W sumie mogę stwierdzić, że dla mnie najlepszy dzień do kręcenia z całego tygodnia. Analizując trasy zlotowe dziś za cel wypraliśmy trasę przeznaczoną na piątek czyli Pętla Gierłoż - Kętrzyn - Święta Lipka - Ryn.
Na dworze chłodnawo ale nie pada. Wariant ubraniowy długi. Co prawda początkowo zakładaliśmy dociągnąć Janusza pod Świętą Lipkę, skąd miał odbić na Lidzbark Warmiński. Ale wyszło jak zawsze nie chcieliśmy wstrzymywać bo trochę km go czekało i ruszył przed nami. Nie mając szans na dogonienie zakręcamy do Gierłoży po pieczątki z Szańca i za namową wczorajszych gości zawitaliśmy do Mazurolandi. Tam też przeczekujemy deszcz i podążamy dalej. Kętrzyn już odwiedziliśmy autem więc przelotowo w kierunku na Świętą Lipkę. Focenie i zwiedzanie z chwilą kontemplacji w Sanktuarium. Dalej jak już zakłada wariant trasy Zlotowej "objazdem" przez Palestynę jedziemy do Rynu. Na kocich łbach do Palestyny oraz pagórkowatym tempie pokojowa grupka z domku nr 31 się porozdzielała i każdy z mapką w ręce zmierzał do bazy noclegowej. Do Rynu docieram wspólnie z Limitem, tam też doganiamy na Zamku focącego Marcina G 2. Lekko wymęczeni i wytrzepani drogą do Palestyny w trójkę decydujemy się jednak wracać już krajową 59 do Wilkas bez zbaczania na szlak.
Na zakończenie dnia dziś dla odmiany grillowanie u Teresy. Zapada zmrok. Wracamy na domki w celu przebierunku i kierunek Tawerna. Muzyka na żywo to lubię. Integracjone znów do późnych godzin nocnych.
Kolejny dzień urlopowego szaleństwa na Mazurach. Niby słonecznie ale wietrznie. Dziś na raty zmierzamy za namową Teresy zwiedzić Mikołajki. Późnawo się wstało z wiadomych względów, a co nikt nas nie rozlicza z kilometrów. Wreszcie ruszamy na raty w ustalonym kierunku. Od momentu wyjazdu z obszarów leśnych na otwartą przestrzeń jazda szła opornie. Trzeba było nieźle się urobić przy bocznym wietrze. Przy fontannie łączymy się z ekipą która przed nami dotarła i regenerujemy siły. Zwiedzając marinę, starówkę i futrujemy obiadek posilając się rybką. Powrót nieco terenem i lasem. Zachciało się co poniektórym terenu taki też przybrałem azymut. Po drodze podziwiamy widoczki z ambon widokowych na jezioro Łuknajno i Śniardwy. Od Jagodnego powrót na asfaltową nawierzchnię i zwrot na Wilkasy. Wieczorkiem gill z nowo poznanymi Beatą i Pawłem. Dziś zmęczenie mnie wcześniej dopada i za przykładem Marcina idę przykleić się do poduszki.
ICM-owskie prognozy się sprawdziły załamanie pogody wietrznie i deszczowo. Niektórzy zlotowicze gdzieś lokalnie się kręcili, a większego forum wedle programu do wyboru trasa rowerowa przez Puszczę Borecką, rejs statkiem po mazurskich wodach lub wycieczka autokarowa w rejony Węgorzewa, Gierłoży i Świętej Lipki.
My korzystając, że mamy jednak blachosmordy ze sobą by nie zmoczyć się za bardzo ruszyliśmy na zwiedzanie samochodami. Na początek za cel przybraliśmy główną Kwaterę guru III Rzeszy Adolfa w Gierłoży. Tutaj się znów sprawdza fakt, że czasem najgorszy teren dzięki dobremu przewodnikowi staje się ciekawy i godny uwagi. Z Gierłoży do Kętrzyna. Kolejne punkty Zamek Krzyżacki i Bazylika św. Jerzego z Marcinem zdobywamy wieżę pseudowidokową za którą jeszcze chcą zapłaty. Ah polska mentalność nic zachęty ino sępią kasę. Ale niewarta polecenia małe okienka przez które rozciera się skąpy widok na panoramę starego miasta.
Pora się zbliża pozwiedzali, obiadowy futrunek i lecimy do ostatniego punktu w naszym programie Twierdzy Boyen w Giżycku. Według mnie najciekawszy obiekt i najwięcej wiadomości z poznania jej wyniosłem.
Wieczór już pogodny. Robimy sobie małe rozgrywki ping-pongowe. Potem dalsza integracja Karaoke i szantowe tany w Tawernie do późnych godzin nocnych.
Dzień roboczy zlotu czyli czas na pierwszą krajoznawczą trasę zlotową.
Po wieczornych analizach trasy po 9:00 ruszamy na wyznaczoną trasę zlotową Giżycko - Szynort - Pozedrze - Giżycko.
Wyrównanie ciśnienia w kołach na stacji i w drogę. Już na pierwszych kilometrach mijamy mniejsze podgrupki inni nas i tak do Szynortu po drodze focenie, pieczątki i dalej. Czas w punkcie zwrotnym dość dobry więc zbaczamy z trasy i realizujemy wariant B - czyli dodatkowo objazd jeziora Mamry. Po drodze zaliczamy Kwaterę Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych III Rzeszy w Mamerkach. Kolejny punkt zwrotny Węgorzewo z futrunkiem obiadowym i wracamy na Szlak pierwotny w Pozedrzu. Tu też penetrujemy kolejne schrony nazistowskiej elity tym razem Kwaterę Heinricha Himmlera zwaną Czarnym Szańcem. Z Pozderza na Giżycko po zapasy żywnościowe i powrót do Wilkas na kwaterunek.
Dziś zupełnie inna aura wczoraj Mazury przywiały nas deszczykiem, a dziś słonecznie. Wedle rozpiski uroczyste rozpoczęcie zlotu przewidziane na 11:00.
Po nocnych wojażach udaje się sensowne wstać i odziani w klubowe kamizelki pod Amfiteatr w Wilkasach na uroczyste otwarcie już 62 Centralnego Zlotu Turystów Kolarzy. Kolarze i Kolarki jak to włodarze sklasyfikowali powoli zjawiają się i skarpa z widokiem na Jezioro Niegocin powoli się wypełnia Kolarzami z innych polskich miast i również z zagranicy. Według oficjalnych danych ponad 600 uczestników. Po przemówieniach oficieli i organizatorów ruszamy całą tą chmarą do Giżycka. Na początek pod Krzyż Brunona na zbiorowe foto pamiątkowe.
Po uwiecznieniu się ruszamy już sami klubowi zlotowcy w składzie Marcinów Gozdków dwóch, Limit, Waldi, Darq, Ela, Janusz i Stasiek na objazd Niegocina. W Rogowie zatrzymujemy się na pierwszy mazurski obiadowy futrunek. Tanio, dobre i do syta. To lubię. Degustacja zakończona kręcimy dalej na Giżycko. Dziś mniej zwiedzania. W sumie przejazd taki na rozkręcenie. W Giżycku zakup Grilla ochrzczonego na klubowy. Wieczorem odprawa i omówienie pierwszej trasy zlotowej, a potem czas na wypróbowanie grilla.
Dopinanie wszystkiego na ostatni guzik i pakowanie się na ostatnią chwilę sprawia, że w kimę idę dość późnawo, a o 6 zaplanowałem zbiórkę na wyjazd. Pobudka w godzinie W. no ładnie ogarniam się na biegu i ruszam na Stary Sosnowiec na zbiórkę. No cóż Prezes tym razem ostatni i jeszcze spóźniony. Już w komplecie na 3 auta zmierzamy w kierunku Giżycka. Za oknem nie za specjalna pogoda do jazdy, ale udaje się bezpiecznie dotrzeć. Z Waldkiem docieramy pierwsi i załatwiamy wszystkie formalności związane z zameldowaniem się w domkach. Gdy już docieramy wszyscy rozlokowujemy się i jak przestaje padać idziemy zarejestrować się u organizatorów zlotu. Potem już kto co woli Szanty, dyskoteka i impreza do rana.
Z racji, że w Merdzie ponadprogramowe serwisowanie dziś do roboty na Krosiku. By wrzucić jakiś sensowny dystans podpinam do niego bezprzewodowy licznik. Po obserwacji wskazań dochodzę do wniosku, że licznik w ciula gra i nawet stojąc potrafi doliczać kilometry.
Biorąc rachunek błędu pomiary z licznika na dzień dzisiejszy: DST 23 km w tym teren 3 km i czas 2:20, nie dodaję do ogółu km na BS
Ostatnia dniówka przed urlopem mija dość szybko, niestety oczekiwany przez co niektórych deszcz wyskoczył. Spędzam ekstra 2 godz dodatkowe na firmie czekając jak przestanie lać. Wreszcie trochę spokojniej. Turlam się do Oddziału po dokumenty zlotowe. Już mam się zbierać, a tu kolejne obfite opady - zaś obsuwa w czasie. Gdy już się unormowało do Plazy na małe zakupy i kręcę do domu się wreszcie spakować. Ale za nim to dzwonię do Pana Robka co z moim pojazdem. Całe szczęście wsio na czas zrobione. Łącznie w rowerku nowe pedały, tylna piasta obręcz, kaseta i łańcuch. Lecę odebrać teraz to się będzie gnało. Potem już sortowanie co i ile czego wziąć. Wszystko się przyda, ale i zarazem połowa tego jest zbędna. W większości udaje się wyrobić przed północą. W kimę i jutro o 6:00 kierunek Giżycko.
Od wtorku na delegacji, a dziś dzień wolny to nadrabiam domowe zaległości i ruszam do dziadka doprowadzić bika do stanu używalności. W czasie mojej nie obecności zlecam tacie zadanie doprowadzenia roweru do pana Robka w celu usprawnienia i przygotowania bika na mazurskie urlopowanie. Łańcuch i kaseta wymieniona - już 3 zestaw od nowości przy tym rowerze. Do tego przesmarowanie newralgicznych miejsc. W sumie zrobione to o co prosiłem, ale po dzisiejszej jeździe testowej po osiedlu nie pasuje mi jeszcze praca tylnego koła. Jadę na garaż dowiedzieć się cóż to może być. Koło w aparaturę jest centra, mało tego koło jest lekko jajowate, mało tego dostrzegam, że obręcz jest pęknięta przy jednej ze szprych. No cóż nie obędzie się bez wymiany na nową. Do tego jeszcze piasta również do wymiany. Dziś nie pokręcone no cóż w sobotę wyjazd więc trzeba doprowadzić sprzęt do ładu i składu. Jutro do roboty na Krosie dla odmiany, a pan Robert w między czasie jutro doprowadzi tylne koło do stanu używalności. Jak mu nową obręcz dostarczę. Od przyszłego sezonu próba jazdy na dwóch łańcuchach i przekonanie się na własnej skórze czy wydłuży to żywotność kasety. Bo tak średnio co 5000 km przychodzi pora na wymianę.
Dziś też bez większego kręcenia. Przy poniedziałku o dziwo udaje mi się wcześniej zebrać i wybywam o 7:20 standardową trasą na Morawę. Pomimo przeskakującego przy szarpnięciu napędu udaje się utrzymać przyzwoitą prędkość. Przy dobrej czasówce unikając świateł przy ślimaku odbijam na Park przy basenie i dalej terenem wylatując na Kilińskiego. Jednak nie było mi dane nie spóźnić się przy poniedziałku do roboty. Przecinając pod spodem estakadę niewiadomym sposobem zmuszony zostałem do hamowania. Coś syczy (niedobrze, a tyle co na wieczór dobijałem powietrza). K--a zaś pana co za fatum. W przednie koło wrypał się odłamek szkła i parszywie poczynił szkody w postaci przedziurawionej dętki. Szybki serwis wymiany i lecę dalej. Jeszcze parę minut mam by wjechać na styk. Ale nie ja. Czerwone światło i zaklinowany łańcuch sprawiają, że docieram lekko spóźniony.
Po pracy objazdem po nowy łańcuch i linki rezerwy na wyjazd do Plastrów i do Banku. Jutro dzień przerwy rower na serwis, a Ja zwów gdzieś w Polskę.
Ten pierwszy w sierpniu weekend nie wypadł rewelacyjnie jeśli chodzi o dystans. Znów nie za dużo, ale zawsze coś.
Dziś znów większość dnia w domku przesiedziana, rano niedzielne obrzędy kościelne, potem zabawa z rachunkami i dopiero po tym całym bałaganie wybywam ok. 18:00 do Decathlona ogarnąć czy są jakieś fajne promocje, powrót pod domek i ruszam z rodzinką na przejażdżkę po okolicy.
Na początek kierunek Park na Kazimierzu, po drodze pogawędka z Panem_P. Rundka po parku w poszukiwaniu kangura. Skubaniec nie lubi komarów i zamknął się w swojej kwaterze. Za to Szopy wariowały za trzech. Z parku kierunek Dg i P3. Pod molo mamuśka z siostrą kręcą pauzę, a ja z fatrem dwa kółeczka wokół zbiornika. Ciemnawo się zrobiło to zawijamy z powrotem na Zagórze.
W głowie po dniu dzisiejszym nasuwa się apel do niedzielnych rowerzystów i innych uprawiaczy wszelakiej aktywności na dąbrowskich akwenach.
DNI SĄ CORAZ KRÓTSZE, A CHĘTNYCH DO RÓŻNEJ AKTYWNOŚCI SPORO SZCZEGÓLNIE PO ZMROKU. CO PRAWDA NIE MA OBOWIĄZKU JAZDY NA TERENACH POZA ULICĄ ZE ŚWIATŁAMI, ALE MOGLIBYŚCIE ZAINWESTOWAĆ GROSZE NA NAJTAŃSZE OŚWIETLENIE I KAWAŁEK ODBLASKU, ABYŚMY BARDZIEJ KOMFORTOWO I BEZPIECZNIE MOGLI SIĘ MIJAĆ I CZERPAĆ RADOŚĆ Z UPRAWIANIA SPORTU. ROZUMIĘ BIEGACZY NIE KOMFORTOWO SIĘ BIEGA Z LATARKĄ NA GŁOWIE ALE CHOCIAŻ MAŁY ODBLASK NA NOGĘ I JUŻ JADĄCY ZE ŚWIATŁAMI WAS DOJRZY.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym