Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2016

Dystans całkowity:1134.00 km (w terenie 127.00 km; 11.20%)
Czas w ruchu:59:21
Średnia prędkość:19.11 km/h
Maksymalna prędkość:58.20 km/h
Liczba aktywności:25
Średnio na aktywność:45.36 km i 2h 22m
Więcej statystyk

Rekreacja z Krzyśkiem

Środa, 6 kwietnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Dziś spokojnie przez przytupu jadę się nieco po rozruszać gnaty po wczorajszej setce.
Koło 16:00 zdzwaniam się Krzyśkiem, z którym to wczoraj nie udało się zgrać, na wspólne kręcenie po pojezierzu dąbrowskim.

Półgodziny później zjeżdżamy się przy cafe mobilu. Rundka wokół trójki i asfaltem po P4 po czym odbijamy na wał wzdłuż Przemszy i kręcimy do Będzina, a tam na ścieżkę i prosto do Centrum Sosnowca. 

Pod PTTK-iem się żegnamy Krzysiek na kwadrat, a ja na chwilę do Oddziału i również wzdłuż 3 Maja śmigam do domku. 

Koniec śródtygodniowego weekendu i jutro kurs na Morawę.

Stówka sezonowa po raz pierwszy - czyli samotne śląsko-zagłębiowskie terenów objeżdżanie

Wtorek, 5 kwietnia 2016 · Komentarze(3)
Kategoria rekreacja, wycieczki
W końcu taki dzionek, że mogłem sobie na nieco większy kilometraż pozwolić. Korciła mnie 2-setka, ale jakoś jeszcze cierpię na lenia i walczę z poduchą do 10:00. 
Wreszcie, gdy Martyna wraca z rehabilitacji poduszka sobie odpuszcza i łapię pionizację. W głowie burza i kombinuję, gdzie to się wybrać. Mapa w rękę i dumanie, gdzie to bym się mógł poszwendać. 

Na obiadek solidna porcja energii, akumulatory załadowane i po 14:00 dopiero dosiadam Merdiana i w drogę.
Pogoda słoneczna i to sezon na krótkie gatki rozpoczynam, góra jeszcze z cienkim, ale długim rękawem. Na tą stronę do wieczora będzie już chłodniej. Długie gatki rezerwowo do plecaka i lecim, gdzie koła poniosą.

Punkt pierwszy pętli Śląsko-Zagłębiowskiej zaczynam od dojazdu do Galerii Elektrownia w Czeladzi, gdzie podbijam sobie książeczkę Szlaku Zab. Techniki. Kręci się przyjemnie. Po zwiedzeniu ekspozycji dzwoni Krzysiek, czy jestem czasowy i śmigam gdzieś na rower. Po konsultacji i krótkiej wymiany pomysłów marszruty decydujemy się, że każdy jedzie w swoim kierunku.
Z Czeladzi trzymając się zagłębiowskiego brzegu rzeki Brynicy kręcę przez Wojkowice, Bobrowniki i Dobieszowice do Wymysłowa na zaporę Jeziora Świerklaniec. W Bobrownikach wyprzedza mnie dwóch kolarzy na szosach, siadam im chwilę na ogonie, ale na podjeździe sukcesywnie mnie odstawiają. Z kolei w Dobieszowicach krótki pitstop przy zabytkowym dworku w którym mieści się Urząd Stanu Cywilnego i Dom Kultury, z myślą złapania jakieś pieczątki z obiektu.
Na tamie przecinam Brynicę( granicę) i wjeżdżam na obszary śląskie. Docierając do Piekar kieruję się do głównego punktu mojego spontanicznego wypadu popołudniowego czyli Kopca Wyzwolenia. Jakoś myślałem, że to dalej, a tu na liczniku dopiero 40 km tyle co przekroczyłem. 
Funduję sobie nieco dłuższą przerwę podziwiając panoramę okolic. Ku zdziwieniu całkiem dobrze widoczna była będzińska Łagisza. Rzut okiem na mapkę i ruszam dalej. Dnia jeszcze trochę zostało, to zapuszczam się dalej na zachód. Przedzieram się przez Księżą Górę do Radzionkowa i dalej do Bytomia pod Stok Narciarski w Dolomitach. 
Kręcę się chwilę po okolicy stoku i powoli zbieram się drogę powrotną do domu. Korciło mnie jeszcze dotrzeć do Parowozowni Górnośląskich Kolei Wąskotorowych, ale to zostawię na sezon jak zaczną kolejki jeździć na trasie Bytom - Miasteczko Śląskie.
Powrót na Stroszek i wzdłuż krajowej 11 kręcę do Centrum Bytomia. Rzut okiem co tam na Rynku słychać, po czym cała naprzód i śmigam do Chorzowa. Spoglądam jak tam idą prace przy remoncie terenu przy Estakadzie i udaje się do Parku Śląskiego. 
Przyodziewam się w długi spodzien. Na liczniku już przyzwoity dystans. By być pewnym, że setkę przekroczę kręcę sobie jeszcze pętlę wokół Parku i już bez zagięć ścieżką wzdłuż Chorzowskiej docieram pod Nowe Muzeum Śląskie. Stamtąd zjazd na Bogucice i przez Dąbrówkę docieram do Milowic, gdzie znów przecinając Brynicę wracam do macierzy. Przez Piastów i Śródmieście zjazd do Zagórza. Na wysokości Plejady dostrzegam palącą się trawę na skarpie. Rowerzysta którego spotkałem na miejscu już zdążył Stażaków powiadomić, czekamy chwilę na przyjazd jednostki gaśniczej i jak już dojechali spokojnie opuszczamy teren i każdy w swoim kierunku. Docieram na kwadrat. Rzut okiem na licznik, a tam idealnie 101 km ukręcone. Sporo kolarzy i ludzików na trasie spotkane. Wakacje czuć było w powietrzu. 

NO W KOŃCU TU DOTARŁEM



GENERATOR WANDA Z 1903 R.


ZABYTKOWY DWOREK OBRONNY W DOBIESZOWICACH Z XVII W.


"GRANICA" BRYNICA W WYMYSŁOWIE


LEŚNA RAJZA - INNYM RAZEM


JEST I ON - KOPIEC WYZWOLENIA


PIEKARY ŚLĄSKIE


SAMOJEBKA Z DOLOMITÓW


WIECZORNY POWRÓT DO MACIERZY


DPD i pozimowy rozruch Julki

Poniedziałek, 4 kwietnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca, rekreacja
Poniedziałek - dzień targowy i pora z rana udać się do pracy. Śniadanie i 7:30 startuję. Trasa standard - bez większych ekscesów.

Wyjątkowo na Morawie czas szybko upłynął i nim się obejrzałem już po 16:00. Zrzucam z siebie nadmiar porannego odzienia i lekkim zakolem przez Stawy Hubertus, Naftową, Park Sielecki i Kombajnistów wracam na kwaterunek.

Przerwa obiadowa i po 19:00 umówiłem się z drugim Marcinem G. na P3 przy molo na wieczorne kręcenie po okolicy. Akurat wieczór ciepły to i się Martynka zdecydowała uruchomić swoją Julkę po zimowej przerwie.

Docieramy na P3 jeszcze przed czasem i żeby nie marnować czasu robimy z Martyną rundkę po bieżni. Na Piekle z przeciwka przemknął Krzychu jadący w tunelu za kol. Darkiem. Kawał chłopa to leci się jak za tirem. Bez postojów tylko machnięcie rączką i każdy w swoim kierunku. Wracamy pod molo i zaraz za nimi dociera drugi Gozdek. :D. Toż to prezesowa narzeczona miała twix'a.
Już się zdążyło ściemnić, a tu Marcin rzuca propozycje objazdu czwórki. Dwa razy nie trzeba powtarzać. 
Z trójki odbijamy przy kręgu grillowym na P4 i kręcimy najpierw asfaltem, potem zjazd w teren. Odpuszczamy pełny wariant jazdy lasem i kręcimy do Antoniowa na skrzyżowanie. Stamtąd już asfaltem na Piekło i zjazd na P3. Chwila oddechu i kręcimy na Zagórze. Pod kwadratem, żegnamy się z Marcinem, który już samotnie dociąga do Centrum, a my zjazd do domku.

DPD - jakieś zmęczenie materiału

Sobota, 2 kwietnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Dziś nieco wcześniej na firmę. Pobudka przed 6:00. Dzień powoli się budzi, zerkam za okno, a tam mgła.
Lekkie śniadanie i 6:30 startuję na Morawę. Już pierwsze kilometry dają się we znaki. Licznik wskazuje 2 na minusie i do tego duża wilgotność sprawia, że jedzie się dość nieprzyjemnie. Dopiero jak minąłem dworzec PKP czułem się rozgrzany.

Przebierka w cywil ciuch, przesiadka na Trafika i kurs do Ustronia i powrót na bazę.
Nim wybiło południe zbieram się w drogę powrotną do domu. Nie wiem czy ten zimny wiatr, czy poranne przechłodzenie sprawiło, że dość opornie szła mi droga powrotna do domu. Niby słonecznie, ale podmuchy wiatru dawały się we znaki.

Po popołudniowej drzemce zamiast rowerka dla odprężenia trochę trekingu z Martyną po lasku zagórskim.

Po serwisowe testy - czyli DP Masa OD

Piątek, 1 kwietnia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Jako, że aprilis to pogoda płata figla i co chwilę z nieba siąpi mżawka. Całe szczęście jak mi przyszło kręcić do firmy opady ustały.
Niezbyt ciepło toteż zestaw odzieżowy jeszcze wersja jesienna. Start z domu 7:30.
Na drodze spory ruch jak na piątek. I to w kierunku Kato i wlecze się DK 94, przez co sporo samochodziarzy ucieka na Centrum.
Dojazd na bazę bez większych ekscesów.

Po dniówce zasiadam do obiadowania. Nim się oglądam już po 16:00, zakręcam na chwilę do M. po czym prosto na masę do Katowic.
Na starcie niespełna setka ludzików. Jest kilka znanych ludzików.

Po 10 km rundzie po śródmieściu finiszujemy pod Wyspiana. Gadka szmatka i gromadka się rozjeżdża. Ja kręcę wspólnie z Monią do Parku Śląskiego w okolice kotła czarownic. Monia odbija na tauzena, a ja przez Bytków, Siemce, Czeladź, Będzin i Dąbrowę kręcę do domku.