DPOD

Czwartek, 2 lutego 2017 · Komentarze(0)
Prawie, że miesięczny urlop dobiegł końca. Dziś przyszło się na Morawę stawić. Pytanie tylko czym.
Budzę się rano, a tu dowaliło śniegu przez noc. Autobus - nie, bike wdzianko i drałuję do garażu po Meridiana. Wyjazd z osiedla po zaśnieżonych uliczkach, potem już czarne drogi, ale pełne wody co sprawiło, że nieco się pochlapałem po drodze.

Na bazie cisza, pokręciłem się trochę po placu i nie minęła godzina jak kiero stwierdza, co będziesz się kręcił, jedź do domu i jutro się widzimy. No spoko.

Więc korzystam z okazji i czynię objazd. Z Morawy na Dąbrówkę, gdzie odbijam na Czeladź. Ehh, ale ciapa na drodze. W Czeladzi dalej za drogą do Wojkowic i za Orlenem obijam w prawo na skrót prowadzący do Psar. Docieram pod kwaterę Limita po czym zjazd na Szkolną i azymut P4. Objazd jeziora, aby się dostać na Piekło i za drogą na Gołonóg. Baterie się wyczerpują. Kończę objazd i już za drogą prosto na Zagórze.

Dokarmić kaczuchy.

Poniedziałek, 23 stycznia 2017 · Komentarze(0)
Słoneczny poniedziałek, nie mogłem sobie odżałować i wypuścić się ponownie na koła. Aura też sprzyjała. Śnieg sypki, jezdnie suche i termicznie też nieźle. Jakoś te 5 na minusie puki słoneczko nie dawało się we znaki.

Meridiana odpalam późnawo bo kwadrans przed 15:00. Przez co mało dnia mi zostało. Do plecaka suche pieczywo już nie zdatne do innego przetworzenia i w drogę. Na rozruch koło fabryki Limitowej zjazd do Kazimierza zobaczyć jak tam się mają żywiątka w parkowym mini zoo. Widać, że ferie w pełni, bo nawet zima nie odstrasza maluchy od korzystania z nowo powstałego ogrodu jordanowskiego. Kręcę się trochę po alejkach po czym odbijam na Staszic, celem przedostania się na dąbrowskie pojezierze. Podjeżdżam pod molo, ale tu dziobatych nie widzę. Czynię więc okrążenie wokół zbiornika. Udaje mi się je znaleźć przy przepuście między II, a III. Zrzucam prowiant i uwieczniam zachodzące Słońce.
 Dziś dobry biorytm i decyduję się objazd jeszcze P2 i P1. Po czym wracam pod molo nad P3. Szarówka się zrobiła. Golenie w amorze już zamarzły to i jazda już się nie zrobiła komfortowa. Każda nierówność robi się uciążliwa. Do tego ssanie mnie chwyta. W takim wypadku nie pozostaje nic innego jak udać się w kierunku domu. Powrót czynię przez Zieloną, Dworzec PKP i Park Hallera.

Tuptusiowy weekend w Ustroniu.

Niedziela, 22 stycznia 2017 · Komentarze(0)
Kategoria Inne
Jeździć się w sumie da, ale jakoś jak biało bardziej mnie na tuptusianie ciągnie.
Mam wrażenie, że przez ten biały, śnieżny okres to puki co więcej km na nogach zrobiłem jak na rowerze. Przed weekendem nawiedziło nie na krótkie 6 do 10 km spacery na odcinkach Zagórze - Centrum Sc, Centrum Sc - Katowice.

W sobotę się z małżonką na weekend wybraliśmy do Ustronia. Pierwszy dzień minął na zdobywaniu szczytu Czantorii.
Z kolei niedziela to szczytowanie na Równicy. Och jak tam się miło oddychało powyżej warstwy oparów smogowych.
Generalnie aktywnie spędzony czas.

Pora jakoś zacząć ten '17 rok

Czwartek, 19 stycznia 2017 · Komentarze(0)
Przyszła pora, aby rozkręcić wreszcie ten rok. Zbierałem się, zbierałem, aż się udało. A to zdrowie, a to pogoda i inne obowiązki. Nie szło się zebrać, aby trochę pokręcić w otoczeniu białego puchu. Dziś jakiś lepszy biorytm i się skusiłem na małą rundkę.
Na rozruch wpadam na asfalt i kręcę do Dąbrowy. Od Redenu spory ruch i odbijam na chodnik i nim - w sumie to ciąg pieszo rowerowy kręcę na Gołonóg. Za Wzgórzem Gołonowskim odbijam w kierunku Łęknic zerknąć jak idzie budowa nowego Salonu Pro-Wellness. Widać praca wre. Dalej za drogą na P3. Rundka wokół zbiornika. Byli tacy co wybrali wariant na przestrzał, ale głównie tuptusie. Następnie Park Zielona i powrót na Zagórze przez Dworzec w Centrum DG i Park Hallera.

Nie wiem czy wina już średnio sprawnego roweru, aury czy wieku, ale jakoś nie czuję parcia kręcenia zimą. W zamian tuptusiowanie na dalsze dystanse, basenik. Byle na d... nie siedzieć.

PO HORYZONT BIAŁO


TEST SAMOWYZWALACZA W TELEFONIE


KWACZKI NA WODZIE, ZNACZY SIĘ NA LODZIE

PD

Piątek, 30 grudnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Nie wiem, czy już wcześniej, czy dopiero na wyjeździe dopadł mnie jakiś bakcyl i dość parszywie się czułem jak wróciłem na bazę. Mimo to decyduję się na powrót do domu na dwóch kołach. Niby 10 km, ale chłodek 6 na minusie dał się we znaki i końcówka jazdy była dość oporna. W domu do poduszki i szybka kuracja co by do jutra przeszło.

Pobudka ze snu zimowego: S DP

Czwartek, 29 grudnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca, serwis
Wczoraj wreszcie po miesięcznej przerwie udało mi się doprowadzić Meridiana do stanu używalności. Rozmyślałem nad singlem, ale udało mi się ze szpargałów wykopać przerzutkę Altusa - odzysk z Vortex'a. Idealnie nie przerzuca, ale kręcić się da.
Dziś przyszło mi jechać w dwudniową trasę. Pobudka o dziwacznej godzinie - 3:45 i 45 minut później decyduję się na Meridiana i kręcę na Morawę.
Na bazie przebierka i dalej w drogę, tyle, że już autkiem.

Ostatni rowerowy wypad w listopadzie, czyli jak to zostałem ponownie Prezesem

Poniedziałek, 28 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś miałem kilka sprawunków do załatwienia, z czego najważniejszym było przeprowadzenie kolejnych wyborów w strukturach CYKLOZY. 
W sumie pogoda taka, że do końca nie wiedziałem co wybrać jako środek transportu.
Pierwsze w programie dnia miałem wizytę w osiedlowej Przychodni, gdzie miałem oddać nieco krwi na badania. Że mi się nie chciało na Mec z buta iść tudzież podjeżdżać busem, to wskoczyłem na Meridiana i nim się przedostałem do Sante. Po powrocie w końcu wrzucam w siebie jakiesik śniadanko.
Posilony kręcę na Morawę podrzucić księgowej jeden dokument do wysłania. Śnieżek sobie prószy, ale warunki do jazdy nie są tragiczne i jedzie się całkiem przyjemnie.
Do zebrania mam jeszcze sporo czasu, więc jakoś dziwnie załącza mi się szwędacz i czynię sobie małe zagięcie. Z Morawy na Hubertusy, aby wskoczyć na chwilę na czerwony, z którego przeskoczę na zielony. Podążając szlakiem kręcę na Upadową, gdzie przedzieram się przez mały przepust pod torami i wylatuję na Browarze. Potem przez Galot na Porąbkę i dalej na Kazimierz. Podążając asfaltem kręcę przez Szałasowiznę, na Strzemieszyce i dalej na Laski. Następnie Gołonóg i zwrot na Zagórze.

W domku wrzucam w siebie obiad i chwilę po 14:00 udaję się do Centrum na Dęblińską.
Do tego momentu praktycznie było idealnie. W rejonie ronda Gierka, nagle rower staje mi okoniem. WTF. Oglądam co się dzieje, a tu wózek przerzutki się wygiął, łańcuch się zaklinował między kasetą, a szprychami. No to pojeżdżone. W sumie to już ostrzeżenie było na sobotniej wycieczce, dziś już całkowicie uniemożliwiło dalszą jazdę. Udaje mi się doprowadzić do tego, aby koło mi się kręciło, ale pedałować nie ma opcji. Dobrze, że blisko już do Oddziału, siodełko w dół i odpycham się nogami, aby nie drałować z buta.

Na miejscu jestem sporo przed czasem. Rozmyślam, co tu z bikem zrobić i powoli szykuję lokal na spotkanie wyborcze.  Zbliża się 17:00, a tu ludzi nie widać. Już myślałem, że bunt i cyklobanda chce zbojkotować wybory. Jednak udało się uzyskać 50 % frekwencję i mogliśmy przeprowadzić wybory.
Sporo czasu zlatuje na papierologii. W końcu dochodzimy do ładu i udaje się wybrać nowe władze. Tak jak myślałem Walne Zebranie ponownie postanowiło wybrać mnie Prezesem, a ja jako nowy, stary Prezes zaproponowałem 4 współtowarzyszy do pomocy przy zarządzaniu klubem na kolejną kadencję. Waldzia uczyniłem prawą ręką, lewą od pieniądzorów został Krzyś, a do pomocy tym dwóm i mnie zostali Jędrula i Limit.

Rowerek nie jest zdatny do jazdy, dzwonię po młodego, aby pomógł mi go do domu przetransportować. Najwyżej po raz kolejny zrobię z niego singlespeeda, aby gdzieś po dzielni trochę się powłóczyć. Widocznie rower się zmęczył i pora sezon zakończyć.


Heh taka mi puenta się nasuwa dzisiejszego wpisu, co kadencja to nowy rower. Meridian już chyba się wysłużył, dobrze mi się z nim współpracowało, zostanie na awaryjne sytuacje, a ja powoli się przykładam do 29er'a.

Poznaj miasto na rowerze cz. 5

Sobota, 26 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Czy ja kiedyś na spokojnie przygotuje się do jakieś nawet najmniejszej wycieczki. Zawsze musi być poranna nerwówka. Mało tego jeszcze w środę nie wiedziałem, czy uda mi się zamienić, abym mógł nadzorować ostatnią wycieczkę po mieście, ale się udało.

Po tym jak doszedłem sam ze sobą, że jestem gotowy kręcę na Dęblińską. W okolicach cmentarza na Zuzannie myślę, że mam pozamiatane bo w czasie redukcji biegu gdzieś mi się tak łańcuch zawinął na przerzutce, że myślałem, że ją skrzywiłem. Na szczęście tylko to groźnie wyglądało i mogłem kontynuować jazdę. 

Pod fontanną jestem jakieś 20 minut przed startem. Jest już Grzesiek i pierwsi uczestnicy. Witam się i kręcę na pobliską BP dotankować nieco wozducha do tylnego koła.

Ostatecznie zebrała nas się grupka 36 cyklistów. Zbiorowe foto, orędzie Grześka i śmigamy. Niby śródmieście, a trasę przygotowaliśmy na około 15 km. Kręcimy przez Naftową, szlak czerwony, Sobieskiego, Kierocińskiej, Ciasną, Mireckiego, Odrodzenia, Wiązową, Chmielną, Moniuszki, Kiepury, Kilińskiego, Niepodległości, Lotników, Roweckiego, Parkową, Legionów, 1 Maja, Wyszyńskiego i Modrzejowską.

W trakcie przemierzania tej trasy było kilka dłuższych i krótszych postojów na historyczne opowiastki. Najdłużej nam zeszło na cmentarzu 4 wyznań, ale dowiedzieliśmy się także gdzie znajdował się dawny Szpital Żydowski, jak mniej więcej wyglądało dawne otoczenie dworca PKP. Zakręciliśmy koło Cerkwi, Katedry oraz Pałacu Schoena (aktualnie budynek Sądu). Całość wycieczki zakończyliśmy przy Janku na Patelni.
Podziękowania i się rozjeżdżamy. Kolegów z Gliwic oraz Limita i Grześka zapraszam na obiadek w sprawdzonym już barze mlecznym. Standardowo wybieram mój ulubiony posiłek - placek po węgiersku. Posilamy się i z pełnymi brzuchami planujemy co tu jeszcze ukręcić. 

Ostatecznie w czterech: ja, Patyk, Limit i Grzesiek, kręcimy na Pogoń, ciekaw byłem gdzie to Kiepura miał swoją posesję. Następnie kręcimy na Chemiczną, gdzie to prowadzeni przez Patyka objeżdżamy działki i kierujemy się kierunku Wilczej Góry i przecinając lasek lądujemy na Józefowie. Ekipa nam się dzieli. Korzystam jeszcze z dnia i postanawiam nieco odprowadzić Limita bliżej Psar. Kluczymy sobie różnymi zakosami do Sarnowa, chwila na pogaduchy i każdy w swoim kierunku. Już po zmroku śmigam do Preczowa, aby się dostać na Pogorie, skąd Parkową śmigam na Gołonóg i główną arterią dąbrowską prosto na Zagórze.








DPDS

Piątek, 25 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Kurs na Roździeń i z powrotem. Zmiana pogody i jazda znów się zrobiła mało przyjemna, żeby czynić na powrocie jakieś objazdy.
Dodatkowo, jak wracałem i w sumie w drodze do pracy słyszałem dziwne tykotanie. Nie umiałem tego zidentyfikować. Dopiero praktycznie pod domem znalazłem winowajce. Była to pinezka wbita w tylną oponę. Tyle dobrego, że powietrze nie zeszło.
W domku wydobyłem intruza z opony, wymieniłem dętkę i przy okazji wymianie uległy klocki hamulcowe.

Objazd sobotniej trasy wycieczki po Sosnowcu.

Czwartek, 24 listopada 2016 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś wolne, więc skorzystałem z okazji i umówiłem się z Grześkiem na przejazd i omówienie przebiegu sobotniej wycieczki po Sosnowcu. Do kompletu dołączył jeszcze Krzysiek.
Zbieramy się o 16:00 na Dęblińskiej i przystępujemy do objazdu trasy. Po zapoznaniu się z tym co tam Grzesiek miał na myśli, lekko modyfikuję trasę, aby jazda była płynna i bezpieczna.
Kończymy na Patelni.
Podsumowanie i się rozjeżdżamy w różnych kierunkach. W drodze powrotnej zaginam do Plejady uzupełnić zapasy lodówkowe. Bo zaś pingwin wszystko wpierniczył.