Dyżur w PTTKu

Wtorek, 28 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Bez większych wojaży. Na godzinę 15:00 ruszam do Oddziału podyzurowac troche w ramach odwolanego zeszlotygodniowego zebrania klubowego. Dwugodzinne oczekiwanie na petentow i po piatej powrot do domu.

DPOD

Poniedziałek, 27 października 2014 · Komentarze(4)
Kategoria praca
Jak odpaliłem bika w poniedziałek, tak dopiero w następny poniedziałek udało się ponownie.
Środek tygodnia spędzony w Kielcach, heh debiut wystawowy w moim wykonaniu. Weekend niby w domu drugi z kolei, ale jakaś taka niechęć do wszystkiego nastała i nastąpił total chillout. 

Dziś niema to tamto trza tyłek z wyrka zebrać i ruszać na bazę. W nocy mgła za oknem, a rano bez zmian i do tego ze 2 stopnie na plusie. Termo zestaw z odblaskami. 8:30 ruszam po Authora i w drogę. Trasa trochę kombinowana z uwagi na ograniczone pole widoczności przez co na początek bokami i na 3 maja wlatuję dopiero na wysokości Sielca, dalej już standardem na Morawę.

Kończąc dniówkę już nieco lepiej i przyjemniej. Korzystając jeszcze z godziny słońca z Morawy ruszam na stawy Hubertus, dalej przebijam się na Ostrogórską, gdzie wpadam na szlak czerwony i zmierzam do ul. Mikołajczyka. Szwędacz ciągnie mnie następnie na Niwecką, skąd przebijam się na Dębową Górę. Przecinam Andersa i wspinaczka pod Klimontowską. zwrot na Kukułek i przez pola na ścieżkę wzdłuż Mieroszewskich skąd już prosto do domu.

Korciło mnie jeszcze ruszyć się po obiedzie, ale po tej zmianie czasu ciemno, zimno się zrobiło i sobie odpuściłem. Do końca tygodnia trochę spokoju od wyjazdów służbowych to się kilometrów trochę urobi na biku. :D

Poniedziałek...

Poniedziałek, 20 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
... dla odmiany.dniem wolnym od pracy.

Od rana pochmurno to i ja za bardzo dopingu do wsawania nimiałem, przez co lezing trwał do południa. Trochę porzadków dla rozruchu dnia, obiad i po 15:00 z Authorem ruszam w plener.

Na poczatek do salonu Orange, skąd już prosto do Rawa cafe. Czekam do zamkniecia na moje kochanie. Nocny spacer po terenach NOSPRu i nawijka objazdowa do domu. Powrot dla odmiany przez BoguciceDabrowke, Czeladż, Bedzin i Dąbrowę.

Słowo się potwierdziło. Do piątku jestem w Kielcach.

57 zakończenie sezonu w Chudowie.

Niedziela, 19 października 2014 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczki
Kolejny rok z rzędu jako klub wyruszyliśmy na zakończenie sezonu turystyki kolarskiej do Chudowa.
Do ostatnich chwil nie wiedziałem czy uda mi się pojechać i przewodniczyć tej eskapadzie, ale układ grafiku wyjazdów sprawił, że jednak na weekend zostałem w domu i mało tego na ten weekend zapowiadała się słoneczna pogoda.

Wrzucam info na neta i w niedzielny poranek zbieramy się pod fontanną - w tym sezonie nie było za dużo okazji do wspólnego kręcenia.
Meridian jeszcze pauzuje to za przyzwoleniem Martyny odpalam Authora i w drogę. Jak to zrobiłem nie wiem, ale nawet wyrobiłem się w czasie i się punktualnie stawiłem na zbiórkę. Dwie nowe twarze, po za tym klubowa elita: Waldi, Krzysiek, Patyk, Maciek, Domino, trójka z Mysłowic Darek, Paweł i Andrzej oraz Ja z tatą i bratem. Kwadrans studencki dla potencjalnych spóźnialskich, dzwonię jeszcze do Frey'a właściwie wyciągając go z wyrka z zapytaniem czemu go tu nie ma jak loża prawie w komplecie. Zgadujemy się, że poleci prosto sam do Chudowa i spotkamy się na miejscu.

Ruszamy. Łącznie 13 chłopa (parszywa trzynastka :D :D). Bez żadnych przygód przedzieramy się przez rozkopaną ul. Sobieskiego, następnie Szopki i Nikisz. Sprawy rodzinne zmuszają Maćka do przerwania wypadu i zostaje nas dwunastu. Wyskakujemy na Dolinie 3 Stawów, skąd na pętlę Brynowską i już za drogą przez Ligotę na Stare Panewniki, gdzie dołączają Kot i Rysiu. Ekipa rośnie. Lasem przebijamy się na Starą Kuźnię, gdzie znów asfalt i prosto do celu.

Pod ruiny zamku w Chudowie docieramy na punkt 11:00, Rafał też już dotarł. Pokazała się również Teresa oraz Piotrek z familią z Rudy. Na puchar na najliczniejszą grupę jednak to za mało. 33 osoby przywiózł ze sobą Leszek z Wagabundy, a nasza Cykloza wraz z ekipą od Badury była na równi na drugim miejscu.

Zapisy i zasiadamy do urodzinowego kręgu Krzyśka.


Posileni złocistym trunkiem szukamy innej szansy na nagrody biorąc udział w konkursach i smażing kiełbachy na żywym ogniu.
Tu już lepiej nam poszło. Mistrzu wirażu Kocur złapał złoto za najszybszy czas przejazdu po torze przeszkód, a sokole oko Paweł ustrzelił brąz w strzelaniu z łuku. Dochodzi 14:00 pora wręczania medali i gratulacji. Z oficjalnych źródeł, łącznie na metę tegorocznej edycji zakończenia sezonu stawiło się ponad 300 uczestników. Pogoda jak zwykle dopisała.

Pora się zbierać na after party. Plany się trochę pozmieniały i zamiast u Teresy lądujemy na klubowej działce u Maliny.
Powrót na Sosnowiecką ziemię dla odmiany przez rudzkie Bielszowice i Wirek, Świętochłowice, Chorzów Batory, Tysiąclecie, Park Śląski, Bogucice i Borki.
After zacny. Szybciej zdecydowanie robi się ciemno. Około 20:00 wrażenie jakby już północy minęło. Pora zakończyć wojaże i ruszać w swoim kierunku. Większość już się porozchodziła. Z racji, że Domin z Patykiem pojechali odholować Ryśka do Kato to tylko w dwóch ja i Frey lecimy na Zagórze.

Dzionek bardzo aktywnie i sympatycznie minął. W przyszłym tygodniu też delegacja w środku tygodnia to weekend znów zapowiada się w domu.

DPD

Piątek, 17 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Październik w kratę z tą jazdą. No cóż zrobić trzeba tylko korzystać kiedy jest to możliwe.
Trzy dni pauzy spowodowane targami w Krakowie ale plus tego weekend wolny i słoneczny to wreszcie będzie okazja z cyklomaniakami pośmigać.

W czwartek też miałem okazję apropo Krakowa spędzić trochę czasu zwiedzając z buta trochę miasta (w szczególności infrastruktury rowerowej) podążając od Dworca PKP do Expo Kraków taki 7 km spacer. Szczególnie nasunęła mi się dygresja jak to jest - szedłem taki kawałek drogi wzdłuż ścieżki rowerowej i ni razu piechurzy na ścieżkę nie włazili. Czemu tak było ?!. A no tam na ścieżkach częstotliwość rotacji bikersów po ścieżce jest dość spora przez co choćby jakiś tuptuś wlazł na ścieżkę to jest zganiany przez kolejnego rowerzystę. Każdy ma swoje miejsce w tym ciągu i nikt nikomu nie zawadza.  Tylko jak do tego dość w Sosnowcu  :D ...

Co do dzisiejszego dnia. Prognozy nie były za obiecujące ale rano wstaję, nie pada, no to dosiadam Authora i rura do roboty standardowym wariantem dojazdu. Chyba się dotarliśmy z pojazdem mojej lubej bo się dobrze na nim śmiga :D.

12:00 wybiła wszystko porobione można by śmigać z powrotem, ale zaczęło marasić i wyjazd z firmy opóźnił się o godzinę. Powrót jak to tradycyjnie bez większego zaginania ale inkszą drogą niż w tamtą stronę. Dygresja co do ścieżek naskoczyła mi jak jechałem ścieżką wzdłuż Będzińskiej w kierunku Żylety. Dwóch rowerzystów jadących przede mną ominęło grupkę ludzi idących po ścieżce wjeżdżając na część chodnikową, a ja jak partyzancki obyczaj nakazuje taranem w grupkę "delikatnie" ich zganiając z czerwonej kostki brukowej. Jakby każdy biker jechał swoim torem a nie pokazywał, że może minąć to może ścieżka by była ścieżką, a chodnik chodnikiem.

DPD inocna rundka po Kato.

Poniedziałek, 13 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca, rekreacja
Złota jesień rano mgły potem słońce. Weekend znów pauza, a dziś znów Author w użyciu. 
Na 10:00 ruszam na bazę rozliczyć się z jednych targów i od razu przygotować się na kolejne w Krakowie. Tym razem w srodku tygodnia to może uda sie weekend rowerowo spędzić wstepnie na niedzielę plan ustakowy na zakonczenie sezonu do Chudowa.

Uporawszy się z robotami na bazie około południa zawijam do domu. Obiad trochę biurokracji domowej przerwanej chwilowo brakiem prądu. Do tego jeszcze małe szykowanie na jutrzejszy wyjazd i po 18:00 wskakuję znów na Authora i ruszam na Kato do Martyny.  Kubek goracej czekolady oraz inksze frykasy sprawiają że czas zleciał dość szybko. Pora zakrecać z powrotem na zabrynicze ziemie :D. W domu parkuję 0:45.  

Z Authorem u właścicielki

Czwartek, 9 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Jakos nic ciekawego się nie działo to tylko opis w punktach.
Dogadywanie z Authorem idzie coraz lepiej. W koncu musimy te pare dni razem się skorelować.
Na 10:00 ruszam na bazę zaladować auto, ale nim to, to najprzód dostawa do Raciborza i tym sposobem Morawę opuszczam dopiero po 15:00. Uporaszy się z tym po pracy do PTTKu po jedną mapę i powrot na Kato. Już nie do firmy a do Martyny. Po drodze przy Silesii podrzucam znajomemu mapę i juz prosto na Panewniki.
Błogo mija czas, a tu trzeba zadek podnieść i wrócić do dom. Łysy z góry przyświeca, ruch już znikomy i noc ciepła to się miło wracało. Na kwaterze coś koło 23:00. Pakowanko i spać bo jutro trzeba wstać i w delegację jechać. Docelowo na ten weekend Szepietowo k. Zambrowa.

Familijnie

Środa, 8 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Kolejny dzień dogadywania się z Authorem. Już kręci się zdecydowanie lepiej. W końcu sam przy nim grzebałem to wiem na ile jest zdolny do jazdy. Pierwsze uruchomienie w samo połunie jadąc z siostrą pozałatwiać kilka spraw na mieście.

Drugi rzut dobijania kilometrów po obiedzie. Tym razem już w trójkę do porannej dwójki dołączył tata. Po 16:00 rundka po wschodnich dzielnicach Sosnowca. Z Zagórza przez las za niebieskim szlakiem do Parku w Kazimierzu. Potem Ostrowy i chata w Niemcach. Maczki i wzdłuż torów terenem na Julisz, skąd przez Porąbkę powrót na Zagórze. 

Poweekendowy rozruch.

Poniedziałek, 6 października 2014 · Komentarze(4)
Kategoria rekreacja
Meridian z chwilowego braku many z funduszu remontowego pauzuje. Dlatego też by niezapomnieć jak się bikem do przodu jedzie uruchamiam wersję awaryjną czyli rano na firmę blachosmrodem a po południu załatwiając prywatę korzystam z uprzejmości mojej
Damy i uruchamiam jej Authora do mobilnego przebijania się po okolicznych drogach.

Start coś przed 15:00 i od razu ruszam na centrum Sosnowca. Heh rama o rozmiar mniejsza,widelec na sztywno, wolobieg zamiast kasety i rubsze koła. Najgorszy początek jazdy potem już się fajnie leciało. 

Na center ściana płaczu chwilo nieczynna wracać się nie chce to lecę na Kato odnaleść tam ścianę z możliwością wpłaty. Cel odnaleziony od razu w nowo wybudowanym biurowcu przy superjednostce. Błąkam się jeszcze po centrum zobaczyc jak tam idą prace przy deptakorynku. Korzystajac jeszcze z widoku objazd obiektów NOSPRu i nowej siedziby Muzeum Śląskiego. Punkt kolejny Rawa cafe. Czterogodzinna pauza na ciasteczko i kawusię. Wybija 20:00 pora zawijać na Sc. Na parkingu widać że padało czyli jednak moje pogodowe bóle się z czegoś wzięły.
Wracając na Dęblińskiej dostrzegł mnie znajomy przez co powrót wydłużył się bez mała o godzinę. 
Powrót na kwaterę już w barwach nocnego nieba.

single bike ostatnie podrygi

Czwartek, 2 października 2014 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Nadszedł moment, że na jednym biegu za długo jeździć się nie da. Korzystając z wolego przedpołudnia postanowiłem trochę się pokręcić. 
O 9:00 wsiadam na Meridiana i ruszam na DG. Na początek pod ścianę płaczu na Gołonóg tym razem zasilić konto. Jechalo sie fajnie do czasu gdy na studzience łańcuch przeskoczył mi na 5 zębatkę. Już wyciagniecie jest na tyle duze ze juz sie nie podgoni. 

Poprawiam lańcuch i spod banku ruszam już wolniejszym tempem na bieżnię. Jeszcze się to jakoś doczy. No to jeszcze fragment P4 i powrót przez Zieloną. Na Robotniczej znów się naped blokuje wskakujac na piatkę. Od dworca PKP już jazda na pół obrotu korby by uniknąć przeskakiwania i ślimaczym tempem jakoś na Zagórze się doturlałem. 
Pakowanie i po południu kierunek Wrocław do niedzieli.