Dziś tak w ramach odpoczynku po majówce w ramach pomocy klubowej to co rozwaliliśmy oczywiście zamierzenie i na wyraźną prośbę Waldka stawialiśmy nową altanę na działce, organizując przy okazji grilla.
O 10:00 pojechał Waldek i autem podjechaliśmy pod elementy składowe do konstrukcji. W między czasie gdy Waldek pojechał zorganizować artykuły do grilla wspólne i Patykiem sortowaliśmy części i ogarnialiśmy skomplikowany schemat złożenia. Wreszcie front pracy ruszył i z godziny na godzinę poszczególne elementy zaczęły tworzyć jedną całość. Wreszcie udało się składzik stoi. Dzień uciekł na zbiorowej współpracy i wspólnym grillowaniu. Po wszystkim podwózka na Zagórze. Przerwa na herbatę, przesiadka na rowery i jadę na Kazimierz odprowadzić Marcina przy okazji pokręcić sobie trochę. Powrót przez Park w Kazimierzu i Staszic. Za Realem odbiłem w stronę Pogorii ale łańcuch zaczął śpiewać, że mu sucho to zmiana trasy przecinam Aleje i zmierzam w kierunku centrum DG po drodze wpadam na Seby trochę pogaduch i prosto na Zagórze.
Dziś w ramach dnia wolnego na bika zasiadam dość późno. W planach chodziła po głowie stówka a wyszła tylko półstówka. Na 16:30 zgaduję się z Kotem na Sielcu z opcją wyskoczenia za Brynicę i uzupełnienia pieczątki z Szybu Wilson. W parku imprezy plenerowe pierwszomajowe po objeździe atrakcji namierzam Kota i Pana_P. Wspólnie z Kotem próbujemy namówić Marcina na wspólną jazdę w efekcie ciągniemy sami najpierw na Nikisz, gdzie łapię pieczątkę z Galerii, chwila na ekspozycję i dzwonimy do Ryśka, co tam porabia.
Po konwersacji ruszamy do niego na Załęże, po drodze ogarniamy gdzie dokładnie znajduje się Izba Cyklisty na Padarewie.
Na miejscu u Ryśka testuję jazdę na jego Rikszy co to nią ludziska wozi wieczorami po Katowicach. Zupełnie inna struktura jazdy ale do ogarnięcia. Stamtąd już normalnie na bikach wyciągamy Ryśka na małą przejażdżkę. Chłodno się zrobiło i na placu Wolności robimy dłuższy pitstop w Carpe diem. Kocura czas goni to zbieramy się i odprowadzamy go na Bogucice. Zostawimy Kota u Oli i sami z Avacsem ruszamy na Mariacką ogarnąć jaki ruch i czy opłaca się wyciągać Rikszę na miasto. Aura przełożyła się na nie za dużą frekwencję. Chwilę jeszcze pogawędki i już każdy w swoją stronę.
Powrót wzdłuż 86 i dalej przez Centrum ogarnąć jak tam na Sielcu wygląda, ale też szału nie ma to jadę dalej na Zagórze.
Ale ten czas zasuwa. Ledwo styczeń, długa zima, a tu już czwarty miesiąc uciekł.
Dziś z rana robota do 13:00. Dziś przeskakujemy z tynkami do ostatniego mieszkania. Potem na obiad i bikiem do PTTK-u. O 18:00 tel. do Pawełka celem namierzenia i dostarczenia legitymacji. Prosto z Sosnowca najpierw na Zagórze odebrać jedną przesyłkę i dalej na Pogę na spotkanie z Pawłem. Docierając pod molo spotykam również Pietrka. Chwila rozmowy nt. I XC na Dorotce i się, żegnamy. Pablo wraca na Pogoń, a ja z Dydkiem jeszcze pętelka wokół jeziora i wracamy na Zagórze z przerwą w Parku Hallera testując urządzenia siłowni pod gołym niebem.
Kolejny tydzień i tak w koło czas ucieka. Rano na robotę, pogoda zdecydowanie lepsza niż w niedzielę, ale szału nie ma.
Po robocie na furunek i mały odpoczynek. Przed 17:00 zgaduję się Panem_P na pomoc przy masowych kamizelkach. Dość późno się na to zebraliśmy ale i tak załapaliśmy się jeszcze na zszywanie.
Przedzierając się przez las zagórski docieram pod park na Kazimierzu, skąd razem z Marcinem udaliśmy się na DG do siedziby TV Zagłębie, gdzie zbierała się grupa "zszywkowa" ds. zszywania numerków do kamizelek. Po zabawie z zszywaczami ruszamy gdzieś dalej w plener. Zdzwaniamy się z Czarnym Kocurem i jedziemy na spotkanie do parku przy Stoku. Trochę pogaduch di zachodu słońca i ruszamy 3D. Patyk zbija na Kazimierz a ja z Kocurem na Pogoń i też bez większego kręcenia wracam na chatkę.
Dziś jazda tylko na działkę do Waldka. Zregenerować siły po sobotnich tany tany w dąbrowskim aquarium. Może jak by było deczko cieplej to bym się wieczorem skusił na małą przejażdżkę.
Środa była dniem odpoczynku od rowerku. Jedynie było 2 km do roboty i z powrotem, które dodam do dzisiejszej jazdy.
Nogi jakoś się do końca zregenerować nie chcą więc trzeba im pomóc. Dziś na budowie mniej do roboty więc o 13:00 się zwijam i do domu na futrunek, długo tam nie zasiaduje i ruszam najkrótszą drogą do PTTKu popchnąć kolejne dokumenty. W drodze powrotnej okrężnie przez Pogoń i trochę nabijam jazdy terenami. Wzdłuż prawego wałów Czarnej Przemszy kręcę aż pod Pogorię IV tam przez kładkę kolejową przebijam się już na stronę Pojezierza Dąbrowskiego. Dalej cały czas terenem wzdłuż torów na Piekło. Stamtąd już przerzucam się na ścieżkę (bieżnię) wokół P3, robiąc ze 3 okrążenia z przelotową ok. 30 km/h. Na trzecim okrążeniu trafiam na Łukasza. Dokończamy wspólnie okrążenie i przerwa na złocisty napój. Potem odprowadzam go na Aleje i dalej już samemu na Zagórze. A jutro kierunek Bytom. Kto chętny zapraszam na 16:30 pod fontannę na Dęblińską skąd ruszymy na bytomski rynek, gdzie staruje Bytomska Masa Krytyczna.
Dopiero dziś wyszło zmęczenie weekendowego kręcenia, z resztą na większe dystanse nie było czasu.
Nawet nie było czasu odespać na 9:00 do roboty, tak zleciało do 15:00, futrunek i lecę na Sosnowiec do PTTKu na zebranie zarządu, które bagatela z racji różnych problemów do omówienia skończyliśmy dość późno i powrót znów w świetle nocnych lamp.
Pierwszy tak typowo wykorzystany rowerowo weekend. Zamiast rekreacyjnie zaplanowanej na odpoczynek niedzieli po 2-setce Sztafety wyszła dziwnym trafem 100-ka.
Reszta jak z roboty wrócę.
EDIT: Jak sobie zostawić coś na późniejszy termin to czas ciężko wygospodarować by nadrobić.
Po sobotniej sztafecie rano nawet bez większych problemów wstałem, ale się jakoś tak czułem zmęczony, że chodziło mi po głowie odwołanie pierwszej klubowej wycieczki, ale całe szczęście Darek uratował sytuację.
Zabrałem sobie minimalny bagaż jakby się ludziska stawili i najwyżej ich pociągnę trochę po trasie, ale w trakcie dojazdu na miejsce zbiórki czuję, że kolano nawala i nie chcę się nabawić kontuzji. Myślę jak tu wyjść z opresji i proszę Darka o poprowadzenie wycieczki tym bardziej, że przyjechało 10 cyklistów. Moja rola w tym dniu skończyła się na przywitaniu i zrobieniu listy.
Po formalnościach puszczam grupę, a ja wracam do domku odespać trochę i zregenerować siły.
W domku dodatkowa drzemka i maść stawiają mnie na nogi.
Po obiedzie ok 16:00 zgaduję się z Limitem co by mięśnia po rozruszać ale on nadal regeneruje siły więc zbieram się z tatą i ruszamy na Pogorię. Ludzi masa jak to w niedzielę. Uprzednio zdzwaniam się z Panem_P i spotykamy się pod molo razem z Darkiem i Pawłem. W czwórkę ruszamy slalomem ścieżką wokół P3 dalej przez mokradła Pogorii 2 i okrążamy P1 z przerwą na plaży. Plan dalszej jazdy wyszedł niespodziewanie Marcin dostaje cynk od Moni P., że przebywają w "13-tce" no to do nich dołączamy. Z racji już zbierania się wieczora, żegnamy się z klubowiczami z Mysłowic i dołączamy do paczki Moniki. Tam przy złotym trunku pada propozycja ogniska, według moich dorad decydujemy się na Cypelek. Z Monią i jej kolegą ruszamy do Lewiatana po potrzebne artykuły i ja w między czasie lecę na Zagórze uposażyć się w cieplejszy ciuch i wracam do ekipy na cypelek. Rozmów i śmiechów bez liku. Tak zlatuje do późnych godzin nocnych. Pora się zbierać. W czwórkę ja, Marcin, Monia i kolega ruszamy prowadzeniu przeze mnie na Kombajnistów dość okrężną drogą przez wały, Ksawerę, dworzec PKP, koło domu Złego i Konstantynów. Stamtąd eskortujemy Monię na Katowice. Leci się spokojnie wiatr na plecy i puste ulice. Z Monią rozstajemy się przy jej osiedlu i z Panem_P wracam na Sosnowiec. W tą stronę już zdecydowanie gorzej wmordewind i zmęczenie daje się we znaki. Ok. 1:00 robimy małą przerwę na stacji u wlotu do miasta. Porcja izotona sprawia, że jakość dociągamy pod Zajezdnię na Zagórzu, gdzie się żegnamy Marcin leci dalej na Kazimierz, a ja nawrót na Centrum Zagórza.
heh nie było jakiś większych kombinacji z trasą, trochę tu trochę tam i się dystans konkretny
Cały dzień uciekł na różnych pierdołach w końcu zbliżała się godzina zebrania. Spakowany już na wyjazd patrząc na zegarek stwierdzam, że jeszcze zdążę wrzucić dodatkową porcję makaronu w siebie. Idę do drugiego pokoju, a tu psikus zupełnie inna godzina, 10 min do zebrania. Wszamam na szybko i ogień na Dęblińską. Wiatr na plecy sprzyjający także udało się dotrzeć z minimalnym spóźnieniem.
Korekcja planów wycieczkowych była głównym tematem spotkania.
Po zebraniu razem z Limitem, Waldkiem i Marcinem (Panem_P) ruszamy pod Cedlera skąd mamy transport na jutrzejszy start Sztafety Rowerowej organizowanej przez Arcelor Mittal w ramach "dnia bezpieczeństwa. Z racji, że kierowca nie orientował się dokładnie, gdzie mamy nocleg służę pomocą i prowadzę na ANNABERG. Na miejscu kwaterunek odprawa techniczna i w kimę bo jutro o 4:00 pobudka i ruszamy do Zdzieszowic pod Koksownię skąd o 5:00 ma wyruszyć 200-tu km Sztafeta Zdzieszowice - Kraków.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym