Miało być lajtowo po pracy, a tu dodatkowy szybki trip bo śródmieścia się narodził. W godzinach szczytu zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem było pogonić na rowerze.
Po raz kolejny klubowy wyjazd do Chudowa na zakończenie sezonu. W tym roku na 3 chorągwie. Z Dęblińskiej zebrała się pokaźna przeszło 30 osobowa grupa składająca się z Cyklozy, Niepokonanych i od Boczynka również i Mysłowic.
Jak założyłem tak uczyniłem objazd do Chudowa trasą niebieską przez Janów - Giszowiec - Janinę - Ochojec - Piotrowice - Park Zadole - Stare Panewniki i już sprawdzoną trasą przez Halembę i Paniówki.
Na miejscu kiełbaski, trochę integracji i szykowanie się w drogę powrotną.
Poprowadzona klasykiem przez Bujaków - ogród botaniczny Mikołów Mokre - Mikołów Rynek - katowickie Podlesie z metą na Janinie. Tam się, żegnam z ekipą i mniejszym gronie powrót do Sosnowca.
Sobotni dyżur na strefie i nie mogłem sobie pozwolić na ambitniejszy rozjazd. W sumie i dobrze, bo przy tym dzisiejszym wietrze tylko bym się bardziej wypompował.
Tak to po 13:00 kończąc pracę dosiadam Meridę i kręcę do Kato w poszukiwaniu tężni w Parku Zadole. Przy okazji zobaczę przejezdność standardowej trasy, którą kręcimy do Chudowa. I tak terenem na Niwkę i dalej do Mysłowic pod halę na Bończyku. Za drogą na Janów, aby wyskoczyć na Nikiszu. Ponownie teren i ląduję na D3S. Kręci się podle. Cały czas jakbym pług za sobą ciągnął. Przelot przed dolinkę na pętlę brynowską. A tu remonty - centrum przesiadkowe tworzą. Wreszcie trochę z wiatrem i udaje się podgonić przez Ligotę na Akademiki. Tam się trochę kręcę jak g. w przerębu w poszukiwaniu tężni i pomysłu gdzie jechać. Parę minut to zajmuje, ale wreszcie udaje się cel namierzyć. Plan był jeszcze uderzyć na Starganiec i przebić się do Mikołowa. Darowałem sobie to i postanowiłem sprawdzić przebieg niebieskiego szlaku prowadzącego na Giszowiec.
Po przejechaniu na Janinę stwierdziłem, że chyba nim że grupę pociągnę jutro zamiast asfaltem koło Bazyliki w Panewnikach. Przy wieży ciśnień myślę co dalej. A no co jadę dalej za zielono-niebieskim oznaczeniem. Takoż to wróciłem ciekawą trasą na Janów. Pod halę już nie zaginam, tylko ścinam na Szopki i już prosto na Sc wrzucić coś ciepłego na ząb bo bateria na wyczerpaniu.
Zobaczymy jak się grupie spodoba inkszy wariant trasy. Tężnia namierzona.
I zleciał kolejny tydzień. Dziś na 8:00 ruch na drogach spory. Ludziska do pracy, szkół zakupy przeciskają się w korkach, a ja boczkiem mając ich w głębokim poważaniu. Jak by mi autem dziś przyszło kręcić to półgodziny spóźnienia murowane. Powrót boczkiem, zakosami wzdłuż S1.
Front ciepły weekendowy nadciąga. Przed pracą ponownie do banku załatwiać sprawy mieszkaniowe, po czym korzystając jeszcze z chwili czasu do pracy kręcę okrężną trasą przez las Zagórski, Ostrowy, Balaton, Porąbkę. Przy hospicjum wracam na standardową pętlę i przez browar prosto na Strefę.
Na powrocie poleciało kilka przecinków na jednego osiołka,co uporczywie chciał udowodnić, że jest ważniejszy na drodze.
Jak od poniedziałku z dokumentami się zaczęło tak trwa kontynuacja. Przed pracą bank i sprawy około mieszkaniowe oraz rundka do śródmieścia w poszukiwaniu atrakcyjnej ceny manetki 9 rzędowej. Trochę się ukręciło. Powrót na kwaterę, coś na ząb i długa do pracy. Wieczorkiem coś kropi i odechciało się nocnych objazdów.
Od poniedziałku załatwianie sprawunków. A to z rana bank, potem praca. A po pracy w blaskach nocy przy temperaturze oscylującej około zera jeszcze dokrętka. Kawy się nażłopałem w ciągu dnia i trzeba było zniwelować nadmiar energii. Gdyby nie opary z kominów to by się całkiem przyjemnie kręciło.
Zmęczenie sezonem robi swoje i coraz mniejsze dystanse. Niedziela niby ładna, ale celcjusz w ciągu dnia nie przekroczył 10 stopni. Na rower wybijam koło południa. Na początek szpil do centrum, a potem po namierzeniu Patyków gonię na spotkanie do Dąbia Chrobakowe na kolarski deserek. Nogi totalnie nie chcą współpracować od centrum aż do Łagiszy jadę niby sprawnie ale kosztuje mnie to sporo energii. Za elektrownią obijam na strefę i dalej przelatując koło stadionu w Psarach prosto do Cukierni. Na miejscu zastaję Patyków i Romana. Oni już po kawusi i już się mieli zbierać, ale dali mi szansę abym i ja podniebienie dobrym wyrobem cukierniczym zadowolił.
Dziś serniczek poszedł w testy. Za to odwdzięczyłem się i pociągnąłem ich objazdem na P4. Na powrocie wpadamy na Maćka i Staśka którzy kręcili do Siewierza. Chętnie bym odbił z nimi ale miałem jeszcze inne plany na popołudnie i z grupą zasadniczą dociągam do Parku Zielona. Tam się żegnamy i samemu zjazd na Zagórze.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym