DP - Kraków: Olszanico nadchodzimy, czyli sezon rowerowy czas zacząć

Piątek, 24 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria wycieczki, praca
Pewnie będzie tak jak w zeszłym roku, czyli większość przejechanych kilometrów będzie związana z dojazdami do pracy, ewentualnie dłuższymi tripami w ciągu tygodnia roboczego, kiedy mam więcej wolnego. Ale co jak co sezon rowerowy uroczyście i zacnie trzeba było rozpocząć. A zaczęło się tak:
Od początku miesiąca załatwianie sobie wolnego na ten weekend. Po ciężkich bojach wreszcie się udało. W międzyczasie przygotowanie Meridiana do sezonu i konszachty z górą co by pogoda była gwarantowana na piątkowo-sobotni wyjazd.

Fort Olszanica zaklepany, miejsca rozeszły się jak świeże bułeczki. Wszystko zaplanowane można jechać.

Piątunio jednak przywitał mnie dość nietypową aurą. Zachmurzenie, ale ciepło i do tego w radio i na ICM niepewne wykresy co do opadów deszczu popołudniu.  W sumie wszystko mi jedno było ważne, że wolny weekend i można się za miasto wybrać i do tego w doborowym towarzystwie. 

Start z domu 8:30 tym razem z sakwami. Dawno się z nimi nie jeździło, ale wiatr na plecy przez co spoko się jechało. Na Morawę docieram o czasie. Mało dziś pracy i przychylność szefostwa sprawia, że zamiast o 16:00 kończę o dwie godziny wcześniej. 
Idealnie mi to pasuje. Wskakuję w bike wdzianko i parę minut po 14:00 opuszczam bazę.
Zastanawiam się tylko czy jechać do domu. Szybka analiza i stwierdzam, że to nie opłacalne więc melinuję się w PTTK-u. Czasu sporo to śmigam z buta do Plazy oporządzić obiadek na mieście. Wsad załadowany rundka na Dekerta zobaczyć za butami i wracam pod Oddział. W międzyczasie pod fontannę docierają Kocur, Limit i Rysiek. Przywitanko i idę do Oddziału po Meridiana.
Na miejsce zbiórki docierają kolejni uczestnicy Marek, Domino, Waldi no i moje słońce - Prezesowa Narzeczona. 

Pora śmigać. Nasz skład jest ostatnim, który śmiga do cyklozowej, zamiejscowej siedziby wypadowej FORTU Olszanica, reszta już w drodze. 
By sprawnie się przedostać decyduję się na wariant 100% asfalt.  Przystanek pierwszy BP Mysłowice, skąd zgarniamy Tomka.
Skład już w komplecie.
Rozkręcam wesoły pociąg i lecim na Pcim. Sprawnie pokonujemy Mysłowice, krótki pitstop w Imielinie i wbijamy się na wojewódzką 780, która prowadziła nas, aż do samego Krakowa.

Prorocze okazały się prognozy i mój słabszy biorytm, bo w Libiążu dopada nas deszcz.

I tak przez godzinę dawał nam się we znaki. Pierwszą falę deszczu przeczekujemy na stacji, gdy nieco odpuszcza ruszamy dalej. Jednak w Żarkach dopada nas ponownie chmura i znów pod dach.

Zielone światło nad horyzontem, deszcz ustaje słońce się chowa, a my w drugą stronę. Z uciekinierami z grupy łączymy się w Wygiełzowie. Zmrok nastał. Ostatnie 20 km pokonujemy w barwach nocy, robiąc jeszcze po drodze postój zaopatrzeniowy do grilla.
Na deser ostatni podjazd pod fort. Myślałem, że Martyna mnie zastrzeli, ale ambicja jej nie pozwoliła się poddać i dotarła w jednym kawałku pobijając swój dotychczasowy rekord dystansowy o 5 km. Należy również podkreślić, że treningi się przydały bo nie dawała za wygraną i równym tempem pokonywała kolejne kilometry o zróżnicowanym profilu trasy.

Wreszcie docieramy do celu. Reszta składu już biesiaduje przy kręgu grillowym. Ogarniamy się trochę i zacnie rozpoczynamy tegoroczne rowerowanie do późnych godzin nocnych.

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa hnawy

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]