Na Górze dzień 7

Wtorek, 21 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Wczoraj miało być Opole na rowerze, a wyszło autokarem i dzień bezrowerowy,
a dziś tylko trasa Z Góry do Zdzieszowic na basen i z powrotem.

Na Górze - weekend

Niedziela, 19 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Po mimo obowiązków w planach był sobotni wypad do Opola, ale jednak nie doszedł do skutku. W weekend najwięcej atrakcji - kiermasz, mecz siatkówki, zajęcia na basenie, ktoś to musiał ogarnąc i tylko jak od początku lokalna jazda tu i tam. W sobotę raptem 6 dziś reszta kilometrów. Jeszcze tylko do piątku taka zabawa, a w sobotę zaczynamy normalny tryb 50 +.

Na Górze dzień 3

Piątek, 17 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś trochę terenu i męczenie nóg na podjazdach wokół Góry

Na górze dzień kolejny

Czwartek, 16 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Podczas wyprawy nad morze chyba limit dłuższych dystansów się wyczerpał, pełniąc obecnie funkcję kierownika i wychowawcy na koloniach i tak dobrze, że chociaż te 20 do 30 km udaje się wykręcic.

Pętla dzisiejsza: Góra św.Anny -> Rozwadza -> Zdzieszowice -> Januszkowice -> Krasowa -> Leśnica -> Poręba -> Góra

Urlopowo

Środa, 15 sierpnia 2012 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja
Góra św. Anny -> Poręba -> Leśnica ->Zdzieszowice -> Góra św. Anny

Mała pętla między zajęciami

Po mieście się kręce

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Wczoraj pogoda nie sprzyjała do jazdy to był dzień leniucha. Dziś po mitingu matematyczne procenty trzeba wypocić i tak załatwiając różne pierdoły na mieście ruszam w teren leci się jakoś szybko nawet góra pod mec nie stwarza większych problemów, na zjeździe obok osobówki łapię dzisiejszego Vmaxa lecąc blisko 60 której przez powiew wiatru nie udało się osiągnąć. Z Pekinu na Staszica, w labiryncie przychodni medycyny pracy schodzi trochę czasu. Potem pod Plazę na spotkanie z kumplem i dalej Plastry Miodu, bo czekali na podsumowanie wyprawy.
Czasu jeszcze zostało więc przez Dańdówkę i poboczne drogi i tereny lecę na Kazimierz zobaczyć jak kumpel swoją koparką się bawi robiąc przy skate parku. Potem jakoś z siły opadłem i delikatnym tempem obok reala w Dąbrowie jadę do domu jakąś strawę sobie przyrządzić. W planach było dokręcić do 50 ale jakoś zająłem się pakowaniem na jutro i dzień uciekł.

Powrót do codzienności

Sobota, 11 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Jakoś się dziwnie spało. Pomimo tego, że już w domu rano jakaś podświadomość włączyła mi się do dalszej jazdy ale to co za oknem jakoś mnie od tego pomysłu odwiodło i do końca nie byłem pewien czy już w domu czy nadal w trasie. Przed łóżkiem mapa Polski - pierwsze co mi się nasunęło, że taki kawał przejechałem.
Powoli się z wyra zbieram i wrzucam do brzucha porcję naleśników, którą zostawiła Mi mama jak wrócę z trasy.

Przyszła pora na rozładowanie sakw i wzięcie się za pranie, ale za nim pranie musiałem ogarnąć jak się uruchomić pralkę. Przy konsultacji telefonicznej z mamą, która ten sprzęt AGD obsługuje i poszło. Potem obiadek i nadrobienie zaległości w domu i tak dzień zlatuje. Wieczorem pogoda trochę się poprawia i o 19:00 z Dydkiem i Wilim wypadzik na rower. Standardowo P3, gdzie do trójcy dołącza Karolina. Dwa kółeczka dookoła, pogaduchy przy plaży tym razem na temat wypadu wakacyjnego i ok. 21:00 zwijamy się w drogę powrotną.
Mimo przejechanych tylu km dobrze się kręciło chodź zdecydowanie zimniej i zdecydowanie za zimno jak na połowę sierpnia. Do wtorku odpoczynek i ruszam w następną trasę.

Wyprawy dzień 14 - wszystko co dobre szybko się kończy

Piątek, 10 sierpnia 2012 · Komentarze(2)
Etap dzisiejszy Toruń -> PKP TLK (6 godz. jazdy)-> Dąbrowa Górnicza -> rowerkiem na Zagórze.

No i dwutygodniowy wypad wakacyjny dobiega końca. Nie udało się załapać na wczorajszy pociąg przez co dziś możemy na odchodne zwiedzić starówkę Torunia. Gdyby nie pogoda, gdyby nie przeziębienie, gdyby nie tyle przygód po drodze pewnie bylibyśmy jeszcze w trasie powrotnej, ale nie ma co gdybać i tak udało nam się zrealizować cel minimum dotrzeć do najdalej wysuniętego miejsca w Polsce, przeżyć fajną przygodę pełną wrażeń, wspomnień, wspaniałych i niezapomnianych widoków które na długo pozostaną w pamięci, dojść do wniosku, że jednak w Polsce jest jeszcze dużo obiektów i obszarów, które warto odwiedzić, poznać na swojej drodze życzliwych i ciekawych ludzi. To też fajna lekcja czego unikać, co się przyda, a co służy jako zbędny balast oraz jakie wnioski wyciągnąć na przyszłość.

Ostatni dzień naszej wyprawy też nie był spokojny. Korzystając, że doba w domu turysty PTTK trwa do 12:00, a pociąg powrotny mamy dopiero po 15:00 więc sobie folgujemy i byczymy się dłużej. Lekkie śniadanie i ruszamy na starówkę. Korzystając z uprzejmości tutejszego oddziału PTTK zostawiamy nasze pojazdy i dość żwawym tempem ruszamy obejrzeć najciekawsze obiekty gotyckiego Torunia. Na początek kościół NMP podziwiając ogromną powierzchnię tego gotyckiego obiektu oraz jego ołtarze oraz zachowane figury i obrazy. Dalej do it gdzie łapię jak to ja jedną z ostatnich pieczątek wyprawy oraz mapkę starówki. Następne w kolei muzeum miejskie na które schodzi nam dużo czasu ale jak tu się oprzeć takim eksponatom z XVII w. i starszym. Kawałek namacalnej historii. Dalej wodzeni za mapą do kościoła św. Janów ale był w trakcie renowacji i lecimy do domu Kopernika. Czasu coraz mniej więc rezygnujemy z wzgórza zamkowego i idziemy obejrzeć tą toruńską krzywą wieżę. Pora już późna, trzeba tutaj na spokojnie przyjechać i obejrzeć resztę. W podskokach do PTTKu po rowery dziękujemy za gościnę i gonimy na dworzec, ogarniam połączenie bilety i już spokojnie z 10 minutowym zapasem czasu na peron. Jak zwykle przedziałów dla rowerów u naszej PKP jak na lekarstwo więc wrzucamy nasze pojazdy na sam koniec składu i do Łodzi zmieniając pozycje (kucki, stojąca, opierająca, chodząca) jedziemy na końcu przy WC-cie :D. W łodzi zwalniają się boksy i pakujemy się do ostatniego z rowerami i tym całym zapleczem naszym zapleczem bagażowym, ale trafił się nam jakiś służbista i rowery musieliśmy z powrotem odstawić na koniec pociągu. Ruchu na końcu pociągu za dużo nie było i podróż mijała spokojnie. Od Częstochowy już szarówka za oknem. Ja już wyprawiony w boju podróżnik naszą polską koleją ogarniałem ile nam pozostało do wyjścia. Ruszamy z Zawiercia pora przygotować się do wyjścia. Na następnej pora wysiadać. W końcu Dąbrowa sprawnie się wyładujemy z pociągu, a tu niespodziewany komitet powitalny, gdzieś nas przylukali Wili i Dydek, no to pamiątkowe foto na odchodne oraz opis przygód w pigułce. Starczy tego dobrego, Adam rusza do siebie na Psary, a Ja z chłopakami na Zagórze. Pokazując jak "ciężarówką" szybko idzie się rozpędzić.

Więcej nie ma co dodawać łącznie w dwa tygodnie przejechane ok. 1300 km. Wstępne podsumowanie w opisie z dnia ósmego.
Cztery dni przerwy i znów w trasę tym razem Góra św. Anny.

Zmęczeni ale szczęśliwi wrócili do domu

Wyprawy dzień 13 - między chmurami do Torunia na pierniki

Czwartek, 9 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Etap dzisiejszy Grudziądz - Toruń.
Wczorajsza próba wydostania się z Grudziądza pociągiem się nie udała i wyszło to na plus bo mieliśmy przynajmniej czas na poznanie miasta.

Po nocy spędzonej w Bursie, wpisanej w szereg schronisk młodzieżowych dzień zaczynamy od zwiedzenia starówki. Rano odszukuję gdzie tu jest it i tam zmierzamy.
Gościnni pracownicy opowiadając co warto zwiedzić i umożliwiają nam pozostawienie naszych maszyn i na spokojnie zwiedzić miasto.
Na początek ruszamy do muzeum, gdzie przy ponad godzinnym zwiedzaniu oglądamy różnotematyczne ekspozycje. Po zwiedzeniu udajemy się po nasze pojazdy i już na rowerach na wzgórze zamkowe. Co prawda po zamku zostały tylko fragmenty ale stamtąd rozciąga się panorama na miasto oraz deltę Wisły. Długo się nie cieszymy tymi widokami bo zaatakował nasz deszcz i chronimy się pod jedną z bram.
Pół dnia już nam uciekło, a pogoda nie wygląda na taką by się poprawiła więc podążamy do Torunia, żeby tam dopaść pociąg. Przy tej aurze i bocznym zimnym wietrze schodzi nam cały dzień.
Ku regeneracji sił po drodze zawitaliśmy do Chełmna na obiad. Garmin tak nas poprowadził, że zdobywając miasto musieliśmy się wtoczyć pod schody "pokutne" by dotrzeć pod bramy starego miasta. Pod Urzędem miasta przeglądam mapę gdzie jest informacja aby załapać się na kolejną pieczątkę. Według niej it znajdowała się na Rynku, który jak w większości polskich miast przechodził generalny remont i w tym chaosie oprócz elektronicznego info nie znajduję tego co bym chciał. Po degustacji ruszamy dalej w kierunku miasta Kopernika. Po drodze kilka podjazdów (jeden 11%) dało nam możliwość się rozgrzać, a popalić boczny wiatr który w maksymalnych porywach szarpał nami jak chciał.
Ilość ścieżek rowerowych na tym obszarze Polski jest oszałamiająca na 20 km przed Toruniem bezpiecznie wzdłuż drogi wojewódzkiej mogliśmy dotrzeć do miasta. W samym Toruniu też ścieżki pierwsza klasa, szerokie, asfaltowe, a obok chodnik z kostki brukowej. Da się da, a u nas taką chałę odwalają.
Do Torunia docieramy coś po 20:00, krótko gościmy na Rynku - foto kamienic i oczywiście Kopernika po czym jedziemy na drugą stronę Wisły by dotrzeć do Dworca PKP, znów na moje szczęście pociągu bezpośredniego już nie ma i jutro najwcześniejszy o 7:00, a następny po 15:00. No i bardzo dobrze przy pomocy Garmina kwaterujemy się w domu turysty PTTK i będziemy mieli czas bliżej poznać uroki Torunia.
Aha w drodze do kwatery PTTKu na dobranoc podziwiamy miasto nocą. Widok oświetlonej starówki widziany z mostu bezcenny.
Wyprawa powoli dobiega końca jutro pakujemy się w pociąg. Na zakończenie tej pełnej przygód wyprawy zatrzymujemy się jeszcze przy jednej z fontann, która światłem i dźwiękiem niczym fajerwerki spuentowała to czego dokonaliśmy.

Wyprawy dzień 12 - Szlakiem Zamków Krzyżackich

Środa, 8 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Po wczorajszej ponad 3 godzinnej lekcji historii na żywo na Zamku w Malborku, dzisiejszy dzień poświęcony był zwiedzeniu pozostałych jakie będziemy mijać na naszej trasie w drodze do Torunia.

Czasu coraz mniej na powrót, pogoda się popsuła więc zmieniamy nasz program powrotu, zwiedzamy ile się da i potem w pociąg. Do tego Limita złapało jakieś przeziębienie i nie ma sensu dalsze męczenie organizmu.

Zrealizowany dzisiejszy etap: Malbork - Grudziądz.
Wstajemy później niż zwykle i z Malborka wyruszamy coś po 11:00. Aura nie za ciekawa - boczny wiatr przelotne i upierdliwe deszcze i niska temperatura nie ułatwiają tego. Garmin dziś pod moje dyktando prowadził trasę. Pierwszym punktem jaki mieliśmy na trasie był Sztum. Jest tam zamek, ale remontowany i większość już prywatna więc nic oprócz focenia z zewnątrz nic nie załatwiliśmy, nawet nie złapałem pieczątki. Chmury coraz ciekawsze, ale z myślą, że jakoś prześlizgniemy się ruszamy w kierunku kolejnego zamku tym razem w Gniewie.
3 razy udało się uchronić przed deszczem, a dziś za 4 razem w wiosce Gurcz nas dopadło. Na domiar złego przystanek był jakieś 300 metrów dalej. Na odcinku do Janowa udaje się nam troche wysuszyć i w nagrodę mieliśmy wycieczkę promem po Wiśle i to w obie strony. Najbliższe mosty oddalone o ok. 40 km więc była to jedyna drogą aby dostać się do Gniewu. Z pomocą miastowych udaje się dojechać do bramy wjazdowej. Kupujemy bilety i udajemy się zdobyć kolejny Zamek. Krótsza ale również ciekawa ekspozycja zajęła coś koło godziny. W brzuchach pusto więc na runku zamawiamy sobie obiad i dumamy nad dalszą trasą. Jak by dojechać do dalszego punktu. Pomimo innych kombinacji wracamy w kierunku przeprawy promowej i wschodnią stroną Wisły docieramy z przerwami do Kwidzyna, gdzie docieramy trochę po czasie i nie udaje się zwiedzić Zamku i kończy się na foceniu z zewnątrz.
Czasu jeszcze trochę zostało wiec jedziemy do Grudziądza i tam poszukamy noclegu. Aura była trochę lepsza niż przez cały dzień i parę minut po 20:00 docieramy do ów miasta. Limita coraz bardziej rozkłada więc zamiast szukać noclegu najpierw jedziemy na PKP zobaczyć czy koleją już dotrzemy w kierunku domu. Akurat z Grudziądza nie ma połączenia dobrego więc szukamy kwatery.
Kończy się na tym, że lądujemy w Bursie studenckiej w Grudziądzu.
Jutro chyba tylko do Torunia i pakujemy się jak zdążymy w pociąg na Dąbrowę. Ambicja ambicją i chęć rowerem dotarcia do domu duża, ale zdrowie najważniejsze i wybieramy taki sposób dotarcia do domu. Plan min. dotarcia nad Bałtyk i zwiedzenie Malborka zaliczony więc i tak są powody do zadowolenia.