Jak na poniedziałek wyjątkowo sprawnie wstaję. Nawet budzik nie był potrzebny 3:45 już w pionie. Dopiero kwadrans później budzikowe "jadę na rowerze" dało sygnał, że półgodziny czasu do wyjścia zostało.
Przed piątą drogi puste to i okrężną przez 11 listopada gonię. Dniówka z nadgodziną również uciekła między palcami. Skończywszy poranną zmianę zjazd do rodziców na krótkie ploty. Nim się oglądam już 15:00.
Kierunek Orion, gdzie miałem się zjechać z Limitem. Chwilę po mnie zjawia się i on. Razem już prosto opłotkami do PTTK na cyklozowowe spotkanie. Docieramy ze sporym zapasem, aby w razie potrzeby przygotować salę sesyjną. Towarzystwo oczywiście się zeszło na hura i to mile mnie zaskakując całkiem ładna frekwencja.
Ogłaszamy z Krzyśkiem różne klubowe sprawunki i tak zlatują prawie 2 godziny. Pora się zbierać. Do meczu siatkówki jeszcze trochę czasu więc korzystam z okazji nabicia kaemów i odprowadzam Limita do Czeladzi. Na wysokości Rynku odbijam, a Limit tnie do siebie. Kręcąc na Będzin olśniło mnie, że jeszcze jest jedno przejście podziemne, gdzie Szweda napotkam. A było to w rejonie stadionu. Trochę marudzenia i focenia.
Dokumentacja zrobiona, cała naprzód na Zagórze. Bo za półgodziny się mecz zacznie.
By wilk syty i owca cała dziś wprowadziłem testowy wariant. Najpierw się zmęczyć, a potem pokręcić z Agą. I w sumie się sprawdziło. Na rozruch intensywne 25 kaemów rozruchowych przez Lasek Zagórski i P3 po czym postawiam się pod Agnieszkę.
Już nieśpiesznym tempem ciesząc się ładną pogodą kręcimy do Imielina na kopiec. Po drodze odwiedziny Darka. Wpadłem mu przekazać, że Henio do niego dołączył. Może się tam w niebiosach odnajdą.
Trochę leżingu i smażingu na punkcie widokowym i zjazd do rynku na sprawdzoną Frappe. Trasa zawijasowa, gdzie się dało to bocznymi drogami. Do setuni nie dociągnąłem, ale i tak miło niedziela spędzona.
Dystans lekko zawyżony bo dołożony przebieg z przejazdu pracowego. Mimo ładnej pogody dziś padł dyżur sobotni w pracy. Do 13:00 szybko między magazynowymi regałami czas zleciał.
Zaraz po dniówce kręcę prosto do Czeladzi w rejon miejskiego Muzeum, gdzie miał odbyć się piknik historyczny połączony z rekonstrukcją jednej z potyczek przygranicznych z okresu I Powstania Śląskiego, w której brali udział Zagłębiacy.
Dojazd na Piaski prawie, że ścieżką rowerową na odcinku od Dańdówki aż pod Timken. Jedynie ściąłem sobie drogę jadąc Reymonta zamiast ruchliwą Grota.
Na miejsce docieram już w połowie inscenizacji, ale i tak na najciekawsze. Po walce wsad kawusi i grochówki przygotowanej przez Muzeum. Chwila jeszcze rozmów ze spotkanymi znajomymi i powoli wracam na Zagórze.
Powrót przez Będzin, gdzie zaginam na Warpie na cmentarz gdzie spoczął Henio Mucha. Pogoda jeszcze sprzyjała na dalsze objazdy, ale jeszcze miałem inne zajęcia w planach więc trzeba było z niechęcią zjechać wcześniej na kwadrat.
Się malują rowery na podłodze najdłuższej jaskini w mieście. Powstańcy szykujący się do szturmu.
Rowery bojowe z Zabrzańskiej stajni.
Druga tężnia w Czeladzi - tym razem w Parku Grabek
Praca z zagięciem na przedpracowową kawę u starzyków. Na powrocie wiatr się zerwał, że jeden z podmuchów niemal mnie podciął i bym glebę zaliczył. Przy tych podmuchach nieco mnie zrosiło. Po za tym bez inkszych przygód.
Nieco dłuższa przerwa od dwóch kółek. Trochę mi go brakowało na Roztoczu, ale za to sobie sporo potuptusiałem.
Dziś na południe więc od rana nadganiam sprawy około domowe. A to pranie, zakupy i inne sprawunki. Nim się oglądam 12:00 i trzeba się powoli zbierać. Dojazd do pracy bez sensacji, za to powrót już w otoczeniu padającego deszczu. Zestaw na mokro był w obwodzie i jakoś za specjalnie się nie zasmuciłem, że w deszczu przyjdzie wracać.
Wreszcie trochę czasu aby nieco pośmigać. Co prawa z cyklu bujam się po mieście ale zawsze. Rano jednak początek od dojazdu do pracy. Na starcie termometr zeznaje 7.5 stopnia. Po południu zupełnie letnie warunki. Wpadam na godzinkę do domu wrzucić coś na ząb i ponownie w drogę. Teraz cel centrum Kato i zebranie Rady.
Co by przejazd nie był oklepany kręcę śladem Szweda. Uzupełnić sobie nowe twarze szweda. Ot zdobyczne Szwedy.
Zaczęło się od Roździenia: Bezgłowy z sąsiadem zbliżenie na sąsiada Nim docieram na gwiazdy - Szwedzik trawiasty Nieco skitrany taniec z gwiazdami.
Na powrocie przez Siemianowice, jeden znany ale mam wrażenie że po liftingu
Oglądam się za siebie, a tam drugi przy prądzie grzebie
Jeden taki zimą powstany dziś w odcieniach zieleni w zaroślach schowany
Jadę sobie dalej, światła przytrzymały, a tu kolejny Szwedzik na drodze napotkany. (CO TAK STOISZ - ZIELONE), spoglądam na światło faktycznie jadę dalej. Nie mogłem zapomnieć na naszym celniku.
Mimo straszenia udało mi się wstrzelić w luki zaciągniętego ołowianymi deszczowymi chmurami nieba. Faktem jeszcze kwadrans przed wyjściem z domu jak i pracy padało. Popołudnie chwilę miałem wrażenie, że będzie lepiej a tu się na dobre rozpadało i nic więcej tego dnia nie ukręciło się.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym