W końcu znalazłem winowajce dziwnego stukania. Pozorny smar w piaście okazał się tylko przykrywką. Poszła koronka i nie obyło się bez wymiany łożysk ale sytuacja opanowana i pacjent będzie żył.
Na południe odholować Tatę do pracy na Milowice, godziny szczytu znów slalomem między carami. Koło już dobrze chodziło nic nie stukało więc powrót trasą objazdową po terenach. Z Roweckiego odbijam na Pogoń wylatując koło Żylety dalej wałami Przemszy aż do Dąbrowy pod P4. Tam wyjazd pod przejazdem na Ujejscu. Nawrót na P3 jak dziś pusto, gdyby nie ten wkurzający wmordewind więcej bym kółeczek zrobił, a tak tylko pół okrążenia i z plaży pod Dworzec PKP. Przymusowy postój na przejściu przy dworcu, bo trafiłem na pociąg towarowy. Wrażenie miałem, że nie miał końca. Po przerwie do Parku Hallera i na Zagórze do domu.
Z racji, że nie lubię w niedziele grzebać przy rowerze nie było większych oględzin. Skątrowałem tylko piastę by skasować luzy i w drogę. Na nic się to nie zdało chyba faktycznie trzeba będzie zajrzeć do bebechów i zobaczyć skąd dobiegają te dziwne stukania.
Bikiem do Klimontowa na spotkanie Stowarzyszenia i powrót najkrótszą drogą przez bloki na Gwiezdnej do domu.
Wieczorem dla relaksu po gorączce sobotniej nocy w Studnio spacerek z panną A.
Rano do Pogorii (znaczy się Centrum Handlowe) na zakupy oczywiście na Biku myślałem, że na tym skończę, ale na BS dogadałem się z DOMSem na wspólne kręcenie
Z przyczyn napiętego grafiku nie dużo miałem na jazdę czasu więc tempo było konkretne aby nabić kilometrów. Przebieg trasy jak wrócę z baletów:P
I po baletach. O 16:40 spotkaliśmy się pod Pomnikiem w Centrum DG, początkowo miała być tylko P3 i tam się żwawym tempem udaliśmy. Natłok ludzi tym razem wszystkie sporty tam spotkałem - spacerowiczów, kijkarzy, biegaczy, kolarzy i jakby tego było mało ludzi na samochodzikach co od jakiegoś czasu można tam wypożyczać. Patrzę na zegarek czy się wyrobimy i wybieram dłuższy wariant trasy. W lewo od mola slalomem między tymi tłumami zmierzamy na P4 na którą przedostajemy się przez tory, dalej przez tamę i asfaltową ścieżką do lasu, tam odbijamy innym szlakiem pod P1, nie docierając do plaży, kręcimy wzdłuż torów do drogi na Ząbkowice, koło mi zaczyna znów wariować chyba faktycznie będę musiał rozkręcić tą piastę i już wolniej to Gołonoga. Na wys. targu odbijamy w lewo i boczną drogą wylatujemy przy halach EXPO. W domu 18:01 prawie jak w zegarku. Szybki prysznic i do studia.
Damian narzekał, że sam by tak szybko nie dał rady, ale trzymając się za kołem dzielnie dotrzymywał kroku.
Dziś krótko wykorzystałem chwilę gdy nie padało. Dostałem tel. od Prezesa PTTK co by mu pomóc w paru sprawach. Skoczyłem na rumaka i w drogę bo pilna sprawa ponoć. Trasa przez Zagórze na Dańdówkę i na Walcownie gdzie miałem się spotkać z Prezesem. Sprawozdanie z ostatniej wycieczki, odbieram pakunek i w drogę powrotną bo się na deszcz zbierało. Powrót do Centrum, przy Katedrze odbijam w prawo i z tyłu sosnowieckiego Magistratu wylatuje przy estakadzie dalej, ul. 3 Maja na Środulę, tam odbijam na trochę do parku pośmigać na podjazdach i dalej przez osiedle do centrum Zagórza i do domu.
Złapała mnie mżawka w drodze powrotnej, całe szczęście zdążyłem rower schować i zaczęło żabami rzucać.
Dziś spokojnie z resztą siły i chęci nie miałem na intensywniejszą jazdę. Cały dzień zleciało na tapetowaniu. Fucha się trafiła miało być wczoraj, ale z racji, że wolne i imprezę robiłem rajdową; ze zleceniodawcą zmówiłem się na dzisiejszy dzień. Na 18:00 ustawiłem się z chłopakami na jazdę, standard znów obsuwa w czasie bo musiałem pojazd doprowadzić do stanu używalności po pierwszomajowym deszczowym powrocie. W składzie Ja, Adi i Wili wystartowaliśmy na Pogorię III, gdzie trwa od wczoraj Debowy Maj Festiwal. Trafiło się nam, że załapaliśmy się na moment startu Longboardingu. Specyficzny sport jedziesz na desce i się ścigasz :D. Skubani nawet im to ciekawie szło akurat startowali na 20km i na pudle stanęli ludzie z Poznania jak dobrze pamiętam. Jutro na festiwalu dzień rowerowy i tam pod dąbrowskie molo będzie zmierzać V ZMK. Zrobiliśmy kółeczko wokół zbiornika przerwa na fastfooda i powrót. Po powrocie zimny Leszek i konsultacje co do wspólnego wyjazdu na Masę. Mam nadzieje, że pogoda wytrzyma i znów padnie rekord frekwencji.
No dziś dzień typowo relaksacyjny przed jutrzejszym tripem. Do południa, a właściwie do pory obiadowej uciekł czas na zakupach i rachunkach. Jedyny ekonomista w domu i trzeba było miesięczny budżet zamknąć. Po obiedzie wzięło mnie na czyszczenie sprzętu i smarowanko, kolejne 600 km przejechane więc trzeba było się za to zabrać. Z Adim zrobiliśmy nieoficjalny warsztat przed Blokiem. On się bawił przy swojej żabie, a ja serwisowałem swoją maszynę, także zeszło do godzin wieczornych. W między czasie pod koniec naszych robót ukazał się Wili, który przyjechał na niedawno złożonym Ostrzaku i korzystając z ostatnim czasy braku czasu na wspólną jazdę wybraliśmy się na wypad po zmroku na Pogorię III. Tam 2 kółeczka wokół zbiornika i powrót trochę zmodyfikowaną trasą dostosowaną do Ostrego wróciliśmy do Domu.
Po wczorajszym wieczorze pełnym zawrotnych wrażeń dziś delikatnie bez napinania i gonienia. Ustawiłem się z Adamem na spotkanie na 11:00 ale gdy rano się obudziłem moja głowa stwierdziła, że to będzie za wcześnie i tel do Limita, że przestawiamy termin ustalania trasy Pierwszomajowej na trochę później. O 13:00 z lekką obsuwą spotkaliśmy się w tunelu parkowym gdzie cień i zimno w pobliżu Nemo. Po lekkim krążeniu po Centrum Dg zakotwiczamy pod parasolami na Placu przed PKZ-em. Schodzi trochę przy rzeźbieniu trasy i dochodzimy do wniosku (właściwie Adam), że dziś nie ma siły na kręcenie po sobotnim wypadzie z Jackiem i postanawiamy co bym nie był stratny tym razem ja go pod dom odholuje.
Krążyliśmy trochę najpierw koło oczyszczalni na DG, dalej wzdłuż torów pod Ksawerę. Potem na wały wzdłuż Przemszy i odbijamy w lewo wylatując pod Teatrem Dzieci Zagłębia. Szukamy wodopoju (mnie suszy i do tego żar z nieba) i trafiamy do W... ale Ghostów nie ma wiec jedziemy dalej, przez osiedle domków jednorodzinnych docieramy krótkim, a intensywnym podjazdem o 12% nachyleniu do Syberki. Tutaj napełniamy nasze chłodnice i korzystając z okazji, że tu jestem zakręcamy pod M1 gdzie, zostawiam na chwile kompana dzisiejszej jazdy i idę do sklepu sportowego. Dalej udajemy się jakąś nową drogą równoległą do 94 w stronę Czeladzi. Kręcąc się tu i tam w końcu docieramy do Psar i do domu Limita. Schodzi trochę na rozmowach okołorowerowych i klubowych i przeczekuję największe słońce. Przyszła pora się zbierać więc jakąś inną drogą przez Sarnów i Preczów na Pogorię IV. Dalej przez tory na Trójkę i Centrum do domu. He miałem już min 50 km zrobione więc mogło by starczyć, ale gdzie tam o 19:30 namawiam jeszcze kumpla Adiego i razem do DG na spotkanie z Sebą. Miała być Pogoria nocą ale trasę zmieniliśmy najpierw pod Zamek w Będzinie i dalej do W... ., gdzie tym razem już Ghosty byli. Posłuchaliśmy sprawozdanie z Bike Maratonu z Zdzieszownic. Powrót wzdłuż torów w kier. Dąbrowy, następnie ul. Sobieskiego odprowadzamy Sebę i w dwójkę Królowej Jadwigi i podjazdem pod Nemo na Zagórze, gdzie się pod Blokiem rozchodzimy,
Dzień ciężki głowa pękała, ale z biegiem dnia było coraz lepiej. Nawet nie sądziłem, że taki dystans naskrobię dziś.
Dziś rower tylko jako pojazd zaopatrzenia. Zrobić większe zakupy w markecie i pohasać po rowerowych sklepach z nadzieją na jakieś fajne promocje. No i w końcu homologacje do przodu założyłem bo ile można zębami świecić jadąc po zmroku albo wykorzystywać lighty kompanów do jazdy.
Po męczącym łażeniu po sklepach wieczorek w doborowym towarzystwie. Późno się skończył :P
Po parodniowej absencji spowodowanej nadrobieniem paru spraw kolejny atak na 100. Tym razem nieudany. Brakło godziny kręcenia. Ale od początku. Rano za kuriera najpierw do DG do szpitala zawieść skierowanie na badania i do paru innych osób z przesyłkami,a w między czasie robiłem za instruktora szkoły jazdy na rowerze.
Zeszło do 13:00 z tym wszystkim. O 15:00 tel. do Limita czy coś kręci, ale jakoś nie dało się dopasować. Więc najpierw do PTTKu parę spraw pozałatwiać i legitymację kolejnemu klubowiczowi wyrobić. Kolejna godzina uciekła. Nękany różnymi telefonami od ludzi czy z nimi coś nie pokręce,ale jakoś z nikim się nie mogłem skorelować. W planach miałem GoSport na 3 Stawach więc tam przybrałem kierunek przez Stawiki, Morawę, Szopienice, Nikisz i wylądowałem na Dolince. Po zakupach plany były wracać przez Siemce i Czeladź ale mnie Filip uprzedził, dzwoniąc, że nową furę kupił i umówiliśmy się na wspólne kręcenie. Na spotkanie ustaliliśmy 18:00 pod Kościołem Mariackim. Dalej już wspólnie przejechaliśmy pętlę - jakieś 35 km. Trasa przebiegała następująco wróciliśmy na 3 Stawy dalej rolkostradą z tyłu Muchowca, dalej za szlakiem pod Drewutnie i w las. Z lasu wylecieliśmy na Ochojcu. Co dalej to już nie mam pojęcia jak którędy i dokąd. Wiem, że przecinaliśmy DK 81. Wedle tego co Filip tłumaczył wylądowaliśmy na dzielnicy Zadole. I znów leśnymi duktami do Stawu Straganiec (chyba tak to się zwało). Plan był na Rudę ale już się ściemniało więc zaczęliśmy zapętlać i zmieniając lekko trasę skąd przyjechaliśmy skierowaliśmy się na Ligotę. Wyjechaliśmy w końcu przy pętli tramwajowej na Brynowie skąd zaraz za nią skręciliśmy w prawo i do Parku na 3 Stawach. Gdzie skończyliśmy pętlę dzisiejszą. Jeszcze kawałek wzdłuż DK 86 jechaliśmy razem. Na wysokości UE Filip skręcił do siebie, a ja dalej wzdłuż 86 aż do Sosnowca. Powrót przez miasto też zmieniłem nie lubię wracać tą samą trasą no chyba, że jest najkrótsza, a mnie czas goni. Przez Piłsudskiego, Sienkiewicza,1 Maja aż do ronda Ludwik. Tam na Narutowicza, Kombajnistów, Zaruskiego do Zagórza na Orion. Tu chwila odpoczynku i do domu.
Dzień udany nawet się fajnie kręciło. Jutro znów Katosy tym razem na Masę :p
Dziś plan napięty i nie było czasu na dłuższe kręcenie. Na południe do PTTK podsumować sobotni V Zlot, w drodze powrotnej zakręciłem do Fryzjera co by te połacie włosów trochę skrócił niestety miał klientów jeszcze więc rower odholowałem do domu i się już z buta wróciłem. No i tyle było z dzisiejszej jazdy.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym