Środa zabiegana od rana. Kumulacja zadań do wieczora.
Najpierw standard Euro .
Po pracy podrzucić umowę od
Muzeum na Chemicznej. Stamtąd do Urzędu dowiedzieć się szczegółów gdzie
mnie to przydzielili do Obwodowej Komisji Wyborczej i podpisać stosowne dokumenty.
Jak już się z tym uporałem kierunek Oddział odebrać dokumenty na Rajd Młodzieży. Jednak jeszcze
nie wszystko gotowe i będę musiał jutro podjechać. Kolejny w kolejce czekał
Stasiu Czekalski z którym umówiłem się na Niwce w celu przejechania trasy
sobotniego Rajdu na Zlocie Patriotycznym. Objazd idzie sprawnie. Ustalamy szczegóły
i po przejechaniu się rozjeżdżamy..
Oj męczący dzień.
Poniedziałek spokojniejszy, za to od dziś zaczyna się
ganianie. Zaraz po pracy śmigam do
Oddziału odszukać kilka wniosków o odznaczenia.
W drodze powrotnej zatrzymuję się nieco na Patelni spoglądając jak to
prężnie się prezentują sztaby Partii startujących do sosnowieckiego Magistratu.
Potem już powrót na kwadrat.
Skoro już wyszło, że dotarłem rowerem, hamulce sprawne, więc
żal nie wykorzystać tego. Co prawda myślałem dogonić ekipę w Chudowie, ale jak
otworzyłem mapkę doszedłem do wniosku, że trochę edukacji nie zaszkodzi i
postawiłem na przejazd Szlakiem Warowni Jurajskich aż do Skały, a potem się
zobaczy.
Po śniadanku, tak koło 10:00 żegnam się i ruszam na
zaplanowaną marszrutę.
Na początek do Dłużca, gdzie wjeżdżam na szlak. Tam
trochę błądzenia, bo przegapiłem skręt, gdzie szlak odbija. Szybko jednak
wracam na właściwy tor. Hmm przebijając się do Wolbromia zastawiałem się, czy
to nadal szlak, ale oznaczenia były to jechałem w zaparte. Co prawda pieszy, to
nie nie ma co oczekiwać, że w 100% będzie przejezdny na rowerze. Punkt pośredni
osiągam sprawnie. Trochę marudzenia na foto i podziwianie. W końcu taki zamysł
miałem.
Następnie szlak biegł w kierunku wzgórza z Krzyżem
Milenijnym w Porębie Górnej, skąd roztaczał się widok na Wolbrom, Pasmo wzgórz
Smoleńskich i drogę prowadzącą w kierunku Miechowa. Wszystko to okraszone
barwami jesieni.
Grzbietem przez pola docieram do Budzynia, skąd kolejnymi
polami przebijam się do Glanowa. Sporo terenu. Podoba mi się . W samym Glanowie
znajduje się Dworek, niestety za wysokim płotem plus teren prywatny. Oględzin
nie będzie. Pora na eksplorację Doliny rzeki Dłubni. Wschodnia część Jury też
jak widać jest bardzo akt akcyjna krajobrazowo.
Przemierzając Dolinę, kilkakrotnie przyszło brodzić przez Dłubnię, aby dojechać jak szlak prowadzi do Imbramowic, gdzie znajduje się Klasztor sióstr
Norbertanek. Po zwiedzeniu obiektu kontynuuję jazdę przemierzając Dłubniański Park Krajobrazowy. Trochę wioskami, sporo
lasami. Wreszcie osiągam punkt do którego chciałem dotrzeć – Pustelni św.
Salomei na Grodzisku.
Analiza mapy. Dalej szlak biegnie środkiem OPN, tamtędy nie
da rady. Z resztą od Doliny Będkowskiej do Rudawy szlak już mi znany to
odpuszczam. Staczam się schodami w dół Doliny Prądnika. Z góry wygląda
rewelacyjnie o tej porze roku. Na dole kociokwik – samochodów zatrzęsienie.
Miałem zjechać na strawę w pobliżu Zamku w Ojcowie. Ale horda ludzi wokoło.
Cały dzień w ciszy – no nic jadę dalej. Przebijam się na czerwony rowerowy
Orlich Gniazd. Dawno nim nie kręciłem do Krowodzy. Podpinam się za za kilku
cyklistów tracąc oznaczenie szlaku. W ostateczności wpadam na wojewódzką 794 i
nią że przez Zielonki do Krakowa.
Godzina już podła, ale za wcześnie, aby posiłkować się
pociągiem. Wpadam na 79 i długa na Jaworzno. Ile się dało to tnę ścieżką. Od
Zabierzowa to już z nóżki na nóżkę przed siebie. W Krzeszowicach zapas
energetyczny się kończy. Zjazd na Orlena. Duża kawa, mufiny, zapas izotonów,
odziewam się cieplej. Dzień się chyli ku końcowi. Ciemność dopada mnie w
Trzebieni. Stąd już kamieniem rzucić do domu. W Chrzanowie odkrywam nową
dróżkę, aby ściąć centrum i dalej kontynuuję jazdę 79. Chwila moment i już w
Jaworznie. Przy Galenie wpadam na bikobanę i nią do Osiedla Stałego. Tam się
niestety kończy, ale i tak umiliła jazdę omijając Pechnik i Leopold.
Na Niwce spoglądam na czas i wychodzi mi, że z przerwą
kawową osiągam bardzo dobry czas przelotu z Krakowa. 3,5 h wystarczyło w
zupełności.
Spod Kościoła w Niwce już prosto na Zagórze. Niby tylko 130,
ale przyjeżdżam mocno zmęczony, ale bardzo zadowolony z przebiegu weekendu.
Weekend miał być nie rowerowy , ale nieco się harmonogram
zmienił i w sumie wyszło ciekawie.
Na przypadający w ten weekend Rajd Kadry w Domaniewicach na
Jurze miałem jechać busem, miałem jechać rano.
Psikus wolnego nie dostałem i musiałem jeszcze w sobotę do
pracy pójść. Wobec tego alternatywa, rzecz jasna rower. Tylko Zenitem hmm jak
już trzeba, a Big jeszcze w serwisie. W ostatniej chwili Szymon powiadamia, że
Merida gotowa do jazdy i mogę go odebrać. Nie wyrobię się, więc posyłam Tomasza po odbiór.
Stare
promaxy poszły od Żyda, a Big otrzymał nowe klamki Shimano. Jest różnica reakcji w porównaniu z podstawą.
Wybija 14:00 lecę do domu po sakwy i godzinę później
kierunek Domaniewice. Niecała 50 – łykam prawie bez pit stopów. Jedynie w
Sławkowie szybkie zakupy i w Kluczach oblekam się w długi rękaw.
Trasa testowa w tamtą stronę, w sumie to jeden odcinek łączący Sławków z Bolesławiem,
resztę znałem.
Sosnowiec – Sławków – Międzygórze – Podlipie – Bolesław –
Hutki – Klucze – Kwaśniów Dolny – Cieślin – Bydlin – Domaniewice.
Orientuję się gdzie nasza baza noclegowa i śmigam dalej w
poszukiwaniu klubowiczów Krzyśka i Romana, którzy pojechali wcześniej busem. Dogoniwszy wpadamy do sklepu
po zapas na wieczorną integrację. Chłopaki zapełniają mi sakwy do pełna. Ja
wracam szybciej, aby się jeszcze ogarnąć.
Potem już integracyjne przyjemności do późnych godzin
nocnych.
Big się naprawia, więc Zenit kręci nieco więcej. Rano praca, a wieczorkiem jeszcze rundka po aptekach galeryjnych w poszukiwaniu mojego leku na zatoki. Niestety u nas w pobliżu nie mają.
Tydzień wałakowania w głowie, czy i jakie hamulce wybrać. Biga coś za często w przeciągu półtora roku oddawałem do naprawy z uwagi na hamulce. Już był stan, że chciałem przejść na mechaniki.
Jednak dziś jak po pracy wybrałem się do Plastrów na konkretną rozmowę doszliśmy do porozumienia, że jednak zostanę przy hydraulice, ale inwestycja w zakup grupy shimano. Promax nie wytrzymał presji czasu. Układ nieszczelny, Szlak go trafił.
Przeziębienie nie odpuszcza. Miała być niedziela pod pierzynką, ale żal było nie skorzystać z tak ciepłego dnia, szczególnie, że od dwóch tygodni szału nie było.
Powolutku z Agą i tatą pokręciliśmy się po Pogoriach i Parku Zielona.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym