Miała być jazda komunikacją zbiorową, ale chęć dwóch kółek była większa i dziś przy pomocy bika kręciłem się po mieście załatwiając różne sprawunki.
Na początek pakuję w sakwy materiały i jadę do Oddziału. Na Zagórzu jakoś dało się kręcić asfalt prawie suchy z małymi wyjątkami ale na samiuśkim centrum woda stoi na drodze co poskutkowało iż byłem cętkowany Na godzinkę pozostawiam bika i z buta po kolei urząd, KMP i Bank.
Powrót planowałem połączyć z objazdem trasy zlotowej ale po przejechaniu połowy dystansu decyduję się jazdę prosto do domu
Wrażenie mam, że wiosna się na bikerów obraziła. Odkąd jazda w zimowej scenerii robi się popularniejsza wiosna coraz później przychodzi, skoro wie, że biker i w ciężkich warunkach da radę krążyć ale bez przesady ile można. Chodź nie powiem po wczorajszej zimowej scenerii dziś po południu całkiem całkiem aura do jazdy, to czemu nie skorzystać. Rano z koszyczkiem do poświęcenia, obiadek i ruszam rozruszać kości. Plan wstępny przeanalizować jeszcze raz trasę przejazdu i zdecydować się na ostateczny wariant.
Na początek coś mnie podkusiło zamiast suchego asfaltu pociągnąć trochę w terenie i przy okazji zobaczyć jak się trzyma po zimie oznaczenie szlaku dawnego pogranicza.
Spod domu kierunek na Tajwan znaczy się Zajezdnię PKM i tam wbijam się początkowo w lekko podmokły teren który zamienił się w totalną breję. Zapomniałem, że zaraz po zimie obszar hałdy za działkami jest konkretnie nasiąknięty ale się zdecydowałem i niczym amfibia pokonałem kilometrowy odcinek. Dalej cały czas terenem docieram na Klimontów. Przecinam ul. Dobrzańskiego i znów teren trochę łagodniejszy. Miałem wylecieć przy Campusie ŚUM ale zmieniłem trasę i w dalszym ciągu błotnistym terenem docieram na Niwkę. Paru kilometrowy odcinek asfaltem pod Stadion AKS i znów zmiana podłoża. Wzdłuż wału Białej Przemszy do której oprócz Czarnej Przemszy wpada jeszcze czarniejszy Bobrek docieram na Trójkąt Trzech Cesarzy. Końcowa tablica info będąca zarazem pierwszą liczoną od Trójkąta w stanie dobrym. Jedziem dalej już wzdłuż szlaku patrząc jednocześnie jak wygląda oznaczenie. Mijam kolejne tablice kontrolne jak narazie bez zastrzeżeń jedynie zniknął jeden pachołek z zaznaczonym kierunkiem szlaku (ach ci złomiarze). Koniec końców docieram okrężną dość błotnistą drogą pod PTTK. Chwila oddechu analiza dystansu i wybór ostatecznej wersji trasy na Paradę. Po namyśle i rozważeniu za i przeciw ruszam przejechać ostateczną wersję. Ze średnią ok. 15km/h turlam się do przodu. Zaczyna robić się szarówka zarzucam kamizelkę mam ruszać dalej a tu po drugiej stronie drogi Czarny Kocur idzie. Dawno my się nie widzieli to podjeżdżam pod Pawła i prowadząc rower dotrzymuję mu kroku w drodze do domu. Chwila pogaduch pod haciendą i jadę dalej bo czas ucieka. Nawrót na Mireckiego i znów na Center dalej już wzdłuż 3 Maja zmierzam w kierunku mety. No i cel osiągnięty dystans trasy ok. 13 km. Myślę, że na składaku to ogarnę. W głowie zrodziła się chęć zakręcenia jeszcze na Pogorię ale żandarm zadzwonił i trzeba było się dokować do domu.
Pogoda powoli się klaruje więc chyba się unormuje na czas.
Dziś przy pomocy bika i samochodu przyszło się poruszać. Na początek ledwo nowy napęd zamontowany wybywam z domu, a na drodze przelatuje mi szosowiec z GK Zagłębie. Czas mnie gonił bo na 14 musiałem dotrzeć na spotkanie z MOSiRem to od razu pogoń za kolarzem i po lekkiej zadyszce w końcu doganiam go na krzyżówce na Mecu. Chwila oddechu i sprawdzamy się na zjeździe. Poczekałem aż się zapnie w SPDy i tniemy ile maszyna dała w dół. Do kolejnych świateł na Orionie trzymałem się mu na kole i dalej bym ciągnął ale nie było mi po drodze jechać dalej i skręciłem w stronę stoku na Środuli na spotkanie. Po spotkaniu rower wrzucam do samochodu Waldka i ruszamy na chwilę pod Pogorię przechwycić zakupy od staruszka i dalej na Milowice ogarnąć sprzęt (Wigraka) na naszą imprezę. Po oględzinach stwierdzam, że wystarczy przesmarować przednią piastę a tak gra i buczy. Mała jazda testowa i się żegnamy, Waldek rusza dalej, a ja wyciągam sprzęt z bagażnika i jak przystoi jednośladem udałem się w drogę powrotną po drodze zakręcając pod Rondel odebrać fakturę na nalepki na Zlot. Jutro załatwiania ciąg dalszy oby pogoda wytrzymała.
Trochę się wyczekałem ale wreszcie bebechy wymienione i rower śmiga jak nowy. Co prawda wczoraj go odebrałem ale bez licznika i nie rejestrowałem 6 km jazdy testowej wracając do domu. Dziś pogoda w miarę. Co prawda dość mocny wmordewind i zbokuwindy ale się dało jechać. W sumie jazda po mieście dwie przesyłki dostarczyć na Pekin i Kalinową oraz do PTTK po plakaty na Zlot i wydrukować naklejki. Teraz tylko na koło zaklinać aurę co by na szóstego nie zawiodła.
Plany naprawy bika trochę się pokrzyżowały ale od początku. Rano odbębnić półdniówki na robocie. 13:00 wybiła i w drogę powrotną do domu wrzucić coś na ruszt i kierunek Center Sosnowca. Tempem emeryta jakoś udało się kręcić na 1-4 dotrzeć pod plastry z myślą oddania bika na wymianę bebechów. Już po odpinałem gadżety podchodzę pod furtkę serwisu w Plastrach miodu, a tu :( karteczka SKLEP I SERWIS W DNIACH 12-14 MARCA NIECZYNNY PRZEPRASZAMY. Yhmm znaczy trzeba się wstrzymać z bólami do piątku, a myślałem, że na piątek będzie gotowy, a tu nici. Nie pozostało mi nic innego, żeby nie wracać ze sprzętem na Zagórze zwłaszcza, że czas mnie gonił i idę sprzęt odstawić na przetrzymanie w Oddziale. Przy okazji mając niecałą godzinkę luzu obgadujemy sprawy związane z klubowym rozpoczęciem sezonu ( parada rowerowa "ROWER WCZORAJ I DZIŚ" z metą na Stoku Środula, gdzie odbędą się różne konkursy z nagrodami) 6 kwietnia.
Pora się zbliża i już zbiórkomem za Brynicę do Katowic na zebranie Rady prezesów aktywu kolarskiego PTTK. Powrót z kolei blachosmrodem.
A tak mi się znalazło w galerii w drodze nad morze. Przyczepki rowerowe wersja XXXXXXXXL hardcore
To już ostatni taki dzień, że na zdezelowanym napędzie krążę na tygodniu serwis i niech będzie jak należy.
Co prawda miałem zrobić dzień bez bika ale wyszło jak zawsze. Rano pobudka zapinam sakwy i kierunek Reden targowisko. Skleroza nie boli pod targiem macam się po kieszeniach portfela brakuje w tył zwrot identyczną drogą czy czasem gdzieś nie wypad okazało się, że został w domu. Wszystko mam znów na DG. Przełożenie boskie z przodu najmniejszy blat, a z tyłu albo 4 albo 7 na zmianę na innych już nie ma sensu kręcić. Załadowany 15 km pyrów w sakwach udaje mi się też dokupić uchwyt do latarki na kierę (szukałem i w końcu znalazłem) powrót i miało być tego na tyle z jazdy.
Po obiedzie kumpel dzwoni zdziw ale ciągnie mnie na bika długo nie namawiał i "żwawym tempem" ruszyliśmy na okrążenie P3. Drętwo szło co chciałem podgonić szły uje i inne rwy bo nawet na młynkach nie było żadnej opcji równe tempo 15km/h i doturlaliśmy się przerwa koło plaży na porcję kalorii i wracamy na Zagórze. Pod blokiem żegnam się z Adim i tnę bocznymi drogami na Klimontów załatwić jeszcze jedną sprawę. Powrót już przy świetle barw nocy.
Na zakończenie aktywnego trybu dnia mały spacerek z Centrum Zagórza na Center Sosnowca z kumplami i powrót samemu. Takie małe rozgrzewki przed pieszą wędrówką do Krakowa w okolicach maja czerwca.
I pomyśleć, że jeszcze dwa dni temu takie ładne wiosenne słońce kończącej się zimy było, a dziś taka plucha w której przyszło dniówkę robić. Ale to w końcu marzec, no i jeszcze kalendarzowa zima także wszystko możliwe, dziś słońce jutro śnieg.
Co do kręcenia dzisiejszego na biku.
Standardowo rowerkiem do pracy, dniówka nawet szybko moja i przed 16:00 zasiadam na bika opróżnić sakwy i wrzucić coś na ruszt.
Po porcji kalorii dopinam drugą sakwę i kierunek CH Pogoria w celu dostarczenia tygodniowych zakupów do domu.
Dzień zaczęty dziś od wczesnych godzin porannych. Widniej się zrobiło to i na robotę godz. wcześniej. Pakuję sakwę 1,5km i już pod wikariatką. Dniówka zleciała nie wiadomo kiedy. Myślę skończę wcześniej i spokojnie zdążę do PTTKu a tu jak na złość trzeba było swoje wysiedzieć i dniówkę kończę przed 16:00. Do domu wrzucić obiadek na ruszt i gonię do pttku chodź nie ma za bardzo czym chociaż na jedynce udaje się trzymać przelotową 20. Obrady się trochę ciągną bo i dużo do ustalenia.
Po roboczym spotkaniu miałem wracać najkrótszą drogą ale coś mnie tchnęło i kawałek na Niwkę jadę odholować Elę. Z Pawiaka już prosto do domu.
Przyszedł marzec i korci do dalszych wypadów ale z racji roboty i łańcucha nie da się na to pozwolić i leci to powolutku ale do przodu.
Dzień iście zwariowany robotę się miało zacząć od 8:00 toteż zebrałem się na biku, a tu pozamykane, kumpel mi przypomniał, że jednak na 10:00 miałem dotrzeć to korzystam z dwugodzinnej absencji czasowej i ruszam w plener pokręcić się trochę po lasku zagórskim. Na niskich przełożeniach jakoś dawało radę. Niby słońce ładnie przygrzewa ale w lesie jeszcze nie czuć wiosny która niebawem dotrze. Gleba przy gruncie jeszcze dobrze zmarznięta i do tego w niektórych miejscach lokalne oblodzenia dawały uroku. Z lasku trochę inną drogą ale przez las przebijam się na Staszic i kołuję pod Real przy DK 94 zobaczyć to i owo. Czas goni więc zbieram się z powrotem by się stawić na dziesiątą. Heh podejście też nie udane kierownik jednak nie dojedzie i to co miałem zrobić z rana wyjątkowo dniówka na popołudnie. Zawijam się do domu na małe co nieco do brzucha. By nabić trochę kilometrów w między czasie do przychodni wyciągnąć tacie kartę do lekarza i do Leroya z reklamacją przed 15:00 telefon żebym się zbierał bo już klucze dotarły. Wytyczne otrzymane i popołudnie zleciało na budowie ale za to do południa kilometrów się trochę nabiło.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym