Niedzielnie z tatą
Niedziela, 16 lipca 2017
· Komentarze(0)
Kategoria rekreacja
Korciło mnie zabrać się z grupą bytomską do Rybnika, ale późno się wstało i nie było opcji zdążyć na zbiórkę. Z resztą kolano znów się odezwało po wczorajszym kręceniu i nie chciałem ryzykować i dalej przemęczać stawu. Wobec tego do obiadu dalszy ciąg nadrabiania wpisów na cyklozie.
Telefon dzwoni, znaczy obiad gotowy. Przyodziewam ciuchy i śmigam do rodziców na niedzielną strawę.
Po konsumpcji udaje mi sië tatę namówić na przejażdżkę. Krótką, jak by inaczej. Na początek falstart, zajeżdżamy na stację dopompować koła. Podpinam pod kompresor i po chwili buuum. Poszła tacie przednia opona. Odpinam koło i śmigam po zapas od dawcy, czyli mojego Meridiana. Przeszczep udany, można jechać. Śmigamy na Gołonóg, gdzie odbijamy na Piekło i czynimy objazd P4. Po czym, zjazd na bieżnię i dalej na Zieloną. Już mieliśmy na kwadrat zbijać, ale podpuściłem seniora i pogoniliśmy wałami do Będzina, skąd dalej na Pogoń z nawrotem na Stawikach. Dzień się kończy ze Stawików już prosto wzdłuż 3 Maja na Zagórze.
Telefon dzwoni, znaczy obiad gotowy. Przyodziewam ciuchy i śmigam do rodziców na niedzielną strawę.
Po konsumpcji udaje mi sië tatę namówić na przejażdżkę. Krótką, jak by inaczej. Na początek falstart, zajeżdżamy na stację dopompować koła. Podpinam pod kompresor i po chwili buuum. Poszła tacie przednia opona. Odpinam koło i śmigam po zapas od dawcy, czyli mojego Meridiana. Przeszczep udany, można jechać. Śmigamy na Gołonóg, gdzie odbijamy na Piekło i czynimy objazd P4. Po czym, zjazd na bieżnię i dalej na Zieloną. Już mieliśmy na kwadrat zbijać, ale podpuściłem seniora i pogoniliśmy wałami do Będzina, skąd dalej na Pogoń z nawrotem na Stawikach. Dzień się kończy ze Stawików już prosto wzdłuż 3 Maja na Zagórze.