Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2015

Dystans całkowity:1298.00 km (w terenie 116.00 km; 8.94%)
Czas w ruchu:68:06
Średnia prędkość:19.06 km/h
Maksymalna prędkość:64.80 km/h
Liczba aktywności:26
Średnio na aktywność:49.92 km i 2h 37m
Więcej statystyk

DPD

Poniedziałek, 6 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Niedziela w pracy, to i pobudka w poniedziałek jako "drugi" dzień roboczy łatwo poszła.

7:40 ruszam na Morawę. Nogi średnio zapodają, ale w o czasie melduję się na Morawie.
Po pracy zakolem ruszam na Rawę spisać grafik z salonów - kiedy to będę miał dyżur i cafe u mojego skarba.

O 20:00 rolety w dół - pani do 808, a ja kusem za busem. Przeciętne tempo jazdy, mimo to udaje mi się być w domu niedługo później niż Martyna autobusem.

DPD z powrotem na okrętkę

Niedziela, 5 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Niedziela minęła na regeneracji po wczorajszej ustawce.

Na 10:00 ruszam do Rawy odbyć dniówkę w ramach zastępstwa. Na miejscu z zapasem minutek to zakręcam do pobliskiej kropkowanej po upgrade śniadaniowo - obiadowe. 

W Salonie spokój i cisza to mogę oddać się rozkoszy masażu na urządzonkach.

Po pracy jadę lekkim zakolem do domu. Miałem nieco krótszym wariantem wracać, ale na Dąbrówce tuż przed Schroniskiem wyprzedzam jednego kolarza. Za chwilę słyszę cześć prezes [???] Okazuje się, że trafiłem na Darka z którym na jednej z wycieczek miałem okazję jechać. Tak się rozgadaliśmy, że nim się obejrzałem dotarliśmy do Grodźca. Tu nasze drogi się rozeszły kolega odbił na Wojkowice, a ja sunę pod Lwa. Heh, jakieś dwa lata człeka nie widziałem i po jednej wycieczce mnie zapamiętał. 
Przecinam 86 i śmigam na P3. Przejazd kontrolny przez Promenadę i zawijam w kierunku domu.

Cykliczna ustawka kryptonim Pustynna Burza

Sobota, 4 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Na cyklozowym zebraniu padały hasła o sobotniej ustawce, ale nic konkretnego. Jakoś tak to wyszło, że na ten weekend sporo się dzieje. Wyczynowcy udali się na tuptanie 100 km po górach, inni w środku nocy postanowili wyjechać na rowerach, by na mecie w chacie na Zagroniu przywitać tych co poszli z buta, a jeszcze inni skorzystali z wolnego weekendu i mieli trochę prywaty, gdzieś w Polsce.

Ja wiedziałem, że tylko mogę sobie sobotę przeznaczyć na rowerowanie, postanowiłem zorganizować mały wypad na za miasto. Cel dawno nie odwiedzana przeze mnie Jura. 

Kryptonim Pustynna Burza - wrzucam hasło w piątkowy wieczór na neta z propozycją dołączenia.
Zbiórka godzina 8:00, że "pod domem" to nawet udaje mi się nie spóźnić. W wypadzie towarzyszy mi moja połowica, z lekką niepewnością co ja czeka i czy podoła, klubowicze Adrian i Darek oraz do Kluczy Sławek.

Czekamy jeszcze chwilę. Telefony kontrolne to potencjalnych spóźnialskich, ale nikt już więcej nie dołącza to ruszamy.
Na początek Puszcza Pakosznica, jadąc Szlakiem Lasku Zagórskiego docieramy do Kazimierza. Potem trochę asfaltu, na przemian z terenem i wylatujemy przy Euro terminalu w Sławkowie. Asfaltem docieramy na Rynek w Sławkowie. Akurat dzień targowy to ruch spory. Pierwsza przerwa pojeniowa, wsad lodowy i śmigamy Doliną Białej Przemszy do Okradzionowa, skąd zwrot na Błędów i śmigamy do Chechła na Punkt widokowy na Błędowską Pustynię. 

Na piaskowym odcinku Czerwonego Szlaku Pieszego między Błędowem, a Chechłem Darek łapie panę oczywiście paluch zagłady poszedł w ruch, a Adrian zalicza glebę. Mało tego kolejną ofiarą była Martyna, która gubi licznik. Jak się w zeszłym roku w Limitem i Jagą tamtędy przebijaliśmy to nie było tyle ofiar.


Krótki pit stop przy wielbłądzie i docieramy na punkt widokowy Dąbrówka. Jak na sobotę cyklistów tu mało, ale za to sporo turystów zmotoryzowanych. 

Pora na punkt kolejny. Ustawiam azymut na Klucze i punkt widokowy Czubatka. Wpadamy na niebieski szlak jurajski i docieramy nim do celu. Oczywiście ciepło sprawia, że moja nawigacja jazdy na pamięć czasem zawodzi i gdzieniegdzie muszę korygować marszrutę.

W Kluczach nieco dłuższy postój na Czubatce. Delikatny wiaterek sprawia, że się jechać nie chce. Pora się zbierać. Sławek nas opuszcza i odbija na Bukowno, a my w swoją drogę. Sprawnie przelatujemy przez Jaroszowiec i kotwiczymy się w Bydlinie nad Stawem. Godzina przerwa chłodzeniowa w Stawie przy klubowej bazie noclegowej i serwisowa bo od ciepła łatki nie wytrzymują i Darek ponownie zmienia dętkę. Uporawszy się z defektem i schłodzeni zmierzamy na ruiny Zamku w Bydlinie. Szczyt zdobywamy fotka ku potwierdzeniu i lecimy dalej. Spoglądam na mapkę i jedziemy. Testuję nową drogę którą jeszcze nie jechałem. Podążając za czerwonym rowerowym zmierzamy do Smolenia. W większości albo asfalt, albo szuter i dwa podjazdy w tym najwyższe przewyższenie w miejscowości Złożeniec. 

Docieramy do Smolenia. Ciepło daje się we znaki w nogach już 80 km. Darek zostaje przy rowerach, a reszta z buta podchodzimy pod ruiny. Oczywiście Prezes chciał sobie skrócić i pociągnąłem resztę za sobą po stromym zboczu. Ruiny w remoncie i wszystkie boczne wyjścia zawarte dechami. Skarpa dzieli nad od bramy głównej. No nic przyjdzie nam wracać z kwitkiem. Na drogę na około się nie decydujemy i zboczem schodzimy do Darka.
Pora obiadowa się zbliża. Dosiadamy rowery i kierujemy się Wojewódzką do Pilicy na mega Pizzę. Jazda na rezerwach. Za te podjazdy do Smolenia w nagrodę ponad kilometrowy zjazd do Pilicy. Na zjeździe łapię maxa 64 km/h . 

Zasiadamy w sprawdzonej już Pizzerii i aplikujemy w siebie mega tradycyjną. Na deser wrzucam w siebie jeszcze big burgera. No teraz jestem najedzony. 18:00 na horyzoncie. Opuszczamy Pilicę i turlamy się ku domowi. Na początek podjazd przy wyjeździe z Pilicy i kręcimy na Ogrodzieniec. Tam tylko krótki postój pojeniowy i kręcimy do Niegowonic. Serpentynki minięte, jeszcze tylko Łosień i większość po płaskim. Monia jeszcze na urlopie to nie wpadamy z odwiedzinami i jedziemy dalej. 

Z Łośnia na Tworzeń i już przez miasto na P3. Potem Zielona, Park Hallera i wtaczamy się na Zagórze. Ja ze zmordowaną upałem, ale mega zadowoloną Martyną się odłączamy, a chłopaki dalej do swoich kwaterunków.

JAK ZWYKLE KOCHANIE ZWARTA I GOTOWA DO JAZDY  - jeszcze się uśmiecha, bo nie wie co ją czeka 


ROWERY DWA - na pustynnym szlaku


Z punktów "udanej" wycieczki - była wywrotka, było błądzenie i było też SZYDZENIE


Pustynna burza nie mogła się obyć bez pustynnego zwierza - TWARZOLICZENIE W CHECHLE


Rozrywka na Pustyni - PUNKT WIDOKOWY DĄBRÓWKA 


Pora na Zamki - BYDLIN


W drodze na Smoleń - GÓRY RUSKIE


Zamku w Smoleniu tym razem nie zdobywamy bo pod mury od złej strony się skradamy. 
Za to Pilica była nie daleko to i strawę czas najwyższy przyszło oporządzić.

Chomiczówka w blasku wschodzącego Księżyca.

Piątek, 3 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Z racji, że założyłem sobie, że w lipcu przekręcę wszystkie dni z dystansem min. 20 km, dziś nie mogłem sobie odpuścić jazdy.

Drobne problemy żołądkowe i upał plus sprawy różne sprawiły, że na bika wyskakuję po zmroku, a dokładnie 21:30.

Szybki szpil na P3, dwukrotny objazd bieżni i powrót do domku.

Jutro pora na Pustynną Burzę.

DPD

Czwartek, 2 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Do pracy dziś o godzinę później i zauważalnie nieco mniejszy ruch. Godzina później i różnica spora.

Trochę na bazie, trochę na dostawach i na bazę wracam o 19:00. 

Przesiadam się na Meridiana i jadę do najbliższego Lidla na Szopienice zobaczyć czy jakieś ochłapy mi się zostały. 
Dla siebie nic nie znalazłem, ale zakupuję jedną koszulkę dla Martyny.
Pora wracać do domu. Objazd zdecydowanie różniący się od drogi do pracy, ale nie za długi. Z Szopienic jadę na Mysłowice, przejazd przez Przemszę i wpadam do Sosnowca na Modrzejów. Dalej na Niwkę zobaczyć jak się prace drogowe poczynają i przez Dańdówkę jadę prosto na Zagórze i do domu.

DPND - dziś jest pełnia

Środa, 1 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Na początek miesiąca lipca nie za dużo kilometrów.

Na 8:00 ruszam na Morawę. Przesiadka na cztery kółka i zlatuje dniówka na dostawach do 22:00. Nim się rozliczyłem 23:00. Znów na bika i po nocy powrót bez większych objazdów do domu.

Wracając autem, gdzieś w rejonie Szczekocin ciekawy efekt się zaczął. Na sferze niebieskiej w jednym czasie można było dojrzeć zachodzące Słońca pełną tarczę Księżyca oraz taniec Wenus i Marsa.

Aparat w telefonie nie dał rady złapać obu planet, ale za to pełnię udało się sfocić w pełnej krasie.