Pobudka 6:30 i godzinę po tym ruszam na Morawę. Na dworze jeszcze ciemno. Dniówka z racji na dostawy wydłużona i pracę kończę o 18:00. Przebierka w bike ciuchy i w drogę. Objazd spontaniczny wyszedl. Poczatek wzdłuz torow 15 do Kilinskiego. Chwila na pogaduchy z Maćkiem i lece dalej. Szczytem przez sportową do Mireckiego i dalej bocznymi drogami pod akademiki, gdzie wpadam na sciezke i tnę pod bedzinski stadion. Znow troche na azymut przebijam się na dąbrowskie Mydlice. Rundka na P3 pod molo i od Lęknic na Golonóg. Zwrot i kierunek Zagorze.
Dziś ciężko było się zebrać do pracy i musialem dobrze przyciś na blat by wskoczyc w bezpieczne ramy. Wilgotność względna i brak upierdliwego wmorewindu sprawiły, ze na Morawę docieram jeszcze z kilku minutowym zapasem czasu. 16:00 wybija wrzucam chinczyka na ruszt i kierunek rawacafe na dobry czaj. Znow sie czlowiek znalazł w strefie ponad czasowej bez co chwilowy pobyt okazał sie dwugodzinną sjesta po pracy. 19:00 wyskoczyla akumulator naladowany. Powrot zakolem przez Zawodzie, Myslowice, Niwke, Dandowke i zjazd do Zagórza.
Zmiana grafiku. Do swiat rabotaju na bazie. Po wczorajszym późnym powrocie ze Stolicy szybkie lulu i na 9:00 ruszam bikem na firme się rozładować. Troche sie zeszlo i po 15:00 dopiero opuszczam bazę i lekkim zakolem kręcę do domu na jakąś strawę. Docieram na Zagorze, a tu nie wiadomo skąd wylatują niebieskie radiowozy i do tego tajniackie wszysko na sygnałach mijaja mnie i wszystko leci w kierunku Mecu. Ocho myślę sobie jakaś obława. Tylu naraz to jeszcze na ZAGÓRZU nie widziałem. Mijam Mec i zjazd juz pod dom, a tu caly czas policijni sie zjeżdzają. Jak sie okazalo byl napad na bank tuz przy moim bloku. Co to sie w tym durnym społeczeństwie dzieje.
Weekend znów w plenerze tym razem Warszawka.Jeszcze 300 km do zrobienia jest szansa, że do końca roku uda mi się zamknąć licznik na przkroczeniu 8k km. Wszystko zależy na ile kolana pozwolą i pogoda.
Dziś pobudka o 8:00 i po 9:00 po Authora i spokojniejszym tempem na Morawę załadować renię na delegację. Dziś bez większych ekscesów ze strony autochamów na trasie przejazdu.
Zapakowany opuszczam bazę i ruszam na lunchpauzę do Rawacafe. Posilony zakosem przez Dąbrówkę, Piaski, Pogoń i dolną Środulę wracam na haciendę szykować się do drogi.
Za oknem zimowo zaczął się dzień, ale z biegiem przypływu godzin biały mroźny kolor zanikł. Plan zajęć na dziś obładowany. Krok po kroku poszczególne zajęcia odhaczane. Wybija 15:00 dosiadam Authora i ruszam na Kato na zebranie Rady.
Idealna pora na jazdę zimową porą po ulicy w godzinach popołudniowego szczytu komunikacyjnego. Parę blaszaków w tym dostawczak i autobus czerwony dość konkretnie mi adrenalinę podniosły. Na szczęście suche jezdnie i bez kolizji się obyło. Jazda dość oporna bo połowę drogi doskwierał wmordewind, przez co pomimo 10 min zapasu udaje mi się dotrzeć niemalże na styk.
Na spotkaniu kilka spraw poruszonych m in. plany wyjazdowe na kolejny sezon, czas podsumowania tego roku oraz wymiana poglądów dot. projektów miast dla rowerów naszej aglomeracji. Na koniec odbieram zweryfikowane książeczki chłopaków i po życzeniach świątecznych od przewodniczącego Rady zawijam objazdem do domu. Powrót z wiatrem to się pokusiłem o dłuższą pętlę. Z Rynku w Kato azymut na pętlę Słoneczną i za drogą na Siemce, Bańgów, Przełajkę. Granica Brynica przekroczona pora na Wojkowice, skąd przecinką wpadam do Psary i koło Limita zapętlam na Preczów i dąbrowskie kałuże.Docierając pod molo zaczynam odczuwać obniżenie temperatury ciała i ssanie. Odpuszczam dalszą objazdówkę i kręcę już w kierunku domu. Na finiszu dodatkowo zaczęły doskwierać mi bóle kolan. Zastanawiam się czym to może być spowodowane czy wrześniową glebą czy zmianą przełożenia na większy blat.
Z cyklu Dom/Praca/Dom' tylko czemu w środową niedzielę. Pogoda na pro - bez wiatru i delikatnie na plusie. W planach miałem chęć zacząć od większego dystansu na początek miesiąca, a tu jak na złość telefon z firmy i nie ma zmiłuj. Zamiast na przejażdzkę, to przymusowa rundka na bazę. Myślę sobie zrobię co mam zrcobić i papa, a tu końca nie widać. Jak na 10:00 dotarłem na firmę to dopiero o 20:00 bazę opuściłem.
Oj jak zakręcony ten dzisiejszy dzień. Od rana telefon chciał się zapalić. W efekcie po kilku telefonach plan na dziś musiałem nieco zmodyfikować. Na rozruch czterema kółkami na bazę wedle południa załadować pojazd na weekendowy wyjazd do Włocławka.Powrót, przerwa na obiad i o 15:00 dosiadam Authora i ruszam dostarczyć książeczki do jaworznickiego PTTKu. Kręcąc przy zajezdni spoglądam czy czasem na Limita nie wpadnę, ale nic z tego rozminęliśmy się. Myśląc, że petetek czynny do 16:00 podkręcam tempo i tnę na azymut. Spod zajezdni na Porąbkę, szczytem przez Juliusz i lasem wylatuję w połowie Maczek. Biała Przemsza przekroczona i już w Jaworznie. By sie przy tej zerowej temperaturze ku rozgrzaniu podjazd na gore piachu i za drogą koło geosfery w kierunku centrum Jaworzna. Pod Oddziałem ląduję na 5min przed 16:00. Przez chwilę myslalem ze juz nic nie załatwie, a tu sie okazuje, ze jest czynne do 18:00 wiec kamień z serca i zostawiam ksiazeczki do weryfikacji.
Pora ruszać dalej z przesylkami. Z centrum trzymajac się DK79 ruszam do kolejnego punktu. Tranzytem przez Modrzejów i Mysłowice zmierzam do Kato. Pora naładować akumulator. Z Zawodzia zwrot w kierunku Ikei. Godzinny pitstop na podwójną małą czarną w Rawacafe u mojego skarba.
Akumulator podładowany ruszamy dalej zapętlać trasę. Z rawy na Dąbrowkę i drogą obok schroniska wracam znów na zagłębiowski teren. Przekraczam Brynicę i wlatuję do Czeladzi. Dalszy kierunek to Grodziec, skad juz zjazd pod lwa. Krótka przerwa na swiatłach. Przecinka DK86 i kurs na będzińską Łagiszę. Pora na DG. Zielona, P3, Łęknice, Gołonóg i powrót na Zagórze.
Poniedziałek weekendu początek. Pobudka o 7:00 próbowała mnie obudzić, ale jakoś opornie szło i skończyło się, że wstałem godzinę później. Zestaw termo na siebie i w drogę na bazę. Po rozliczeniu rundka na podwójną małą czarną do Rawa cafe. Godzina przerwy i wybywam do domu. Po drodze zbieram książeczki do weryfikacji od klubowiczów i azymut Zagórze.
Pogoda nie zachęcała do rekreacyjnej jazdy i do tego jeszcze dolegliwosci bólowe kolana sprawiły, że przez wiekszośc tygodnia rower pauzował. Dziś z racjitego, że do pracy trzeba jechac to sie spokojnym krokiem kilometry ukręciło. Dojazd na firmę pomimo temperatury +4 i tak w normie ze średnim czasem 22 min. Po pracy rundka na rawa cafe i powrót lekko zaginając by nie wracac ta sama trasą.
Weekend niby w domu ale całkowicie nierowerowy - coś kolana mi szwankują (chyba powoli syndrom SKS mnie dopada :P). Dziś nie ma zmiłuj dobór najbardziej mobilnego źródła transportu czyli rower i na 9:00 ruszam standardową trasą na Morawę. Poniedziałek na firmie zleciał szybko i w południe opuszczam bazę i zawijam w stronę domu.
Przypomniało mi się, że jeszcze mam zakręcić do wpłatomatu. Dobór odpowiedniego i padło na wpłatomat w DG. Wariant okrężny trasy i w drogę.
Z Morawy wbijam się na Borki, trzymając się terenu wpadam na czerwony szlak graniczny i ląduję na Milowicach przy okazji obserwując gdzie to nowe centrum logistyczne budują. Wpadam na asfalt i za drogą na czeladzki Rynek, skąd zwrot i wspinaczka do Grodźca. Korzystam z objazdu, który to mi pokazał niedawno Tomek i zamiast wspinać się pod samą Dorotkę odbijam w prawo w kierunku parku Ciechanowskich i jadąc wzdłuż ogrodzenia wypadam przy ul. Wolności, którą przecinam i zjazd ul. Mickiewicza w kierunku lasku Grodzieckiego. Dalej to już własnymi ścieżkami przez Łagiszę, Zieloną na Pogorię III. Szczytem wzdłuż plaży, Łęknice i wpadam w rejon targowiska gołonowskiego przy wpłatomacie. Wrzut mamony do pożeracza i już prosto do domu. Na Zagórzu chyba jakieś zawody na Dorjanie były bo stada małolatów chordami stały na przystanku jak i szły całą szerokością chodnika. W sumie mogłem lecieć drogą, ale nie mogłem sobie odpuścić staranowania tego szachrajstwa ze ścieżki i w dalszym ciągu uświadamiania społeczeństwa, że pas rowerowy jest dla rowerzystów.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym