy do Walka z wizytacją jak mu robota idzie po rozbiórce altany. Noc nastała znaczy się już po zmroku i wracamy z tatą i Panem_P na Zagórze. Zmieniam odzienie na długie rękawy i odwiedzamy Justynę stęskniła się za moją zrytą personą. Po pogawędce pod Sklepem w dwójkę grupa M&M czyli Marcin x 2 ruszamy na piątkowy podbój Akademików na Pogoń. Impreza ciągnie się do Soboty. Dobrze, że rowery mieliśmy ze sobą bo by się człowiek do domu nie dostał. Dzień pozytywnie zakończony spędzony w doborowym towarzystwie braci studenckiej.

Konferencja rowerowa i rozpierducha team

Czwartek, 18 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś kolejny dzień nie długiego kręcenia ale jak bogaty w inne wydarzenia. Rano pobudka w pośpiechu budzika człowiek nie słyszał i trzeba było się ekspresowo z wyrka zebrać. Szybkie śniadanie i lecę na konferencję rowerową do Dąbrowskiego Magistratu docieram na styk ale miejscówki pozajmowane i przyszło pierwszą część przestać. Wśród przybyłych prelegentów m.in. Czesław Lang, Marcin Hyła - prezes stowarzyszenia "Miasta dla rowerów" oraz Oficer rowerowy z Wrocławia Daniel Chojnacki.
W czasie przerwy czas na małe co nieco i powrót na dalszy panel dyskusyjny. Tak zleciało aż do 15:00. Na miejscu po konferencji spotykam Romka w sumie to on mnie dojrzał, chwilę gadamy, po czym zawijam się do domu. W między czasie werbuję Limita i zgadujemy się u mnie pod blokiem. Wszamam obiad na szybko pakuję ciuchy robocze i lecimy na działkę do Waldka. Na miejscu nas czterech i jedna stara altana do demontażu. Młoty, brechy i kilof okładana z różnych stron od góry, od środka i boków po 2 godz. ulega i po altanie pozostała sterta desek i papy. Co my się wyżyliśmy to nasze, a do tego kupa śmiechu.
Rozpierducha team szła jak burza ino korniki wyskakiwały. Działkowcy jakoś nie chcieli skorzystać z naszych usług chodź bacznie obserwowali nasze zmagania.
Po akcji zrównania altany z ziemią sprzątamy narzędzia żegnamy się z Waldim i jedziemy jeszcze do DK na małe zakupy po czym już każdy w swoją stronę Limit na Będzin, a ja koło Makro i ląduję pod domem.

Korki i nocna pętelka po mieście

Środa, 17 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dzień pod znakiem apple, zamiast korzystać ze słonecznej pogody i nabijać kolejne kilometry dzień uciekł na pomaganiu przy przetworach z jabłek na zimę. Kompoty, dżemy i inne wariactwa.
Popołudniem do młodego na korki, dziś zeszło trochę dłużej bo jutro klasówka i więcej materiału musieliśmy ogarnąć, także wybywam o 21:00 kierując się okrężną drogą do domu. Po drodze wpadam na ojca jadącego do pracy na noc wiec w tył zwrot i jadę z nim pod robotę. Tam nawrót i zapętlając drogę powrotną przez Center wracam na chatę.
Jutro konferencja i rozbiórka na działce więc chyba znów nie będzie szału z dystansem za to sobie w weekend nadrobię.

Wtorkowa plucha

Wtorek, 16 października 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Kolejny z tych "długich" dziennych dystansów, myślałem, że uda się chociaż te dwie dyszki ukręcić a tu psikus. Do południa puki jeszcze aura była życzliwa wskakuję na bika z myślą, że dziś w ramach chwili wolnego od innych zajęć coś nakręcę i jadę na Pogorię. W DG łapie mnie rzęsisty deszcz i zamiast na dąbrowską kałużę numer 3 ląduję w CH Pogoria, przeczekując to co mnie dopadło. Przy okazji robię małe zakupy. Niestety deszcz ani myślę przestać i przyszło mi w tym wariactwie do domu kołować dobrze, że raptem tylko 3 km, ale i tak na sucho się nie udało.