W składzie moje skromne Ja, Limit, Paweł i Maciek ruszyliśmy na pętlę, aby sprawdzić, czy to co palcem po mapie przejechałem okaże się realne do zrobienia. Wnioski: - Start zdecydowanie wcześniej bo dnia nam brakło, - Trasa atrakcyjna, błotko, szuter, asfalt, las, dla każdego coś miłego - Dość ambitne zadanie, miejmy nadzieje, że nie trzeba będzie modyfikować tej 160 km pętli.
A i Big wheel przekroczył 1000 km przebiegu. Daje rade ta nowa moja zabawka.
Dziś na 6:00 przyszło dotrzec na Morawę. Poduszka nieco dłużej mnie przytrzymała i musiałem w 10 minut się wyrobić do wyjścia. Drogi puste i udało się na czas dotrzeć na firmę. Dniówka minęła na dostawach. Powrót bez gięcia. Niby chęci były, ale wreszcie trzeba było w domu coś porobić.
Poranek to jazda na Morawę. Z pracy lekkim zagięciem przez stawy hubertus do Oddziału na klubowe spotkanie. Po spotkaniu zagięcie dalsze po różnych wertepkach odprowadzając Limita do Psar, skąd powrót na kwadrat przez Preczów, P4,P3 i centrum DG.
Wyjazd na targi pod Zambrów odwołali, ale za to i tak sobota w pracy, tyle, że na miejscu. Dzień przywitał mnie deszczem. Już zastanawiałem się nad zbiórkomem, ale gdy przyszło ruszać na Morawę już tylko była lekka mżawka. Odpalam Biga i w drogę. Nieśpiesznie, żeby się za bardzo nie umarasić, ale z zapasem, aby się nie spóźnić. W ciągu dnia pogoda się poprawiła, ale jak przyszło wracać do domu znów przyszła chmura i zaczęło padać dokuję się w Oddziale na czas opadów i jak przestało padać prosto na kwadrat.
Wczoraj mimo nie najgorszej aury odpuściłem rowerek. Dziś na 8:00 kręcę na bazę, ruch spory na drodze, mimo to jazda idzie płynnie. Trochę chłodnawo. Po pracy jakoś mnie nic nie goni to postanawiam sobie nieco powrót zagiąć i trochę poeksplorować. Ruszam nieśpiesznie na Stawiki, gdzie wpadam na szlak czerwony w kierunku Parku Tysiąclecia. W samym Parku odpuszczam szlak i odbijam na dawno nie eksplorowaną ścieżkę, którą docieram pod schronisko dla zwierząt. Podciągam pod dziennik zachodni i terenem próbuje przetestować kilka wariantów, które mógłbym wykorzystać przy wytyczaniu ostatniego etapu szlaku dookoła Sosnowca (Zagórze-Milowice). Jednak, chyba pierwotna wersja chyba będzie najlepsza bo wszystkie inne kończyły się w polu. Następnie wpadam na hałdę, aby dotrzeć na Piaski. Trochę zawijasów po Osiedlu Dziekana i kręcę pod M1 skąd wpadam na pola uprawne i na krechę, bo dróżka zaorana kręcę do Grodźca. Wtaczam się na Dorotkę. Chwila oddechu i udaję się na Łagiszę. Objazd Elektrowni i prosto na P3. Ludzików jak na lekarstwo, głównie biegacze. Dalej poniosło nie do centrum do Parku Hallera i nim udaję się pod cmentarz na Staszicu, aby wjechać do Lasku Zagórskiego. Przejazd szczytem przez Las na Dmowskiego, skąd już prosto na kwadrat.
Po nieco dłuższej przerwie świątecznej dziś powrót na koła. Co prawda mało, ale zawsze. Kurs na Parkową na spotkanie organizacyjne w nowym salonie sprzedaży Pro-wellness. A tam trochę teorii i jedna z nielicznych możliwości przetestowania przez pracowników wszystkich dóbr, które oferujemy klientom: kąpiel w wannie z hydromasażem (klimacik z nieba pada śnieżek, a ty leżysz sobie zanurzony po szyję w 40 stopniowej wodzie, potem sauna (przeskok na 80 stopni) i powrót do wanny. Na koniec degustacja grillowanego popasu. O ile tam na sucho, to powrót już przy opadach śniegu. Jutro powrót do rzeczywistości i normalna praca. POKÓJ KĄPIELOWY W PROWELLNESS PARK
Z cyklu co tam na Środuli, a no już platforma podjazdowa nabiera kształtu.
Ostatnia dniówka przedświąteczna wypadła na Rawie. Według ICM dziś bez opadów, więc ruszam Wheel'em. Wiatr wschodni czasem daje się we znaki i przy dojeździe na salon mocno mnie spowolnił. Dniówka zleciała dość szybko.
Powrót to sparing z D-tką. Żonka daje mi 3 minutowe fory. Lecę przez Szopienice. Na centrum Sosnowca równo z przewoźnikiem, ale łapię przewagę. Na Środuli jestem minutę przednią. Podjazd pod Mec i ile fabryka dała pod rondo na przystanek. Zapas 3 minut się opłacił, bo udaje mi się być pierwszym. Trochę się zgrzałem przy tym sparingu. Dobrze, że wiatr współpracował, bo marne miałbym szanse.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym