Piąteczek zaczął się wcześniej niż reszta tygodnia bo na 8:00 do pracy. W zenicie pana, to żeby czasu nie tracić ruszam Wielkim do pracy. O ile w tamtą stronę sprawnie się przedostałem mając jedno przełożenie, tak na powrocie rower zastrajkował i wpół drogi przyszło mi potuptać na kwaterę. Organy do przeszczepu są tylko czasu brak aby poskładać do kupy. Eh dwa rowery i dwa do roboty.
Na olx udało mi się dorwać w dobrej cenie używaną przerzutkę. Na zdjęciach wyglądała całkiem dobrze, a i była w Kato więc umówiłem się z gościem, że odbiorę osobiście. Po dogadaniu terminów wyszło, że dziś do południa obydwoje mamy czas.
Śniadanie i po 8:00 z groszami ruszam na Panewniki na adres który mi podał. Godzina nie za ciekawa jeszcze duży ruch na drogach, więc kręcę dookoła, zamiast najkrótszą przez Śródmieście Katowic.
I tak z kwadratu na Plejadę, następnie przeskok pod Żyletę i dalej kręcąc między domkami docieram na Gospodarczą. Przecinam Roweckiego i zaś bokiem na Milowice, gdzie po pokonaniu Brynicy wjazd na teren Katowic. Dalej już za drogą kierunek Siemianowice i klasykiem pod TVP Katowice na Bytkowie. Zjazd do Dębu i za drogą przez Załęską Hałdę do Lasu i za czerwonym szlakiem ląduję na Kokocińcu. Na adres docieram idealnie na godzinę którą się umawialiśmy. Szybka transakcja i każdy w swoją stronę. Mam jeszcze chwilę to odbijam na tężnię na Zadolu. Trochę inahalacji i pora się zbierać dalej. Pogoda super ale jeszcze dniówka mnie czeka. Za niebieskim szlakiem na Janinę i ponowienie klasyk Gisz-Nikisz-Szopki do wlotu na Stawikach. Czas mam dobry to jeszcze plastry i zakup łańcucha i zjazd na popas do Baru Mlecznego. Posilony już prosto do pracy. Eh taki ładny dzień, ale no cóż pieniążki trzeba zarobić. Dniówka wyjątkowo się dzisiaj wlecze mimo nawału pracy. Wreszcie 21:00 wybiła zawijam kiecę i zjazd na kwadrat. Starczy na dziś.
Na zakończenie stare i nieco nowsze Szwedy: Zadupie, wreszcie pociąg nie przeszkadzał aby go upolować
Jak to mówią nie Łam się
Sztuka ulicy
Dzik mi został na następny raz - nie z tej strony drogi pojechałem. A i widzę że ING - eko tryb oprócz mnogiej ilości hulajnóg wprowadzili skutery
I bez objazdów dziś. Zapalenie krtani, pani Doktorowa powiedziała aby się oszczędzać trochę. Solanki mile widziane, więc muszę sobie jakoś zaplanować pętle na inhalacje.
Luz w tylnym kole zenita nie dawał mi spokoju. Wreszcie rano się zebrałem w sobie i postanowiłem rozkręcić piastę i zajrzeć co tam w łożyskach słychać. Koła się kręciły, ale w miskach kółeczka suchutkie. Przesmarowaniu oprócz tyłu uległo i przednie koło. Następnie po czynnościach serwisowych coś na ząb i objazdem przez Ostrowy kurs do pracy.
Już od rana coś nie tak. Wymieniona w Bigu dętka przepuszcza i zaczęło się dopompowania. W pracy początek jak na piątek lajtowy, a potem trzeba było zwiększyć obroty zwiększyć aby wyjść o czasie. Dziś wyjątkowo mi na tym zależało. Jednak trzeba było półgodzinki dużej zostać. Po pracy prosto do Kato po jedno pisemko. Przejazd niby i sprawny, niby i nadgoniłem,a tu na finiszu (ehh). Łapię się króliczka, redukcja i nagle mnie odcina. Spoglądam na napęd i od razu chyba łańcuch strzelił. Ale na prostej. Zjazd na pobocze, spoglądam i jak w powiedzeniu (aby się nie śpieszyć) (epitet) poszła tylna przerzutka. Dokładnie wykręciło się kółeczko wózka. Niestety nie potrafiłem namierzyć gdzie ów przedmiot odskoczył. Na spinanie łańcucha mam mało czasu, więc trochę grawitacyjne, trochę jak hulajnogą dotaczam się w rejon ul. Francuskiej. Tuż przed zamknięciem urzędu udaje mi się na szczęście otrzymać pismo. Dalej rozkmina może wpadnę do jakiegoś rowerowego i zakupię nową przerzutkę. Dotaczając się do rynku nie udaje się załatwić - ostatnia nadzieja BA przy Supersamie. A tam psikus remont. No cóż do 17:00 muszę się dostać na Zagórze. Wariant rower w busie nie wchodzi w rachubę i decyzja o amputacji łańcucha i spięcie na jedno przełożenie. Wariant 2/5. (Już drugi raz taka sytuacja w 9 letnim intensywniejszym kręceniem). Spięcie w tym wariancie daje rade i udaje się jakoś o własnych kołach dotrzeć na Zagórze oczywiście rzutem na taśmę przez zamknięciem i podrzucić pismo do banku. Wreszcie obiadek z opóźnieniem bo się dzień posypał i zjazd na kwadrat.
I tydzień mija z przeziębieniem w tle. Eh. Do tego jakaś kumulacja kapci. Już co prawda miałem jedną w rezerwie do klejenia. Ale nie sądziłem, że jeszcze 2 dojdą. Rano do pracy dotarłem bez problemów. Dopiero na wyjściu wskakuję na Zenita, a tu miękko z tyłu. Wymieniać mi się nie chce, więc 3 dopompowania i udało się dokulać na kwaterę. W domu dostrzegam, że i Bigu miękki przód. No masz, jeden i drugi do roboty. Plus taki, że przy okazji wymianie uległy okładziny hamulcowe w Bigu. Tamte już mocno zmęczone były. Jutro muszę nieco je dotrzeć i pamiętać, że na nowo szybko łapią.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym