Miało być delikatnie, a wyszło jak zawsze

Niedziela, 21 kwietnia 2013 · Komentarze(3)
Pierwszy tak typowo wykorzystany rowerowo weekend. Zamiast rekreacyjnie zaplanowanej na odpoczynek niedzieli po 2-setce Sztafety wyszła dziwnym trafem 100-ka.

Reszta jak z roboty wrócę.

EDIT:
Jak sobie zostawić coś na późniejszy termin to czas ciężko wygospodarować by nadrobić.

Po sobotniej sztafecie rano nawet bez większych problemów wstałem, ale się jakoś tak czułem zmęczony, że chodziło mi po głowie odwołanie pierwszej klubowej wycieczki, ale całe szczęście Darek uratował sytuację.

Zabrałem sobie minimalny bagaż jakby się ludziska stawili i najwyżej ich pociągnę trochę po trasie, ale w trakcie dojazdu na miejsce zbiórki czuję, że kolano nawala i nie chcę się nabawić kontuzji. Myślę jak tu wyjść z opresji i proszę Darka o poprowadzenie wycieczki tym bardziej, że przyjechało 10 cyklistów. Moja rola w tym dniu skończyła się na przywitaniu i zrobieniu listy.

Po formalnościach puszczam grupę, a ja wracam do domku odespać trochę i zregenerować siły.

W domku dodatkowa drzemka i maść stawiają mnie na nogi.

Po obiedzie ok 16:00 zgaduję się z Limitem co by mięśnia po rozruszać ale on nadal regeneruje siły więc zbieram się z tatą i ruszamy na Pogorię. Ludzi masa jak to w niedzielę. Uprzednio zdzwaniam się z Panem_P i spotykamy się pod molo razem z Darkiem i Pawłem. W czwórkę ruszamy slalomem ścieżką wokół P3 dalej przez mokradła Pogorii 2 i okrążamy P1 z przerwą na plaży. Plan dalszej jazdy wyszedł niespodziewanie Marcin dostaje cynk od Moni P., że przebywają w "13-tce" no to do nich dołączamy. Z racji już zbierania się wieczora, żegnamy się z klubowiczami z Mysłowic i dołączamy do paczki Moniki. Tam przy złotym trunku pada propozycja ogniska, według moich dorad decydujemy się na Cypelek.
Z Monią i jej kolegą ruszamy do Lewiatana po potrzebne artykuły i ja w między czasie lecę na Zagórze uposażyć się w cieplejszy ciuch i wracam do ekipy na cypelek. Rozmów i śmiechów bez liku. Tak zlatuje do późnych godzin nocnych. Pora się zbierać. W czwórkę ja, Marcin, Monia i kolega ruszamy prowadzeniu przeze mnie na Kombajnistów dość okrężną drogą przez wały, Ksawerę, dworzec PKP, koło domu Złego i Konstantynów. Stamtąd eskortujemy Monię na Katowice. Leci się spokojnie wiatr na plecy i puste ulice. Z Monią rozstajemy się przy jej osiedlu i z Panem_P wracam na Sosnowiec. W tą stronę już zdecydowanie gorzej wmordewind i zmęczenie daje się we znaki. Ok. 1:00 robimy małą przerwę na stacji u wlotu do miasta. Porcja izotona sprawia, że jakość dociągamy pod Zajezdnię na Zagórzu, gdzie się żegnamy Marcin leci dalej na Kazimierz, a ja nawrót na Centrum Zagórza.

heh nie było jakiś większych kombinacji z trasą, trochę tu trochę tam i się dystans konkretny

Komentarze (3)

sam nie wiem z 13 na ognicho, potem eskorta Moni na K-ce i się nazbierało :P

gozdi89 07:43 wtorek, 23 kwietnia 2013

kajś ty to ukręcił i kiedy
:)

pablo84 21:05 poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Tak to bywa :P Ciągnie wilka do lasu

gizmo201 08:04 poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa mawia

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]