OD KIELC PO LUBLIN, dzień 3

Czwartek, 23 lipca 2015 · Komentarze(0)
Dziś dzień pod znakiem przechodzącego frontu burzowego, a my zakładamy ambitny cel, najdłuższy etap tej wyprawy - dotrzeć do miejsca gdzie się wszystko zaczęło.

Trasa: Sandomierz - Zawichost - Annopol - Józefów - Piotrawin - Kamień - Miećmierz - Kazimierz Dolny

EDIT:
Aura nie za ciekawa się tego dnia zapowiadała. Po nocnych manewrach na mieście trzeba było się zregenerować i rozruszać.

Zbieram się na miasto upolować cosik na śniadanie. Powrót z zaopatrzeniem i przystępujemy do futrunku. Nim wybija 10:00 chcemy już jechać, ale zatrzymuje nas przelotny deszcz. Po paru minutach ustaje. Spakowani jedziemy jeszcze porobić parę zdjęć z Rynku, a ja się podbijam w informacji i w PTTK-u. Zapas wody i w drogę. Na rozgrzewkę spory podjazd, by się wydostać z miasta, potem już w większości profil trasy zdecydowanie bardziej zjazdowy.  Dość żwawym tempem docieramy do Zawichostu. Na jednym, ze zjazdów łapię wyprawowego max-a 63,4 km/h. Szlaku Green Velo nie widzieliśmy wcale. Dziś dla odmiany sprawdzanie oznaczenia Wiślanej Trasy Rowerowej. Jadąc zachodnią stroną rzeki, oznaczeń nic nie widzę. Korzystając z propozycji sternika w Zawichoście wskakujemy na Prom i przedostajemy się do Województwa Lubelskiego.
Wyjeżdżamy ze strefy buforowej i od razu trafiamy na drogę z płyt biegnącą wzdłuż wałów Wisły. Czasem płyty, czasem kostka brukowa i tak trzymając się rzeki docieramy pod Annopol. W powietrzu czuć, że nosi się na burzę. Chłodzimy się lodami i robimy przerwę popasową. Już mamy jechać, ale coś nas zatrzymuje i przeczuwając złego chowamy się w bramie. Oj dobry krok, bo by nam dobrze tyłki zmoczyło. Po jakieś godzinie, gdy w kierunku gdzie zmierzamy pokazało się ładne niebo jedziemy dalej. Obawiając się kolejnego deszczu widząc w około jeszcze niepewne chmurzyska, jedziemy pewien czas drogą wojewódzką do Józefowa. Niby nie ruchliwa trasa, ale momentami jak jakiś bałwan jechał chciało się wziąć kamienia i wybić mu szybę może by zwolnił. W Józefowie znów posiłek regeneracyjny i ciągniemy dalej bo nas noc zastanie. Poirytowani stylem jazdy po tych drogach wracamy na boczne ścieżki, aby wrócić na wały. Parę kilometrów od Józefowa dopada nas kolejny deszcz. Rzutem na taśmę dostrzegamy na wzgórzu w sad z drzewkami czereśniowymi zakrytymi plandeką. Podkręcamy tempo i się tam dokujemy na kilka dobrych minut. Uf znów na sucho.

Przestało padać i już nie jest tak duszno. Pora jechać, trochę drogi jeszcze zostało do pokonania. Przez wioski Piotrawin i Kamień wracamy na wały i trzymamy ich się nich jak najdłużej. Fajnie się leciało, do momentu, gdy zamiast pełnej płyty, droga była wyłożona płytami ażurowymi. Przez 5 km odcinek chyba miałem okazję poznać wszystkie możliwe modele. 

Po tej trzęsawce wracamy na sensowną nawierzchnię i docieramy do mieściny Zastów, gdzie lokalna rzeka Chodelka wpada do Wisły. Wkraczamy w strefę Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Po przejechaniu mostu na Chodelce dostrzegam znak odbicia niebieskiego szlaku rowerowego w lewo ze wskazaniem 4 km do Kazimierza. Odbijam w niego, a tu taka niespodzianka szlak prowadzi na spore wzniesienie z którego rozpościera się widok na Przełom Wisły oraz Zamek w Janowcu. Mnie się podoba. Chwilę napawamy oczy widokiem i brniemy dalej. Nagle szlak prowadzi ostro w dół w jakiś wąwóz, po czym znów spory podjazd w górę. Nawet udaje się sprawnie to siodło pokonać. Znów zjazd tym razem już nie tak ekstremalny, którym to docieramy do Miećmierza, gdzie znajduje się punkt widokowy na Wisłę. Zostawiamy rowery w Karczmie, u Kazimierza i z buta idziemy pooglądać krajobraz. 

Powrót i korzystając z podpowiedzi Pana Kazimierza, natrafiamy na ścieżkę prowadzącą tuż przy rzece, która doprowadza nas w okolice promu do Janowca. Potem już powrót na wały i docieramy do Kazimierza Dolnego. Poznając go w marcu, dziś docieramy jak do siebie. Futrunek obiadokolacji w sprawdzonej już jadłodajni. Po czym ruszamy na poszukiwania noclegu. Do 3 razy sztuka i się udaje spanko załatwić niedaleko Rynku. Kolejna rozpropagowana trasa rowerowa, ale oznaczeń w ogóle nie odnalazłem. hmm...

SPANKO W SANDOMIERZU

URLOPOWE POZDROWIENIA Z SANDOMIERZA

SZCZURY LĄDOWE PRZEKRACZAJĄCY GRANICE

ZNÓW NAM SIĘ UPIEKŁO NA SUCHO

TA NAWIERZCHNIA DAŁA NAM POPALIĆ

OSTATNIE KILOMETRY

I KAZIMIERZ , JUŻ ROCZEK JAK SIĘ PREZESOSTWO DOBRAŁO W PARĘ
 

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa tynie

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]