Miałem dziś sobie odpuścić dwa koła ale pomimo niesprzyjającej aury skusiłem się na małą rundkę po mieście, a zbierałem się praktycznie cały dzień.
Wreszcie przed 17:00 zbieram się i w drogę. Pierwsze kilometry jeszcze w mżawce, czym dalej od domu to opady ustają. Kierunek centrum Sc - PTTK odebrać legitymację mojego drugiego Ja czyli drugiego Marcina G nowego klubowicza. Z Oddziału koło dworca południowego na Jagiellońską, przecinam Park Harcerski wylatując z tyłu ZUS-u skąd dalej Niwecką pod ogródki działkowe Cedler ogarnąć czy Waldi jest na działce. Na działce pusto więc powoli zmierzam ku domkowi. Przy kościele na Dańdówce rzecz się stała niesłychana przy redukcji biegu wyskoczył mi łańcuch z wózka tylnej przerzutki. Jakoś udaje mi się bez imbusa nagiąć delikatnie przerzutkę aby łańcuch wskoczył na odpowiednie miejsce. Z racji jutrzejszego wypadu w domu zabieram się za wymianę przerzutki dobrze, że miałem w zapasie jeszcze jedną Acerę z odzysku a w lepszym stanie jak ta. Przy okazji wymieniam linkę bo stara się postrzępiła i przycinała się w pancerzykach.
Jakoś tak od rana zmęczenie materiału, że na uczelnię decyduję się na jazdę zbiórkomem. Kanarki przeszły samych siebie dziś. Na linii nr. 20 z Kato na Batory w przeciągu 5 przystanków aż 3 zmiany pogromców gapowiczów. Co się uśmiałem to moje. Powrót już bez większych ekscesów po za tym, że przez remont drogi przy Empiku wszystkie autobusy ze stawowej i Piotra Skargi przeniesione są i porozprowadzane wzdłuż ul. Mickiewicza.
Po powrocie planowałem ruszyć bikem do PTTKu w efekcie nie pojechałem dopiero ruszyłem się o 17:30 na Hallera pomóc przy przewiezieniu mebli na Zagórze. Zapakowanego dostawczaka z Pilotem odsyłam na docelowy adres z przesyłką, a ja gonię przez miasto również w to miejsce. W efekcie na Zagórze docieram nie długo po kierowcy. Wrzutka na 3 piętro i do domku wrzucić wpis na sobotnią wycieczkę.
Tendencji burzowej ciąg dalszy. W poniedziałek posiłkowanie się pociągiem, dziś co prawda od rana oprócz chwilowych zielonych słupków na ICM nie wskazywało na tak ulewny dzionek.
Na 12:00 planowałem ruszczyć rowerkiem do PTTKu wyrobić drugiemu Marcinowi G z Sosnowca legitymację, ale nim się ogarnąłem pierwsza chmura. Tak dudniło więc stwierdzam, że przeczekam to ustroństwo, wreszcie się chmura wyniosła znad zagórskiego nieba to czekam aż nadmiar wody z dróg trochę uleci i po suchym sobie pojadę. Na nic się to zdało przyszła jeszcze większa ulewa jak szybko wyciągnąłem rower jeszcze szybciej go schowałem. Przesiadka na zbiurkoma bo inaczej nic z tego nie będzie od Oriona po same centrum miejscami ściany wody. Wybierając opcję nie moknięcia w przejściu zaglądam do CIMu. Z PTTK-u jak już wszystko porobiłem wpadam na dworzec dowiedzieć się o sobotni przejazd do Gliwic, niestety KŚ już zamknięte i znów zbiurkomem na Zagórze.
Pogoda wreszcie normalna po telefonie od Staśka ruszam po przesyłkę w okolice dawnej stadniny na Gospodarczej. By nadgonić czas decyduję się na trochę ryzykowną z racji braku pobocza jazdę DK 94 na wysokości od Auchana do Żylety. Powrót już przez miasto. Wieczorem wpada Patyk by zdiagnozować lapka. Posiadówka trawa do późnego wieczora. U mnie kilometrów jeszcze mało to na odchodne odprowadzam Marcina na Kazimierz, po czym od odprowadza mnie pod PKM, gdzie już każdy w swoją stronę.
Po wczorajszym późnym powrocie z AK dziś z wyrka wstaję coś koło 10. Śniadanie i uzupełniam jeszcze jeden brakujący wpis na Cyklozę. Tak zlatuje do południa szykowanie obiadu i ok. 14:00 ruszam na DG dokupić cosik fajnego na prezent komunijny, po ponad godzinnym kręceniu się tu i tam wreszcie znalazłem magiczną skrzyneczkę. Dokonując analizy czasu stwierdzam, że mam półgodziny aby zawieść pakunek do domu przepakować sakwę i z marszu na Dęblińską.
Spotkanie odhaczone poprzez pracę najbardziej zainteresowany jubilat Waldek nie dotarł to pewien punkt z programu musimy przełożyć na 20 maja kiedy wypadnie 2 rocznica powstania klubu. Po zebraniu jeszcze zostaję w Oddziale na wrzucenie info na stronę oddziałową o wycieczkach. Po wszystkim ruszam przez Centrum, Park Sielecki, środulki i Mieroszewskich tnę do domu. Jutro dystans konkretniejszy z metą w Szczepanowicach.
Po wczorajszej nieplanowanej setce dziś dzień z racji dnia wolnego od uczelni postanawiam poświęcić nadgonieniu wpisów na stronę cyklozy oraz środowego wpisu na BS. Odganiany do różnych innych zajęć - zakupy i. in. uporałem się z tym dopiero ok. 17:00. A w między czasie jak skoczyłem po folie na okno dostrzegam zasuwającego w stronę Klimontowa Jacka. Tym razem chyba mnie nie zauważył pomimo sygnałów dźwiękowych w jego stronę ale wybaczone ja też jadąc nie zawsze rozglądam się po chodnikach zwłaszcza jak tnę drogą.
Ok 20:00 dosiadam rower i kierunek Pogoria odebrać zakupy. Powrót na Zagórze tel. do Patyka i zgadujemy się na Akademikach brać studencka świętuję to nie wypada się nie pokazać. Impreza na kocykach ciągnie się do późnych godzin nocnych. W tle konwersacje polsko - angielsko - hiszpańskie. Językowy miszmasz ale jakoś ogarniamy o czym się mówi. Jutro też jest dzień impreza przenosi się do klubu, a my nie przygotowani na taki wariant z Patykiem żegnamy się i kręcimy w nasze rejony. Jutro zebranie a w Sobotę akcja na komunię na rowerze. Kierunek Gorzkowice.
Zaś wpis dnia następnego ale ostatnio jakoś nie mam siły i chęci siadać wieczorem i wrzucić parę zdań szczególnie jeśli dzień sprzyja na długą jazdę.
Kolejny dzień z rzędu w tym roku jak na uczelnię wybieram się na biku. Pobudka zupełnie przypadkowo dość wczas ok 4:00 i mordęga na wyrku do 7:00. Śniadanie pakuję sakwę i kierunek Chorzów. Odjechałem kawałek od domu ale coś mi nie pasuję z napędem - przerzutka dziwne się zachowuje. Szybkie oględziny i powrót pod klatkę. Okazało się że mam skrzywiony lekko hak i stąd ten problem. Domniemywam, że mogło się to stać jak w ciemnościach z Dominikiem przebijaliśmy się wczoraj przez las zagórski, kiedy zahaczyłem tylnym kołem o jakieś grubsze gałęzie. Przy pomocy kombinerek udało się trochę naprostować zdeformowany element i mogłem kontynuować plan dotarcia bikem na uczelnię. Trasa przez Centrum, Stawiki, Borki, Dąbrówkę, Bogucice, Oblatów i wylatuję przy Silesii. Skąd kawałek ścieżką za Wesołe Miasteczko i przebijam się na Tauzena skąd już na Klimzowiec. Wykład skończony, a do zebrania rady zostało mi parę godzin jeszcze. Co tu robić, a no co zbieram rower i jadę pokręcić się tu i tam. Na początek w okolice Rynku w Chorzowie. Dzwonię do Ryśka jak tam z czasem stoi ale bob budowniczy remontuje to zostało mi samemu krążyć. Korzystając, że zabrałem książeczki PTTKu kręcę pod Szyb Prezydent i podbijam pieczątkę do książeczki znam Szlak (kolejna do przodu, jeszcze muszę znaleść chwilę i podbić w Muzeum Pożarnictwa). Dalej w kierunku Parku Śląskiego, po drodze wypatruję obiekt ze szlaku arch. drewnianej Kościół pw św. Wawrzyńca. Chcący zgubić kolejne minuty robię dwie duże pętle wokół parku i tak ucieka mi kolejna godzina. W brzuchu zapala się rezerwa z resztą już pora i odbijam do Maca na Tauzena. Po przerwie obiadowej powrót do parku wyciągnąć gnaty na jednej z ławek i złapać trochę promieni słonecznych. Kwadrans po 15:00 już pora. Zbieram manele i kierunek Katowice Staromiejska na zebranie Rady Prezesów. Głównie tematy odnośnie bieżących imprez oraz najistotniejsze czyli grupowy dojazd na Zlot w Wilkasach. Po zebraniu w planach miała być Dąbrowa i uczelniane zawody w Darta ale imprezę przełożyli także można było inaczej plan ułożyć. W spontanie wyszło, że wrócę sobie przez Siemce przy okazji na Załęże podciągnę kawałek z Alfredem prezesem klubu HUZy z Gliwic. Ale tak my się zagadali, że przelecieliśmy zjazd na Tysiąclecie no to wyszło, że podciągnę sobie z nim do Gliwic. Tak też się stało. Przebijamy się bocznymi drogami omijając rozkopaną Gliwicką i lądujemy w Świętochłowicach. Za kawałek już Ruda skąd przez Czarny Las, Wirek i Pawłów kierujemy się na Zabrze. Dalej już bocznymi drogami poradzi Fredi. Trochę mnie skołował tymi objazdami i dziś dopiero na mapie ogarniam jak sprawnie przez Makoszowską, Osiedle Janek kawałek lasem za niebieskim szlakiem i innymi drogami docieramy do ul. Wolności kawałek w większym natężeniu ruchu i znów w tereny zielone do Parku Kultury i Wypoczynku zwanego parkiem chorzowskim w Gliwicach, skąd wylatujemy pod wieżą Radiostacji. Gliwicka wieża Eiffla zaliczona, 9 czerwca na święcie roweru złapię pieczątkę. Dalej już trochę prezentacji miasta w wykonaniu Frediego i docieramy pod Dworzec PKP. Półgodz. do odjazdu to mamy jeszcze czas i Alfred pokazuje na mapie jak mniej więcej chce nas poprowadzić w przyszłą sobotę jak będziemy łapać kolejny obiekt na szlaku Zabytów - muzeum kolei wąskotorowej w Rudach. Parę minut do odjazdu pora się żegnać mykam na cug i kierunek Sosnowiec. Podróż też męcząca poprzez remont torowiska 10 minut ekstra postoju na Chebziu i jeszcze dłuższa chwila na Batorym dalej już sprawnie do Sosnowca. Z Dworca w Sosnowcu już na biku na Zagórze. Podganiając tempo bo Zośka jednak wieczór chłodny zostawiła.
Dzięki Alfred za zupełnie przypadkową ale za razem ciekawą wycieczkę po okolicach.
W planach była jazda na uczelnię, ale niepodziewanie dostaję wczoraj tel. z Magistratu, że organizują spotkanie tematyczne nt. imprez towarzyszących w ramach 70 Tour de Pologne. No to jak już urząd dzwoni to nie ma rady. Pobudka przed 7:00 szybkie śniadanie i zaginam na biku do centrum. Rower zostawiam w biurze PTTKu i z buta na Małachowskiego.
Spotkanie mija dość sprawnie nic na razie większych konkretów. Korzystając jeszcze z wolnego do PTTK uzupełnić papiery wycieczkowe. O 15:00 powrót na Zagórze. Trochę przerwy w domu z powodu odwiedzin rodzinki z Bełchatowa. Goście pojechali stwierdzam, że szkoda dnia i ruszam dalej kilometrów porobić. Kierunek Pogoria. Na rondzie Merkury zmiana planów po drugiej stronie dostrzegam Scotta z Przyczepką do tego biały kask ten opis to tylko do jednej osoby w tym mieście pasuje. Po hamulcach i zmierzam ku Jackowi. Chwila rozmowy i stwierdzam, że skoro i tak jadę bez celu to go odprowadzę. Przegadujemy całą drogę i nie wiadomo kiedy jesteśmy już na Klimontowie. Za Komisariatem się żegnamy i jadę w kierunku Balatonu. Dalej na Ostrowy i Park w Kazimierzu. Runda honorowa po alejkach ale nikogo znajomego to zmierzam dalej na P3. Nie zdążyłem dobrze pod molo wjechać a tu znów spotkanie. Tym razem spotkanie z Panem Henrykiem. Chwila rozmowy odnośnie rajdu w Trzebini, chwilę później dostrzegam Dominika. Przerwa na ploty i w dwójkę okrążamy jeszcze P3 dalej w kierunku Zagórza. Bocznymi drogami przebijamy się pod okolice Staszica i przez las zagórski gdzie przebijamy się w okolice zajezdni PKM. Tam się żegnamy i już prosto przez Szymanowskiego do domu.
Temat wpisu taki tam w nawiązaniu do dzisiejszej fuchy.
Słońce, pogoda wręcz się prosi o jakiś konkretny dystans, ale trzeba wziąć poprawkę na inne zajęcia także z dłuższej jazdy dziś nici. Rano sakwy w ruch i kierunek Pogoria zrobić większe sobotnie zakupy w piątek. W ekspresowym tempie wrzucam do wózka zakupy z listy i na kasę. Odprawa kasowa jak zawsze najdłużej schodzi. Wrzuć na taśmę-zapłać-spakuj z powrotem do wózka i najprzyjemniejsze równomierne rozmieszczenie balastu w sakwach, powrót przez Mydlice wstępując do jednego ze sklepów rowerowych po kluch do supportu. Dojazd do domu opróżniam sakwy i kierunek Plejada odebrać pakunek z pralni i prosto do Waldka na BMC.
To właściwie tyle z jazdy od południa do wieczora zabawa ze wstawianiem nowych drzwi i innych przyziemnych robót.
Po robocie prosto ostatni km pod Mec i do domu. A jutro kierunek Tychy.
Kolejny zakręcony rowerowo dzień. Na początku pasowało by po długim weekendzie zajrzeć do Bankowej. Po 9:00 zbieram bika i kierunek Chorzów.
Znów lekko zmodyfikowałem trasę ale czasowo wyszło podobnie. Na początek koło cmentarza na Zuzannie na Środulę. Nie wiem jak ale się udało przejechać bez postoju na przejeździe przy Fakopie. Dalej na Akademiki, przecinam drogi i ląduję w Parku na Kresowej. Następnie przez Borki na Dąbrówkę i dalej na Bogucice. Łapię zieloną falę i szybko przedostaję się pod Silesię. Łyczek wody dla ochłody i tnę na Tauzena skąd już prosto na Sportową.
Wychodząc z uczelni łapię jeszcze zlecienie przewiezienia dokumentów do centrum Kato. Tel. do Ryśka-maturzysty i zgadujemy się na krzyżówce w Załeżu. Dalej sprawnie najpierw z przesyłką i potem na Staromiejską po pieczątki do Książeczki z Gisza i Nikisza. Gdy już wsio załatwione ruszamy trochę pokręcić po Kato i lądujemy w parku w Janowie. Czas goni do domu więc ruszamy do Sosnowca. Gdzie Ryszard łapie panę. Na BP przy PLAZie udało się naprawić problem. Korciła dłuższa jazda ale inne obowiązki wzywały więc po naprawieniu pora się żegnać i tnę na Zagórze. Po Drodze w Parku wpadam na Maćka. Pogawędka nt. Bieszczadzkiej wyprawy ale nie za długo i żegnam się i już prosto na Zagórze.
Dalsza część wypadu typowa rekreacja. Zdzwaniam się z Patykiem i półgodziny przed 22:00 ruszamy pod M1 aby odprowadzić Sandrę pod same drzwi. Na początek turlamy się przed Baną na center DG skąd z buta spacerkiem na Zagórze. Kończąc ten dzień Perłą
Dziś na rowerek wypad w samo południe z przesyłką do pralni. Jak zawsze jeździłem do Pogorii tak dziś z racji, żeby się nie potrzebnie kołować jadę do Plejady. Stamtąd w swojej sprawie do Orange na 3 Maja i do PTTK. W między czasie łapię jeszcze jedno małe zlecenie i jadę z przesyłką w okolice Wawelu. Wierząc ICM i tym co na niebie zbierało się na solidną ulewę więc na dziś koniec i przez Kombajnistów i Park Środula wbijam się w bloki i do siebie.W efekcie nie taki diabeł straszny dopiero zaczęło padać ok 18:00.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym