Piątunio zmęczenie materiału. Miała być dziś tylko krótka trasa na linii praca dom, a tu jakoś przyszedł smak na zieloną herbatkę i pod osłoną nocy wybrałem się na relaksik przy herbatce i nocne pogaduchy w wiadome nielicznym miejsce.
Czwartek nadal chłodno nad ranem. Przynajmniej już nie wieje i kręci się przyjemniej. Dziś podobnie jak wczoraj rundka przez centrum. Podrzucając kolejnym towar ochrony osobistej z zasobów magazynowych. Załatwiam sprawę i kręcę do prywatnego fryzjera pozbyć się nadmiaru włosów na głowie. Salony zamknięte więc trzeba użyć radykalnych środków przy pomocy maszynki.
Porządek na głowie zapanował, w głowie możne nie za specjalnie. Zaspokojony zjeżdżam na kwadrat dalej się kwarantannować.
Ostatni dzień marca bez roweru. Pora zacząć kolejny miesiąc kagańca społecznego. Na szczęście zakład mój prosperuje, więc mogę się z domu ruszać i to jeszcze na rowerku jako środku komunikacji (jako narzędzie do rekreacji już nie koniecznie). Dojazdowo w użyciu Zenit. Po wczorajszych śniegach temperatura nad ranem z minusem. Bandama cieplejsza czapa, rękawiczki i w drogę.
Po pracy nieco cieplej ale bez szału. Korzystając z możliwości po pracy odbijam na centrum dostarczyć kolejną dawkę mydła antybakteryjnego zainteresowanym. Przy okazji na szybko do Plastrów po nowe ogumienie dla Biga. Stare już ma tyle opiłków w sobie że co chwilę pany łapię. Swoje też mają przejechane. Z zakupem już prosto na kwadrat.
Godzina 4 minut 30. Wsiadam na koło, a za oknem deszcz ze śniegiem. Dobrze, że blisko do pracy. Na powrocie sucho, ale zdecydowanie zimniej niż nad ranem.
Ostatnie zawirowania okołokubkowe w klubie ukazały, że źle zaczyna się dziać w państwie duńskim. Z racji, że zgromadzenia narodowego zwołań nie idzie. Musiałem wyładować się, poukładać myśli i ruszyłem się popołudniu w plener.
Początek zacząłem od lasku Zagórskiego, skąd przebiłem się przez Lenartowicza i terenem wzdłuż S1 dokręciłem na Browar. Następnie terenem na Juliusz. Zamiast klasycznie przez Osiedle podgoniłem do końca zaobserwować co się dzieje na terenach po kopalni Maczki-Bór.
Jak już zaspokoiłem swoją ciekawość dalej terenem gnam na Maczki. Trochę asfaltem pod pętlę na Starych Maczkach i znów terenem na Wągródkę i tamtejszy terminal gazowy. Przy okazji łapię już 26 blachę z napisem Sosnowiec. Chwila rozkminy i dostrzegam strzałkę Tartak. Myśłę pewnie ten na Burkach. Droga gnała przez las, się mi spodobała i tamże udałem się w dalszą drogę.
Tartak zdobyty. Dalej w las i kierunek Ryszka. Prawie do niej dotarłem - prawie, ale gdzieś zapomniałem skręcić i wyskoczyłem na tyłach terminalu LHS. No cóż więc Sławków, ale ludzi trzeba omijać to skręcam na rowerową obwodnicę, która to doprowadza do wylotu na Okradzionów. Jednak wybieram inny wariant i kręcę niebieskim szlakiem na Krzykawkę. Ot niespodzianka polna droga w asfaltowy trakt się zmieniła. Czas nieco tępa podkręcić i asfaltem gonię przez Kuźniczkę do Okradzionowa, aby wbić się na teren prowadzący na Tucznawę. Korciła mnie jeszcze Bukowa Góra, ale z wiatrem mi się już walczyć nie chciało i po minięciu OSP Tucznawa odbiłem na Sikorkę i dalej udałem się do Antoniowa. Znów trochę terenu i przez Użytek Bagna w Antoniowie śmigam na P1 i P2, aby na trójce wyskoczyć. Na wylocie z dwójki wyprzedza mnie kolarz, ścigach się załącza, już chce przycinąć, a tu miękko z przodu. BUUU. Na dopompowaniu docieram pod molo. Wymiana dętki i zjazd na kwadrat. Starczy na dziś.
TROCHĘ WIOSNY OBECNIE NIEBIESKI SZLAK
UJĘCIE Z LIPCA 2017 ROKU (ZDJĘCIE ZROBIONE Z DALSZEJ PERSPEKTYWY
Dziś wiatr trochę ustał i przed pracą rundka do Skarbowego z myślą, że coś załatwię. Ostatnio się spóźniłem bo skrócili godziny pracy, a w tym tygodniu zamknęli urząd i zostało tylko wrzucanie dokumentów do urny lub przez pocztę. Tak też uczyniłem. Pismo ląduje do urny, a ja nawijka do piekarni. Z towarem na kwadrat. Przegrupowanie w plecaku i długa na Inwestycyjną. W pracy spowolnienie. Drobna hibernacja magazynowa, ale jakoś udaje się dniówkę przetrwać. Na powrocie już bez zaginania.
Cykloturysta z Sosnowca. Od najmłodszych lat zarażany Cyklozą. (w końcu mnie dopadło)
Współorganizator Zagłębiowskiej Masy Krytycznej i innych imprez rowerowych, były działacz w Akademickim Związku Sportowym, od 2011 Prezes Klubu Turystyki Rowerowej CYKLOZA przy sosnowieckim PTTK.
Największe dokonanie:
Wyprawa rowerowa Sosnowiec - Władysławowo - Sosnowiec (28.07-10.08.2012), 14 dni niezapomnianych wspomnień na dwóch kółkach,
nieco mniejsze dokonania:
21-24.07.2015 urlopowo Od Kielce po Lublin (Kielce, Kurozwęki, Ujazd, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Nałęczów, Lublin)
17-23.08.2015 Rowerowy objazd dookoła Województwa Ślaskiego
11-17.07.2016 Po Kaszubskim Parku Krajobrazowym