Planowania szlaku cd.

Środa, 7 maja 2014 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Mało ambitny dzień do jazdy. Dziś zestaw na krótko. Te zwariowane skoki temperatury i mnie dają się we znaki bo jakiś się taki zmęczony czuję.

Na godz. 10:30 ruszam przez Szymanowskiego do punktu spotkania z chłopakami z Urzędu. Od PKM-u dopadam 220 i ciągnę się za nim aż do końca Wiejskiej gdzie już na mnie czekali. Chwilę rozmawiamy i dociąga ostatni z drużyny szlakowej.
Ruszamy do TTC propozycją dróg którą ostatnio samotnie przeanalizowałem. Aprobata uzyskana docieramy do stadionu AKS skąd niemalże identycznie jak przyjechaliśmy wracamy już zdecydowanie wolniej z przerwami na zaznaczanie, gdzie powstaną oznaczenia.

Dziś poszło dość sprawnie ale każdy miał inne plany na popołudnie i na dzisiaj kończymy rozważania.
Ssanie mi się włącza i nie kombinuję objazdu tylko do domku na popas. W drodze na Zagórze powrót z Arturem z którym się żegnam pod PKM, gdzie czekam na Limita. Przekazuję mu info odnośnie ustawki którą na niedzielę planuje klubowy Krzysiek i kręcimy wspólnie pod moją kwaterę.

Żegnamy się ja na popas obiadowy, a Limit przed siebie na DG.

Miało być fajnie, a wyszło lokalnie

Wtorek, 6 maja 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Pogoda super do jazdy jak już się w wyrka wygrzebałem Celcjusz w granicach + 15. Chodziła mi po głowie samotna pętla na Zawiercie, Porębę Siewierz i powrót, ale jakoś plany trzeba było zmienić. Generalnie dzień spędzony na telefonie i porządkach.

Wieczorem się wreszcie obrabiam telefon do Patyka czy idzie coś pokręcić po okolicy. A z jazdy na rowerze wyszedł trip na Kazimierz do Parku skąd razem udaliśmy się na grilla do wspólnych znajomych. Ciemność nastała temperatura znacznie w dół towarzystwo zmotoryzowane, a my powrót na bikach. Kilometraż mały to ruszam w ciemnościach przy świetle rowerowych lamp na kazimierską zimnicę odprowadzić Marcina, chwilę gadamy jeszcze na działce i rozjazd każdy w swoją stronę.

Jutro kolejny objazd trasy szlaku czarnego morza. 

Rekonesans po mieście - Kazimierz Górniczy sosnowiecki biegun zimna.

Poniedziałek, 5 maja 2014 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Nie ma to jak po długim weekendzie mieć jeszcze parę dni wolnego. Pomimo tego pobudka dość wczas bo o 6:30 poranny prysznic i ruszam w sklepy kupić cosik do lodówki i pieczywo bo pustki nastały. W domku u rodziców młody szykuje się na maturę, a ja zasiadam na PC-ta i nadrabiam zaległości bs-owe. Zlatuje tak do 12:00. Potem obiadek, mapa miasta w kieszeń bo się może przydać, na Meridiana i w drogę.

Na początek rundka do CIM-u, odebrać nagrodę w postaci plecaka przy okazji foto 3 Szwedów na Centrum (aluzja do maturalnego Potopu) :D. Potem już bocznymi drogami na ulicę Traugutta, a dokładnie jej koniec przy krzyżówce z Okulickiego realizować plan dzisiejszego dnia czyli przejazd wszystkimi możliwymi niekoniecznie od razu przejezdnymi wariantami z których wybiorę odpowiednią wersję, którą poprowadzimy szlak.

Generalnie próba była przebić się od ul. Inwestycyjnej koło nowo powstałego Centrum Logistycznego Raben do Boru i dalej do Białej Przemszy. Oprócz tego, że przebijałem się przez teren CTL Maczki-Bór po tak podejrzewam dawnej bocznicy po strasznie kamienistym podłożu to jakoś dało się przejechać. Teren prywatny więc odpada i zostaje stara wersja. Z Boru przebijam się do wałów Białej Przemszy skąd już pod Stadion AKS Niwka. Rozpoczynam przeliczanie ile wyjdzie mi km. Trzymając się zachodniego brzegu Bobrka ciągiem ulic Tuwima, Szybowej, Kopalnianej, Bronowej, Okulickiego wracam do punktu wyjścia. Dalej wzdłuż torów do Juliusza przelot przez Wileńską i dalej na Wiejską, Reja, Fredy do Czarnego Morza, gdzie szlak będzie się  łączył z niebieskim już istniejącym. Wyszło mi 10 km z czego 3 to teren.

Cel dnia wykonany pora na chillout, tel do Patyka i zgadujemy się w Parku Leśna. Przyjechał cienkim więc skończyło się tylko na pogaduchach.
 
Słońce zaszło za Laskiem Zagórskim, a na Kazimierzu w tym dołku tak się zimno zrobiło, że chciał nie chciał pogaduchy trzeba było zakończyć i się ruszyć. Już mam wracać na kwaterę ale otrzymuję zlecenie zakupu pieczywa. Nie ryzykując, że na Zagórzu pozamykane może być ruszam pod Ostrowy do tutejszej piekarni i już dyla z powrotem na Zagórze przez lasek Zagórski. No u mnie jakby 6 stopni więcej. Rower do schowka dostarczam przesyłkę wpis na BS-a i spać.

Eksploracyjnie po okolicy

Niedziela, 4 maja 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Ostatni dzionek majówkowego weekendu. Odsypiam wczorajszy trip do 10:30. Jakoś udało mi się uskrobać wczoraj wpis przez co lulu dopiero po północy. Rano szybki prysznic i na południe do Kościoła.

W drodze powrotnej telefon do Limita czy coś kręci po południu bo żal słonecznego dnia tracić, ale jakoś chętny do dzisiejszej jazdy nie był. Obiad wciągnięty i o 17:00 jakoś dopiero się zbieram na Meridiana i w drogę. Zimny wiatr od północy więc na rozgrzewkę kierunek Niwka. Od razy za króliczkiem podjazd pod Mec i wzajemne wyprzedzanie do Oriona. Na zjeździe pierwszy V-max +50 zaliczony. Dalej już samotnie jak droga prosta, a zarazem pofałdowana podążam na TTC. Na zjeździe do Dańdówki drugi v-ek ukręcony.52 km/h.

Na trójkącie rozważałem pokombinowanie jak jeszcze można by pociągnąć nitkę szlaku nad którym obecnie pracuję. Ale weny nie było i podkusiłem się na skan szlaku dawnego pogranicza, by ocenić co się pozmieniało, gdzie poprawić tabliczki, gdzie ubyło, a gdzie by jeszcze można doprawić kolejne.

Po dotarciu na Milowic wnioskuję, że nie jest źle.  Trochę poprawek nanieść do oznaczenia i będzie git. Nie wspomnę o porypanym narodzie polskim, którzy wypierniczają wszystko i wszędzie gdzie popadnie, a miastu też się dziwie, że nie umieją wpłynąć na firmy, które zostawiają burdel po sobie i od x lat nie umieją gruzu posprzątać. Jakby były solidne kary za takie tereny to może by się zmieniło (np. teren pofabryczny na Naftowej).

Z przyjemniejszych rzeczy spotkałem sporo osób szczególnie rodzin z małymi dziećmi, dla których odcinki szlaku są bezpieczne bez ruchu samochodów. Szczególnie odcinki Modrzejów- Mikołajczyka, Mikołajczyka - Ostrogórska oraz Park Tysiąclecia.

Przy hali w Milowicach odbijam na Czeladź, kontynuując trasę wzdłuż Brynicy. Przy strusiach telefon ponownie do Limita, ale ta sama odpowiedź regeneruje siły i pasuje dzisiejszą jazdę. Od strusi rozważałem trasę na Rozkówkę i Dorotkę, ale jakoś mi się odwidziało i znów wzdłuż podążam w pobliżu granicznej rzeki. By nie wtaczać się na Wojkowice, przebijam się przez mostek i dalej trasa przy Brynicy od strony Przełajki.Znów za mostem granicznym przy wjeździe do Wojkowic, skręt w lewo i terenem wzdłuż wałów przebijam się pod Aldi-ka.  Cały czas zimny wmordewind ale się nie daję i do przodu. Następnie Klinkierek i docieram do zbiornika w Rogoźniku. Chwila przerwy na plaży i regeneracja sił.  Odpoczniwszy odpuszczam wjazd na Górę Siewierską i asfaltem przez Strzyżowice zjazd do Psar, poprawiając po raz trzeci V-maxa.  Głodny się robię, chłód daje się we znaki docieram do wsiowego Lewiatana koło Limita, ale się spóźniam 10 minut i już zamknięte. Nic kręcę dalej. Jedyny plus, że już nie wieje na twarz i odczucie jazdy deko lepsze. Prawo lewo, wszystko już zawarte i tak docieram do Marianek nad P4. Już bez kombinowania na P3 skrótem przez tory. Nawrót na Zieloną i za króliczkiem ostatnim zapasem sił do Zagórza.

Jutro ostatni dzionek urlopu majówkowego więc trzeba jeszcze trochę pokręcić kilometrażu.

Ustawka na spontana - zamiast masówki jedź rowerem na majówkę.

Sobota, 3 maja 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja, wycieczki
Chyba pierwsza setka w tym roku oraz jak na razie max dystans tegoroczny. Generalnie z aurą na dzisiaj na dwoje babka wróżyła. Wracając wczoraj ze wsi dowiaduję się od Limita o całodniowej ustawce i tak po nitce do kłębka dowiaduję się szczegółów oraz wpadała propagandowa nazwa ustawki. Podzwoniwszy po znajomkach, kto czasowy i jaki mamy niecny plan powiadamiam telefonicznie.

By nie dać plamy, że znów spóźniony tym bardziej że miejsce zbiórki koło mnie profilaktycznie budzik na 7:00 rano. Spoglądam za okno, hmm asfalt mokry i pada mżawka. Dzwonię do Limita, co i jak czy się ruszamy - w odpowiedzi, że nie pada u niego i że za niedługo się zbiera na miejsce zbiorcze.

Nie mogę być gorszy, na śniadanko solidna porcja jajecznicy. Posilony spacerkiem do rodziców po Meridiana. Na dworze już sucho ale słupek Celcjusza opornie w granicach 10 stopni. Zestaw na deszcz i ruszam pod halę Expo Silesia. Wiatr z północy paskudnie się jechało. Od DG nadciąga Limit, a ja zaraz za nim pod bramę wjazdową, a tu normalnie szał ciał z zacnej ekipy na miejscu czeka na nas jedynie Jadzia. Śmichy chichy czekając na potencjalnych ewentualnych spóźnialskich. Kwadrans mija i nikt się nie zjawia oprócz przejeżdżającej grupki cyklistów, którzy nas mijają i podążali do Bielska. Nam nie po drodze. 

Pora ruszać - tylko gdzie, główniej prowodyrki brak, mapa w ruch i postanowione. Skład bojowy:  Limit, Jadzia i Ja. Na początek Sławków rynek. Kierując się przez Strzemieszyce Wielkie i inksze bezdroża (np. dolinę starej kolei :p) oraz niebieski szlak pieszy docieramy do pierwszego punktu programu.

Tu na rynku uroczystości 3 Majowe. Chwila obserwacji kilka fociszów i ruszamy dalej. Znów na kreskę czyli czasem asfalt czasem nie, czasem szlakiem czasem innym objazdem. Po drodze focie przy pozostałości zamku w Sławkowie oraz jednym z bardziej zadbanych Kirkutów i przebijamy się do Krzykawki. Punkt kolejny zabytkowy dworek w Krzykawce. Niestety zamknięte. Chętnie bym ten obiekt ponownie zwiedził. Fotodokumentacja porobiona zza ogrodzenia. Kącik, a właściwie trójkącik wzajemnego adorowania kręci dalej. Podążając zakosami Białej Przemszy - przez Dolinkę Miłości przebijamy się pod Młyn Freja.

Czyli pierwsze obiekty zrealizowane. Znów mapka w dłonie i konsultacje jak to ciekawie zapętlić. Przychodzę z poradą i obejmuję prowadzenie. Od Młyna do sklepu uzupełnić zapasy elektrolitów, a potem cała naprzód zakosami do eurocampingu w Błędowie. Dalej czerwonym szlakiem  dość piaszczystym do Chechła na punkt widokowy Dąbrówka. Przerwa na drugie śniadanie i przybieramy kurs na Klucze, by uniknąć zimnego wiatru przebijamy się lasem podążając za niebieskim szlakiem rowerowym. Tuż pod Kluczami w lasku odkrywamy miejsce - cmentarz wojenny z I Wojny Światowej. Widać świeża sprawa bo na mapach tego obiektu nie ma jak i same otoczenie gdyby nie tablica informacyjna nie informuje o tym. (Trzy drewniane Krzyże w tym jeden prawosławny i drewniane ogrodzenie w około).

W Kluczach wdrapujemy się na Czubatkę, oj się zmieniło trochę od tego ja byłem. Pora ssania zjeżdżamy do Restauracji Opoka na obiadek, ale zanim to na szczycie Czubatki serwis i wymiana kapcia u Limita. Posileni ruszamy do Jaroszowca skąd za zielonym szlakiem prowadzę przez rezerwat Pazurek do Rabsztyna na Zamek. Dzień powoli chyli się ku końcowi. Pora kręcić kilometry dalej. Kilka pagórków i zjazd do Olkusza, chwilę kręcimy się po wyremontowanym rynku. Pokazuję Jadzi jeszcze parę wartych zobaczenia miejsc. Obróciwszy po wszystkich na Koń i w drogę. Kierunek Bukowno i dalej na Sosinę. Bez większych przerw docieramy pod Jaworznicki akwen nawrót na płyty i skrótem koło Lokomotywowni do Maczek i już po zmroku przebijamy się pod Balaton i najkrótszą drogą na przestrzał do Zagórza. By tak się po prostu nie odłączać holuję ustawkową grupkę za kościół Joachima, skąd nawrót i do domu, a Jadzia z Limitem bokiem do Będzin.

Dzięki ekipo za miło spędzony dzionek.
Foto z dzisiejszego dnia by LIMIT :D

USTAWKOWE TRIO


NO TO JEDZIEM NA PCIM


LIMIT CZY NA PEWNO TĘDY IDZIE SZLAK


i w SŁAWKOWIE - UROCZYSTOŚCI 3 MAJOWE


AKCJA POŁAWIANIA BUTELKI Z WIADOMOŚCIĄ


PATRIOTYCZNIE W LESIE BŁĘDOWSKIM NA CZERWONYM SZLAKU


OT CMENTARZOWA TABLICA


i CMENTARZ


OBIEDOWANIE W PAPIERNIKU


ZA MNĄ PROSZĘ WYCIECZKI


U BRAM ZAMKU W RABSZTYNIE ALE TU TEŻ ZAWARTE, CHYBA REMONT MAJĄ :d


OSTATNI PUNKT PROGRAMU RYNEK OLKUSKI

Ostatni wypad kwietniowy

Środa, 30 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
No cóż znów mała przerwa w nabijaniu kilometrów. Dziś tylko szybka rundka na Klimontów robiąc za kuriera. W drodze powrotnej rozglądam się po targowiskach na Gwiezdnej i Mecu w poszukiwaniu wygodnego bucisza bo poprzednie już wyeksploatowane pozostaną na rowerowe wojaże. Czasu mało na szukanie ale udaje mi się ciekawe ustrzelić na Mecu skąd już powrót na kwaterę. 

Rower na parking, a ja przesiadka na pociąg i kierunek Gorzkowice zobaczyć co tam na wsi słychać. Powrót koło południa w piątek drugiego maja.

Projekt Szlak Czarnego Morza czas zacząć

Wtorek, 29 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Pogoda luks rano mgła ale do godziny zbiórki zdążyła się podnieść i zrobiło się całkiem przyjemnie. Do tego wybrałem sobie parę dni wolnego więc do niedzieli można oddać się temu co tygrysy lubią najbardziej. Z wyrka wygonić się ciężko miałem ale przypomniałem sobie, że dziś praca w terenie z chłopakami z Urzędu i chciał nie chciał pora wstać. Na śniadanko jajecznica, do rodziców po bika i kręcę pod halę na Mortimer, gdzie umówiłem się z "urzędasami". Ekipa już jest - pompka w ruch wyrównać ciśnienie w oponach i w składzie Paweł, Artur, Tomek i Ja czyli cały pakiet WDR, WPI, WKS i CYKLOZA :D.ruszamy eksplorować trasę i przetestować możliwe warianty poprowadzenia szlaku. Cztery punkty widzenia różne pomysły ale wszytko brnie w dobrym kierunku - wytyczenie i oznaczenie jak najlepiej tego szlaku. Dużo czasu zlatuje nad analizą mapy i ogarnianiu, gdzie by powstawiać oznaczenia szlaku. Możliwe, że cykliści doczekają się pierwszego kontapasu w Sosnowcu. Problematyczne są miejsca przecięcia z ul. Lenartowicza, Dobrzeńskiego oraz torami PKP prowadzącymi na  odcinku Sosnowiec Dworzec Południowy - Kazimierz Górniczy i dalej na Kielce.

Kombinując różne opcje trafiamy w końcu na Balaton krótko trwały deszczyk nas dopada. Zregenerowawszy siły wracamy na Zagórze. Posiadówka pod parasolami u Albatrosa. Miło się gada czas szybko płynie pora się zwijać. Artur i Paweł zostali na Zagórzu, a Ja ruszam odholować Tomka na Pogoń opowiadając po drodze parę ciekawostek związanych z Zagórzem.  Pod Klubem Kiepury cześć i nawijka do domku na obiad. 

Mało kilometrów, potencjał był większy ale i tak ciekawie spędzony dzionek.

HEH CZŁOWIEK PRZEZ TĄ ROBOTĘ MYŚLI MAŁO KILOMETRÓW ROBI W TYM ROKU, A TU  PO 4 MIESIĄCACH ROK DO ROKU MAM RAPTEM TYLKO 200 KM MNIEJ (CZYLI NA UPARTEGO ŚREDNIO CZTERY DNI JAZDY LUB JEDEN CIEKAWY ROWEROWY WEEKEND). CZYLI NIE JEST TAK ŹLE, KAŻDA WOLNA CHWILA NA KOLE.

DPOD - między kroplami deszczu

Poniedziałek, 28 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
No cóż rozpoczęcia sezonu w Sosnowcu nie było, brak pomysłu brak czasu do organizacji. Rajd Kraków - Trzebinia też przeszedł koło nosa, zamiast pod Wawel na weekend trafiłem do Warszawy. Myślałem nawet by nie być stratny to wypożyczę rower miejski ale czasu mało na rekreację i pogoda nie pewna to i ten pomysł spalił na panewce. Za to była chwila by się przyjrzeć dłużej jak wygląda infrastruktura rowerowa i sposób jazdy stołecznych cyklistów. Zważywszy, że jak i u nas po zmroku dużo batmanów jeździ bez oświetlenia.

Co do rowerowego poniedziałku ICM-owskie słupki wróżyły deszczową pogodę ale mimo to skusiłem się na jazdę do pracy na rowerze.
Wyjazd na Morawę 7:40 plus nie pada ale profilaktycznie ruszam w deszczówce. Średnia przelotowa 26 km/h fajnie się leciało bo z wiatrem i dodatkowo przy Żeromie doganiam króliczka z którym się na wzajem wyprzedzamy aż do Morawy. Wyjątkowo jak na mnie melduję się na bazie o czasie. Nie długo czekać trzeba było i zaczęło padać i tak na zmianę ze przebłyskami słońca aż do 13:00.

Czekam jak trochę woda z dróg zejdzie i ruszam w drogę powrotną do domu, lekko ją zaokrąglając. Na początek kierunek na giełdę mysłowicką potem wbijam się w szlak pogranicza i dalej do Mikołajczyka.

UWAGA CYKLIŚCI NA ODCINKU SZLAKU POGRANICZA OD OSTROGÓRSKIEJ DO MIKOŁAJCZYKA W MAJU MOŻLIWE UTRUDNIENIA W PRZEJEŹDZIE Z POWODU PRAC KANALIZACYJNYCH.

Przy Magnetti Marelli w lewo i ciągnę do Niweckiej i dalej na Cedlera zobaczyć postępy na dziełce Wadka. Niestety go nie ma więc tylko zza płota i kręcę dalej. Bokami przez Fińskie Domki, koło Placu Papieskiego i przez Kielecką gdzie napotykam kolejnego SZWEDA  "Szewdzki Zakórze" Potem już prosto na kwaterę odstawić bika. Wieczór i pogodny można by dokręcić ale jakoś mi się już nie chciało.

Plan spalił na manowce weekend znów w pracy

Środa, 23 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Kategoria rekreacja
Plan był konkretny, a tu telefon we wtorek z firmy i mina spokorniała, zamiast rowerowego Krakowa, targowa Warszawa.
Cóż taka praca i planuj tu weekend. Wtorek zleciał na serwisowaniu roweru znajomego. Za to środa musiała być jeszcze na dokrętkę.
Pobudka coś po 8:00 zbieram się do taty po rower i wspólnie po 10:00 ruszamy na centrum S-ca pozałatwiać sprawunki. Na ICM pokazują opad konwekcyjny więc prawdopodobieństwo burzy lub deszczu 50%.

Załatwiwszy sprawy na Rzeźniczej, ja odbijam do PTTK-u, a tata do znajomego odebrać klucz do odkręcenia wolnobiegu.

W Oddziale zlatuje trochę czasu, po 15:00 dzwonię do Tomka o której będzie wracał do domu i czy są szanse się dopasować. Niestety korelacja ujemna to kwadrans później ruszam sam na Zagórze. Powrót uszedł na sucho, chodź widziałem miejscami, że musiało padać ale całe szczęście wszędzie tam gdzie mnie nie było.

Po południu ciąg dalszy z pracami przy serwisowanym rowerze i jazda próbna czy wszystko działa jak należy. Po 17:00 dzwoni Tomek, że są z Kosmą w Castoramie. Dobrze się złożyło wskakuję na Meridiana i jadę dostarczyć przedłużoną Kartę PTTK.

Patrzę na licznik mało coś kilometrów, a na dworze sucho to o 21:00 jeszcze szybki szpil - rundka z Zagórza pod Molo na P3, objazd bieżni i powrót. No teraz pasuje. 40 km. zrobione 1400 przekroczone, można jechać w trasę. Jak cosik to fon powrót w niedzielę wieczorem.

Lany Poniedziałek na rowerze - potrójna ustawka.

Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Trzeci dzień świąteczny + wolne + sprzyjająca aura. Okoliczności dzisiejszego dnia zdecydowanie na plus więc nie można było sobie dnia zmarnować zważywszy, że w tym roku mało mam okazji z grupą gdzieś pośmigać.

Wczorajsze popołudniowe świętowanie i nocna poprawka sprawiają, że wstawanie opornie mi idzie. Tak mi się błogo śpi. a tu telefon od Ryśka, za ile będę na Dańdówce bo już się zbierają. Patrzę na zegarek 9:45 nie ma szans, by nie wstrzymać grupy oznajmiam, że dojadę do nich później i znajdziemy się na Jaworznie.

Ogarniam się i idę do rodziców po rower. W efekcie wyszło, że najpierw na 10:30 do Kościoła, potem drugie śniadanie i w granicach południa z tatą ruszamy na Sosinę dołączyć do ekipy z pierwszej ustawki. Trasa przez Porąbkę, Juliusz, Maczki i Stare Maczki, tereny lokomotywowni na Szczakowej i płytami docieramy na Sosinę. Ekipy jeszcze nie ma to zielonym szlakiem okrążamy zbiornik. Telefoniczne namierzanie, gdzie kto jest. Chwila czekania i dociera pod stanowisko grillowe ekipa z porannej ustawki w składzie Limit, Waldi, Marcin G, Marcin P, Marek i Rysiek. Okazuje się, że jest deficyt kiełbasowy. Pytanie gdzie kupić idę z pomocą i w czwórkę, Waldi, Patyk i Rysio kręcimy w okolice dworca na Szczakowej gdzie zakupujemy to i owo. Z prowiantem powrót nad Sosinę. W międzyczasie do ustawkowej grupy dołącza Grzesiek, a za nim Krzyśki dwa.

Pogaduchy, wodolanie , grillowanie totalny świąteczny chillout. Między wierszami wychwytuję sygnał, że do nas wybierają się Olga z drugą ekipą ustawkową. Jak się okazało po telefonicznych uzgodnieniach, że nie dotrą do nas bo późno wyjechali i zabunkrowali się na Piernikarce. Nie było mnie tam jeszcze, rzut okiem na mapę jak tam dotrzeć posileni ruszamy w odwiedziny. Na początek asfaltem w kierunku Bukowna, a dalej na żółty szlak i docieramy na miejsce. Wszystko pięknie miło tylko, gdzie oni są. Po krótkim nawoływaniu udaje się ich namierzyć i tak ustawka pierwsza spotkała się z drugą. Z grillowania nad wodą przenieśliśmy się do leśnego zacisza na Białą Przemszą. Tak więc wesoła gromadka poszerzyła się o Olgę, Ola, Freja i Jadzię. Kolejna porcja wesołego nastroju i tak zlatuje do 18:00.

Pora się zbierać  
Czasem razem czasem na raty docieramy na Maczki. Tu większe przetasowanie, jedni w lewo w kierunku Centrum Sosnowca, a drudzy ze mną na Zagórze. Pod Orlenem znów rotacja Ja, tata i Olga zostajemy, a Rafał, Olo i Jadzia dalej na Mydlice.

Czas operacyjny godz. 20:00. Olga namawia na wypad jeszcze do remedium na Grę o Tron. Godzinka oddechu i o 21:30 spotykamy się w składzie Ja, Patyk i Olga. Nikt więcej się nie deklaruje to kręcimy wzdłuż 94 na Akademiki. Docieramy punktualnie. Po godzinnym seansie powrót niemalże identycznie na Zagórze. Patyk ma najdalej to jeszcze odprowadzamy go pod PKM, nawrotka i spać.

Znów z domu po północy. Eh dobrze, że jutro wolne.