Chomiczówka na P3

Czwartek, 9 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Niecny plan jazdy przez wszystkie dni lipca spalił na panewce. W sumie gdyby nie ta wczorajsza poranna nawałnica to by się może udało.

Dziś dzień chillout - spanie do 10:00. Potem trochę redakcji na stronie klubowej, porządki i popołudniowa drzemka.

Jak przestało padać tzn ok. godz. 19:00. Ruszam przewietrzyć Meridiana. Chłodno - według licznika 14 stopni. Szybki szpil na P3. Okrążenia dwa i nawijka do domu. Bieżnia oblegana dzisiaj głównie przez biegaczy, kolarzy to tak na palcach byłem w stanie policzyć.

DPD

Wtorek, 7 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca, serwis
Start na firmę 7:30 - udaje się nieco szybkiej wygramolić z domu, przez do na Morawę nie goniłem, a i tak byłem z zapasem minutek.

16:00 wybija koniec na dziś. To ciepło jakoś nie zachęca mnie do jakiś większych objazdów. Dlatego bardzo smętnym tempem jadę sobie Hubertusy, potem Naftowa, Ostrogórska i wpadam na ścieżkę przy 1 Maja i jadę nią poprzez Kombajnistów do domku na Zagórze.

Upał nie ustępuje więc zamiast się mordować, bunkruję się w piwnicy i biorę się na wulkanizację - wymianę ogumienia w Authorze. Przy okazji patrzę jak tam sprawuje się napęd i przystępuję do malutkiej korekty. 

DPD

Poniedziałek, 6 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Niedziela w pracy, to i pobudka w poniedziałek jako "drugi" dzień roboczy łatwo poszła.

7:40 ruszam na Morawę. Nogi średnio zapodają, ale w o czasie melduję się na Morawie.
Po pracy zakolem ruszam na Rawę spisać grafik z salonów - kiedy to będę miał dyżur i cafe u mojego skarba.

O 20:00 rolety w dół - pani do 808, a ja kusem za busem. Przeciętne tempo jazdy, mimo to udaje mi się być w domu niedługo później niż Martyna autobusem.

DPD z powrotem na okrętkę

Niedziela, 5 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Niedziela minęła na regeneracji po wczorajszej ustawce.

Na 10:00 ruszam do Rawy odbyć dniówkę w ramach zastępstwa. Na miejscu z zapasem minutek to zakręcam do pobliskiej kropkowanej po upgrade śniadaniowo - obiadowe. 

W Salonie spokój i cisza to mogę oddać się rozkoszy masażu na urządzonkach.

Po pracy jadę lekkim zakolem do domu. Miałem nieco krótszym wariantem wracać, ale na Dąbrówce tuż przed Schroniskiem wyprzedzam jednego kolarza. Za chwilę słyszę cześć prezes [???] Okazuje się, że trafiłem na Darka z którym na jednej z wycieczek miałem okazję jechać. Tak się rozgadaliśmy, że nim się obejrzałem dotarliśmy do Grodźca. Tu nasze drogi się rozeszły kolega odbił na Wojkowice, a ja sunę pod Lwa. Heh, jakieś dwa lata człeka nie widziałem i po jednej wycieczce mnie zapamiętał. 
Przecinam 86 i śmigam na P3. Przejazd kontrolny przez Promenadę i zawijam w kierunku domu.

Cykliczna ustawka kryptonim Pustynna Burza

Sobota, 4 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Na cyklozowym zebraniu padały hasła o sobotniej ustawce, ale nic konkretnego. Jakoś tak to wyszło, że na ten weekend sporo się dzieje. Wyczynowcy udali się na tuptanie 100 km po górach, inni w środku nocy postanowili wyjechać na rowerach, by na mecie w chacie na Zagroniu przywitać tych co poszli z buta, a jeszcze inni skorzystali z wolnego weekendu i mieli trochę prywaty, gdzieś w Polsce.

Ja wiedziałem, że tylko mogę sobie sobotę przeznaczyć na rowerowanie, postanowiłem zorganizować mały wypad na za miasto. Cel dawno nie odwiedzana przeze mnie Jura. 

Kryptonim Pustynna Burza - wrzucam hasło w piątkowy wieczór na neta z propozycją dołączenia.
Zbiórka godzina 8:00, że "pod domem" to nawet udaje mi się nie spóźnić. W wypadzie towarzyszy mi moja połowica, z lekką niepewnością co ja czeka i czy podoła, klubowicze Adrian i Darek oraz do Kluczy Sławek.

Czekamy jeszcze chwilę. Telefony kontrolne to potencjalnych spóźnialskich, ale nikt już więcej nie dołącza to ruszamy.
Na początek Puszcza Pakosznica, jadąc Szlakiem Lasku Zagórskiego docieramy do Kazimierza. Potem trochę asfaltu, na przemian z terenem i wylatujemy przy Euro terminalu w Sławkowie. Asfaltem docieramy na Rynek w Sławkowie. Akurat dzień targowy to ruch spory. Pierwsza przerwa pojeniowa, wsad lodowy i śmigamy Doliną Białej Przemszy do Okradzionowa, skąd zwrot na Błędów i śmigamy do Chechła na Punkt widokowy na Błędowską Pustynię. 

Na piaskowym odcinku Czerwonego Szlaku Pieszego między Błędowem, a Chechłem Darek łapie panę oczywiście paluch zagłady poszedł w ruch, a Adrian zalicza glebę. Mało tego kolejną ofiarą była Martyna, która gubi licznik. Jak się w zeszłym roku w Limitem i Jagą tamtędy przebijaliśmy to nie było tyle ofiar.


Krótki pit stop przy wielbłądzie i docieramy na punkt widokowy Dąbrówka. Jak na sobotę cyklistów tu mało, ale za to sporo turystów zmotoryzowanych. 

Pora na punkt kolejny. Ustawiam azymut na Klucze i punkt widokowy Czubatka. Wpadamy na niebieski szlak jurajski i docieramy nim do celu. Oczywiście ciepło sprawia, że moja nawigacja jazdy na pamięć czasem zawodzi i gdzieniegdzie muszę korygować marszrutę.

W Kluczach nieco dłuższy postój na Czubatce. Delikatny wiaterek sprawia, że się jechać nie chce. Pora się zbierać. Sławek nas opuszcza i odbija na Bukowno, a my w swoją drogę. Sprawnie przelatujemy przez Jaroszowiec i kotwiczymy się w Bydlinie nad Stawem. Godzina przerwa chłodzeniowa w Stawie przy klubowej bazie noclegowej i serwisowa bo od ciepła łatki nie wytrzymują i Darek ponownie zmienia dętkę. Uporawszy się z defektem i schłodzeni zmierzamy na ruiny Zamku w Bydlinie. Szczyt zdobywamy fotka ku potwierdzeniu i lecimy dalej. Spoglądam na mapkę i jedziemy. Testuję nową drogę którą jeszcze nie jechałem. Podążając za czerwonym rowerowym zmierzamy do Smolenia. W większości albo asfalt, albo szuter i dwa podjazdy w tym najwyższe przewyższenie w miejscowości Złożeniec. 

Docieramy do Smolenia. Ciepło daje się we znaki w nogach już 80 km. Darek zostaje przy rowerach, a reszta z buta podchodzimy pod ruiny. Oczywiście Prezes chciał sobie skrócić i pociągnąłem resztę za sobą po stromym zboczu. Ruiny w remoncie i wszystkie boczne wyjścia zawarte dechami. Skarpa dzieli nad od bramy głównej. No nic przyjdzie nam wracać z kwitkiem. Na drogę na około się nie decydujemy i zboczem schodzimy do Darka.
Pora obiadowa się zbliża. Dosiadamy rowery i kierujemy się Wojewódzką do Pilicy na mega Pizzę. Jazda na rezerwach. Za te podjazdy do Smolenia w nagrodę ponad kilometrowy zjazd do Pilicy. Na zjeździe łapię maxa 64 km/h . 

Zasiadamy w sprawdzonej już Pizzerii i aplikujemy w siebie mega tradycyjną. Na deser wrzucam w siebie jeszcze big burgera. No teraz jestem najedzony. 18:00 na horyzoncie. Opuszczamy Pilicę i turlamy się ku domowi. Na początek podjazd przy wyjeździe z Pilicy i kręcimy na Ogrodzieniec. Tam tylko krótki postój pojeniowy i kręcimy do Niegowonic. Serpentynki minięte, jeszcze tylko Łosień i większość po płaskim. Monia jeszcze na urlopie to nie wpadamy z odwiedzinami i jedziemy dalej. 

Z Łośnia na Tworzeń i już przez miasto na P3. Potem Zielona, Park Hallera i wtaczamy się na Zagórze. Ja ze zmordowaną upałem, ale mega zadowoloną Martyną się odłączamy, a chłopaki dalej do swoich kwaterunków.

JAK ZWYKLE KOCHANIE ZWARTA I GOTOWA DO JAZDY  - jeszcze się uśmiecha, bo nie wie co ją czeka 


ROWERY DWA - na pustynnym szlaku


Z punktów "udanej" wycieczki - była wywrotka, było błądzenie i było też SZYDZENIE


Pustynna burza nie mogła się obyć bez pustynnego zwierza - TWARZOLICZENIE W CHECHLE


Rozrywka na Pustyni - PUNKT WIDOKOWY DĄBRÓWKA 


Pora na Zamki - BYDLIN


W drodze na Smoleń - GÓRY RUSKIE


Zamku w Smoleniu tym razem nie zdobywamy bo pod mury od złej strony się skradamy. 
Za to Pilica była nie daleko to i strawę czas najwyższy przyszło oporządzić.

Chomiczówka w blasku wschodzącego Księżyca.

Piątek, 3 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Z racji, że założyłem sobie, że w lipcu przekręcę wszystkie dni z dystansem min. 20 km, dziś nie mogłem sobie odpuścić jazdy.

Drobne problemy żołądkowe i upał plus sprawy różne sprawiły, że na bika wyskakuję po zmroku, a dokładnie 21:30.

Szybki szpil na P3, dwukrotny objazd bieżni i powrót do domku.

Jutro pora na Pustynną Burzę.

DPD

Czwartek, 2 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Do pracy dziś o godzinę później i zauważalnie nieco mniejszy ruch. Godzina później i różnica spora.

Trochę na bazie, trochę na dostawach i na bazę wracam o 19:00. 

Przesiadam się na Meridiana i jadę do najbliższego Lidla na Szopienice zobaczyć czy jakieś ochłapy mi się zostały. 
Dla siebie nic nie znalazłem, ale zakupuję jedną koszulkę dla Martyny.
Pora wracać do domu. Objazd zdecydowanie różniący się od drogi do pracy, ale nie za długi. Z Szopienic jadę na Mysłowice, przejazd przez Przemszę i wpadam do Sosnowca na Modrzejów. Dalej na Niwkę zobaczyć jak się prace drogowe poczynają i przez Dańdówkę jadę prosto na Zagórze i do domu.

DPND - dziś jest pełnia

Środa, 1 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Na początek miesiąca lipca nie za dużo kilometrów.

Na 8:00 ruszam na Morawę. Przesiadka na cztery kółka i zlatuje dniówka na dostawach do 22:00. Nim się rozliczyłem 23:00. Znów na bika i po nocy powrót bez większych objazdów do domu.

Wracając autem, gdzieś w rejonie Szczekocin ciekawy efekt się zaczął. Na sferze niebieskiej w jednym czasie można było dojrzeć zachodzące Słońca pełną tarczę Księżyca oraz taniec Wenus i Marsa.

Aparat w telefonie nie dał rady złapać obu planet, ale za to pełnię udało się sfocić w pełnej krasie.

DPOD - Urodzinowo dzień czwarty pora na Kota

Wtorek, 30 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca, rekreacja
Za oknem ciepławo zaczyna się dzień, zaczyna kolejny dzień pracy. Wstaję o 6:00 i godzinę później gonię bikem do pracy.
20 stopni na starcie już jest, a ja na długo ubrany. Mimo to szybko jadąc dziś na firmę docieram nawet nie zgrzany.

Do piątej dziś dniówka przeciągnęła się, bo pracę nadgonić musiałem. 

Prezent na szybko szykuję na dziś i ruszam na tauzen bokami. Po drodze z Patykiem zdzwaniam się i potem razem do Moni zmierzamy. 

Gorąco, upalnie - jak dziś pięknie jest - pogoda wręcz wymarzona. 

Na miejscu, na kocu spotykamy się, z kocią ferajną gadamy. Jest Monia i Ola i Mario też stawił się, Bartek i Dawid znajomi przybili, no i my Cykliczni Patyk i Ja.

Czekamy chwil parę, w kroplach deszczyku zmieszani. Rozglądając się wszyscy na Pawła czekamy.
Nim 19:00 wybiła zjawia się Kocur, solenizant nasz - Sto lat i prezentów nadszedł czas.
Deszczyk nie straszny - zabawa przednia się nam rozkręca grill w pełni, sałatka też przednia. Na przegrychę grzybki i sok z gumi jagód. Delikatnie i spokojnie, bo jutro też trzeba iść do pracy.

Ekipa jeszcze ciągnie biesiadę, a ja z Mariuszem po 20:00 się żegnamy i do domu zmierzamy.
Tempo lajtowe około trzydziestki - prowadzę kompana, by w domu był szybciej. Sprawnie na Piastów się dostajemy. Piątka, narazie, Mariusz do siebie, a ja jadę dalej. Już tempo nie tak efektywne, bo po drodze zaczęły się Manewry, A to światła, a to rozkopy. W końcu, ruszam objazdem Pogoń, Środula i wjazd na Zagórze. Rower pod pachę, schodami na górę, powrót do domu i na dzisiaj koniec.

Koniec miesiąca jest dziś zarazem. Plan minimum zrobiony - tysiąc km jest w miesiącu przekroczony.

Kocykowo - urodzinowo




DP PTTK OD

Poniedziałek, 29 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Jak to pora wakacji reorganizacja pracy. Nie ma targów to działam na bazie. Sobota i niedziela nierowerowe  wariantem relaksacji.
Wyjazd 7:43. Lekki poślizg czasowy, co wpływa na fakt, że tempo będzie dość żwawe. Do pracy docieram na zielonej fali. Spoglądam na licznik, a tam średnia 31 km/h.

Chwilę przed 16:00 zmieniam odzienie i lecę do Oddziału na czerwcowe spotkanie. 

Po spotkaniu miałem zamiar Limita podciągnąc na Psary, ale telefon od taty się odezwał z prośbą o pomoc to musiałem zmodyfikować trasę.

Prowadzę Limita bezdrożem do Czeladzi Piaski, skąd odbijamy na M1 i dalej pod Lidla. Chwila rozmowy i już samemu zmierzam na Zagórze.