DPD i spacerowanie

Piątek, 9 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Średnia uboga, gdyż ponieważ w planach popracowych udałem się jednośladem na piesze zwiedzania Środuli i Konstantynowa w ramach spacerów z historią w tle. 

DPD i trochę kultury

Czwartek, 8 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Kolejny dzionek w BikeAtelier. Dziś rowerek jednak ląduje z ekwipunkiem w Oddziale. Po pracy przebierka w galę i spacerkiem do Teatru Zagłębia na super spektakl Korzeniec.
Dzień na maxa zaplanowany więc jazda tylko przelotowa.

Na powrocie wpada mi 3 tysięczny kilometr w tym sezonie.

DPD - witaj BikeAtelier

Środa, 7 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Dwa dni na regenerację po aktywnym wydłużonym weekendzie.
Dziś delikatnie, generalnie przejazd komunikacyjny na linii dom - Plastry - dom.

Pocieszna Górka i powrót do domu.

Niedziela, 4 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Dziś nieco delikatniej.
Gorzkowice - Gościnna - Bryszki - Mierzyn - Pocieszna Górka - Bęczkowice - Trzepnica - Cieszanowice - Szczepanowice - Gorzkowice
Ciapong z dojazdem do DG - Sosnowiec.

Azymut Bąkowa Góra

Sobota, 3 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki
Trasa: Sosnowiec -DG - Łazy - Zawiercie - Włodowice - Mirów - Niegowa - Złoty Potok - Święta Anna - Dąbrowa Zielona - Cielętniki - Żytno - Wielgomłyny - Przedbórz - Bąkowa Góra - Masłowice - Przerąb - Plucice - Gorzkowice.

Trzeci pomysł modyfikacji rowerowego dojazdu na wieś.

Ekorta Cyklozowiczów do Skawiny

Czwartek, 1 czerwca 2017 · Komentarze(1)
Kategoria wycieczki
czyli początek miesiąca z przytupem.
Trasa:
w grupie: Sosnowiec - Mysłowice - Imielin - Chełmek - Gorzów - Wiślana Trasa - Rowerowa - Zator - Spytkowice - Brzeźnica - Skawina.
cz. 2, sam: Skawina - Radziszów - Jurczyce - Skawina - Tyniec - Skawina - Jeziorzany - Wołowice - Czernichów - Kłokoczyn - Rusocice - Kamień - Mirów - Alwernia - Regulice - Bolęcin - Chrzanów - Jaworzno - Sosnowiec.

Generalnie pogoda idealna, a ja mam kilka dni przerwy między jedną, a drugą pracą, to korzystam.
Pobudka 5:30, piekarnia, zapas jedzenia na drogę, przydatne mapki i ruszam na 7:00 pod Oddział, skąd staruje cyklozowa grupa jadąca w Bieszczady w ramach Cyklicznego Wypadu w Polskę. Żebym wiedział, że mi się tak sprawy prywatne potoczą, to pewnie i ja bym się zabrał na tydzień, ale trudno. Bieszczady jeszcze nie dla mnie.

Docieram na miejsce chwilę przed 7:00. Jest już Limit, Monia, Tomek, Witek, czekamy jeszcze na Maćka i drugiego Tomka i ostatecznie Domina. Wszyscy w komplecie. Foto i Limit proponuje mi, abym pociągnął grupę do Imielina, bo najlżejszy tonażowo jestem. 20 stopni na starcie i wiatr w plecy.
No to w drogę. Sprawnie pokonujemy Mysłowice. W Imielinie, jak to w Imielinie o tej porze korek na długości całej mieściny od jednej i od drugiej strony. Jest ścieżka to pod centrum jedziemy bezkolizyjnie. Potem trochę w tłoku samochodów przebijamy się do Chełmka, skąd odbijamy na Gorzów i wjeżdżamy na wały Wisły, którymi udajemy się do Zatora. Na Rynku ja się podbijam w Informacji, a reszta się chłodzi. Tu miałem się odłączyć, ale czas dobry to decyduję się dobić do setki i kręcę z ekipą krajową 44 do Skawiny. Około 13:00 wpadamy na Rynek. Limit kręci do rowerowego po nowe opony, bo te co zakupił okazuję się wadliwe i strasznie mu się kiepsko jedzie, szczególnie, że jako jedyny jedzie z 3 kołem. Ja w ten czas idę po pieczątkę do Wydziału promocji i rozwoju. Pieczątki nie mieli, ale za to dostałem gifty dla ekipy w postaci mapek okolicy i opasek odblaskowych. Przerwa na popas i się żegnamy. Ekipa dalej w kierunku Zakliczyna, a ja w swoim kierunku.

Zainspirowany mapką udaję się do Radziszowa obejrzeć tamtejszy Dwór Dzieduszyckich. Jest IT to i się podbijam. Foto obiektu i za niebieskim szlakiem kręcę do Jurczyc związanych z Hallerami. Niestety Izba Pamięci zamknięta, a dwór rodziny Hallerów niedostępny dla zwiedzających. Szkoda. Wracam do Skawiny, gdzie chciałem jeszcze zahaczyć o Muzeum Regionalne. Nieduża ekspozycja, ale ciekawa. Łapię pieczątkę i kręcę do Tyńca, do Opactwa Benedyktynów. Kolano daje się lekko we znaki. Podbijam się w książeczce zamków i nagle olśnienie, gdzie jest ogólny notes z pieczątkami. Zaskok został w Muzeum w Skawinie. Dobrze, że niedaleko. Więc nawijka. Jest zguba. Modyfikuję trasę. Kręcę na wały w poszukiwaniu przeprawy promowej. Najbliższą znajduję w Jeziorzanach.
Z drugiej strony Wisły kręcę do Czernichowa w odwiedziny do Szkoły Rolniczej z którą związana jest krótka historia mojego życia.

Pora najwyższa wrzucić treści na ruszt. Docieram do Pizzerii, gdzie mają i normalne dania objazdowe. Już mam zamawiać i płacić, a tu w gotówce przeciąg, a kartą nie można. Wracam się pod kościół, gdzie był bankomat. Kolejne olśnienie. Karta została się w domu, no ładnie. Kończy się na tym, że ląduje w cukierni i wciągam pożywną kruchą babeczkę z owocami i popijam izotonem. Na jakiś czas starczy.  Kręcę dalej. Tuż przy rzece jedzie się po równym, ale od Kamienia zaczyna się rzeźbienie. Kolejny pitstop zaliczam na starym Rynku w Alwerni oraz w Muzeum Pożarnictwa. 19:00 na zegarze.
Kolejny wysiłek czekał na mnie tuż przed Nieporazem. Oj ten podjazd dał się we znaki. Na rezerwach docieram do Chrzanowa. Ostatnie grosze wydaję w Żabce na muffinę i zapiekankę. Akumulator naładowany. Ostatni rzut to przelot przez Jaworzno. Na Rynku odbijam na Geosferę i dalej na Maczki, skąd już ostatnia prosta przez Porąbkę na Zagórze. Dwusetka strzeliła. Zmęczony, ale zadowolony wtaczam się do domu. Chwila na rozprostowanie pleców kończy się pobudką dopiero nad ranem. Jutro lajcik i w sobotę, atak na kolejny pro dystans.
START


PRZEGRUPOWANIE


RADZISZÓW - DWÓR


TYNIEC


PŁYNIEMY


SAMOSTRZAŁ

Ostatnia dniówka w Prowellnessie

Środa, 31 maja 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Miesiąc Maj przynosi wiele zmian w życiu. Żona w delegację do Gdańska, Ja przeskok na nowe mieszkanie, zmiana pracy, nie mówiąc o nowym rowerze, który niedawno sobie sprawiałem.

Przewrotne to życie, nie wiem kto steruje tym wszystkim, ale w tym szaleństwie jest metoda. Nowa przygoda zawodowa zacznie się od poniedziałku i będzie związana z tym co lubię i kocham czyli rowerami.

Co do dzisiejszego ostatniego majowego dnia. Taki nawet akurat, nie za ciepło, nie za zimno. Chwilę po 7:00 zapinam sakwy do Big Wheela i udaję się na ostatnią dniówkę na Morawę. Objazdem przez Kombajnistów i 1 Maja. Najkrótszy wariant przez rozkopane 3 Maja sobie daruję. W pracy lajcik, nawet nie czuję, że za parę godzin przyjdzie pozbierać zabawki i powiedzieć do widzenia.

Wreszcie przyszła godzina w. opróżniam swoją szpindę (po naszemu szafkę) i w drogę ku nowej przygodzie.


Juki pełne, kręcę do Oddziału. Tam sprzęt zostawiam i z buta na drugą stronę wdrażać się dalej w następną pracę. Tuż przed 18:00 wracam do PTTK-u na zebranie Zarządu. A, że mnie skrybom Sekretarzem uczynili, to być musiałem. Po zebraniu jeszcze inkszym zakolem na kwadrat zaginając o nową lokalizację tymczasowej bazy Prezesa.
Teraz 4 dni wolnego poświęcam na bibę i rowerowanie.

DPPD - zdążyć przed deszczem

Wtorek, 30 maja 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Przedostatnia dniówka w Fotelach. Wstawanie idzie dość opornie przez co potem się nieco goniłem, aby spokojnie udać się do pracy.
Dziś całkowicie na krótko. Trasa modyfikowana, bo przez 3 maja już coraz gorzej się jedzie. Przelot przez Plejadę, potem kawałek 3 Maja, aby odbić na teren za Pałacem Dietla. Kilińskiego i prosta przez Sobieskiego na Morawę.

W tej ciepłocie jakoś się pracować nie chciało, ale co konieczne to się robiło, przy okazji wreszcie u księgowej podpisałem rozwód z Fotelami, dziękując za 4 letnią współpracę.

Po dniówce na chwilę do Oddziału po legitymację na Patyka i na dłuższą chwilę do Plastrów wdrażać się w to co będzie mnie czekać. Tuż przed zamknięciem się ewakuuje i tnę zapobiegawczo na kwadrat kontrolując ołowiane chmurzyska. Jak to u mnie bywa, deszcz dorwał mnie dopiero pod klatką.

Praca, debata, zebranie

Poniedziałek, 29 maja 2017 · Komentarze(0)
Kategoria praca
Ostatnie podrygi w Prowellnesie. Dziś na firmę tylko na szybko rozładować auto i rozliczyć się z ostatnich targów z moim udziałem.
Szybko poszło i przebijam się na Pogoń do LO im. Staszica, gdzie o 10:00 rozpoczynała się debata prorowerowa z moim udziałem jako jednego z prelegentów. Półtorej godzinna debata miała ukazać, że rower to nie tylko rekreacja ale też idealny środek transportu. Ponadto miało to na celu zachęcić uczestników do częstszego korzystania z roweru oczywiście nie zapomniano o omówienia bezpieczeństwa oraz przepisów odnośnie poruszania się w ruchu ulicznym.

Po spotkaniu miałem wrócić na bazę, ale mnie potrzebowali i udałem się na kwadrat uzupełnić zapasy magazynowe i przy okazji wpadłem pod rotacyjną. Wrzucam coś na ząb i kręcę do Plastrów, z którymi wiążę dalszy rozwój kariery zawodowej. Proces wdrażania zlatuje do 17:00. Przechodzę na drugą stronę do Oddziału, przeprowadzić majowe zebranie klubowe. Dziś szybko załatwiamy sprawy formalne i zmieniamy lokal na część nieformalną - małe co nie co z okazji 6 urodzin klubu.

Długo ta posiadówka nie trwa, bo krwiopijcy komary za bardzo dawały się we znaki. Zbieramy zabawki i każdy w swoją stronę. Nim ostatecznie docieram na kwadrat zaglądam do Włodka zamontować licznik rowerowy.  Uporawszy się z tym w lekkich kroplach deszczu kulam się ku domowi.

DPD - sezon na wiosenne burze rozpoczęty

Wtorek, 23 maja 2017 · Komentarze(2)
Kategoria praca
Według ICM dziś popołudniu burze, więc przed startem zaopatruje się w wodne buty i deszczówkę,
Poranek rześki, ale jadę na krótko. Przejazd mimo remontu 3 Maja idzie sprawnie i na bazie jestem ze sporym zapasem czasu. Jedyne co mnie niepokoiło, to mało powietrza w przedniej oponie. Domniemywał, że łata samoprzylepna popuszcza. Udaje się dojechać bez konieczności dopompowania. Na bazie od razu pod kompresor na full i będę wiedział, czy na powrocie zacznę od wymiany dętki.

Akurat jak przyszło jechać do domu zaczęło padać to posiedziałem na bazie i wyczyściłem napęd z piachu po niedzielnym wypadzie. Powietrze trzyma. Przestało padać to ruszam. Po przejechaniu centrum oglądam się za siebie, a tu kolejna chmura burzowa. Duży blat i powrót do domu identycznie jak do pracy. Od Środuli burza się rozkręca. Pioruny i grzmoty dość konkretne. Deszcz łapie mnie pod klatką.Zaś udało się futerka nie zmoczyć.