Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2012

Dystans całkowity:1106.00 km (w terenie 257.00 km; 23.24%)
Czas w ruchu:56:27
Średnia prędkość:19.59 km/h
Maksymalna prędkość:70.50 km/h
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:48.09 km i 2h 27m
Więcej statystyk

V ZMK + bonus do Siewierza i After w W.

Czwartek, 3 maja 2012 · Komentarze(2)
Kategoria Inne
Już piąty rok kiedy to Masa Krytyczna wyjeżdża na zagłębiowskie drogi.

Rano miałem z ekipą z BS skoczyć na objazdówkę przed masową ale się nie dogadałem i wyszło na to, że musiałem co poniektórym przed masą serwis rowerów zrobić. O 13:00 ekipa z Zagórza miała ruszyć na start dzisiejszej Masy ale się plany posypały na początku Wilemu poszła opona i on pierwszy odpadł potem reszta i tak wyszło, że każdy indywidualnie dotarł pod dworzec.
Chętnych nie było więc wróciłem się na obiad i przed drugą wystartowałem razem z tatą i najmłodszym bratem na start Masy. Jak to ja miałem się nie angażować w tym roku a wyszło jak zawsze najpierw przy rozdawaniu kamizelek (których nam brakło), a było ich ok. 1400. Do pomocy przyłączył się również Rysiek. Dużo znajomych twarzy z ubiegłych mas, BS i klubowych imprez.
Parę chwil oczekiwania i o 14:55 z pomocą Ghostbikersów, formujemy szyk do prowadzenia tego tabunu rowerzystów w odblaskowych kamizelkach liczący ponad 1600 uczestników.

Nawijka na rondzie przy PTTKu i w drogę na Zagórze.
Średnia na czole peletonu nie przekracza 15km/h

Szczelna obstawa z przodu nie pozwoliła na żadną samowolkę z przyśpieszaniem i zrobieniem z Masy wyścigu, wszyscy grzecznie za Prezesami (czyt. Mną i Hadzisem) i resztą ekipy jechali:D
Co jak co ale jazda przez peletonem z Mecu o pokaźnych rozmiarach bezcenne.

Trasa krótka w tym roku raptem 13 km i przebiegała przez Sosnowiec i Dąbrowę Górniczą pod Molo, gdzie była meta dzisiejszej Masy.

(finiszujący Gozdi z uniesionymi rękoma witający tłum na Pogorii)
Różnica między czołem, a końcem miała ok. 20 min ciągłego wjeżdżania na parking przy Molo gdzie czekała na nas Zalewajka.

Gdy już się cała grupa zjechała na parkingu przy Pogorii 3 zrobiło się naprawdę żółto

w tych niebieskich namiotach rozdawano Zalewajkę

Po oficjalnych przemowach możnowładców i losowaniu rowerów. Większość tej chmary zaczęła się zwijać z obawy na burzową chmurę, a my dopiero na spokojnie dostaliśmy się do kuchni polowej.
Po nasyceniu nasza grupa rowerowych zapaleńców stwierdziła, że jeszcze mało i jedziemy na afer pomasowe.
W ramach bonusu grupa z BS w składzie Ja, Limit, Tomek, Kosma, Jacek, Damian i Rysiek zahaczyliśmy najpierw o SHOP i kurs przez ścieżkę leśną wokół Pogorii IV i czerwony szlak do Siewierza prowadzący szutrową drogą.
Zatrzymujemy się najpierw przed Zamkiem w celu fotodokumentacji

7 wspaniałych w kolejności od lewej Adam, Rysiek, Monika, Damian, Ja, Tomek i Jacek


Po chwilowej przerwie kręcimy na Rynek w celu uzupełnienia zapasów. Tutaj dłuższa przerwa nastąpiła. Po konsumpcji i tankowaniu Adam proponuję trasę powrotną przez lasy. Kosma analizuje to na mapie i jedziemy dalej zamierzoną trasą przez las w kierunku Mierzęcic i odbijamy w pewnym momencie na Przeczyce, dalej przez Boguchwałowice asfaltem wzdłuż Zalewu Przeczyckiego, przejeżdżamy przez mostek i lądujemy przy stawach rybnych u podnóża tamy Zalewu. Następnie przez Marcinków i Wojkowice Kościelne wracamy na czwórkę gdzie tym razem ścieżką asfaltową do Marianek gdzie ekipa się rozłącza Limit do siebie przez Preczów, Tomek z Kosmą chyba na Łosień, a nasza czwórka jeszcze kawałek razem pod budynek CSiRu na Zielonej, gdzie Jacek z Damianem jadą dalej na Zagórze, a ja z Ryśkiem odbijam na ścieżkę wzdłuż Czarnej Przemszy, gdzie zmierzamy najpierw do W.. gdzie czekali na nas Ghosty z nektarem bogów i kiełbaską z grilla.
Już po zmroku, a właściwie późnym wieczorem odprowadziłem jeszcze Ryśka pod granice naszego Miasta i pod Roździeniem się pożegnaliśmy ja nawinąłem się pod mostem w drogę powrotną, a Rysiek dalej 86 do Katowic.
Powrót przez Centrum, Środulę i DK94 gdzie na wys. Makro skręcam do domu.

Dzień w pełni rowerowy i znów się powiedzenie sprawdziło, że mam zdolności zaklinania pogody wokół chmury burzowe, a na nas ani kropli.

Relaksacyjnie

Środa, 2 maja 2012 · Komentarze(1)
Kategoria rekreacja
Dziś spokojnie z resztą siły i chęci nie miałem na intensywniejszą jazdę.
Cały dzień zleciało na tapetowaniu. Fucha się trafiła miało być wczoraj, ale z racji, że wolne i imprezę robiłem rajdową; ze zleceniodawcą zmówiłem się na dzisiejszy dzień.
Na 18:00 ustawiłem się z chłopakami na jazdę, standard znów obsuwa w czasie bo musiałem pojazd doprowadzić do stanu używalności po pierwszomajowym deszczowym powrocie.
W składzie Ja, Adi i Wili wystartowaliśmy na Pogorię III, gdzie trwa od wczoraj Debowy Maj Festiwal. Trafiło się nam, że załapaliśmy się na moment startu Longboardingu. Specyficzny sport jedziesz na desce i się ścigasz :D. Skubani nawet im to ciekawie szło akurat startowali na 20km i na pudle stanęli ludzie z Poznania jak dobrze pamiętam. Jutro na festiwalu dzień rowerowy i tam pod dąbrowskie molo będzie zmierzać V ZMK. Zrobiliśmy kółeczko wokół zbiornika przerwa na fastfooda i powrót.
Po powrocie zimny Leszek i konsultacje co do wspólnego wyjazdu na Masę.
Mam nadzieje, że pogoda wytrzyma i znów padnie rekord frekwencji.

Majówka z Cyklozą czyli kolejna setka w sezonie.

Wtorek, 1 maja 2012 · Komentarze(2)
Kategoria wycieczki
Kolejna impreza rowerowa cyklozy :p - zrealizowana
Opis jutro bo mi się nie chce dziś skrobać.
Może tylko małe podsumowania.
- 25 uczestników
- 2 kolejne zamki zwiedzone
- ponad 26 stopni ciepła
- 3 kapcie złapane
i deszczowy powrót.
No i dziś padł tegoroczny rekord jak chodzi o ilość km przejechanych.

No dobra biorę się za siebie i nadrabiam zaległości sprawozdawcze. Jak to mówią w świecie wirtualnym jak ciebie nie ma na fb to nie istniejsz - widocznie jestem zombi i nie istnieję a usłyszałem nie dawno jak nie ma wpisu na BS to coś się z bikerem stało i do domu jeszcze nie wrócił.

Ale do rzeczy. W kalendarzu klubowym mieliśmy zaplanowany dłuższy - parodniowy wypad w okolice Krakowa, z racji braku chętnych i terminu V ZMK zmieniliśmy plany i Cykloza zorganizowała na Pierwszego Maja wycieczkę całodniową do Zamku Lipowiec i Tęczyn.

Na starcie przy Fontanie stawiło się 24 żądnych przygody rowerzystów - członkowie Klubu, koledzy z Będzina (czyt. Ghostbikers), znajomi z BS (Rysiek, Filip, Tomek, Damian i Olo) oraz pozostali zgłoszeni w tym 3-letni Miłosz.


Po sprawdzeniu listy obecności i dopisaniu pozostałych nie zgłoszonych mailowo ruszyliśmy w trasę.
Na początku, aż do lasów chrzanowskich prowadziłem Ja, potem pod sam Zamek w Lipowcu zamieniłem się z Limitem i on objął stery.
Trasy nie opisuję gdyż jest dostępna u Limita pod opisem z wycieczki.
Po drodze mieliśmy kilka przerw. Pierwszą planowałem na rynku w Jeleniu, ale zawsze się coś zdarzy nieprzewidzianego i na Kosztowach mieliśmy pierwszy PITSTOP w celu naprawy awarii - kolega Grzegorz złapał panę (nie on jedyny ale to w dalszej części)

Tomek odegrał rolę serwisanta, chciał pójść na rekord wymiany dętki, prawie mu się udało, ale założył w pośpiechu koło odwrotnie. Nikt by się nie zorientował, gdyby sam fakt, że Grześkowi nie chodził licznik i zauważył, że magnes jest ze złej strony i Damian naprawił błąd.

Kolejne krótkie przerwy były w lesie, aby zebrać całą grupę. Około godz. 12:00 nawet planowo dotarliśmy pod wzgórze zamkowe

Adam z większością ekipy udał się przodem pod sam zamek,

a Ja zamykając stawkę powolutku wspinaliśmy się z pozostałymi, którzy mieli chwilową niedyspozycję, nie licząc małego Miłoszka, który całą drogę jechał w foteliku miał mnóstwo energii i prawie biegiem wszedł na Zamek z ciekawością jak wygląda.


Na zamku przyszła pora na większą przerwę. Poszedłem wynegocjować rabacik dla nas i z grupą osób, która jeszcze tu nie była weszliśmy penetrować zamczysko, w między czasie pozostali odpoczywali i pilnowali naszych pojazdów.

Przechodząc między poziomami w końcu docieramy na wieżę, skąd super widok na Góry i dolinę Wisły.

EKIPA ZWIEDZAJĄCA ZAMEK Z DWOMA GŁÓWNYMI PROWODYRAMI DZISIEJSZEGO WYPADU.

Czas uciekał nie miłosiernie i ruszyliśmy dalej, pożegnaliśmy się z rodzinką Miłosza, i dalej za garminem w stronę ruin Zamku w Rudnie. Zjazd na dół, aby potem z powrotem, tym razem ul. Stromą wjechać na górę. Oj dał ten podjazd nam we znaki nie liczni wjechali na sam szczyt. Mi się to w większości udało, dalej trochę grzbietem i żółtym szlakiem przyszło zjeżdżać dość technicznym terenowym zjazdem. W między czasie przed zjazdem znów dwie pany najpierw Piotr, a zaraz za nim Olo. Grupa się porwała, Adam zjechał z połową na dół, a my czekając jak chłopaki naprawią swoje pojazdy ochładzamy się wodą, z hydrantu.

Dół wcale nie był stratny ochładzali się w strumieniu.

Po przerwie spowodowanej kolejnymi usterkami pociągamy to reszty grupy i wylatujemy w jakieś mieścinie pod sklepem gdzie panie chyba, dzięki nam powiększyli dzienny utarg o min 60%.
Dalej jedziemy pod kosmiczne miasto znaczy się Nowoczesne studnio nagraniowe w Alwerni

i znów dość sporym podjazdem pod Zamek w Rudnie

Odłączają się od nas chłopaki na wąskich oponach, a my po konsultacji z mapą jedziemy dalej.
Powrót pod Kopuły i niebieskim szlakiem przez Puszczę do Pałacu w Młoszowej, gdzie strzelamy zbiorowe foto.

Dalej już pod wskazaniami Damiana jedziemy pod kolejną replikę węgierskiego zbiornika mianowice Balatonu w Trzebini, rzut na mapę i jedziemy dość żwawym tempem szlakiem do Jaworzna, Ciężkowic. Coraz bardziej zaczyna zapowiadać się na solidny deszcz.
Zatrzymujemy się jeszcze na Sosinie przy budce z fastfudem, co by wrzucić coś na ruszt

i wio dalej w lesie między Sosiną na Maczkami łapie nas solidy deszcz i kryjemy się przed nim niczym partyzantka w żelbetonowych rurach.


Po wyjeździe z lasu od Maczek, każdy już kierował się w swoją stronę.
Ja z Damianem już wolnym tempie pod Klimontów, pod komisariatem w prawo na Gwiezdną i Orion, gdzie jeszcze spotykamy Tomka, który przed nami jechał i czekał na nas chwila refleksji i podsumowania w kroplach deszczu kierujemy się do miejsca zakwaterowania. Tomek odłącza się przy targu, a Ja jeszcze kawałek z Damianem do centrum Zagórza.

W domu byłem ok 19:00 co ciekawe nasi szosowcy co się okazało dotarli dużo później od nas.

Super atmosfera pogoda prawie zamówiona, no końcówka nie koniecznie ale może nawet lepiej, że popadało przynajmniej te przegrzane mięśnia i skórę nam lekko ochłodziło. W czwartek Masa więc rower przyszykować następna wycieczka już w czerwcu do Ogrodzieńca.

Więcej zdjęć na klubowej stronie Cyklozy