Jak to poniedziałek rano pobudka i wyjazd na Morawę przepakować targowe autko. Słońce jeszcze tak mocno nie przygrzewa z rana i do tego delikatny wiatr na plecy powoduje, że się gładko i bezproblemowo docieram na bazę.
Z grafiku wychodzi, że teraz wtorek i środa robocza i oddelegowany do wystawienia się na halach Expo na Zagórzu. Auto spakowane i ruszamy się rozłożyć. Na firmie już wsio porobione i wracać mi się nie chciało to korzystam z okazji i pakuję bika na pakę z myślą, że wcześniej będę w domu i się po południu pokręci cosik jeszcze, ale wyszło inaczej.
Stoisko rozłożone wyjmuję brykę z auta i już na dwóch kółkach do domu, a popołudnie zleciało na inkszych sprawach.
Wczorajszy dzień na pauzie na pękniętej oponie nie chciałem ryzykować jazdy.
Dziś może też i by nie było, ale nałożyło się kilka zmiennych, raz że mnie nosiło, dwa wpadłem napomysł przełożenia koła ze starego bika, a po trzecie udokumentować pokaz sztucznych ogni na zakończenie dni S-ca.
Jakoś tak wyszło, że w tym wszystkim zapomniałem zabrać ze sobą foto to pozostało telefonicznie połączyć z Wolinem niech sobie chłopaki usłyszą wiwaty na finiszu rajdu.
Piątek weekendu początek ale nie dla mnie. W tej robocie ów dzień służy jako poniedziałek.
Pobudka 7:30 śniadanko, ruszam po bika i wyjazd na bazę 8:50. Droga bezproblemowa udaje się też od samego początku załapać na zieloną falę.
Na bazie chwilę się pokręcić i zapakować autko na targi tym razem z basenami wystawiam się w Imielinie. Plan wstępny był rozłożyć się i wrócić na bazę, a tu bonus na bazę nie wracamy więc bika na pakę. Przedostajemy się na miejsce targów.
Uporawszy się z rozłożeniem namiotu i basenu dogaduję się ze z szefostwem co do jutrzejszego dnia, rower z paki daleko nie ma to powrót na dwóch kółkach.
I się zaczęło. Mogło być banalnie asfaltem do Mysłowic i dalej już jak droga prosta od Niwki na Zagórze, ale nie ja :D
Zaraz za Imielinem na wyskości baru zjazd w las i podążam za czerwonym mysłowickim szlakiem. Tak też się jakoś go starałem pilnować, że nieoczekiwanie znalazłem się na czerwonym szlaku rowerowym ale jaworznickim i wylądowałem gdzieś na Dziećkowicach po czym pilnując go dalej dotarłem do Jelenia. By uniknąć asfaltu próba jazdy dalej tym szlakiem i chęć wylądowania na Podłężu, ale gdzieś go jednak tracę i wypadam na Azotce. Skoro tu mnie przyniosło zmiana koncepcji i dojazd do Centrum Jaworzna, rzut okiem na wyremontowany rynek i dalej w kierunku Góry Piachu. Korzystając z okazji odbijam do Geosfery. Od ostatniego razu jak tu byłem sporo się zmieniło. Z Geosfery przebijam się szlakiem po płytach do Szczakowej, a tu na przeciw dostrzegam Sławka. Dłuższa przerwa na pogaduchy i przypadkiem dostrzeam niepokojącą rzecz - dziura w oponie z której wygląda dętka - dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem, skoro już od paru dni czułem dziwne bicie oraz, że nie złapałem żadnej pany.
Żegnamy się i podążam dalej. Skoro już znam przyczynę nie chcę kusić losu odpuszczam sobie Sosinę i trzymając się asfaltu zmierzam na Maczki. Za lokomotywownią łapię jakiegoś zawiasa dziwne czuję jakby zapłon odcinało, więc kręcę spokojnie jakoś powoli dotrę. Nagle wymija mnie Sławek o znów się widzimy, a że wraca już w moje rejony łapię mu się na hol i trzymając się za kołem sprawnie przelotową +30 przebijamy się do Kazimierza.
Jakoś tak przypadkiem ląduję u niego na małej czarnej. Znów poruszamy tematy wypadów tych bliższych i dalszych. Czas błogo ucieka, spoglam na czasomierz, a tu już po 19:00. Zbieram się i przez Porąbkę docieram pod zajezdnię i dalej na Szymanowskiego. Na finiszu jeszcze zakręcam pod garaż zobaczyć co tam u pana Robka słychać i umówić się na mały przegląd na przyszły tydzień.
Znów trochę minut uciekło, ale co tam szczęśliwi czasu nie liczą pora do kwatery zjechać uzuełnić elektrolity.
Spontaniczny powrót dzięki któremu poznało się kilka nowych ścieżynek.
Pauza w pracy, pogoda za oknem zdecydowanie na pro więc trzeba odpowiednio czas spożytkować. Od południa rower w ruchu załatwiając różne sprawunki ukręcone 30 km. Potem trochę przerwy na obiadowanie, łączność z LIMITEM i tak zlatuje do 18:00.
Druga tura następuje półgodz. później. Cel wybrany i w drogę. Kierunek DG. Tym razem pogorię omijam szerokim łukiem i główną arterią miasta zaginam na Gołonóg, zwrot na Ząbkowice i do pierwszego punktu kontrolnego w Chruszczobrodze. W międzyczasie było paru chętnych cyklistów do gonitwy, ale kończyło się na tym, że ja robiłem za króliczka i zostawiałem ich w tyle.
Na punkcie obserwacja jak idą postępy przy budowie mostu. Godzina jeszcze młoda więc jeszcze nie zapętlam trasy tylko ruszam za drogą do Zawiercia. Czas poglądowy 20:04. Korci odbić jeszcze na Myszków, ale to innym razem. Następny azymut Siewierz. Bez kluczenia bokami przebijam się krajówką. Ruch o tej porze już mały to się spokojnie jedzie. W Porębie małe dotankowanie i kręcim dalej.
Przy Zamku w Siewierzu krótka przerwa, po czym zwrot i powrót do Dąbrowy. Podążając za szlakiem odcinkiem szutrowym docieram sprawnie do Wojkowic Kościelnych. 80 km już w nogach, wlatuję na bikostradę wzdłuż P4 i przebijam się na Piekło i zwrot na bieżnię. Pod molo dostrzegam znajomka i razem na finiszu objazd bieżni po czym się żegnamy kolega odbija na Czeladź, a ja zwrot i najkrótszą drogą na Zagórze. Odstawiam bika i z buta na kwaterę.
Wieczorem dostaje telefon z roboty, żebym się na rano zjawił pomóc przy rozładunku, a potem na dostawy.
Pobudka przed 7:00 za oknem szarówka i mokre asfalty spowodowane teoretycznie niegroźną mżawką, znaczy nie ciekawie. Lekkie śniadane i ruszam po bika. Wydaje się ciepło, gdyby nie ten deszczyk to by było znośnie. Zestaw na deszcz i w drogę. Trasa standard nie ma czasu na kombinowanie alternatywnej trasy bokami.
Na pierwszych km okazuje się, że mżawka z prędkością + 30 sprawia wrażenie jazdy w regularnym deszczu.
Pomimo nie sprzyjającej aury i zawilgotniałych butów droga bez problemów i do tego na zielonej fali. Powrót do domu na pokładzie traffika.
Z początkiem nowego miesiąca trasa rowerowa na linii praca - dom. Wyjazd z domu chwilę po 9:00. Trasa standardowa. Mimo braku słońca w miarę się jechało.
Po pracy małym objazdem - z Morawy odbijam na Dąbrówkę skąd dalej za drogą do Czeladzi, na granicy miasta odbijam na Piaski i dalej wjazd do Sc od strony Pogonii. Przy kościele pw św Tomasza azymut na Zagórze jadąc przez Hutę Buczek, Plejadę i Park środulski. Popołudniu były ambitne plany pokręcić w kierunku Zawiercia, ale warunki pogodowe się pogorszyły i spasowałem.
Już myślałem, że się nie uda, ale wieczór w miarę pogodny choć trochę chłodnawy i skusiło mnie na krótki trip.
Bez większego namysłu kierunek bieżnia, tam dwa okrążnia i zwrot w kierunku domu.
W drodze powrotnej przystanek w parku hallera pod sceną posłuchać co tam grają, nie moje klimaty znajomków też nie namierzyłem, nie pozostało nic innego jak docisnąć na pedały i ruszać dalej. Na dokrętkę jeszcze rundka w okolice placu papieskiego i do bazy.
Chyba plany dokręcenia do 1000 w maju nie uda się zrealizować. Trochę obowiązków na koniec miesiąca co chwilę wyjazdy i jeszcze dziwaczna aura odstraszająca wyruszyć gdziesik dalej od domku.
Dziś jednak stwierdziłem, że już trudno darmo za bardzo nosi by nie pojeździć. Już miałem się po 14:00 zbierać, a tu nadeszły czarne chmury trochę błysków fleszy więc chwilo pasuję, rzut okiem na ICM i postanowione ruszam o 19:00, gdzie jeszcze wtedy weny nie było.
Na początek rozruszać się na bieżnię. Szpil dookoła, znajomków nie widać jedynie trochę biegaczy. Kręcę się chwilę przy molo, ale też nic no to Zielona, ale tu też cisza, wtem spoglądam na licznik i patrzę ile to mi brakuje do równego dystansu. Po analizie stwierdzam, że na początek podciągnę na Dorotkę, a potem się zobaczy.
I tak z Zielonej kawałek wałami do drogi i dalej przez Łagiszę do "86" i przebijam się na Gródków. W oddali dostrzegam króliczka, pościg się załącza i przed szkołą już jest mój. Niestety nikt znajomy i do tego jedzie dalej w kierunku Psar to tylko rowerowe pozdrowienie i odbijam w kierunku Grodźca. Tym razem ja robię za króliczka, próbuję nawiać cienkiemu kołu, ale próby na nic się zdają wyprzedza mnie bez problemu ale nie daję za wygraną i chwilę jeszcze próbuję się za nim trzymać, lecz nie daję rady i zostaję z tyłu. Już swoim tempem dociągam do ul. Chopina i asfaltowym wjazdem zaczynam szczytowanie :D Dorotki. Chwila medytacji i spoglądania na okolice, po czym ruszam dalej tym razem terenowym zjazdem częściowo zawiłym do ul. Mickiewicza. Na jednym zakręcie lekko mnie wyrzuca i kontrolowanym lądowaniem na zoll się zatrzymuję. Dalej już bez przygód asfaltem do ul. Wolności i za kościołem św. Katarzyny odbijam w kierunku Czeladzi.
Tam rzut okiem na Rynek ale idąc śladem za piosenką "Jaki tu spokój, nic się nie dzieje" wsiadam na bika i jadę dalej. :D. Z Czeladzi jadę drogą w kierunku Milowic, lecz jednak nie zawijam jeszcze na Sc tylko w prawo za Brynicę i krótkie zaokrąglanie po Śląsku, dociągam pod Kościół na Dąbrówce nawrót pod S86 i przez Borki ląduję przy Stawikach. Spoglądam jak tam idą prace nad rewitalizacją terenu i lecę pod Rondel. Kiepura spokojnie stoi garstka ludzi na przystankach czyli w tygodniu strasznie spokojnie u nas. Z ronda zakosami przebijam się na ścieżkę przy 1 Maja którą to przebijam się do Ludwika.
Dalej to już Andersa goniąc się z tramwajem, lecz na wysokości Cmentarza zmiana partnera i zaczynam uciekać przed koparko - ładowarką CAT. Na rondzie przy Orlenie przetasowanie tym razem korzystam z jej gabarytów podpinam się za nią i sprawnie wjazd na Klimontów, na niemalże zielonej fali z przelotową 28 km/h docieramy na światła przy Mecu.
No to na tyle holowania, CAT odbija na Lenartowicza, a ja w dół. Do pełni zadowolenia brakuje jeszcze paru kilometrów więc na finiszu dokrętka czyli objazd przez Szymanowskiego, Kosynierów, Dmowskiego, Długosza, Zapały i Piękna. Wreszcie docieram do bazy z równym wynikiem 2300 km
Weekend roboczy i kręcenia nie było. Tym razem delegacja do Kościerzyna k. Sieradza, a nie jak z początku mi się zdawało do Kościerzyny na plenerówkę - wystawa ogrodnicza i inkszych różności, wśród których znalazłem się i ja z Dmuchanymi Basenami SPA.
Oczywiście nie obyło się bez przygód. W sobotę po południu dorwała nas ulewa i po imprezie, a moje stoisko zaczęło pływać. Deszczówki naleciało się po kostki.
Dziś w planach był dojazd do roboty rozładować TIR-a. Pobudka o 7:00 za oknem jakaś taka bezpłciowa pogoda. Najważniejsze, że nie pada ciepławo też jest jakiś 13 na plusie. Lekkie śniadanie po bika i ruszam trasą standard na bazę. Zestaw odzieżowy na "letniaka".
Myślałem, że będzie się dziwnie jechało, a tu bez wiatru wilgotność też w miarę to bez problemu leciało się przelotową +35. Gdyby nie pechowy układ świateł no i rozkopana Sobieskiego, być może byłby rekord dotarcia na bazę, a tak średnia wyszła +27,5.
Kontener już na bazie. Jednak nie było mi pisane go rozładowywać i wyszedł dzień na Dostawach czyli do południa wyjazd w okolice Oświęcimia. powrót na bazę, przerwa śniadaniowa i znów w kierunku południowym tym razem za Bielsko i w drodze powrotnej do Będzina naprawić zamek (od basenu). By nie kręcić w te i z powrotem bika pakuję na auto za drugim razem. Po skończonej robocie wracamy od Dąbrowy, gdzie opuszczam cztery kółka i wskakuję na bika kręcąc spod Nemo do siebie, a kierowca poleciał na bazę.
Wieczorem miała być dokrętka ale pogoda nie pewna i sobie odpuściłem jutro wolne to się może coś więcej ukręci.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym